exulant

Słowo poświadczone w fotocytacie:
(...) Zam. wyd. 557; druk. 321. J-116. Cena zł 60.—  LIBERA POEZJA POLSKA XVIII WIEKU  — L Zdzisław Libera POEZJA POLSKA XVIII WIEKU CZYTELNIK • WARSZAWA 1976  Wycofano ze zbioru rezerw Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy Obwolutę projektował ANDRZEJ HEIDRICH W md i © 0' TóO m-i  POEZJA POLSKA XVIII WIEKU POEZJA CZASÓW SASKICH W dziejach literatury polskiej XVIII wieku możemy wyróżnić co najmniej dwa odrębne etapy. Pierwszy z nich przypada na tzw. czasy saskie i uchodzi, przynajmniej w pierwszych swych trzydziestu, czterdziestu latach, za okres upadku i zacofania kulturalnego, drugi zaś, obejmujący częściowo lata panowania Augusta III, a przede wszystkim Stanisława Augusta Poniatowskiego, przynosi odrodzenie literatury i kultury i tworzy dobę polskiego Oświecenia, jeden ze świetniejszych rozdziałów w historii kultury narodowej. Toteż zwykło się dziś mówić o latach czterdziestych i pięćdziesiątych XVIII wieku jako o „świcie nowych idei" albo 0 wczesnym Oświeceniu, a o latach późniejszych, jako o dobie stanisławowskiej lub okresie Oświecenia dojrzałego. Przemianom gospodarczym, społecznym i politycznym, jakie nastąpiły w ciągu XVIII wieku, towarzyszyły przeobrażenia w kulturze, która w drugiej połowie stulecia zajaśniała szczególnym blaskiem i objawiła się w dziełach wyróżniających się trwałymi wartościami. Mówiąc o poezji, mamy na myśli tylko jeden z działów literatury pięknej, mowę wiązaną, którą zwykło się nazywać w owym czasie rymotwórstwem albo wierszopistwem. W XVIII wieku dzieje poezji odpowiadają w zasadzie tym dwóm fazom rozwoju kultury, które wyodrębniliśmy w naszych rozważaniach. Pierwsza połowa stulecia pozostaje jeszcze pod wyraźnymi wpływami stylu barokowego, ale jest to już barok schyłkowy, ujawniający cechy skostnienia 1 degeneracji. Historycy literatury nie potrafili wskazać 5  utworów, które by kontynuowały tradycje Morsztynów, Potockiego czy Sairbiewskiego. Można by wprawdzie wymienić kilka nazwisk autorów uprawiających sztukę rymotwórczą, ale dzieła ich nie przedstawiają większych wartości, znane są jedynie badaczom literatury i nie weszły do szerszej świadomości literackiej. Oto Piotr Franciszek Alojzy Loski (ok. 1661—1728), wychowanek szkoły pijarów, a potem sędzia grodzki w Warszawie, podkomorzy warszawski i regent kancelarii mniejszej koronnej, był autorem poematu religijnego pt. Dźwięk na wdzięk Opatrzności Boskiej (1727) i zbioru fraszek czy epigramatów pt. Lutnia rozstrojona. Pierwszy z tych utworów zawiera opis nieba, w którym występują święci w scenach batalistycznych. Nieporadność artystyczna, dziwaczne obrazy, brak głębszej treści ideowej — wszystko to spowodowało, że poemat poszedł w słuszne zapomnienie. Epigramaty, przeważnie o charakterze satyrycznym, są może bardziej czytelne aniżeli poemat religijny, ale daleko im pod względem dowcipu czy plastyczności wyrazu do fraszek Potockiego czy Kochanowskiego. Z pewnością bardziej utalentowanym poetą był Wojciech Stanisław Chróściński (ok. 1665—1722) uszlachcony mieszczanin, kierownik kancelarii królewskiej za Jana Sobieskiego. Część jego utworów ukazała się jeszcze w XVII wieku. Należą do nich Trąba wiekopomnej siawy i pamięci... Jana III oraz Lament strapionej ojczyzny... , wyraz kultu króla Sobieskiego i czci dla jego rodziny. Część natomiast, do której zaliczyć trzeba wiersze religijne, wyszła drukiem dopiero na początku wieku XVIII: Krótki zbiór duchowych zabaw (Częstochowa 1710) i Józef do Egiptu od braci przedany (Kraków 1745). Jako autor pieśni Maryjnych, reprezentował Chróściński poezję baroku. Bardzo pod tym względem charakterystyczny jest Wiersz ófierny Najświętszej Pannie Maryjej na Piasku w Krakowie, napisany z okazji budowy kościoła Matki Boskiej. Jest to przykład popisu erudycji politycznohistorycznej a zarazem refleksja nad tokiem dziejów ludzkich z to6  warzyszącymi im przemianami: minęły czasy, kiedy składało się ofiary na Kapitolu na ołtarzu Jowisza, Marsa czy Bellony, dzisiaj oddaje się cześć Matce Boskiej w kościele na Piasku w Krakowie. Różnorakie motywy religijne dochodzą do głosu w Refleksjach duchowych na mądry króla Salomona sentyment... Karola Mikołaja Juniewicza, sekretarza prowincji polskiej zgromadzenia paulinów, w poemacie AdamaMichała Kępskiego pt. Myśli o Bogu i człowieku w mowie człowieka i ducha wyrażone (Warszawa 1756), czy też w głośnym utworze Hilariona Falęckiego pt. Wojsko serdecznych nowo rekrutowanych na większą chwałę boską afektów... Tak więc motyw nicości świata i marności rzeczy doczesnych otrzymał w poemacie Juniewicza formę osobliwego pięciozgłoskowca, przy pomocy którego autor stprał się dowieść, że sława ludzka przemija, a los człowieka jest zmienny. Przykłady wziął Juniewicz z dawnej i nowszej historii oraz z życia społeczno-obyczajowego, a dramatyczne dzieje Karola Gustawa przedstawił w skocznym rytmie odpowiadającym raczej treściom żartobliwym niż tematom poważnym: Pytam: Gdzie sława I Mars Gustawa Karola tronu? Ów, co zuchwałą Hardości strzałą Piął się do Rzymu, Zboczywszy z drogi, Z postrzałem nogi Uszedł do Krymu. Gdzie na złe leki Trafił, z opieki Chanowskiej finty. Nogę leczono, A w nos kurzono Finfami z flinty. Oto próbka wiersza, która ilustruje styl i charakter poematu. Żaden więc z wymienionych wyżej utworów nie zyskał 7  uznania, a poemat ks. Falęckiego zdobył nawet złą sławę, ponieważ wyśmiał go Krasicki w Monachomachii. Treści filozoficzne zawiera poemat Kępskiego Myśli 0 Bogu i człowieku, ale nie są one szczególnie interesujące, a sposób, w jaki autor je wyraził, charakteryzuje go raczej jako wierszopisa niż jako poetę obdarzonego inwencją i wyobraźnią. Tak więc na przykład w księdze I rozważa w sposób scholastyczny zagadnienie honoru. Zastanawiając się nad jego istotą, wskazując na zgubne konsekwencje źle pojętego honoru i demaskując fałszywe jego rozumienie, występuje Kępski przeciwko nadużywaniu tego pojęcia oraz przeciwko pozorom i parawanom, za którymi kryją się często zjawiska społecznie szkodliwe 1 ujemne pod względem moralnym. Całą tę filozofię wyłożył autor monotonnym jedenastozgłoskowcem (5 + 6) wiążąc go prymitywnymi, gramatycznymi rymami. Wyobrażenie o poemacie może dać fragment księgi I: A jak honoru samo słowa brzmienie, Samo istotą ludzkie rozumienie, Tak skutek próżny, bo cóż stąd przybywa, Że po tytule człowiek się nazywa? W czym mieni strona lewa albo prawa? W czym większym czyni człeka wyższa ława? Czy gdy wywyższon przez to człek cnotliwy? Czy w poniżeniu tylko jest złośliwy?... Przykładem upadku literatury religijnej jest wspomniane wyżej Wojsko serdecznych nowo rekrutowanych na większą chwałę boską afektów... ks. Hilariona Falęckiego, który w nieudolnych wierszach wyrażał uczucia „trzema kolumnami wiary, nadziei, miłości idące". By uświadowić sobie, jak bardzo zwyrodniał smak estetyczny, wystarczy przytoczyć kilka wierszy poematu na temat piekła: O wieczności, wieczności piekielna! Delikatów światowych. Jaki będzie traktament, Nieskończone tortury, Wieczna biada u obiada. Tam biesiada, gdzie bies siada, 8 Jady smocze te ochocze, Będą konfitury. Poezja świecka tego okresu przedstawia się nieco lepiej, chociaż i w tej dziedzinie niewiele pozostało utworów, które zdobyły sobie miejsce w dziejach literatury polskiej. Poemat Franciszka Gościeckiego o poselstwie Stanisława Chomentowskiego od Augusta II do sułtana tureckiego Achmeda III (Gościecki nazywa go Achmetem IV) ma przede wszystkim wartość dokumentarną. Przynosi bowiem wierszowany opis podróży, połączony z charakterystyką krajobrazu i obyczaju wschodniego. Autor obserwuje różnego rodzaju sceny i osobliwości, opisuje miasta ..i wsie, ludzi oraz ich stroje wykazując w tym zmysł realizmu i znaczną spostrzegawczość. Wiersz toczy się gładko nawiązując do tradycji poematów opisowych i poetyckich relacji z podróży z XVII wieku. Czy to będzie obraz wsi tureckiej, czy dworu sułtana — każdy z nich wyróżnia się, jeżeli nie plastycznością opisu, to na pewno dokładnością, która nosi w dodatku cechy informacji geograficznej a może i dydaktycznego wskazania. Oto wyjątek z opisu krajobrazu tureckiego, który autor porównuje z Polską: Gdyż i tu za Dunajem, jako w Wołoszczyźnie, Rzadko pole obaczysz, ażeby tak żyźnie Zbożem się pokrywało jako polskie niwy, Którym nie da gospodarz zaróść, chleba chciwy. Tu mil kilka przejedziesz, dzień i drugi minie, A zagona nie ujrzysz, choć w bujnej równinie. Bądź, że rzadkie są wioski, bądź że ludzi mało Tych, co by pożywienia z roli wyglądało. Co żywo handlu patrzy, warsztatu co żywo I to jest ich przedniejsze pożywienia żniwo. Zwłaszcza o chleb i kaszę, że mniej ludzie dbają Arbuz, melon, ogórek zjeść za bankiet mają. Piwa nie masz i wódki — tak bez worka szkody Gaszą Turcy pragnienie, napiwszy się wody. Akcenty troski obywatelskiej i motywy żalu patriotycznego -występują w twórczości Dominika Rudnicki e9  — g o, jezuity, rektora kolegiów w Pułtusku i Łomży, autora wierszy polskich i łacińskich. Jeden z nich, Pieśń postna nabożna o Koronie Polskiej, stanowi echo głośnych wydarzeń politycznych, jakie nastąpiły po śmierci Augusta II, gdy na króla wybrano Stanisława Leszczyńskiego i Augusta III. Autor jest stronnikiem Leszczyńskiego, zwycięstwo Sasa uważa za klęskę narodową i karę Boską. W wyborze na króla Augusta III widzi utratę wolności: Płacze pospólstwo, szlachta woła: „Biada!", „Już po nas" — sąsiad rzecze do sąsiada. Słońce swobody zaćmiło się czarno, Że zginie marno. % W dwudziestu strofach safickich1 wyraził się lęk przed przyszłością i niechęć do Niemców zasiadających na polskim tronie. Jeszcze wyraźniej tony patriotyczne ujawniły się w Lamencie prowincyj polskich nad umarłą matką ojczyzną Polską, który jako wiersz anonimowy pojawia się w kantyczkach z 1714 roku. Wiersz ten — wyraz głębokiej, pełnej żalu zadumy nad żałosnym losem ojczyzny, zrodził się z porównania teraźniejszości z przeszłością. Motyw ten, dość często spotykany w dawnej poezji politycznej, brzmi tu wyjątkowo prawdziwie. Wspomnienie o Chodkiewiczu i Czarnieckim, wodzach-zwycięzcach, nabiera szczególnie wyrazistej wymowy. Jest bowiem jakąś ironią historii fakt, że naród, który niedawno jeszcze szczycił się sławnymi zwycięstwami, znalazł się w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Lament prowincyj polskich dowodzi, że świadomość nadchodzącej klęski objawiła się już na początku stulecia, kiedy to czarne chmury zaczęły się dopiero zbierać nad Polską, ale widmo rozbiorów nie było jeszcze widoczne. Autorem zbioru bajek nawiązujących częściowo do La Fontaine'a, częściowo do tradycji rodzimej był Jan Stanisław Jabłonowski, znany głównie z broszury politycznej Skrupuł bez skrupułu w Polszczę..., w której 1 Strofa saficka to strofa czterowierszowa złożona z trzech wierszy Jedenastozgioskowych i jednego, ostatniego, pięciozgłoskowego. Nazwa pochodzi od imienia poetki greckiej Safony (z VII/VI w. p.n.e.). 10  wyraził gorzką prawdę o upadku stanu szlacheckiego. Bajki, które zebrał w tomie pt. Ezop nowy polski, nasycił moralizatorstwem znamiennym dla ich dydaktycznego charakteru. Walorem bajek jest ich język żywy i plastyczny. Wyrosłe na gruncie tradycji barokowej odznaczają się wyrazistymi dialogami i barwnością opisów. (Por. Cz. Her,nas, Barok, Warszawa 1973, s. 416—418.) Czasy saskie przyniosły dość obfitą literaturę satyryczną. Nawiązywała ona do tradycji poezji XVII wieku, zawierała krytykę stosunków politycznych, godziła w intrygi dworskie, obrazowała życie szlachty skupiając uwagę na zjawiskach negatywnych, jak przekupstwo w trybunale, rozluźnienie obyczajów, życie nad stan, fałszywe pojmowanie honoru. Satyra uderzała także w osłabienie uczuć religijnych.2 Wiersze satyryczne pisano po łacinie i po polsku. Obserwując ich rozwój w ciągu sześćdziesięciu lat XVIII wieku, można zauważyć, że określenie ,,czasy saskie” obejmuje zjawiska bardzo różnorodne, często niepodobne do siebie. Obok utworów bardzo słabych, reprezentujących całkowity upadek sztuki poetyckiej i pozbawionych smaku artystycznego, pojawiają się w miarę upływu czasu utwory bogatsze w treść i doskonalsze pod względem formalnym. Za jeden z wyróżniających się pod różnymi względami utworów uchodzi satyra pt. Punkt honoru Antoniego Sebastiana Dembowskiego, sekretarza królewskiego -za Augusta II i referendarza koronnego za jego następcy: Wydana w 1749 r., zawiera wiele scen wziętych z różnych kręgów życia obyczajowego odnoszących się do fałszywie pojętego honoru. Temat, jak zaznaczyliśmy, pojawiał się w innych utworach literackich, ale w odróżnieniu od Kępskiego, Dembowski ujmuje rzecz w kategoriach komizmu. Przedstawione sceny: bójka w karczmie chłopskiej, zwada szlachciców, kłótnia mnichów itd. — wszystko to tchnie życiem, a co ważniejsze, jawi się w aurze pogodnego humoru, przy czym nie brak tu także cech karykatury.3 Zwrócono już uwagę, że scena sprzeczki mnichów nasuwa sko* S2 Por. P. Buchwald-Pelcowa, Satyra czasów saskich, Wrocław 1969, s. 275. S Op. cii., s. 279. 11  jarzenia z Monachomachią,4  5 a ,,Krasicki miał swego prekursora w czasach saskich"5. Istotnie, wiersz Dembowskiego odznacza się walorami artystycznymi. Sceny żywo po sobie następują, tok narracyjny przeplata poeta dialogami, plastyczność poszczególnych obrazków podkreśla kolorytem lokalnym — słowem wiersz czyta się z zainteresowaniem, można w nim dostrzec pierwszy etap dalszego rozwoju satyry, której reprezentantami w drugiej połowie stulecia będą Naruszewicz i Krasicki. 0 ile nazwiska Juniewicza, Kępskiego czy Dembowskiego są na ogół mało znane, a dzieła ich pozostają ukryte w magazynach bibliotecznych,6 o tyle nazwiska księdza Baki, Minasowicza, Drużbackiej, Załuskiego, Radziwiłłowej i Rzewuskiego należą do bardziej popularnych, a utwory ich weszły do różnego rodzaju antologii, niektóre zaś nawet, jak komedie Radziwiłłowej czy tragedie Rzewuskiego, zostały współcześnie wznowione. Niemniej jednak i ci pisarze nie reprezentują najwyższych wartości, chociaż każdy z nich, z tych czy innych względów, zasługuje na uwagę historyka kultury i literatury. Ks. Józef Baka, autor Uwag o śmierci niechybnej, uchodził dawniej za symbol niezdolnego wierszoklety, którego wiersze cytowano jako przykład „zdziczałej poezji."7 Dokładniejsze zbadanie twórczości tego autora wykazało jednak, że sprawa jest bardziej złożona, aniżeli to się na pozór wydaje. Istotnie, Uwagi, ze względu na charakter wiersza i trywialność języka mogą nawet sprawiać wrażenie parodii. Są po prostu komiczne, miejscami — wulgarne, w rytmie monotonne. Jednakże i w tych wierszach subtelny znawca poezji, Wacław Borowy, dostrzegł obok ,Zasadności wysłowienia" i „sarmackiej zadzierżystości", „ude4 Op. cif., s. 281. 5 Poeci polskiego baroku. Tom I. Opracowały J. Sokołowska, K. Żukowska. Warszawa 1965, Przedmowa, s. 103. Na wartość satyry A. S. Dembowskiego pierwszy zwrócił uwagą J. W. Gomulicki, który w posłowiu do Organów T. K. Węgierskiego (Warszawa 1956) zauważył, że znalazła się w niej „również zabawna miniaturka beroikomiczna przedstawiająca wojnę mnichowską na plebanii''. 6 Upowszechniła je antologia Poeci polskiego baroku. 1 Por. J. Chrzanowski, Historia literatury niepodległej Polski, Londyn 1942, s. 337. 12 rzające jędrnością sentencje”, „animusz godny pewnych kolęd siedemnastowiecznych", a co ciekawsze, wskazał na zrozumienie i sentyment poety dla mieszczan i chłopów.8 Inaczej natomiast przedstawia się sprawa, gdy chodzi o część pierwszą Uwag o śmierci niechybnej, mianowicie o Uwagi różne rzeczy ostatecznych i złości grzechowej, odkryte przez Stanisława Estreichera w 1936 r. Otóż zebrane tu wiersze mają inny charakter niż te, które znalazły się w części drugiej. Odznaczają się one powagą tonu religijnego, a metafizyczne tematy: problematyka grzechu, wieczności, czystości sumienia, otrzymały oprawę poetycką wyróżniającą się poziomem artystycznym. Pod względem stylu należą one do poezji barokowej, a jak zauważono już, niektóre z nich wykazują pokrewieństwo z mistyczną liryką hiszpańską, tłumaczoną wówczas na język polski.9 Z pewnością najciekawszym zjawiskiem poetyckim pierwszej połowy XVIII stulecia jest twórczość Elżbiety Drużba ckiej, autorki obszernego tomu liryków i poematów. Składają się nań poematy religijne, jak Opisanie życia świętego Dawida króla Izraelskiego, Pokuta S. Marii Egipcjanki, Pokuta S. Marii Magdaleny, Na obraz ścięcia S. Jana Chrzciciela, opowieść pt. Fabuła o księciu Adoltie dziedzicu Roxolanii oraz „wiersze różne”, wśród których wymienić należy Opisanie czterech części roku i tom liryków pt. Zbiór rytmów duchownych, panegirycznych, moralnych i światowych. Chociaż należą one jeszcze do poezji barokowej, wnoszą jednocześnie pewne pierwiastki nowe. Można tu dostrzec zarówno znamiona wdzięku rokokowego, jak też objawy stylu klasycystycznego znajdującego odbicie w sposobie obrazowania, w przejrzystości konstrukcji poetyckiej. Niejednolitości stylowej odpowiada niejednolitość treści. Poezję Drużbackiej przenika duch religijności, który charakteryzuje nie tylko poematy opiewające żywoty świętych, ale wyraża się także w wierszach „moralnych” i w utworach poświęconych opisaniu przyrody. Inną cechą jej utworów jest erotyzm, który zna8 W. Borowy, O poezji polskiej w -wieku XVIII, Kraków 1948, s. 68 1 69. 9 W. Borowy, op. cif., s. 73. 13  mionuje uczulenie poetki na motywy miłosne. Obok scen i obrazów odwołujących się do symboli skonwencjonalizowanych dostrzec można próby ich przełamania. Ale nawet tam, gdzie występują postacie wzięte z mitologii, usiłuje Drużbacka stworzyć obraz oryginalny, nacechowany indywidualnym piętnem. Wyróżnia się pod tym względem wiersz Na pysznego Narcyssa uciekającego od miłości nimfy Echo nazwanej, w którym apostrofa do tytułowego bohatera uderza ekspresywnością wyrazu: Darmo zaczynasz wojnę z miłością, Narcysie, Darmo się z nią potykasz w stalowym kirysie, Darmo ufasz w orężu, w trójgraniastą szpadę, Gdyć nagie dziecko wziąć ją potrafi przez zdradę: Wnet jedna strzałka Zwojuje śmiałka. Chyba jednak tym, co najbardziej określa przełomowy charakter poezji Drużbackiej, jest wyłaniająca się z barokowej przesady prostota wyrazu artystycznego, wrażliwość na uroki przyrody, zmysł satyry, godzącej w negatywne zjawiska obyczajowe, zdolność dostrzegania prawdziwych wartości kultury. Na przykład opis wiosny zawarty w zgrabnych sekstynach Opisania czterech części roku daje wyobrażenie o wrażliwości poetki odczuwającej nastrój budzącej się do życia przyrody: Tu słowik wdzięcznie przemiany w swym głosie Posyła echu, które chętnie niesie Przyjemny koncert porankowej rosie, Słychać go w łozach, słychać w ciemnym lesie. A gdzie strumyczek szemrząc płynie wąski, Pleszcze skrzydełka skoczywszy z gałązki. Zmysł satyry ujawnił się w dobrze podpatrzonym obrazku z życia modnych pań nudzących się w towarzystwie swych mężów, ograniczonych hreczkósiejów, nie umiejących zaspokoić pragnień i tęsknot swych małżonek. Skargi kilku dam w spolnej kompanii będących, dla jakiej racy i z Mężami swoimi żyć nie chcą mogą być tego przykładem. Wi14  doczne tu są także akcenty humoru, który łagodzi ostrze satyry i dodaje utworowi wartości literackiej. Do rodziny wierszy panegirycznych należy wiersz Do J. O. Książącia IMci na Bibliotekę publiczną Warszawską, poświęcony Józefowi Andrzejowi Załuskiemu. Ale głosi on jednocześnie pochwałę Biblioteki Publicznej, która jest symbolem rozwijających się nauk i odrodzenia duchowego narodu. Teraz nie trzeba trudzić się nikomu, Złoto ojczyste w obce słać granice; Greckie Ateny w polskim mamy domu, Też nam tu świecą gwiazdy i księżyce, Też ociężałe snem Polaków głowy Wzbudzą do nauk, co Ateńskie sowy. Ocena twórczości poetyckiej Drużbackiej nie jest łatwa. Jak wszelkie zjawiska literackie epoki przejściowej, wiersze jej noszą cechy epoki odchodzącej, ale zawierają już pierwiastki epoki, która nadchodzi. Rodzaj religijności wyrażającej się zarówno w odmalowywaniu scen pokutnych, jak i w ukazywaniu scen ze Starego Testamentu, połączenie dewocji ze zmysłowością erotyczną, świat mitologii starożytnej — wszystko to łączy poetkę z epoką minioną. Ałe na tym. tle wyrastają zjawiska, których już niepodobna zamknąć granicami baroku. Niektóre wiersze jak Na obraz płaczącego Kupidyna i smutnej Wenery oddają wdzięk sztuki rokokowej, inne zaś, jak choćby'wiersz do Załuskiego, przemawiają refleksją oświeceniową. Bez względu jednak na to, jak zaklasyfikujemy twórczość Drużbackiej, dostrzeżemy w jej utworach cechy prawdziwej poezji, rozwiniętej wyobraźni i umiejętności wersyfikacyjnych. Józef Andrzej Załuski pozostał w pamięci narodowej jako wybitny działacz kultury i organizator życia naukowego. Był bibliografem, kolekcjonerem i mecenasem, który roztoczył opiekę nad literaturą i nauką. W literaturze położył zasługi jako tłumacz siedemnasto- i osiemnastowiecznych poetów zachodnioeuropejskich i jako autor oryginalnych tragedii: Witenes oraz Tragedii o św. Kazimierzu. Był poza tym wydawcą współczesnych poetów pol15  skich (Drużbackiej i Minasowicza). Pisywał także fraszki, satyry i bajki, był również autorem dłuższego poematu, opisującego wierszem „przypadki niektóre", jakie się trafiły w czasie niewoli moskiewskiej. Do bardziej znanych należy Parabolka o ośle na naszych osłów..., bajka, jak byśmy powiedzieli, autotematyczna, bo odnosi się do charakterystyki własnej twórczości. Morał bajki mówi o tym, że poeta nikomu nie potrafił dogodzić. Żaden z uprawianych rodzajów i gatunków literackich nie przypadł do gustu krytykom, którzy znajdowali zawsze jakiś powód do niezadowolenia. Trzeba się zatem pożegnać z pisaniem wierszy, „Zazdrość mi nie da z wami bawić się, Kameny" — kończy bajkę Załuski, dodając z melancholią, że krytyka ustanie wtedy, kiedy autora nie będzie już między żyjącymi. Franciszka Urszula Radziwiłłowa, znana przede wszystkim jako tłumaczka Moliera i autorka komedii, pozostawiła w swoim dorobku literackim wierszowane Listy do męża, Przestrogi zbawienne... córce swojej Armie Marii dane... oraz różnego rodzaju utwory wierszowane, między innymi enigmata albo zagadki. Przestrogi zbawienne reprezentują poezję dydaktyczną. Zdradzają niewątpliwe umiejętności rymotwórcze autorki, ale przy tym cechuje je swoista prostota, która każe unikać ozdobników literackich i maniery stylistycznej. Pochwała rozumu, skromności, umiaru, zachęta do pielęgnowania cnót podstawowych, miłości Boga i rodziców, apel do kultywowania uczuć szlachetnych, miłosierdzia i życzliwości — wszystko to określa klimat duchowy wierszy Radziwiłłowej, w których można by też widzieć rodzaj zwięzłych listów poetyckich, a więc gatunku sięgającego tradycji czasów antycznych. Oto Punkt szósty, przykład, który pozwala zorientować się w ich charakterze i stylu: Nie zazdrość nigdy niczego nikomu, Tym się kontentuj, co mieć będziesz w domu. Znaj, co jest w inszych, oraz chwal dobrego, Nie gań przez zazdrość przyjaciela swego, Bo ta zwyczajnie, gdy się w serce wpije, Swoje wynosi, tłumiąc cnoty czyje. 16 A choć kto chytrze pochwali twe zdanie, Pozna, że w sobie masz upodobanie, Które nie w inszych, tylko wszystko w sobie Widzą, zdradliwych chwał nadają tobie. Zazdrość do cenzur prowadzi i złego, Więc, proszę, córko, wystrzegaj się tego. i ; Listy do córki, pozbawione fantazji poetyckiej, nacechowane duchem moralizatorskim, w niczym już nie przypominają barokowych konceptów. Bliższe są raczej wierszowanej publicystyce, która rozwinęła się w latach późniejszych, w drugiej połowie stulecia. Ślady baroku dostrzec można za to w „zagadkach", wierszykach błahych, ale zgrabnych, oddających atmosferę zabaw dworskich, którym towarzyszyły nieraz gry intelektualne, rozmaite szarady i zagadki, jak na przykład zagadka XIX, której odpowiedzią jest „litera M". Ja początkiem miłości, na końcu umieram, W połowicy terminu; kończę, tym zawieram. Drużbacka i Radziwiłłowa nie były jedynymi kobietami w czasach saskich, które zajmowały się twórczością literacką. Autorką różnego rodzaju wierszy, zarówno refleksyjnych, osnutych na motywach religijnych, jak też dworskich, oddających atmosferę wytwornego salonu, w którym wykwintne damy i kawalerowie prowadzili romansowe rozmowy, była Antonina Niemiryczowa, żona oboźnego polnego litewskiego, Karola Niemirycza. Wiersze refleksyjne Niemiryczowej poświęcone rozmyślaniom o śmierci, Opatrzności Boskiej, modlitwy wierszowane do Matki Boskiej, Jezusa Bolesnego odznaczają się ujmującą prostotą, tchną spokojem i szczerą wiarą opartą na ufności w Boga. Inny zupełnie charakter mają wiersze salonowe. Ujęte w formę dialogów dam „dyszkurujących" z kawalerami są jak gdyby komentarzami do grawiur rokokowych przedstawiających sceny z życia dworu, salonu i ogrodu. Wierszyki te (np. Pod kawalerem portret w ręku trzymającym dyszkurującym z damą moderującą się albo Pod damą dyszkurującą z myśliwym kawalerem, albo Pod damą w krześle siedzącą, trzy korony przed sobą mającą, 2 — Poezje... 17  dyszkuiującą z kawalerem bandurkę w ręku trzymającym) odznaczają się swoistym wdziękiem oddającym beztroski nastrój towarzyszący modnym damom i grzecznym kawalerom wychowanym na kulturze francuskiej. Z czasami saskimi łączy się jeszcze twórczość U d a 1 r yka Krzysztofa Radziwiłła i Wacława Rzewuskiego, poetów magnatów. O pierwszym z nich mało możemy powiedzieć. Był autorem poematu religijnego pt. Słowo nic w swojej przyzwoitości opisane oraz Opisania zgryzot ludzkich we wszystkich stanach, jak również Satyr przerobionych z francuskiego i Elegii moralnych, które ukazały się w zbiorze wierszy Drużbackiej. Elegie moralne obejmują rozmyślania na temat miłości, jej rozmaitych postaci, niebezpieczeństw, jakie ze sobą niesie, i złudzeń, które jej towarzyszą. Wiersze są rozwlekłe, odwołują się do różnych scen i postaci z historii starożytnej i z mitologii, i przy ich pomocy usiłują ilustrować głoszone prawdy. Nie wyczuwa się w nich nerwu poezji, nie odnosi się wrażenia, że autor poza erudycją i nabytą w szkole sztuką rymowania przedstawia sobą interesującą osobowość artystyczną. Inaczej wygląda portret literacki Wacława Rzewuskiego, dramaturga, autora utworów poetyckich, spośród których zdobył sobie z czasem uznanie poemat O nauce wierszopiskiej — wykład poglądów na temat sztuki poetyckiej. Zabawki wierszem Rzewuskiego obejmują rzeczy rozmaite. Skłonny do filozofowania hetman wielki koronny a później kasztelan krakowski stworzył coś w rodzaju małego poematu opisującego los ludzki od niemowlęctwa po starość. Są to refleksje nad życiem człowieka, którego koniec zamyka się w „pięciołokciowej" trumnie. Wiersz jest w zasadzie gorzki, a rozważania nad ludzką egzystencją przenika nuta melancholii. Zastanawiające jest to, że nawet stan żołnierski nasuwa hetmanowi uwagi, które wydają się dziwne w jego ustach: Tego w żołnierskim chcący trzymać bycie Mieniąc mu każe za grosz krew i życie, 18 A w krwawym boju, będąc zbójcą śmiałym, Krzcić okrucieństwo nazwiskiem wspaniałym. Dosłuchać się można w tych słowach tonu, który charakteryzować będzie potem wypowiedzi tych, co sztuce wojennej przeciwstawiać będą talenty organizacyjne i geniusz budownictwa pokojowego. Inne wiersze Rzewuskiego, takie jak Gaj, Źródło czy Łąka odznaczają się pewnymi wartościami lirycznymi. Z konwencjonalnymi środkami retorycznymi (Wdzięczen ochłody w gorącu i znoju/Wierszopis śpiewa chwały twoje, zdroju) idzie w parze dążenie do indywidualizacji wyrazu, co znajduje odbicie w urozmaiceniu wersyfikacyjnym oraz w zwierzeniach lirycznych i scenach rodzajowych. Tak więc w toku płynnego jedenastozgłoskowca wiersza Źródło natykamy się na strofę zbudowaną na innej zasadzie wersyfikacyjnej. Strofa ta wnosi pierwiastek liryzmu: Milsze są brzegi, Które twe biegi W zwierciedle swoim stroją, Czysta twa woda Piękności doda Kwiatkom, co się z niej poją. Poemat o nauce wierszopiskiej budzi największe zainteresowanie i stanowi chyba oprócz utworów dramatycznych najwyższe osiągnięcie Rzewuskiego. Utwór należy do rodziny poematów dydaktycznych poświęconych sztuce pisarskiej. Tradycje tego rodzaju utworów sięgają listu Do Pizonów (czyli Sztuki poetyckiej) Horacego i Sztuki poetyckiej Boileau 10. Ale także w literaturze polskiej można powołać się na Poetę nowego Łukasza Opalińskiego, który zastanawiał się nad tym, kiedy się jest poetą i kto jest godny nosić jego imię. Poemat Rzewuskiego pojawił się w mo10 	Nicolas Boileau (1635—1711) — poeta francuski, autor satyr, listów poetyckich i poematu heroikomicznego Le Lutrln (Pulpit) wymierzonego przeciwko duchowieństwu. Największą sławę przyniosła Boileau L'art poilląue (Sztuka poetycka), poemat dydaktyczny w czterech pieśniach, który uchodzi za kodeks klasycyzmu w poezji. W r. 1788 F. K. Dmochowski zaadaptował poemat na język polski jako Sztuka rymotwórcza. 19  mencie, kiedy to Europa zachodnia, w szczególności Francja, miała już za sobą dyskusje nad zadaniami sztuki poetyckiej, której kanony podsumował w 1674 roku Boileau. Może nie umilkły jeszcze echa walki starożytników z nowożytnikami, a dyskusja nad teorią dramatu ciągle jeszcze absorbowała umysły krytyczne, jednakże wszystko to działo sią poza Polską, która dotąd, tj. w pierwszej połowie wieku XVIII, nie uczestniczyła w toczących się sporach i dyskusjach nad istotą i celem sztuki. Na tym też polega znaczenie poematu, że stanowi on ważne ogniwo w rozwoju świadomości literackiej w Polsce i jest pierwszym chyba w XVIII wieku głosem na rzecz wielkiej poezji i praw, które by jej nie ograniczały, ale przeciwnie, które by pomogły jej w rozwinięciu skrzydeł. Rzewuski odwołuje się do zasad przekazanych przez Horacjusza, podziela zachwyt dla wielkiej poezji Grecji i Rzymu, przypomina, że tragedia uczy cnoty, komedia zaś „z ludzkich wad się śmieje". Z tym wszystkim przecież czytelnik poematu odnosi wrażenie, że Rzewuski buntuje się przeciwko nadmiernym rygorom i ograniczeniom w sztuce poetyckiej. Prawdziwe piękno, zdaje się głosić autor poematu, ma w sobie coś z żywiołu i nie da się zamknąć w sztywnych granicach narzuconych przez najbardziej szacownych prawodawców poezji. Dlatego Wolter zamykał treść niektórych tragedii w trzech aktach, nie zaś w pięciu, jak zalecał Horacy, a dramaty szekspirowskie, chociaż ułożone nie według starożytnych zasad, zdobyły sobie sławę na całym świecie. Najważniejsze, by sztuka wzruszała i przemawiała do rozumu i serca. Rzewuski odkrywa uroki poezji w naturze. „Wierszem brzmi ziemia i morze”, poezja objawia się w śpiewie ptaków, które potrafią głosem oddać całą gamę uczuć: od rozpaczy po radość. Zbudowany z harmonijnych oktaw poemat Rzewuskiego odbiega swym charakterem od utworów boskiego czy Juniewicza. Chodzi nie tylko o zawartość treściową, ale i o formę artystyczną, która zdradza wyraźne zdolności poetyckie. Pojęcie „czasów saskich", jak widać z pobieżnego przeglądu odnoszących się do nich najważniejszych zjawisk li20  terackich, nie jest kategorią historycznoliteracką o wyraźnie określonej treści znaczeniowej. Poezja, która się w tym okresie rozwijała, nie jest jednolita, choć w zasadzie należy do kultury literackiej baroku. Poezja religijna, raczej o charakterze dewocyjnym i manifestująca swe ideały na ogół prymitywnie, nie potrafiła wyrazić w sposób artystyczny złożonych problemów wiary i wewnętrznych dramatów człowieka wierzącego. Podejmowała głównie temat nicości człowieka, a potęgę Kościoła starała się przedstawić za pomocą obrazów alegorycznych, nasyconych pierwiastkiem batalistycznym. Miał on w świadomości naiwnego czytelnika reprezentować siłę. Większe wartości dostrzec można w poezji świeckiej, zwłaszcza w satyrze, która kontynuowała tradycje satyry siedemnastowiecznej. W połowie stulecia rysują się już zjawiska nowe, które nie mieszczą się całkowicie w granicach stylu barokowego, chociaż pod niejednym względem do niego należą. Przykładem dokonującego się przełomu w sztuce poetyckiej jest omawiana wyżej twórczość Elżbiety Drużbackiej, tkwiącej jeszcze w tradycyjnym sposobie myślenia i przywiązanej do barokowych środków ekspresji, ale zadziwiającej niekiedy niezwykłością pomysłu i oryginalnością wyrazu, i torującej także drogę nowym tendencjom odwołującym się do prostoty i renesansowego ideału harmonii. Nie powinno tedy dziwić, że w Opisaniu czterech części roku Drużbackiej można się dosłuchać echa pieśni Kochanowskiego. Klasycystyczne rysy występują w utworach Wacława Rzewuskiego, magnata, który wyróżniał się wykształceniem, kulturą umysłową i talentem, a jego poemat O nauce wierszopiskiej dowodzi, że zaczął sobie torować drogę ideał sztuki harmonijnej, opartej na autorytecie poezji antycznej. Twórca poematu świadomy jest szczególnej roli poezji nie dającej się ująć w zbyt wąskie ramy, narzucone przez schematyczny system reguł i ograniczeń. Twórczość Józefa Epifaniego Minasowieża poety, tłumacza i działacza literackiego związanego z Józefem Andrzejem Załuskim, jest typowym zjawiskiem przejściowym; należy bowiem do dwóch epok: saskiej 21 wać, ale przede wszystkim starała się zjawiska ueyatywuc ośmieszyć (Ridendo castigare mores!). Bajka natomiast za pomocą alegorycznych obrazów pragnęła nie tylko świat krytykować, ale kazała się nad nim zamyśleć, formułowała 23  i stanisławowskiej. Bogata i różnorodna — obejmuje wiele utworów wierszowanych dotyczących rozmaitych tematów. Część z nich — to rymowane życiorysy książąt i królów polskich, część zaś to wiersze okolicznościowe w rodzaju utworu dedykowanego Elżbiecie Drużbackiej czy Na herb miasta Warszawy. Część natomiast to dowcipne fraszki (Sto i oko fraszek albo raczej rozrywki krotofilczęstokroć w postaci morału prawdy filozoficzne. Głosiła filozofię życia, odsłaniała mechanizmy ukryte, które rządzą gromadą ludzką, docierała do natury człowieka, oddzielała pozór od prawdy, ezopowym językiem wykładała to, czego wprost nie można było wyrazić. Popularność bajki w czasach Oświecenia płynęła stąd, że stanowiła ona swoistą lekcję życia: kierowała uwagę na różnorodne zjawiska społeczne i polityczne, które nurtowały myśl publiczną i niepokoiły sumienia, z drugiej zaś strony formułowała pewne prawdy ogólne odnoszące się do stosunków międzyludzkich, rozpatrywanych zarówno w kategoriach kontaktów indywidualnych, jak też społecznych. Zwierzęta, rośliny, przedmioty martwe służyły za kostium, za którym kryła się prawda o ludziach. Ale poza satyrą, listem poetyckim i bajką poezja czasów stanisławowskich objawiała się także w innych gatunkach, jak oda i sielanka, poemat opisowy, dydaktyczny i heroikomiczny, epigram i piosenka liryczna. Oda sięgała korzeniami do tradycji antycznej, Pindara i Horacego; odpowiadała wymaganiom porządku klasycznego, reprezentowała styl wysoki. Z poezją starożytnej Grecji i starożytnego Rzymu związana była także sielanka, ale nawiązywała ona raczej do poezji francuskiej, na przykład utworów pani Deshoulieres n, czy szwajcarskiego poety Gessnera 11 12. W sielance stanisławowskiej dostrzec można zarówno cechy poezji sentymentalnej, przedstawiającej sceny pasterskie przepojone tkliwą uczuciowością, jak też znamiona poezji rokokowej, w której wyczuwa się sztuczność, manierę i teatralny gest. Granica między czułością i czułostkowością, i między prawdziwym wzruszeniem a deklamacją jest często bardzo delikatna i trudna do uchwycenia, tak jak niełatwo jest rozróżnić lirykę rokokową od sentymentalnej, w której elementy autentycznego uczucia mieszają się z jego pozorami, a maskarada i przebieranka sąsiadują z prawdziwym obrazkiem sielskim. 11 Antoinette Deshouliśres (1638—1694) — poetka francuska, autorka sielanek. 12 Salomon Gessner (1730—1788) — poeta szwajcarski, autor słynnych sielanek sentymentalnych, głosił pochwałę przyrody i powrotu do natury. 24  Poemat opisowy i dydaktyczny reprezentował obok powieści epikę osiemnastowieczną. Rozwijał się on w dobie panowania tendencji klasy cysty cznych i racjonalistycznych. Sztuka rymotwórcza Franciszka Ksawerego Dmochowskiego najpełniej wyrażała aspiracje artystyczne epoki, adaptując do warunków polskich poglądy Horacego i Boileau. Była poematem dydaktycznym, określała bowiem cele i zadania poezji, charakteryzowała jej poszczególne rodzaje i gatunki, przynosiła zarys dziejów poezji polskiej. Zawierała swojego rodzaju program artystyczny formułując zasady sztuki poetyckiej. Inne poematy, by ograniczyć się do bardziej znanych, jak Powązki, Polanka i Soliówka Trembeckiego, mogą stanowić typowe przykłady poematu opisowego, w którym obraz ogrodu czy gospodarstwa ziemskiego służy zarówno samemu opisowi ujawniającemu różnorodne piękności natury i sztuki, jak też wyrażeniu treści ideowych i filozoficznych. Polankę można by uznać za pochwałę humanitaryzmu i racjonalnej gospodarki rolnej, a w Sofiówce, powstałej dopiero w 1804 r., widzieć utwór zamykający refleksję intelektualną nad istotą życia, jego sensem, pojęciem trwania i przemijania. Oświeceniowe treści przenikają poematy heroikom i c z n e, których kilka powstało w czasach stanisławowskich. Sama natura poematu heroikomicznego określa jego charakter. Jest to bowiem utwór, w którego założeniach artystycznych tkwi element parodii i którego celem jest przedstawić temat błahy jako bohaterski. Na tym polega i opiera się siła efektu artystycznego, że występuje tu, mówiąc najprościej, kontrast między treścią i formą, która w rytmy heroicznego eposu ubiera żartobliwy temat walki myszy z kotami czy sporów między zakonnikami. Cechą szczególną polskich poematów heroikomicznych był ich libertynizm. Występował on głównie w krytycznych akcentach w stosunku do religii objawionej, do Kościoła i duchowieństwa. Ale krytycyzm tkwiący w postawie libertyńskiej miał jeszcze głębsze znaczenie. Wyrażał się w tendencji do podważania zakorzenionych w świadomości przesądów, prze25  wartościowywał ustalone poglądy. Zwalczając fanatyzm religijny libertyni przeciwstawiali mu ideę tolerancji, a bijąc w świat pozorów i czczych form starali się demaskować obłudę i fałsz. Wystarczy wskazać tylko na Myszeidę, Monachomachię i Aniymonachomachię Krasickiego, Organy Węgierskiego i Sprzeczki Jasińskiego, wydane po jego śmierci, by zrozumieć, na czym polegał ich libertyński charakter i w czym wyrażała się ich nowatorska treść. Dodajmy, że heroikomiczne cechy poematów, ich aluzyjność, elementy groteski, humor i satyra, które je charakteryzują — wszystko to powoduje, że wytrzymały one próbę czasu, a Myszeida i Monachomachia uchodzą wciąż jeszcze za wybitne osiągnięcia artystyczne. Z innych gatunków poetyckich wyróżnia się epigram, który pojawiał się w rozmaitych funkcjach i różne przybierał postacie. Najczęściej chyba występował on w literaturze politycznej, jako złośliwy pamflet portretujący oblicze moralne tej czy innej postaci z życia politycznego. Epigram taki, zbudowany w formie wierszowanej zagadki albo satyrycznego portretu literackiego, stawał się ostrym narzędziem walki atakującym przeciwników politycznych. Mówimy także o bajce epigramatycznej w przeciwieństwie do narracyjnej, mając na myśli krótkie, wyraziste w treści, ze świetnymi pointami bajki Krasickiego. I one częstokroć przybierały kształt epigramów w odróżnieniu od innych, dłuższych, które objawiały się w formie przypominającej styl bajek La Fontaine'a. Wiek Oświecenia przyniósł zatem wiele form literackich, których różnorodność widoczna jest zwłaszcza wtedy, kiedy się ją porówna z sytuacją literacką w pierwszej połowie XVIII wieku. Również pod względem stylu poezja czasów stanisławowskich przedstawia się niejednolicie. Barok, który określał charakter poezji w wieku XVII i w pierwszej połowie XVIII, w dalszym ciągu odciskał swe piętno na niektórych utworach poetyckich doby Oświecenia. Objawiał się on zarówno w poezji konfederatów barskich ożywionej duchem religii katolickiej, przepojonej kultem 26  Maryjnym oraz nawiązującej do sarmackich wzorów poezji rycersko-żoinierskiej, jak też w twórczości lirycznej Konstancji Benisławskiej, autorki wierszy przenikniętych ideą mistycyzmu i obfitujących w różnego rodzaju koncepty, wyróżniające się swoją pomysłowością. Ale cechy barokowe ujawniają się nie tylko w poezji prowincji i w reliktach kulturowych dawnej epoki. Spotkać je można w twórczości poetów związanych z dworem królewskim i magnackim, w dziełach autorów tak znamienitych, jak Naruszewicz czy Karpiński. Obrazy poetyckie ód Naruszewicza, ozdobny tok inwersyjny, zwroty rubaszne w satyrach przywodzące na pamięć sarmatyzm Potockiego — wszystko to określa sarmacki charakter poezji Naruszewicza, mieniącej się zresztą odcieniami różnych stylów. Podobnie w wierszach Karpińskiego dostrzec można rysy baroku objawiającego się w przejmującej makabryzmem scenie wojennej, w pochwale Czarnieckiego jako obrońcy ojczyzny, czy też w środkach ekspresji stylistycznej. Jednakże nie tradycje baroku wyznaczają kierunek rozwoju poezji Oświecenia. W znacznej swej części rozwija się ona pod znakiem klasycyzmu, który wydaje się kierunkiem dominującym. Mianem tym bowiem obejmujemy tego rodzaju formację artystyczną, która opiera się na zasadach porządku i ładu artystycznego, ceni ideał poezji antycznej i głosi pochwałę rozumu jako podstawowej drogi rozwoju sztuki. W czasach Stanisława Augusta rozwinęła się świadomość teoretycznoliteracka, która znalazła swe odbicie w rozprawach na tematy poezji, w podręcznikach, we wspomnianym już poemacie Dmochowskiego Sztuka rymotwórcza. Badacze literatury XVIII wieku skłonni są nawet widzieć w formułowanym w owym czasie programie artystycznym doktrynę polskiego klasycyzmu, może niejednolitą w szczegółach, ale podporządkowaną ogólnym prawom i zasadom, które określają jedność stylu.18 Na zasadach tych kształcono młodzież w szkole, one kształtowały gust czytelnika, one oddziaływały na praktykę poetycką. 1 *1S Por. S. Pietraszko, Doktryna literacka polskiego klasycyzmu, Wrocław 1966. 27  Polski klasycyzm osiemnastowieczny jest zjawiskiem, którego wbrew pozorom nie jest łatwo w zwięzłym opisie przedstawić. Chodzi bowiem o trzy zagadnienia, wymagające objaśnień: stosunek poezji polskiej do literatury antycznej, greckiej i rzymskiej: stosunek do polskiej poezji renesansowej; stosunek do literatury francuskiej XVII i XVIII wieku, którą obejmuje się także mianem poezji klasycznej lub klasycystycznej. Otóż można chyba stwierdzić, i zebrano już na to sporo dowodów, że poezja rzymska, w szczególności Horacy, znana była dobrze w drugiej połowie XVIII wieku. Ukazywały się zbiory przekładów pieśni Horacego, a do tłumaczy autora Exegi monumentum należeli najwybitniejsi poeci epoki. Do autorów łacińskich odwoływano się jako do autorytetów, a motta wyjęte z dzieł pisarzy starożytnych spotkać można było często w tekstach poetów Oświecenia.14 Postacie i sceny mitologiczne, jak również wydarzenia historyczne ze świata starożytnego — wszystko to stanowiło składnik świadomości kulturalnej i artystycznej pisarzy XVIII wieku kształconej na łacinie historii starożytnej i literaturze antycznej. Literatura polskiego Odrodzenia, a w szczególności poezja Jana Kochanowskiego, odżyła w czasach stanisławowskich, a twórca Trenów otoczony został powszechną czcią. Bohomolec wznowił dzieła Jana z Czarnolasu i poprzedził je przedmową, w której twórczość poetycką Kochanowskiego przedstawił jako niezwykłe zjawisko artystyczne. „Wiersze jego polskie — pisał — na taki szacunek zasłużyły, że mu Księcia Poetów naszych imię nadano. Sławny ów nasz Sarbiewski tak wielce je ważył, iż niektóre na łaciński język przełożył. Jakoż niemało jest tak pięknych, żywych i dowcipnych, że i sam Horacjusz, który z greckich niemało ma poetów, nie wstydziłby się podobno na łaciński język one przełożywszy między swymi pomieścić odami''.15 Ignacy Włodek w dziele O naukach wyzwolonych w powsze14 Por. Z. Libera, Problemy polskiego Oświecenia, Warszawa 1969, s. 142 i nast. 15 F. Bohomolec, Jana Kochanowskiego Rymy wszystkie w jedno zebrane. Warszawa 1768, „Przedmowa". 28  chności i szczególności ksiąg dwie zanalizował szczegółowo jeden z trenów poety Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory... dodając, że „ta pieśń tak słodka jest, że wyrównywa ze wszystkimi smakami mowy Katulla",16 Ignacy Krasicki zaś w jednym z listów poetyckich (Podróż z Warszawy. Do księcia Stanisława Poniatowskiego) złożył hołd wielkiemu swemu poprzednikowi w pięknym liryku wyrażającym uznanie i podziw dla jego dzieła. W szczupłym siedlisku nad gmin się unosił, A gdy mąż wieków bohatery głosił, Czuł swoją wielkość, iż czasy potomne, Ze czcią przyjmując dzieła wiekopomne, Tam go postawią, gdzie stawać zasłużył.17 Również Franciszek Ksawery Dmochowski poświęcił Kochanowskiemu serdeczne słowa wskazując na niego jako na właściwego twórcę poezji polskiej: Jan Kochanowski, w rytmach swoich nieśmiertelny, Całemu narodowi powieki otworzył, Wydoskonalił rytmy, chociaż je sam stworzył. On na słowiańskiej lutni nawiązawszy strony, Wydał dokładnie greckie i łacińskie tony. Zabrzmiał w arfy Dawida niezrównane głosy, Muzom sarmackim strojne pozaplatał kosy.18 Drugim obok Kochanowskiego poetą XVI wieku, którego utwory znano i ceniono, był autor Sielanek Szymon Szymonowie. I on należał do tradycji, do której świadomie się odwoływano. Trudno przedstawić dokładnie relacje między polską i francuską poezją XVIII wieku. Możemy co najwyżej stwierdzić, że na łamach „Zabaw Przyjemnych i Pożytecz18 	I. Włodek, O naukach wyzwolonych w powszechności i szczególności ksiąg dwie, Rzym 1780, s. 342. 17 I. Krasicki, Podrói z Warszawy. Do księcia Stanisława Poniatowskiego, w: Pisma wybrane. Warszawa 1954, t. II, s. 176. 18 F. K. Dmochowski, Sztuka rymolwórcza, opr. S. Pietraszko, Wrocław 1956, s. 24. 29  nych" ukazywały się przekłady wielu francuskich poetów, jak Boileau, La Fontaine, Marmontel, J. B. Rousseau, Voltaire i inni, i że zarówno Naruszewicz, jak Trembecki a także Krasicki wiele zawdzięczali poezji francuskiej. Klasycyzm polski jest swoistą odmianą klasycyzmu ogólnoeuropejskiego. Uznanie ideału piękna antycznego, poddanie się prawom rozumu, poczucie rygoru i normy poetyckiej, połączenie piękna z użytecznym — wszystko to odnosi się w zasadzie do reguł obowiązujących we wszelkich sztukach poetyckich podporządkowanych estetyce klasycyzmu. Swoistość polskiego programu polega, jak się wydaje, przede wszystkim na tym, iż akcentował on poczucie wolności poetyckiej i swobody twórczej, oraz podkreślał rolę języka jako podstawy materii poetyckiej. Dmochowski w odróżnieniu od Boileau, na którym się wzorował, uczył, gdy chodziło o koncepcję tragedii jako gatunku dramatycznego, że: Błądzi ten, który mniema, że tragicznej scenie Wielkich imion potrzeba i te tylko role Mogą na nas wycisnąć łzy, gdzie wchodzą króle. Czyż tylko berła same, czyż same wielkości Dla swoich nieszczęść godne serc naszych litości, A ludzie pospolici są w tym upodleni? 19 Przypominał także, że prawdziwa poezja nie zna szczebli pośrednich, jakie istnieją w innych dziedzinach umiejętności ludzkich. Lecz w sztuce niebezpiecznej odlewania wierszy Musi ten być ostatni, kto nie będzie pierwszy. Żaden szczebel pośredni dwóch końców nie grodzi, Nigdy się rymotwórcą miernym być nie godzi. Nie ścierpią tego ludzie, nie darują bogi.20 Szczególnie mocny nacisk położył Dmochowski na piękno i czystość języka i jak zauważył Stanisław Pietraszko, au19 Op. cif., s. 84. 20 Op. cif., s. 129. 30  tor komentarza do Sztuki rymotwórczej: „w miejsce krótkiej uwagi Boileau o obowiązku przestrzegania prawideł języka, Dmochowski dał kilka podstawowych haseł ówczesnego etapu walki o język narodowy". 21 A nade wszystko szanuj mową twą ojczystą. Nie znać języka swego — hańbą oczywistą. Co mi po tym, że wiersze twoje pięknie kształcisz Jeżeli łamiesz zgodę, jeżli język gwałcisz? Ma swe pisarz wolności, lecz nie na to pomni, Żeby ich, ile można, używać najskromiej. Czytać dawne języki i obce rozumieć Dobrze jest, lecz ojczysty trzeba naprzód umieć. Chociaż myślisz wysoko, łatwym piszesz piórem, Bez języka nie możesz być dobrym autorem... Częstokroć na nasz język płocho narzekamy; Jest to skarb bardzo wielki, ale go nie znamy.22 23Przytoczone słowa ukazują znaczenie, jakie Dmochowski przypisywał roli języka w kształtowaniu sztuki poetyckiej. Nabierają one specjalnego znaczenia, kiedy się pamięta o przeobrażeniach, jakie nastąpiły w poezji polskiej w ciągu kilkudziesięciu lat XVIII stulecia. Dodajmy jeszcze, że poza postulatem zgodności z rozumem Dmochowski akcentował (idąc zresztą pod tym względem za Boileau) potrzebę jasności i zrozumiałości literatury. Jasność jest pierwszy przymiot. Już to źle oznacza, Kiedy dla zrozumienia potrzeba tłumacza. Jeżeli, żebym cię dociekł, suszę myśl daremno — Lub ja tępo pojmuję, lub ty piszesz ciemno, 2* Sztuka rymotwórcza Dmochowskiego podnosiła znaczenie literatury w świadomości powszechnej, określała jej rolę w kulturze i formułowała główne zasady i prawa, jakimi powinni się kierować twórcy. Pod tym względem bliska by21 Op. cit., s. 30. 22 Op. cii., s. 30—31. 23 Op. cit., 8. 29. 31  ła ideom wyłożonym w podręczniku poetyki Filipa Neriusza Golańskiego O wymowie i poezji, który rozpatrywał rodzaje, i gatunki literackie w duchu francuskich teoretyków klasycyzmu. Z jednej strony program klasyków określał wyraźnie społeczno-moraine oblicze poezji, z drugiej zaś troszczył się 0 osiągnięcie największych walorów artystycznych i przypominał, że poeta jest artystą, którego obowiązują zasady piękna wypracowane w toku dziejów i potwierdzone praktyką znakomitych pisarzy, głównie autorów starożytnych. Program ten nie ograniczał się jedynie do teorii. Oddziaływał on na twórczość poetycką czasów stanisławowskich, ujawniał się w poezji wielu pisarzy znacząc ich dzieła znamiennymi rysami. Obserwujemy je u Naruszewicza, Krasickiego, Trembeckiego, Węgierskiego, Zabłockiego i innych, ale może najwyraźniej, w najbardziej „czystej" postaci występują one w utworach autora Myszeidy i Wojny okocimskiej. Krasicki jako autor Satyr i Listów, poematu bohaterskiego i poematów heroikomicznych najlepiej wcielał ideał poezji łączącej przyjemne z użytecznym a będącej jednocześnie wzorem poezji rozsądku, ładu artystycznego 1 pięknej polszczyzny. Innym kierunkiem, który obok klasycyzmu rozwijał się w pisarstwie czasów stanisławowskich, był nurt poezji uczuciowej, zwany w historii literatury polskiej sentymentalizmem. Trudno orzec z całą pewnością, w jakim stopniu poeci ówcześni, reprezentanci tego kierunku, uświadamiali sobie, że wyrażają inne niż panujące wówczas ogólnie poglądy artystyczne i uprawiają swoistą, opartą na innych zasadach sztukę poetycką. Wydaje się raczej, że to historycy literatury spoglądając na przeszłość z perspektywy lat dostrzegli różnice i odmiany, starali się je opisać i wyjaśnić. Toteż i nazwa „sentymentalizm" nie jest dla tego kierunku nazwą jedyną, obejmuje ona poza tym zjawiska złożone, by nie powiedzieć nawet różnorodne. W przeciwieństwie do klasyków odwołujących się do rozumu jako podstawy literatury, rzecznicy sentymentalizmu położyli nacisk na uczucie, jako główne źródło inspiracji 32  artystycznej. „Wejdź pierwej zawsze, ile możności, w serce twoje, radź go się i słuchaj — pisał Franciszek Karpiński w rozprawie O wymowie w prozie albo wierszu — a dopiero, co w nim zacząłeś, niech głowa i dowcip twój zakończy. Oto najmocniejsza sprężyna sztuki, która całe to koło wymowy naszej obraca, bo za świadectwem wieków, które dotychczas przeminęły, to tylko — albo przynajmniej — łatwiej — pamięci naszej trzyma się, co serce dotknąć mogło."24 Słowa te wypowiedziane przez poetę i teoretyka literatury najlepiej oddają istotę poezji sentymentalnej, która opierać się miała nie tyle na przepisach, co na „czułości serca” bądź to przekazanej przez naturę, bądź to wykształconej na odpowiednich wzorach i w doświadczeniu życiowym. Karpiński zalecał, by „nie umiejący, co to jest czułość serca, uczuć” przestawał i rozmawiał z tymi, którzy już ze swojej tkliwości serca dobrze są znani. Wierzył bowiem, że pod takim wpływem straci dzikość, natomiast „nabierze słodkiego nałogu czułości serca". „Niech [uczeń] wprawia się słuchać albo stara się widzieć niewinnego w prześladowaniu, poczciwego w ubóstwie, zdolnego do wielkich rzeczy w pogardzie.” 25 *Poezja, oparta na przekonaniu, że serce jest „sprężyną sztuki", inaczej przedstawiała się aniżeli poezja racjonalistyczna. Przede wszystkim objawiała się ona w rozwoju liryki osobistej, głównie erotycznej, ale także religijnej i patriotycznej. Nie satyra, bajka, oda i list poetycki, ale s i elanka i elegia określały jej charakter. W odróżnieniu od retoryczności ody, moralizatorstwa i dydaktyzmu satyry i bajki, poezja sentymentalna wnosiła ton rzewności i tkliwości, dawała przewagę wyrażaniu uczuć intymnych, odsłaniała niepokoje serca kochającego i stany uczuciowe, które oddać można było przy pomocy słowa poetyckiego. Sentymentalizm wprowadził do poezji pierwiastki nowe, między innymi tematy ludowe. W tematach tych ujawniał się często uczuciowy stosunek do losu chłopa krzywdzonego przez złego pana. Nowy bohater literacki, chłop, wzbo24 F. Karpiński, O wymowie w prozie albo wierszu. Dzieła, kiecie dworu i formom życia towarzyskiego sfer arystokratycznych. Jest to zatem poezja lekka, żartobliwa, niekiedy nawet swawolna. Tkwiący w niej pierwiastek erotyczny odznacza się często zmysłowością. Wszystko to bywa zaprawione humorem, ale humorem dyskretnym, dalekim od sarmackiej rubaszności. Żart jest elegancki, cechuje go de3 — Poezje... t. n, s. 770. 25 /. w., s. 755. 35  gacił ideowe i społeczne treści literatury. Zmienia się język liryki i zmienia się rodzaj obrazu poetyckiego. Miejsce sceny mitologicznej czy aluzji nawiązującej do świata antycznego zajmuje scena wzięta z życia codziennego, obrazek rodzinny, motyw przyrody rodzimej. Przeciwstawiając retoryce, oratorstwu i pierwiastkowi dyskursywnemu bezpośredniość wyznania i prostotę wypowiedzi, poeci sentymentalni odrzucali koturnowość i styl wysoki, rezygnowali z pojęć abstrakcyjnych i personifikacji na rzecz obrazów nr7irrnHir i cwtnarii Vnntrptn\rHh7mi'oni> cio amałrtjcjy likatność stosowna do środowiska, w którym występuje. Poezja rokokowa objawiała się często w postaci a n akreontyku27; w zgrabnym pod względem formy erotyku, pozbawionym jednakże głębi uczucia. Obserwujemy ją także w drobnych wierszach sztambuchowych i dedykacyjnych. Język wierszy rokokowych jest zazwyczaj aluzyjny, ale aluzja to łatwa do odczytania i przejrzysta w swej umowności.28 Między poezją sentymentalno-kostiumową a poezją rokokową granica jest bardzo delikatna, często nieuchwytna. Tak jak malarstwo rokokowe posługiwało się nieraz obrazkami pasterskimi i wprowadzało na scenę postacie przebrane w kostiumy wieśniaków i wieśniaczek, a sceny parkowe należały do częstych tematów malarskich — tak i w poezji spotykamy podobne motywy. Tam jednak, gdzie przedstawiona scena przemawiała uśmiechem i żartem, skłonni jesteśmy widzieć sztukę rokoka. Tam zaś, gdzie utwór wyraża smutek i żal, choćby nawet objawiał się on w przesadnej postaci, widzielibyśmy cechy poezji sentymentalnej. Poezja rokokowa, jakkolwiek nie była zjawiskiem panującym w Polsce osiemnastowiecznej i rozwijała się raczej na marginesie głównych nurtów i kierunków artystycznych, miała jednak swego teoretyka. Był nim Józef Szymanowski, poeta, autor Listów o guście..., w których wyłożył swój pogląd na poezję i określił istotę dobrego smaku. W jego przekonaniu dobry smak określają trzy podstawowe przymioty: czułość, delikatność i trafność. Wszystkie one „wspólnym z sobą spojone ogniwem" zapewniają jego „dobroć''. „Bez czułości, pisze Szymanowski, nie można napisać dzieła, które by czytelnika przywiązywać mogło, bez delikatności trudno za tę mierną wystąpić dobroć, która ckliwości może nie sprawia, ale zadziwić pewno nie zdoła; bez trafności niepodobna nawet oszacować przedsięwzięte dzieło, ani prosto widzieć, w jakim go wystawić kształ27 Utwór liryczny o lekkim, żartobliwym charakterze. Anakreontyki opiewają miłość, wino, radość życia. Nazwa pochodzi od Anakreonta, liryka greckiego z połowy VI wieku p.n.e. 28 Por. Z. Libera, op. cii., s. 188 i nast. 36  cie"29. Szymanowski rozpatrując istotę poezji nie wspomina nic o jej- zadaniach moralnych i społecznych, nie przywiązuje wagi do reguł i przepisów w sztuce, ostrzega przed ślepym naśladowaniem wzorów, a medytując nad znaczeniem rozsądku i rolą geniuszu, wskazuje, jaką rolę odgrywa smak, który dzięki delikatności wpływa dodatnio na wartość dzieła sztuki. Do „wyczyszczenia smaku" dopomóc mogą, zdaniem Szymanowskiego, „częste z znającymi świat ludźmi posiedzenia". W szczególności ma tu na myśli Szymanowski obcowanie z kobietami, tj. z „tą płcią, w której chęć podobania się najprzyjemniejszymi wsparta przymiotami".30 Za najwybitniejszych przedstawicieli polskiego sentymentalizmu uchodzą Franciszek Karpiński i Franciszek Kniaźnin, cechy tego kierunku widoczne są także w utworach innych poetów, na przykład Szymanowskiego. Ale niektóre wiersze Kniaźnina i Szymanowskiego, jak: i Naruszewicza, Trembeckiego czy Miera można rozpatrywać również w kategoriach poezji rokokowej, ponieważ wyrosły one w atmosferze dworu i odznaczają się znamienną dla rokoka lekkością i wdziękiem. Jak widać z tego ogólnego przeglądu, nie tylko pod względem stylu poezja czasów stanisławowskich przedstawia się niejednorodnie, ale co ważniejsze sama kategoria stylu okazuje się pojęciem oznaczającym różne zjawiska nie dające się ująć w sposób jednoznaczny. Toteż posługując się kategorią stylu w celach opisowych, jako narzędziem porządkującym obraz świata poetyckiego, nie można jednak jego roli przeceniać. W obrębie twórczości jednego poety dostrzec można często różne cechy, a bywa tak, że jeden i ten sam utwór rozpatrywany z różnych stron odkrywa nie jedno oblicze — ale mieni się rozmaitymi kolorami — w zależności od tego, jak go odczytujemy i z jakiego stanowiska go oglądamy. Różnorodność kształtu stylowego w poezji, krzyżowanie się i nachodzenie na siebie rozmaitych tendencji i kierun29 	J. Szymanowskiego wierszem i prozą pisma różne, Warszawa 1803, s. 147. 80 Op. cit., s. 155. 37  szu opisującym Wieczory na Starym Mieście u konsyliarzostwa Czenpińskich. Bohomolec uczestniczył w nich przysłuchując się muzyce uprawianej przez dzieci doktora. Jest to nie tylko dokument z dziejów kultury życia domowego rodzin mieszczańskich, ale także wyraz sentymentu dla przyjaciół i pochwała zebrań towarzyskich, odbywanych w kulturalnej atmosferze rodzinnej. Tak chyba należy rozumieć zakończenie wiersza, inwokację do domu państwa Czenpińskich, gdzie poeta odnajdywał krótkie chwile spokoju i szczęścia. O miły domie, którego ponęta Osładza życia mojego momenta, Twojej ludzkości jest to dar prawdziwy, Że chociaż krótko, bywam w nim szczęśliwy. Innego rodzaju poetą był Gracjan Piotrowski, typowy przedstawiciel przełomu kulturalnego, częściowo tkwiący jeszcze w epoce baroku, częściowo należący już do czasów Oświecenia. Satyryk, który nawiązywał do tradycji Jana Kochanowskiego i jego Satyra, poddał krytyce różnorodne zjawiska życia obyczajowego, wskazał także na zacofanie w oświacie i ciemnotę szlachty pozostającej w tyle za postępem wiedzy. Prawdziwym zjawiskiem w dziejach poezji stanisławowskiej była niedoceniona i jednostronnie przedstawiana twórczość poetycka Adama Naruszewicza. Ten „Rej polskiego Oświecenia", historyk i tłumacz Tacyta, był znakomitym lirykiem o szerokiej skali możliwości twórczych, autorem ód okolicznościowych i medytacyjnych, satyr, sielanek i różnego rodzaju wierszy odznaczających się bogactwem wyobraźni artystycznej, mądrością i wdziękiem.31 Do najpopularniejszych wierszy Naruszewicza należą Satyry nawiązujące z jednej strony do satyr Boileau, z drugiej zaś kontynuujące tradycję Potockiego i Opalińskiego. Tytuł 81 W ciągu ostatniego trzydziestolecia Naruszewicz budził szczególne zainteresowanie badaczy. Poświecili mu swe publikacje m.in.: A. Aleksandrowicz, W. Borowy. J. W. Gomulicki, S. Grzeszczuk, J. Kleiner, J. Pl-tt, Cz. Zgorzelski — wskazując na różnorodne strony jego twórczości poetyckiej. 40  jednej z nich Chudy literat stał się wyrażeniem powszechnym, wszedł w świadomość ogółu jako określenie sytuacji pisarza w społeczeństwie nie doceniającym znaczenia sztuki pisarskiej. Satyry Naruszewicza atakowały nie tylko powszechnie spotykane wady obyczajowe i słabości ludzkie, ale także odważnie uderzały w niesprawiedliwości społeczne, odsłaniały nędzę moralną warstw uprzywilejowanych, brały w obronę ludzi skrzywdzonych przez warunki społeczne. Były nowatorskie pod względem językowym, korzystały z wyrażeń dobitnych, zaczerpniętych z mowy potocznej, przemawiających siłą ekspresji. Słownik Naruszewicza obfituje w wyrazy dosadne i grube w rodzaju: „pasibrzuch" „smażywiecheć”, „łajdak”, „ficygerna”, a poeta, jak zauważono, ma dar tworzenia obrazowych wyrażeń, które określają jego wrażliwość na krzywdę społeczną i niepokój patrioty zatroskanego o przyszłość ojczyzny. Przypomnijmy choćby tak wyraziście brzmiące słowa, jak „Sto pługów na jednego pasibrzucha ryje”, albo „Płochość, duma, interes bal tu wieczny dają,/Skacze Polak na jednej nodze, obcy grają”, by zrozumieć wartość ekspresyjną satyr Naruszewicza. Z ód politycznych szczególną wartość posiada Glos umarłych, dramatyczny rozrachunek ze współczesnym poecie społeczeństwem, głos oskarżenia i przestrogi jednocześnie, wyraz rozmyślań nad przeszłością narodu, próba diagnozy choroby Rzeczypospolitej chylącej się ku upadkowi. W klasycznym, tchnącym dostojnością toku wiersza odsłania się dramat wielkiego narodu niepokojonego anarchią polityczną i egoizmem magnatów. Jak dziś wiemy, spod pióra Naruszewicza wyszła najpewniej oda Balon przypisywana ongiś Trembeckiemu. Jest to piękna pochwała geniuszu i rozumu ludzkiego zdolnego odkrywać nieznane prawa przyrody i torować drogę postępowi ludzkości. Poeta, który w licznych odach do króla Stanisława Augusta sławił w wysokim stylu jego walory duchowe i podnosił znaczenie króla jako opiekuna sztuk i nauk, autor ostrych w tonie i odważnych w treści satyr, obrońca chłopów i mieszczan („chłopi tylko a kupcy są  obywatele"), moralista i patriota, wysnuwający z dziejów narodu nauki na przyszłość, potrafił też pisać wiersze lekkie, kameralne, zdradzające artystę wrażliwego na piękno i pełnego finezji w sposobie jego przedstawiania. Do takich utworów należą rozmaite „bukiety na imieniny", ale również takie wiersze, jak Do Kominka czy Filżanka, z których każdy odznacza się swoistym wdziękiem i stanowi doskonale wyszlifowany bibelot literacki. Wiersz Zabawa moja poświęcił charakterystyce własnej twórczości. Sprawiedliwie i spokojnie, bez cierna samochwalstwa określił poeta cechy własnej sztuki poetyckiej, by charakterystykę tę zakończyć wzruszającymi słowami osobistego wyznania: Umysł spokojny i nieżądny wiela, Doświadczonego miłość przyjaciela, Lutnia rozkoszna: to kiedy posiadam, Gdy umiem sobą — całą ziemią władam. Ignacy Krasicki uchodzi wciąż jeszcze za najwybitniejszego poetę polskiego Oświecenia. Wysoko ceniony przez współczesnych wytrzymał próbę czasu i dziś niektórzy uważają go za następcę Jana Kochanowskiego w poezji polskiej. Wprawdzie zadawano pytanie, czy miał serce i czy był poetą, skoro twórczość jego przesycona jest pierwiastkiem intelektualnym, jednakże odpowiedź na nie wypadła pozytywnie a badania prowadzone nad dziełem Krasickiego dowiodły, że mamy do czynienia z indywidualnością nieprzeciętną i zjawiskiem literackim dużych wymiarów.32 Zgodnie z ideologią Oświecenia znaczną część utwTorów Krasickiego przenikał duch dydaktyzmu i moralizatorstwa. Jego poezja odpowiadała epoce, która domagała się od literatury, aby współdziałała w przebudowie świadomości społecznej, kształtowała poglądy zgodnie z postępem myśli, współdziałała w wielkiej odnowie kultury, reformie państwa oraz panujących w nim stosunków społecznych i obyczajowych. Można by wyrazić przekonanie, że już poematy he82 Pośród prac poświęconych Krasickiemu wyróżniają się rozprawy i książki W. Borowego, Z. GoliAsLiego, J. Kleinera, M. Klimowicza, J. Nowaka-Dhiżewskiego, M. Piszczkowskiego. R. Woioszyńskiego. 42  roikomiczne Krasickiego: Myszeida, Monachomachia i Antymonachomachia, chociaż oparte na treści żartobliwej i na fantastycznych pomysłach, dzięki swej aluzyjności i żywiołowi satyry trafiały w aktualne problemy, żywotne sprawy kraju i jego społeczeństwa. A cóż dopiero mówić o Satyrach, Listach i Bajkach, w których problematyka życia współczesnego dochodziła do głosu bądź w sposób bezpośredni, bądź też w formie alegorycznej, Jako satyryk Krasicki kontynuuje tradycje satyry polskiej, ale pod jego piórem otrzymała ona cechy małych arcydzieł literackich. Zarówno te, które nazywamy satyrami portretowymi, jak też te, które dotykają spraw ogólnych i noszą w sobie cechy kazań umoralniających — wszystkie odznaczają się jasnością wykładu, piękną polszczyzną, artystyczną kompozycją. W odróżnieniu od Naruszewicza, który świadomie korzysta z wyrażeń drastycznych i dosadnych, Krasicki jest elegancki. Chętnie posługuje się ironią i drwiną, uśmiecha się tam, gdzie inny by się oburzał, ośmiesza przeciwnika wykazując wszystkie jego wady i ich konsekwencje społeczne. Ale uśmiech czy dowcip Krasickiego bywa gorzki i bolesny, jak choćby ten, który zamyka satyrę Pijaństwo. Zakończenie tej satyry jest przecież bolesnym uderzeniem nie tylko w żałosny nałóg, ale w słabość natury ludzkiej, w bezradność zdrowego rozsądku i daremność rzeczowych argumentów. W satyrach, jak w zwierciadle, odbija się obraz społeczeństwa szczególnie w jego przywarach, które poeta przedstawił z właściwym mu zmysłem realizmu i talentem charakteryzowania typów ludzkich i opisywania znamiennych dla obyczaju ówczesnego szczegółów. Listy, których mistrzem był niegdyś Horacy, reprezentują poezję dyskursywną czy perswazyjną. Rozpatrywane z perspektywy lat mogą być przykładem publicystyki wierszowanej, ale skoro spojrzymy na nie ze stanowiska poetyki klasycystycznej, to okaże się, że są to poetyckie rozprawki na temat rozmaitych zagadnień, jak na przykład: na czym polega rola historyka, co to jest sztuka pisania i jaki jest los piszących, co oznacza pojęcie dzikości itp. 43  Wiersze te charakteryzują dobrze postawę poety-intelektualisty, rzecznika poglądów Oświecenia, orędownika prawdy, mądrego znawcy dziejów ojczystych, które są dla niego szkołą życia. W liście do Adama Naruszewicza o pisaniu historii Krasicki tłumaczy! i przekonywał, że ...Prawda treścią rzeczy, wdzięk stylu nie pomoże, kunszt nie ubezpieczy... a wspominając tradycje przeszłości wskazywał na Kazimierza Wielkiego, „króla chłopków”, jako „przykład dla następców". Krasicki doceniał wartość sztuki pisarskiej i rolę poety, który zanim zacznie pisać, musi „pilnie z sobą się rachować". Ubolewał nad sytuacją pisarza, który za życia znosi upokorzenia moralne i nędzę materialną, by dopiero po śmierci zyskać należną mu sławę. Największe uznanie zdobył Krasicki jako bajkopisarz. Na tle sztuki bajkopisarskiej XVIII wieku bajki poety są zjawiskiem jedynym i niepowtarzalnym. Wyróżniają się artyzmem przede wszystkim bajki epigramatyczne, zwięzłe cztero- i sześciowierszowe utwory, zadziwiające precyzją kompozycji, oszczędnością i doborem słów, celnością pointy. W bajkach objawia się Krasicki jako mędrzec, który okiem filozofa ogarnia świat i ludzi, by na podstawie analizy panujących w nim stosunków i obserwacji natury ludzkiej snuć myśli na ich temat i wypowiadać prawdy ogólne o życiu i człowieku. Filozofia Krasickiego oparta na doświadczeniu życiowym i mądrej obserwacji świata wyrasta z przekonania, że świat, na którym żyjemy, nie jest sprawiedliwie urządzony. Rządzą w nim gwałt i przemoc. Najczęściej spotykamy się nie tyle z prawdą autentyczną, co z pozorem prawdy. Śmieszność, głupota, chciwość górują nad ludzkimi cnotami, a drapieżca zawsze znajdzie uzasadnienie dla swego postępowania. Wszystkie te smutne .prawdy wypowiada Krasicki z uśmiechem mędrca, jakby z dystansu, który pozwala oceniać sprawy świata i ludzi bezstronnie, może nawet z pewną pobłażliwością dla ludzkich ułomności. Ale poeta nie ogranicza się w bajkach jedynie do diagnozy. Jako moralista stara się je naprawić gło44  sząc zasady zdrowego rozsądku i umiaru w postępowaniu, chwaląc dzielność i pracowitość, ostrzegając przed fałszem ukrytym za pięknie brzmiącymi słowami. Mówiąc o Krasickim jako poecie, niepodobna nie wspomnieć o wierszach różnych i wierszach z prozą, tzw. menippejskich33, w których przemówił autor utworów refleksyjnych. Wyrażają one zadumę nad losem człowieka, sensem życia i ujawniają osobiste pragnienia i uczucia. Jak już zauważono, w jego stosunku do świata jest coś z postawy horacjanina i miłośnika Kochanowskiego,34 ale dostrzec można także tony indywidualne należące do artysty, który nie tylko ceni filozofię miary, pogody, stoickiego spokoju,35 ale potrafi też rozkoszować się urokami przyrody i cieszyć życiem na osobności, w ukryciu przed ludźmi, rozmawiając z samym sobą. Krasicki jest poetą żywym. Zamknięte w postaci wyrazistych formuł powiedzenia, jak ,.Prawdziwa cnota krytyk się nie boi", „Wśród najlepszych przyjaciół psy zająca zjadły", „My rządzim światem, a nami kobiety", „Trzeba się uczyć, upłynął wiek złoty”, by ograniczyć się do najbardziej znanych, dowodzą, że wszystkie one weszły niejako w przysłowia i tkwią w powszechnej świadomości na prawach aforyzmów. Satyry i bajki należą zaś do literatury kanonicznej, a swym uniwersalnym charakterem wykraczają poza granice zakreślone zasięgiem kultury narodowej. Krasicki, podobnie jak La Fontaine i Kryłow, reprezentuje najwyższe osiągnięcia sztuki bajkopisarstwa w skali europejskiej. Do kręgów związanych z dworem króla Stanisława Augusta należał Stanisław Trembecki, poeta doctus, erudyta o szerokiej wiedzy humanistycznej, a jednocześnie poeta libertyn, odważny w burzeniu ustalonych autorytetów i wyznawca filozofii doby Oświecenia. Trembecki był 88 Wiersze menippejskie albo satyry menippejskie — utwory, których cechą formalną jest powiązanie prozy z wierszem. Nazwa pochodzi od Menipposa z Gadary, poety i filozofa greckiego z III wieku p.n.e. 34 Por. W. Borowy, op. cit., s. 183 i J. W. Gomulicki, Wiersze wybrane, Warszawa 1965, O poezji Trembeckiego, s. 9 i nast. 85 W. Borowy, op. cit., s. 225. 45  znakomitym artystą, wrażliwym na wartość słowa poetyckiego. Badacze twórczości poety podkreślali charakteryzujący go kult pełnej i bujnej natury, który go odróżniał od tych, co przyrodę ujmowali w sposób sielankowo-sentymentalny albo „zdawkowo-opisowy”, wskazywali także na związki jego poezji z twórczością Naruszewicza, La Fontaine'a, Pope'a, a ze starożytnych poetów Lukrecjusza, którego wpływ na twórcę Sofiówki jest wyraźny.36 Spuścizna poetycka Trembeckiego objętościowo niewielka (nie da się pod tym względem porównać z Krasickim) stanowi przecież zjawisko z różnych względów interesujące. Przede wszystkim trwałą wartość zachowały bajki, które są znakomitymi przetworzeniami bajek La Fontaine'a. Są to świetnie skreślone obrazki, w których zwierzęta nie są tylko umownymi symbolami, ale żyją własnym indywidualnym życiem. Zadziwiają poza tym bajki Trembeckiego bogatym i różnorodnym językiem. Poeta bowiem potrafi dobierać słowa rzadkie, ożywiać dawne i tworzyć nowe wykazując pod tym względem niezwykłą pomysłowość. Wiersze „w materii politycznej” określają postawę Trembeckiego, wyznawcę polityki królewskiej, słowianoflla, który wr panegirykach swoich posuwał się zbyt daleko, składając hołdy carowej Katarzynie. Ale uwagi krytyczne skierowane pod adresem własnego społeczeństwa, między innymi do posłów sejmowych, z drugiej zaś strony słowa uznania dla tych, którzy odznaczali się humanitarnym stosunkiem do poddanych i tolerancyjności wobec innowierców, potępienie fanatyzmu i przesądów oraz pochwała rozumnej gospodarki opartej na poszanowaniu człowieka — wszystko to czyni z Trembeckiego wyraziciela postępowych ideałów epoki. Libertynizm jego objawiał się w krytyce Kościoła i religii, w swobodnym traktowaniu scen erotycznych. W zakresie poezji lekkiej Trembecki był mistrzem nielada i wiersze, które w tej dziedzinie spod pióra jego wychodziły, odznaczały się wysokim kunsztem sztuki poetyckiej. Jako autor poematów Powązki, Polanka, Soiiówka, pisanych zresztą w różnych okresach twórczości, łączył cechy sa W. Borowy, op. clt., >. 265. 46  filozofa i społecznika z cechami artysty. Nie są to bowiem tylko poematy opisowe w stylu modnego wtedy we Francji Delille'a 37, ale poematy zawierające w sobie elementy dydaktyzmu i refleksji filozoficznej. Dydaktyzm ten zresztą nie narzucał się, przekazywał go poeta dyskretnie, na przykład w postaci obrazu poetyckiego (Polanka), kiedy opisywał dobra księcia Stanisława Poniatowskiego, mądrego gospodarza, znanego ze swego humanitaryzmu i życzliwego stosunku do chłopów. W Sofiówce wyłożył swoje poglądy filozoficzne przeniknięte duchem materializmu Lukrecjuszowskiego, ale i tu okazał się artystą, który potrafił wywody swoje zestroić z całością poematu. Opis rzeźb ogrodowych, reminiscencje antyczne, obserwacja przyrody — wszystko to stało się okazją do refleksji ogólniejszych wplecionych do utworu na prawach dygresji. Trembecki należy do poetów, którego szereg utworów poddano w wątpliwość co do autorstwa. Do niedawna przypisywano mu jeszcze autorstwo ody Balon, w ostatnich latach niektórzy badacze zakwestionowali autorstwo takich wierszy, jak Do Kossowskiej w tańcu czy Daniel Kalwiński do Trembeckiego. Wątpliwości te, nie rozstrzygnięte ostatecznie, pochodzą stąd, że spuścizna poetycka autora Powązek i Sofiówki wciąż jeszcze nastręcza wiele trudności filologicznych w ustaleniu autorstwa. Jak dowiedziono, wydania pism poety nie są miarodajne. Niektóre utwory ukazywały się jako wiersze anonimowe, inne pod obcymi nazwiskami, w rezultacie powstała sytuacja, że dyskusja nad autorstwem poszczególnych utworów trwa jeszcze i przynosi coraz to nowe ustalenia. Do poetów, których twórczość poetycka, podobnie jak Trembeckiego, budzi wątpliwości co do autorstwa poszczególnych utworów, należy także Tomasz Kajetan Węgierski, autor poematu heroikomicznego Organy oraz wierszy, które wydał Mostowski w 1803 roku, w kilkanaście lat po śmierci poety. Węgierski wszedł do historii literatury **7 Jacąues D e 1 i 11 e (1738—1813) — poeta francuski, autor poematów klasycystycznych opisowo-dydaktycznych (Ogrody), tłumacz Wergiliusza. Jego utwory wywarły wpływ na poetów polskiego Oświecenia, między innymi na S. Trembeckiego. 47  jako poeta-libertyn, wrażliwy na sprawy społeczne, śmiały krytyk magnaterii, satyryk, który atakował nie tylko negatywne zjawiska społeczne, ale i konkretne osoby, kreśląc ich literackie portrety. Osobowość pisarska Węgierskiego najlepiej wyraziła się w listach poetyckich. Są to wierszowane rozważania pisarza pół serio, pół żartem, często dowcipne, ale nie pozbawione też głębszej refleksji. W jednym z nich zawarł poeta głośną satyrę na obiady czwartkowe u króla Stanisława Augusta, w innych zadrwił z bogaczy trwoniących majątki na zbytki i rozpustę, w innych jeszcze wyraził swój sceptycyzm religijny kierując przy tym satyrę przeciwko znanemu konserwatywnemu publicyście, redaktorowi „Gazety Warszawskiej", Łuskinie, który zwalczał ostro filozofię Oświecenia i jej przedstawicieli. Węgierski nie liczył się z konsekwencjami życia dworskiego i towarzyskiego, swobodnie dotykał tematów drażliwych, a w Portretach pięciu Elżbiet narysował bardzo złośliwie wizerunki sławnych dam, przedstawicielek rodzin magnackich, czym wywołał atmosferę skandalu. W Organach (napisanych przed Monachoiaachią Krasickiego) zgodnie z naturą poematu heroikomicznego zaatakował duchowieństwo, a w licznych dygresjach ujawnił swoją libertyńską postawę krytykując różne przejawy zacofania. Zupełnie inny charakter niż twórczość Naruszewicza, Krasickiego, Trembeckiego i Węgierskiego miała działalność poetycka Karpińskiego, Kniaźnina i Szymanowskiego. Naruszewicz, Krasicki, Trembecki byli związani z dworem królewskim. Reprezentowali w zasadzie przy zachowaniu różnic indywidualnych ten sam program poetycki, oparty na estetyce klasycyzmu. Wprawdzie i w twórczości Naruszewicza, i w utworach Trembeckiego dostrzec można cechy innych stylów (barok i rokoko), to jednak nie one, jak się wydaje, określały oblicze artystyczne obu poetów. Karpiński, Kniaźnin, Szymanowski bliscy byli dworu Izabeli i Adama Czartoryskich w Warszawie i w Puławach, gdzie przez jakiś czas przebywali, każdy w innym zresztą charakterze (sekretarza, bibliotekarza, nauczyciela). Jak już zaznaczyliśmy, uchodzą oni za przedstawicieli polskiego sentymentalizmu, 48  chociaż i w ich twórczości poetyckiej rokoko pozostawiło swe ślady. Franciszek Karpiński, wysoko oceniany przez Mickiewicza, zyskał sobie największą popularność. ,.Poeta serca" znany jest przede wszystkim jako autor pieśni Laura i Filon, ale także jako twórca śpiewanych jeszcze dzisiaj pieśni religijnych, tzw. pieśni nabożnych, Kiedy ranne wstają zorze..., Wszystkie nasze dzienne sprawy... oraz kolędy Bóg się rodzi... Twórczość poetycka Karpińskiego jest jednak znacznie bogatsza i nie da się zamknąć etykietką poety sentymentalnego, chociaż nurt uczuciowy przez nią przepływa i w znacznym stopniu określa jej charakter. Spod pióra poety wyszedł przekład Psalmów Dawida, które przed laty tłumaczył Jan Kochanowski. Nie zdobył on tego uznania, i nie osiągnął tych wyżyn artyzmu, co przekład Jana z Czarnolasu, niemniej stanowi znaczące zjawisko poetyckie w literaturze XIX wieku. Rezygnując w wielu miejscach z retoryki i patosu wprowadził poeta wyrażenia proste, niekiedy nawet prozaiczne. Najczęściej obniżają one siłę ekspresji poetyckiej, bywają jednak wypadki, że, jak dowiódł tego Wacław Borowy, „wersja Karpińskiego bardziej odpowiada naszemu poczuciu taktu artystycznego" 38. Uwagę naszą przyciąga Karpiński jako autor wierszy erotycznych. Jego erotyki odznaczają się zmysłowością, ale ważniejsze jest chyba to, że miłość w jego lirykach staje się żywiołem, wyraża siłę instynktu, który objawia się w przyrodzie. A jednocześnie potrafił poeta być czuły, wrażliwy, bezpośredni, a popularny wiersz Do Justyny. Tęskność na wiosnę, choć zdradza pewne powinowactwa z poezją Metastasia39, w oryginalny sposób wyraża niepokój serca przy pomocy przejrzystej metafory wziętej z obserwacji przyrody widzianej okiem gospodarza. Nuta eligijna zabrzmiała w Powrocie z Warszawy na wieś, wier88 W. Borowy., op. cii., s. 225. 89 Pietrę Metastasio (1698—1782) — właściwe nazwisko Antonio Trapassi, poeta włoski, autor utworów lirycznych, pieśni, librett operowych opartych na motywach antycznych i mitologicznych (np. Łaskawość Tytusa, Achilles, Attilio Regolo) i rozpraw teoretycznych. Od roku 1730 nadworny poeta cesarski w Wiedniu. Należał do popularnych autorów XVIII wieku. 4 — Poezje... 49  szu, którego treść odnosi się od osobistej sytuacji poety i stanowi także próbę refleksji filozoficznej nad życiem. Jest to wyraz goryczy, rozczarowania i żalu do losu, że obszedł się z nim surowo, nie darząc go zaszczytami i majątkiem. Ale jednocześnie wypowiada poeta surowy sąd o współczesnych mu czasach, które nie potrafiły docenić jego wartości. Inaczej wyglądała pod tym względem epoka Symonidów i Kochanowskich... Nowe tony odezwały się w Dumie Lukieidy..., przejmującej pieśni nawiązującej tematem do średniowiecza, do dramatycznych losów żony księcia Przemysława. Nie brak w bogatym dorobku Karpińskiego wierszy patriotycznych. Oddają one w zasadzie uczucia i nastroje tych wszystkich, którym bliska była idea reformy państwa w duchu Konstytucji 3 Maja i w szczególności sprawa ulżenia doli chłopa. Wyróżniają się spośród nich dwa wiersze. Jeden z nich, Pieśń dziada sokolskiego w kordonie cesarskim..., powstał po pierwszym rozbiorze. Opowiada on o okropnym „losie krajowym", ale oryginalność utworu polega na tym, że słowa przepojone goryczą i smutkiem wypowiada dziad wędrujący z lirą, a więc ubogi chłop, przedstawiciel ludu, który stał się w ten sposób wyrazicielem narodowego dramatu. Drugi wiersz, napisany już po upadku Rzeczypospolitej — Żale sarmaty... — jest jak gdyby elegią żałobną po utracie ojczyzny. I ten wiersz wyraża nastroje części społeczeństwa, które zawiedzione w nadziejach na odzyskanie niepodległości przy pomocy walki zbrojnej u boku Napoleona — pozostawało w stanie rezygnacji opłakując przeszłość Polski i wspominając okresy jej wielkości. Franciszek Dionizy Kniaźnin, mniej wprawdzie popularny od Karpińskiego, budzi jednak coraz większe zainteresowanie wśród współczesnych badaczy. Przedstawiony w pięknym wierszu Lechonia jako poeta, który po upadku państwa postradał zmysły (Kniaźnin i żołnierz), stał się swego rodzaju symbolem tragedii narodu. Jego bogata i różnorodna twórczość poetycka należy również do nurtu uczuciowego w liryce osiemnastowiecznej, ale w wierszach jego natrafiamy raz po raz na rekwizyty klasyczne, 50  głównie na bogów olimpijskich, poza tym spod pióra jego wyszło sporo utworów bliskich raczej poezji rokokowej, anakreontyków i drobnych, żartobliwych wierszyków, które można by traktować jako swoisty rodzaj literackiej zabawy. Liryki miłosne Kniaźnina wyróżniają się swoistą delikatnością i zdają się przemawiać prawdą prawdziwego przeżycia. Poeta jak gdyby próbuje dotrzeć do głębszych warstw życia uczuciowego. Takim na przykład wyrazem niepokoju, lęku a zarazem pragnienia miłości jest wiersz pt. Lękliwa miłość, liryk, który oddaje nastrój wewnętrznej rozterki, oczekiwania, niepewności. W Krosienkach odsłania się psychika młodego dziewczęcia, które pragnie ukryć swoje uczucie przed ukochanym. Dwie lipy, Dwie gałązki — to jakby dwa warianty tego samego tematu. W łatwej do odczytania symbolice zawiera się dramatyczna historia miłości dwojga ludzi, którym los nie dał się połączyć. Dodajmy, że w erotykach Kniaźnina nie spotyka się silnych napięć dramatycznych, przewagę zyskują uczucia łagodne, smutek, tęsknota, żal. Ody patriotyczne kształtował Kniaźnin raczej według wzorca klasycznego. Nie brak w nich pytań retorycznych, apostrof i rekwizytów antycznych i mitologicznych, ale jednocześnie przepaja je rodzaj uczuciowości obcej racjonalizmowi ód klasycznych. Pierwiastek sarmatyzmu dostrzec można w popularnym wierszu Do wąsów, przejaw mesjanizmu widoczny jest w utworze Na rewolucję 1794, w którym wyraża poeta przekonanie o opiece Boga nad Polską i wiarę w naród wybrany, a elegia Na śmierć Dekierta prezydenta Warszawy uwydatnia w dramatyczny sposób konieczność poprawy położenia ludu w imię ogólnonarodowego interesu. Toteż w lirykach patriotycznych był Kniaźnin, by posłużyć się słowami Borowego, „prawdziwym prekursorem późniejszych poetów i ideologów narodowych polskich".40 Kniaźnin był wysokiej klasy artystą. Znał dobrze literaturę dawniejszą i współczesną, cenił twórczość Kochanowskiego, tłumaczył poetów starożytnych i francuskich, troJO W. Borowy, op. tif., s. 265. 51  szczył się o własny warsztat poetycki. W jego spuściźnie poetyckiej znaleźć można wiele wariantów tego samego motywu, a zmiany te są często tak znaczne, że trudno orzec, czy mamy do czynienia tylko z odmianą tekstu, czy z nowym zupełnie utworem. Kniaźnin był niezwykłą indywidualnością poetycką, a bogata skala motywów, duża kultura literacka, inwencja artystyczna, możność wypowiadania się w różnych stylach — wszystko to określa jego rolę w literaturze polskiego Oświecenia i wyznacza mu w niej należne miejsce. Do poetów nurtu uczuciowego należy . także Józef Szymanowski, autor wierszowanego przekładu z prozy Monteskiusza Świątyni Wenery w Knidos oraz szeregu wierszy utrzymanych w duchu poetyki sentymentalno-rokokowej. Świątynia Weneiy chwalona niegdyś przez współczesnych poszła w zapomnienie, natomiast liryki poety (przynajmniej niektóre) uchodzą dziś za zjawisko interesujące. Przemawiają bezpretensjonalnym wdziękiem, wnoszą akcenty indywidualne, reprezentują wartości, które nie straciły jeszcze na znaczeniu. Jeden z tych wierszy Co też ta miłość wyrabia ze mną może być nie tylko przykładem prostoty, ale wyrazem autoanalizy psychologicznej. Mowa tu o miłości, jako stanie uczuciowym, w którym przeplatają się radość i smutek, bojaźń i nadzieja, troska i szczęście. Szymanowski bliski jest Kniaźninowi, ale i różni się od niego własną tonacją. Nie ma w erotykach Józefa Szymanowskiego wybuchów namiętności, która charakteryzuje romantyków, nie widać także barokowych konceptów. Jest natomiast refleksyjność, która każe własne przeżycia poddawać introspekcji, drążącej w głąb ich natury. Oprócz tego Szymanowski był autorem pogodnych, nawet swawolnych w treści piosenek, których bohaterki, Anusia i Zosia, wprowadzają w świat realiów życia, co więcej, zabarwiają go ludowością, przenikającą coraz wyraźniej poezję schyłku XVIII wieku. Sentymentalne treści dochodzą także do głosu w twórczości poetów mniej znanych, których dopiero dzisiaj, je52  żeli nie odkrywamy, to staramy się sprawiedliwie ocenić wskazując na ich wartości. Taką na przykład poetką związaną, jak się wydaje, z siedzibą Joachima Chreptowicza w Szczorsach, była Teofila Glińska. Sam Chreptowicz, mąż stanu, reformator odznaczający się przekonaniami humanitarnymi, który zniósł w swym majątku pańszczyznę i zamienił na czynsz, był jednocześnie miłośnikiem poezji i jej znawcą. Spod jego pióra wyszedł artykuł pt. Poezja w Zbiorze potrzebniejszych wiadomości... Krasickiego, w którym czytamy, że poezja jest „w naturze człowieka”, a poeta tworzy „dlatego, żeby dał poznać wszystkim stan swojego serca”.41 Otóż wydaje się, że w kręgu oddziaływania tego rodzaju teorii mogły powstać takie utwory, jak Szczorse lub Bukiet od córki dla matki w dzień imienin tejże. Poetka wyraża sentyment dla przyrody, ale szczególnie znamienne dla Glińskiej jest współczucie, jakie okazuje biednym i nieszczęśliwym, refleksja moralno-filozoficzna towarzysząca obserwacji świata: Podźwignąć z własnej sfery strąconych Jest oddać hołd przyrodzeniu. Dobyć umysły z mgłów zamąconych Jest to pomóc przeznaczeniu. Więc jak własnością Duszy cnotliwej Jest nie dać człeka rozpaczy, Tak wyrwać mnóstwo z nędzy zbyt tkliwej Coś niebieskiego już znaczy. Credo ideowe Glińskiej wyrasta z przekonania, że wszelka działalność w duchu zasad humanitaryzmu, która zmierza do zniesienia nierówności między ludźmi, jest zgodna z naturą i odpowiada, jak dowodzi autorka, przeznaczeniu. Do kręgu poetów uczucia wypadnie zaliczyć Ignacego Bykowskiego, którego znamy jako adresata jednej z ód Kniażnina, autora wiersza Do Tadeusza Mostow41 Zbiór potrzebniejszych wiadomości pożytkiem aliabetu ułożonych, Warsza wa 1781, t. 2, s. 378. 53  skiego, ciekawej próby autobiografii poetyckiej. Jest to nie tylko obraz i ocena własnych przeżyć duchowych, przeważnie miłosnych, ale także charakterystyka społeczeństwa, w którym poeta żyje. Obraz ten, głęboko pesymistyczny, daje wyobrażenie o nastrojach poety i smutku, jaki go przenika. Widziałem człeka w ostatniej rozpaczy, Co go przyjaciel zdradził I w więzieniu osadził, A jego dobro swym piętnem oznaczył. Możniejszy każdy tyranem okrutnym Szuka próby wydania, Niewinność nie ma wsparcia, Słabszy jest zawsze jego łupem smutnym. Na szczęście istnieje przyjaźń, która daje oparcie w ciężkich doświadczeniach i stanowi istotną wartość życia. Poeta przeciwstawia się podłości i przewrotności ludzkiej. Poetą bliskim także poezji uczuciowej i nie skrępowanej więzami reguł był Jan Paweł Woronicz, którego najważniejsze utwory pochodzą dopiero z początków wieku XIX. W wieku XVIII powstał wzorowany zapewne na odzie Naruszewicza Wiersz na pokoje nowe w Zamku Królewskim, w którym opisał poeta jedną z jego najpiękniejszych sal oraz Pieśni wiejskie dla księdza Gaspra Cieciszowskiego utrzymane w stylu osiemnastowiecznej poezji sielankowej. Wiersze te, choć nie ujawniają jeszcze najbardziej charakterystycznych dla poety cech jego twórczości, wskazują na takie wartości, jak sztuka opisu poetyckiego i wrażliwość na uroki przyrody. Ostatnie lata Rzeczypospolitej obfitują w wydarzenia, które wywarły silny wpływ na charakter poezji. Okres Sejmu Czteroletniego, rządów targowickich i powstania kościuszkowskiego sprzyjały rozwojowi poezji, nasyconej treściami aktualnymi. Jak już zauważyliśmy, poezja stała się narzędziem walki ideowej i służyła propagandzie politycz54  nej. Wiersze, które w tym czasie powstawały, nie odznaczały się wprawdzie wysokim poziomem artystycznym, ale za to przemawiały swoją treścią zastępując i wspomagając wypowiedzi publicystów. Satyra uderzała w przeciwników politycznych, demaskowała zdrajców, broniła honoru i godności narodowej. W okresie insurekcji poezja spełniała dodatkową rolę. W postaci apeli, wezwań do walki, pieśni na cześć Kościuszki, wierszy okolicznościowych związanych z epizodami walk powstańczych oddawała nastroje panujące w społeczeństwie, podtrzymywała na duchu, dodawała wiary w zwycięstwo. Pod względem ideowym nie reprezentowała ona jednolitego stanowiska. Obok elementów religijnych o zabarwieniu nawet mesjanistycznym spotyka się utwory o charakterze jakobińskim. Oprócz wierszy o treści umiarkowanej, wiersze rewolucyjne, antymonarchiczne. Były wśród nich rzeczy oryginalne i przekłady z języka francuskiego, w których dosłuchać się można echa rewolucji. Poezja okolicznościowa towarzysząca dramatycznym wydarzeniom z końca stulecia była w zasadzie zjawiskiem anonimowym. Wiersze, które obiegały głównie stolicę, częściowo publikowane w drukach ulotnych, częściowo przepisywane i rozdawane w kopiach, atakowały króla, dostojników państwowych, przedstawicieli możnych rodów. Ich autorzy byli poszukiwani przez władze państwowe, a w wypadku ujawnienia autorstwa byliby aresztowani. Nic więc dziwnego, że ich w większości nie znamy. Niektórych tylko potrafimy zidentyfikować, pamiętając, że wciąż jeszcze autorstwo wielu wierszy pozostaje sprawą wątpliwą. Wśród autorów należących do obozu patriotycznego wyróżniał się talentem Franciszek Zabłocki, znany komediopisarz i poeta, którego twórczość obejmuje różnego rodzaju utwory, jak sielanki, listy poetyckie, satyry. Satyry mają charakter polityczny, a że krytykują one konkretne osoby, a krytyka jest w dodatku ostra, bezkompromisowa, przybierają niekiedy postać pamfletu. Czy to będzie Doniesienie czy Opisanie geniusza satyry autorowi paszkwilów, czy Do Jezierskiego kasztelana, odgrażającego 55  palem na rękę piszącego paszkwile czy Do Branickiego obiecującego nagrodę za wydanie autora wierszy przeciwko niemu — każdy z tych wierszy dobrze charakteryzuje indywidualność ich autora. Wyłania się w nich postać pisarza wyżywającego się w walce ideowo-politycznej, odważnie atakującego zdrajców targowickich, śmiałego krytyka wszelkich nieprawości. Jak mocno brzmią słowa-epitety w rodzaju łajdak, szelma, huncwot dla określenia politycznych wrogów. Jakże charakterystyczny pod tym względem jest wiersz Do Jezierskiego kasztelana..., w któ- v rym poeta przedstawia swego adwersarza jako oszusta, łotra i błazna bez czci i wiary. Jak dramatyczny w swej treści jest wiersz skierowany do hetmana Branickiego, przepojony nie tyle goryczą i wstydem, co oburzeniem patrioty usiłującego walczyć ze złem moralnym pleniącym się na oczach wszystkich. Słowa poety — to ciężkie oskarżenie, które ujawnia zbrodnie popełnione na narodzie: Przelewco krwi braterskiej, zdrajco swoich krajów, Niewdzięczniku, szyderco z cnót i obyczajów, Obrońco łotrów i ich wsparty niecnotami Nie zmiękczyż serca twego Polska swymi łzami? Satyry i pamflety oddają atmosferę czasu, mówią o grze namiętności, dają wyobrażenie o napięciu walki politycznej, jaka się toczyła między obozem patriotów i obozem konserwatystów i zdrajców. Trudno orzec, czy wszystkie satyry, które przypisuje się Zabłockiemu, wyszły istotnie spod jego pióra. Za autorów poszczególnych wierszy uważani są między innymi F. K. Dmochowski, F. Gawdzicki, J. Jasiński, F. S. Jezierski, H. Kołłątaj, A. Naruszewisz i inni mniej znani. Sprawa autorstwa jest nadal sprawą otwartą.42 Akcenty rewolucyjne i jakobińskie wystąpiły w twórczości Jakuba Jasińskiego, przywódcy powstania na Litwie, dzielnego generała, który zginął w 1794 na szańcach Pragi. Jego twórczość nie jest zresztą jednolita. Zna48 Por. Bibliografia Literatury Polskie]. Nowy Korbut, Warszawa 1970. t. VI. cz. pierwsza, s. 494. 56  leźć w niej można żartobliwą piosenką o Jasiu i Zosi, re-1 fleksyjno-filozoficzny wiersz do Boga, w którym wyłożył poeta swoje deistyczno-panteistyczne poglądy, interesujący poetycki portret szlachetnego wolnomyśliciela, o wysokich walorach moralnych (Do świętoszka), libertyński poemat Sprzeczki i takie utwory, jak Do exulantów polskich..., Wiersz w czasie obchodzonej żałoby przez dwór polski po Ludwiku XVI, Do narodu, wyraz radykalnego nurtu poezji polskiego Oświecenia. Radykalizm ten wyraża sią w postawie antymonarchicznej, w uwielbieniu Francji rewolucyjnej, w przekonaniu, że wolność narodu oznacza jednocześnie wolność ludu i że zdobycie tej wolności wymaga walki i zrywu rewolucyjnego całego narodu: Idźcie, mężni młodzieńce, pełni świętej cnoty, Mścić się naszych ucisków i naszej sromoty, Idźcie, ojczyzna żąda, by wasz miecz wygładził Razem tego, co naszedł, i tego, co zdradził. W rewolucyjnych wierszach Jasińskiego odzywa sią patos sytuacji historycznej. Są to utwory pisane stylem wysokim, ująte w formą posłania poetyckiego, pozbawione wszelkiej ornamentacji stylistycznej. Ale nie są też publicystyką wierszowaną, ponieważ promieniuje z nich jakaś siła wewnętrzna znamionująca poetą, a nie deklamatora. Idee, które głosił, Jasiński potwierdził czynem. Zginął na posterunku żołnierskim oddając życie za kraj i sprawą, jakiej służył i o jaką walczył. Oprócz Jasińskiego i Zabłockiego do poetów związanych z obozem patriotycznym należałoby zaliczyć także spośród znanych autorów Juliana Ursyna Niemcewicza i Wojciecha Bogusławskiego, oraz Alojzego Felińskiego. Pierwszy z nich, autor głośnej komedii politycznej Powrót posła, był również autorem bajek politycznych zawierających przejrzystą alegorią do aktualnych stosunków w kraju oraz wierszy okolicznościowych odnoszących sią do dramatycznych wydarzeń z końca stulecia. Drugi, znakomity aktor i komediopisarz, wplatał do swych utworów piosenki, które żyły życiem wła57  snym, niezależnym od sztuki, w jakiej występowały. Wystarczy przypomnieć choćby jeden z kupletów Krakowiaków i górali: Nie pogardzaj ubogimi, Choć jesteś bogaty, Bo nie czynią nas wielkimi Klejnoty i saty... by uświadomić sobie, jak bardzo popularnymi były „śpiewki" Bogusławskiego. Alojzy Feliński, przyszły twórca Barbary Radziwiłłówny, należał do czynnych poetów powstania kościuszkowskiego. Ułożył Pieśń ochotników krakowskich, był autorem wierszy na cześć Kościuszki. Poezja okresu rządów targowickich i powstania kościuszkowskiego zamykała jak gdyby dzieje Rzeczypospolitej jako niepodległego państwa. Była wyrazem żarliwości patriotycznej, przepajały ją rewolucyjne treści społeczne, niosła ze sobą wiarę w braterstwo ludów. Wśród wierszy insurekcyjnych znajdują się utwory zaprawione goryczą klęski. Nie brak tu słów oburzenia na zdrajców targowickich ani oskarżeń pod adresem króla. Po kraju, a w szczególności po Warszawie krążyły różnego rodzaju zagadki, nagrobki i epigramy, których treść odnosiła się do działaczy obozu targowickiego. Wiersze te w dowcipny sposób atakowały zdrajców kraju i odsłaniały ich nicość moralną. Wiersze anonimowe obfitują w różnego rodzaju hasła, które w postaci zwięzłych i wyrazistych formuł wyrażają dążenia patriotów i rewolucjonistów łączących w swoich ideałach pragnienie wolności politycznej i wyzwolenia społecznego. Przeróbka francuskiej pieśni rewolucyjnej kończy się słowami: Francja jest dla nas przykładem! Francja i pomocą będzie, „Wolność”, „Równość" niech brzmi wszędzie, Idźmyż jej torem, jej śladem. 58  Odę (bo tak chyba ten wiersz należy określić) Do Panujących i do narodu zamyka dyrektywa: Wolność niech będzie najświętszą ustawą, Wy równi sobie, a nad wami prawo. W zakończeniu zaś wezwania Do ludu czytamy: Dziś rozum rzekł światu z prostotą „Człecze, pomsta twym prawem, wolność — twoją cnotą!" Przykłady te określają charakter frazeologii, która upowszechniła się, by utrwalić się w świadomości i języku poezji politycznej i publicystyki XIX wieku. Toteż wartość tej poezji mierzyć trzeba nie tyle miarą walorów artystycznych poszczególnych utworów, co siłą oddziaływania społecznego i rolą, jaką odegrała ona w kształtowaniu pojęć i wyobrażeń narodowych i społecznych. Po upadku państwa poezja nie zamarła. Ale ton, który jej towarzyszył, był tonem elegijnym, wyrażał smutek i żal po utracie ojczyzny, oddawał nastrój żałoby. W kraju nie było warunków, w jakich mogłoby się rozwijać życie literackie. Toteż i wiersze, które w owych czasach powstawały, ukazywały się zazwyczaj później, przypominając o tragedii narodu i państwa. Jednym z takich poetów, który wyraził uczucia smutku i goryczy po utracie wolności, był Józef Morelowski, autor przejmującego w szczegółach cyklu utworów, nawiązujących tonacją do Trenów Kochanowskiego. Innym zaś był sławny później działacz polityczny, potomek magnackiego rodu — Adam Jerzy Czartoryski. On to właśnie przed przymusowym wyjazdem do Petersburga napisał dantejski poemat pt. Bard polski, w którym odsłania nieszczęścia, jakie nawiedziły kraj rodzinny, a jednocześnie składa hołd bohaterom narodowym. Poemat przemawia przede wszystkim wzruszającymi obrazami nieszczęśliwego kraju. Obrazom tym towarzyszy gorzka refleksja nad losem ojczyzny. Jest w tej refleksji i motyw nadziei, płynącej z przekonania, że śmierć poległych braci nie poszła na marne. 59  O ile w kraju panuje zrozumiały smutek, a poezja tchnie melancholią i rozpamiętuje klęski i nieszczęścia narodowe, to poza jego granicami pojawiają się inne zupełnie tony. Legionom Dąbrowskiego towarzyszy pieśń pogodna w nastroju, pełna wiary w przyszłość i ożywiona duchem zwycięstwa. Jest to powstała w 1797 roku Pieśń Legionów ułożona przez Józefa Wybickiego, zwana popularnie Mazurkiem Dąbrowskiego. Formułuje ona myśl, która miała zawrzeć przekonania kilku następnych generacji i określała postawę Polaków w XIX wieku, w okresie zaborów: utrata państwa nie oznacza unicestwienia narodu. Pieśń Legionów utwierdzała wiarę we własne siły, podtrzymywała wolę zwycięstwa głosząc chwałę oręża polskiego. A że otrzymała ona muzyczny kształt mazurka i połączona została z wpadającą do ucha melodią — dzięki temu stała się własnością ogółu i symbolem trwałości narodu. Pieśń Legionów wywodzi się z najlepszych tradycji wieku Oświecenia, który podniósł znaczenie i wartość świadomości narodowej jako kategorii nadrzędnej. Ale w entuzjazmie, jaki ją przenika, i energii, jaka z niej płynie, wyczuć można tchnienie nowych czasów, w których liczyć się będzie nie tyle zimna kalkulacja i chłodny rozsądek, co siła gorącego uczucia i głęboka wiara w spełnienie pragnień. Dlatego Pieśń Legionów, którą zamknąć możemy dzieje poezji XVIII wieku, stoi jak gdyby nie tylko na granicy dwóch stuleci, ale jednocześnie na granicy dwóch epok w dziejach kultury polskiej. Jest zatem pieśnią, która zamyka polskie Oświecenie, a otwiera zarazem rozdział polskiego Romantyzmu.43 Zebrane w antologii wiersze nie mają ambicji nowatorskiego spojrzenia na poezję wieku XVIII. Nie znalazły się tutaj utwory, które by nie były znane historykom literatury, wydobyte z ukrycia czy zapomnienia. Wiek osiemnasty, jak każde zresztą stulecie, nie stanowi w dziejach kultury wyodrębnionego czy to pod względem ideologicznym, czy 4848 Por. W. Kubacki, Pierwiosnki polskiego romantyzmu, Kraków 1949, s. 43 i nast. 60  pod względem artystycznym okresu. Można by najogólniej powiedzieć, że gdy w pierwszej jego połowie obserwujemy wyraźne relikty kultury sarmacko-barokowej, to w drugiej wchodzimy w sferę ideologii Oświecenia oraz różnorodnych stylów, jak klasycyzm, rokoko i sentymentalizm. Porównanie wybranych utworów z doby saskiej z utworami czasów stanisławowskich pozwoli lepiej dostrzec różnice poziomów w sztuce, ale przede wszystkim unaoczni przemiany, jakie w poezji w ciągu kilkudziesięciu lat nastąpiły. Dobór poetów i ich wierszy opiera się głównie na ich reprezentatywności. Toteż niewielu się znalazło w antologii poetów drugo- czy trzeciorzędnych, którzy skądinąd mogą budzić nasze zainteresowanie. A warto sobie uświadomić, że wiek XVIII liczył wielu różnego rodzaju „wierszopisów”, którzy zasilali łamy „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych” i którzy pozostawili sporo utworów w rękopisach a także w tomikach i drukach ulotnych. O niektórych z nich, jak Ancuta, Czyż, Gawdzicki, coraz więcej słyszymy, inni, jak Swiętorzecki, Jakubowski, Czapli c, Koblański, Nagłowski, Czernek, Bielawski, Gurski, Michniewski, Mackiewicz, Marewicz, Wykowski — czekają na to, by zająć się ich życiem i twórczością i ocenić jej walory literackie. Bogata i różnorodna poezja polityczna, tak znamienna dla wieku XVIII, godna odrębnej antologii, mogła się tu znaleźć w bardzo skromnym wyborze orientując zaledwie w charakterze zjawiska. Włączone natomiast do antologii wiersze powstałe po trzecim rozbiorze, tj. po 1795 roku, wskazują na dalszy kierunek rozwoju poezji, sygnalizując jedynie to, co nurtowało świadomość ówczesnego społeczeństwa i co się odzwierciedlało zarówno w poezji krajowej, jak i emigracyjnej. Wydaje się, że wiek XVIII podzielony na czasy saskie i stanisławowskie, mimo swej złożoności i różnorodności, chociaż nie pretenduje do tego, by go jakościowo wyodrębniać jako jednolitą całość, układa się w potocznej świadomości w szereg zjawisk, które możemy traktować jako ogniwa w rozwoju kultury odznaczające się swoistymi cechami. Toteż zdając sobie sprawę z umowności wszelkich 61  podziałów w dziejach literatury, uważamy, że pożytecznie jest spojrzeć na poezję polską nie tylko w perspektywie Baroku czy Oświecenia, ale także w takiej perspektywie, która by dała sposobność do konfrontacji różnorodnych zjawisk, a jednocześnie zaznajomiła czytelnika z najbardziej reprezentatywnymi i najciekawszymi ich przejawami. Autor pragnie serdecznie podziękować Juliuszowi Wiktorowi Gomulickiemu, którego cenne uwagi i sugestie przyczyniły się do wzbogacenia treści książki i ulepszenia jej formy wydawniczej. Pragnę również gorąco podziękować pani Teresie Achmatowiczowej za szczególną troskę przy opracowaniu tekstów i przypisów. Zdzisław Libera  MATERIAŁY  PIOTR FRANCISZEK ALOJZY LOSKI (ok. 1661—1728) Sekretarz Jana III, podstarości warszawski (1697), chorąży (1709), podkomorzy warszawski (1717), regent kancelarii mniejszej koronnej (1719). Wydał: w r. 1727 zbiór poezji pt. Głosy oratorskie, gdzie zamieszczono również jego mowy sejmowe, w r. 1724 poemat religijny Dźwięk na wdzięk Opatrzności Boskiej, zawierający również 70 epigramatów pt. Lutnia rozstrojona. DŹWIĘK NA WDZIĘK OPATRZNOŚCI BOSKIEJ (Fragmenty) GŁOS I Zaczynam głosić dziwne sprawy Boga, Aleć mię zaraz bierze wielka trwoga, Czy mi wystarczy Rytmów moich wątek, Chyba że sam Pan koniec i początek. Gdy zaś prawdziwie jest i nieskończony Ja na mej Lutni nie dociągnę strony. Tak jest: bo choćby świat był kałamarzem, Morze inkaustem, natura Pisarzem, Niebo papierem, piórmi wszystkie drzewa, A pisałaby dzień, noc, prawa, lewa, Wprzód by się zrobił świat do odrobiny, Wyschłyby morskie do krople głębiny, Spisałby niebo i nie wcisnął Joty, Byłby proch z drzewa i rąk od roboty 5 — Poezje... 65  Pierwej, niżby się najmniejsze przymioty Wyrazić mogły Wszechmocnej Istoty. Przeto nie wchodząc w Boskie głębokości Biorę choć z brzega niektóre własności. GŁOS X Liczna i śliczna dywizyja panien Wygląda z Renu przezroczystych wanien. Ze w znamienitej kompucie 1 brygady, Już tył bezpieczny, brzeg bez wszelkiej zdrady. Nie dziw, że znały te wojenne tryby, Bo Amazonki2 rzeczą bez pochyby 3. Rej wiedzie rodu królewskiego ona, Co od niedźwiedzia nabyła imiona 4 A cnót od Boga, któremu wet za wet Oddając siebie i swój orszak, nawet Całopaloną z nim czyni ofiarę Za Pana, czystość, zbawienie i wiarę. LUTNIA ROZSTROJONA PRZESTROGA Mówisz, że w damie rozum, dość zapału, Kochajże duszę, a daj pokój ciału. PANNA JAK ANGIELSKA CYNA Anielska płeć panienek, a angielska cyna, Choć nie jedno, lecz jednaż wadzi im przyczyna: DŹWIĘK NA WDZIĘK... 1 komput — poczet, zastęp. 2 Amazonki — kobiety jeżdżące konno, aluzja do mitologicznych wojowniczych kobiet wywodzących swój ród od Aresa i Harmonii. • bez pochyby — niechybnie, niezawodnie. 4od niedźwiedzia nabyła imiona — Urszula (od łac. ursus — niedźwiedź). 66 Dopiero bywszy w cerze, w glansie bez przywary, Obiedwie się od cudzej ćmią i plamią pary. NA DOJRZAŁE FRUKTY ŚWIATOWE Póki owoc w zieleni, idź precz z apetytem, Ciskaj, zginaj gałązki, nie zostaniesz sytem, Ale gdy się frukt dojźrzy, wtenczas sam się ściele, Ty, co pragniesz, przybywaj, bierz, a nie mów wiele. NA WIELOMÓWNOSĆ To mądry, co jest w słowach skąpy, mierny; Czemu? Bo język jest serca odźwierny. Jak tamten nie ma często skrzypać drzwiami. Tak ten ma trzymać wartę za zębami.  WOJCIECH STANISŁAW CHRÓSCIttSKI (ok. 1665 — po 1722) Uszlachcony mieszczanin. Sekretarz królewski i kierownik kancelarii. Po śmierci Jana III osiadł w Krakowskiem, a potem przeniósł się do powiatu lelowskiego pod Częstochową. Do najważniejszych utworów należą: Trąba -wiekopomnej sławy i pamięci (...) Jana III (1684), Farsaliej (...) kontynuacja (1693, jak gdyby dalszy ciąg Farsalii Lukana), Lament strapionej ojczyzny (1696), Job cierpiący (1705), Krótki zbiór duchownych zabaw (1711), Józef do Egiptu od braci przedany (1745). WIERSZ OFIERNY NAJŚWIĘTSZEJ PANNIE MARY JEJ NA PIASKU i W KRAKOWIE Pospiesz, lotnymi przyodziany pióry, Pegazie, z wierzchu Parnasowej góry! Nie siądzie na twym grzbiecie duży Bellerofon 2 zabijak Meduzy. Nie zażyjem cię w plac sześćset łokietny, Gdzie się bić zwyczaj bywał staroletny WIERSZ OFIERNY... iNa Piasku — Piasek, dawniej przedmieście Krakowa, dziś ulica Karmelicka, gdzie stoi kościół Karmelitów z cudownym obrazem Matki Boskiej. * Bellerofon (mit. gr.) — syn króla Koryntu, Glaukosa, zabił na rozkaz króla Likil, Jobatesa, Chimerę. Unosząc się na Pegazie raził ją z góry. 68 Kiścieńmi 3 do krwie, ani w gromy Pójdziesz między rzymskie hipodromy 4. W olimpijackie zawody i trety5 Kół nie pociągniesz, zmierzając do mety, Ustały dawno już te gony 6, Gdy Rzym upadł w siłach obarczony. Więc niech się z swoich nie chlubi widoków, Kiedy wywiódszy winowajców z oków, Lwom je wyrzucał na obroki, Z krwawej mając uciechę posoki. Godniejszy widok polskie mają światy. Jest na co patrzeć i między Sarmaty Są dziwowiska nowej mody, Co zwieść mogą i obce narody, Gdzie się pysznymi ku niebu wieżami * Osadził Kraków, granicząc z Tatrami, I w Wisłę mając wzrok ponury, Dwoistymi opasany mury. W jego przedmieściach wspaniałe kaplice Wybudowane dla czystej Dziewice, Gdzie znaczniejszymi z miejsc tak wielu Słynie cudy na polskim Karmelu. Na ten plac dla swej odprawienia sceny, Zawodnicze się puszczają Kameny 7, Więc po Piaszczystym i ty błoniu, Strojny pierzem, ubiegaj się, koniu. Masz wolne cugle, masz swobodne wodze, Tylko wyboczy chroń się na tej drodze, By-ć usterek jaki przez te Piaski Nie przeszkodził do nabycia łaski. A gdy szczęśliwie zawód odprawimy, Już nie Bellonie łupy zawiesimy, Ani Marsowi w jego zborze * kiicień — broń tatarska, rodzaj procy. 4 hipodrom — plac do wyścigów konnych. 5 trety — biegi. * gony — gonitwy, wyścigi, bieganie do mety, zapasy. 7 	K a m e n y — w mit. greckiej muzy, córki Jowisza i Mnemozyny. Było ich dziewięć i każda z nich miała pod swoją pieczą odpowiednią gałąź sztuki czy nauki. 69  Damy korzyść przy czci i honorze. Nie włożym lauru na Jowisza skronie, Ani też ślubu powiesim w Dodonie 8, Ani Cybele 9, matka bogów, Obaczy nas z dzięką u swych progów. Lecz Twe ołtarze nieśmiertelną sławą, Coś jest prawego Boga Matką prawą, Uczcimy kładąc wieńce z bobku Na pamiątkę i prac, i zarobku. Zgoła cokolwiek w tym się zdarzy polu, Nie w starodawnym rzymskim Kapitolu Oddamy pokłon, ale Tobie, Coś Na Piasku dom obrała sobie. JÓZEF DO EGIPTU OD BRACI PRZEDANY i PIESN PIERWSZA (Fragment) synopsis s Jakub w Chanaan mieszka: Józef kędy Złą Bracią skarżąc, sen im swój powiada, 8 Dodona — miasto w Epirze słynne z najstarszej wyroczni greckiej. 9 Cybele (Kybele) — mitologiczna bogini frygijska czczona na terenie Azji Mniejszej jako Wielka Macierz natury. JÓZEF DO EGIPTU... 1 Poemat W. S. Chróścińskiego nawiązuje do opowieści biblijnej o Józefie. Józef, syn Jakuba i Racheli, sprzedany został przez braci do niewoli i uprowadzony do Egiptu, gdzie stał się niewolnikiem w domu dostojnika Putyfara. Jako wykładacz snów przewidział klęskę głodu w Egipcie, której potrafił zapobiec. Dzięki temu wszedł w łaski Faraona, osiągnął wysokie godności i stał się namiestnikiem władcy. Fragment Pieśni I opowiada o dziejach Jakuba i Racheli, córki Łabana, u którego służył on przez wiele lat. W nagrodę za służbę Jakub miał otrzymać za żonę młodszą córkę Labana, piękną Rachelę. Jednakże kiedy nadeszła chwila zapłaty, zamiast Racheli Laban przeznaczył mu za żonę starszą córkę, Leę. Rozżalony Jakub nie zrezygnował jednak ze swoich pragnień. Zawarł z Labanem kontrakt na dalszą pracę, aby uzyskać rękę Racheli. — Poemat wprowadza w świat postaci biblijnych, takich jak Lot, Hiob, Tobiasz, Daniel, Jonasz. 2 synopsis (z greek, synopsis) — zwięzły przegląd publikacji (tu: wydarzeń) o tej samej tematyce. 70 O co łajany, wpada wnet do wędy, Bo go zabiwszy, utopić jest rada. Izmaelitom jadącym tamtędy Przedan, a ojcu suknią złość przekłada Krwią ujuszoną; płacze Jakub stary; On się dostaje w ręce Putyfary. WIERSZ PIERWSZY Katownią życie i męka na świecie, Jeśli niewinność swej nie ma obrony, Kędy zawziętość podściwego 3 gniecie, Mało tam ważą prawa i kanony, W więzieniu prędzej, niźli w gabinecie, Cnotliwy będzie odtąd znaleziony, A gdy na wywód złość mu zamknie wrota, Ani on wskóra, ani jego cnota. ii Nieba świat na to i owszem się brzydzi Takimi mieniąc ich za skrupulatów, A jako prawych zwykle nienawidzi, Tak drogo ceni wzajemnie gamratów 4. Przyznaje grzeczność tym, a z owych szydzi, Co z liczby mogą być predestynatów, W czym trzymając się zwykłej polityki, Drwi z nich, żartuje, stroi śmiechy, kwiki. iii Inne u świata, inne są u BOGA, W szacunku tego wybranych maksymy, Tym się bawełną ściele wszędzie droga, A owi żadnej nie mają estymy, Tych pułki bronią, straż wartuje mnoga Ci leją: jako na Ołtarz wiktymy 5, 8 podściwy — poczciwy. 4 gamrat — towarzysz, kolega. 5 wiktyma — ofiara.  I co pomyśli! złym się wszystko dzieje, Niewinny często krew niewinnie leje. IV Przecież Bóg, który swoich ma na pieczy, Jako mu z ludźmi najmilsze zabawy Tak, aby rozum nie upadł człowieczy Tknąwszy go, dźwiga jak ociec łaskawy, Kocha dobrego, choć potrąci w rzeczy; Niewybadane w czym są jego sprawy, Że na obrotnej rządów swoich szali Żebraka wsadza, potentata zwali. v Płaci u niego niewinność i cnota, Która więc bywa dojźrzalsza po próbie, On uwiódł z ogni ów złych sodoskich Lota, Stałą cierpliwość ugrontował w Jobie, Zuzannie pomógł bardziej niż czystota, Dał światło światu, Tobijaszu, w tobie, On i Daniela między lwami w szybie 6, Jonatę zdrowo chował w wielorybie. VI Niechajże się świat zapala i wstyda, Gdy sprawiedliwych lekceważąc ściska. Niech czci po Saulu pastucha Dawida, Mojżesza wodza, gdy po morzu pryska, On tajemnice Boskie światu wyda, Co z dzieckiem stroi Fortuna igrzyska. Niechaj to czyta, jak przy dziwnym trefie Bóg nie zapomniał w studni o Józefie. VII O tym ci i mnie pióro pisać każe Na wstyd niewiernym, czystym na przestrogę, l szyb — tu w znaczeniu jama, przepaić. 72 Jak ciałem mogąc mazać się, nie maże, Owszem, ostrożną z sideł zmyka nogę. Więzień niewinny oddań jest pod straże, Ach, srogą w złości straszy Synagogę, Jak rządzi wtóry sam po Faraonie, Więc on mi pieśnią w moim Helikonie 7. vm Zrodził go Jakub z nadobnej Racheli, Za którą siedm lat służył u Labana, Więc gdy po ślubie już się łączyć mieli, Li ja mu była do łożnice dana; Rachele starszą siostrą tu w pościeli Jak dzień po oczu płynących poznana, W pierwszych afektach wnet Jakuba zmiesza, Że z tym gniewliwy do ojca pospiesza. DC Żartli to ze mnie! czyli jaka próba? Dziś mnie potyka od ciebie, Labanie, Godziłoż się tak oszukać Jakuba, Co o twym dobru wielkie miał staranie, Czemuż mi nie ta oddana osoba, Którą siedmletnie me usługowanie Skontraktowało! Aż kiedy wesele, Liją-ś mi wepchnął, miasto mej Rachele. x Odpowie Laban: że tu, w naszym kraju, Aby wprzód młodsze niż starsze dawano Za mąż —nikędy nie znajdziesz zwyczaju, Zaczym i ciebie w tym nie oszukano, Lecz weselnego według obyczaju Już tydzień zmięszkaj z tą, którąć oddano. JHelikon — góra w Beocji, która w mitologii greckiej była siedzibą Apoliina i muz; znajdowało się tam źródło Hippokrene — symbol natchnienia poetyckiego. 73  Dam ci i Rachel, żebym się nie dłużył, Byłeś mi za nie drugie siedm lat służył. XI Przyjął powtórny kontrakt i umowę, Tak mu się miłość do serca zakradła, Z Liją przeżywszy chwilę tygodniowe, Dopiął z Rachelą stanu małżeńskiego, I drugie siedm lat trzodę Labanowę Pasł, cierpiąc chwilę, jaka tylko padła, Życie z obiema, skoro ich zaślubił. Biblija pisze, którą bardziej lubił. xn Laty czternastą Rachel wysłużona, A ten się krótki czas zdał Jakubowi, By i czterdziestą, kiedy dobra była, Nieciężko ulec sercu i czasowi. Stąd poznać, że mu była ulubiona: Nie sprzeciwił się w niczym Labanowi Tyle lat sługą być: jest to niewiele Upodobanej zwłaszcza dla Rachele.  FRANCISZEK GOSCIECKI (1668—1729) Wierszopis. Jezuita. Profesor retoryki i poetyki w szkołach jezuickich. Ok. 1700 przeniesiony został do Sambora, gdzie przebywał do śmierci. Zaprzyjaźniony z Chomętowskimi (Marcinem — ojcem i Stanisławem — synem) — uczestniczył wraz ze Stanisławem w ważnych wydarzeniach politycznych: w 1708 brał udział w spotkaniu stronników Augusta II z carem Piotrem I w Żółkwi, w latach 1712—1714 był jako kapelan uczestnikiem poselstwa do Turcji. Fakt ten opisał w poemacie Poselstwo wielkie Jaśnie Wielmożnego Stanisława Chomentowskiego wojewody mazowieckiego od Najaśniejszego Augusta II, króla polskiego, książęcia saskiego, elektora Rzeczypospolitej, do Achmeta IV, sołtana tureckiego wielkiego, z pełną mocą posła z szczęśliwym skutkiem przez lata 1712, 1713, 1714 odprawione, Lwów 1732. POSELSTWO WIELKIE JAŚNIE WIELMOŻNEGO STANISŁAWA CHOMENTOWSKIEGO... CZĘSC TRZECIA, W KTÓREJ TRANSAKCJE J. P. POSŁA W ADRIANOPOLU OPISUJĄ SIĘ (Fragment) Sionek, sali, pokojów podłużne równiny Pokrywały rogóżki1 uplecione z trzciny, POSELSTWO WIELKIE... l rogóżki — plecionki, maty. 75  Prawie w nici podartej, a w rozlicznym wzorze Haftowane się zdadzą w złocistym kolorze. Izby zasię wezerskiej pawiment2 dywany Perskimi był pokryty od ściany do ściany. W rogu, w którym się z sobą dwie ściany związały, Na materacu złote wezgłowia leżały. Po lewej stronie sami ministrowie stali, Prawą liczni dworzanie wezerscy trzymali, Krom przedniejszych. U innych jako śnieg żupany, Pas i niżej karmazyn, bez wszelkiej odmiany. Meszty 3 wszystkich jednakie w żółtym safijanie, Kontusza ni kubraka mieli na żupanie. Sam śrzodek dla poselskich ludzi zostawiono, Których niemałe było w tej publice gTono. Gdy już weszli do izby, co do niej wniść mieli, „Kszy, kszy, kszy!" — po trzy razy wszyscy wykrzyknęli. Znak, żeby cicho było, a na bok zemknieni,4 Rzekłbyś, jak zakonnicy stali ułożeni. Zatem też wszedł i wezyr pobocznymi drzwiami Skromno i z złożonymi na piersi rękami ~ Jak jaki nowicyjusz, a w posła mijaniu Trochę skłoniwszy głowy, siadł na swym posłaniu. Wszyscy zaś, którzy po dwóch stronach jego stali, Jak w takt, wykrzyknionym go głosem przywitali. Ten go ucichł, ci na to, co byli gotowi, DOMINIK RUDNICKI (ok. 1676—1739) Poeta. Jezuita. Kaznodzieja w Słucku i w Warszawie. Rektor kolegiów w Pułtusku i Łomży. Pisał po polsku i po łacinie. Wydał zbiór pt. Głos wolny w wiązanej mowie, Warszawa 1741. PIEŚŃ POSTNA NABOŻNA O KORONIE POLSKIEJ Rozmyślajmy dziś, wierni Sarmatowie, Jako nam wolność przedali panowie, Od elekcyji nie ma odpocznienia Aż do zniszczenia. Naprzód w Warszawie 1 fakcyja ją łamie, Skąd pan chełmiński 2 dał do Niemców znamię, Oto, Sasowie, skarbów nie żałujcie, Panów ujmujcie! Wnet się rzucili jak brytani wściekli, Inszy scysyją 3 od Niemców uciekli, PIEŚŃ POSTNA NABOŻNA... 1 Naprzód w Warszaw! e... — aluzja do wyboru na króla Augusta III Sasa podczas elekcji 5 X 1733; na wcześniejszej elekcji 12 IX 1733 obrany został Stanisław Leszczyński. Jednakie Rosja i Austria nie aprobowały tego wyboru i poparły kandydaturę Sasa, który został w rezultacie królem. 2 pan chełmińsk ł... — kasztelan chełmiński wypowiedział się za Niemcem. 8 scysyja — niezgoda. 78 Tam wielkim hurmem: lfVivat, vivat Sasa!" To zguba nasza. Pierwszego roku pod Kraków stawiona,4 Niesprawiedliwie od Niemców ściśniona, Kazał ten Sas król, aby przystąpili, Wolność zgromili. Krzyknęli wszyscy: „Jużci idą Sasi!" Dopiero w komysz 5 Sarmatowie nasi, A prymas 6 krzywdy w Polszczę nie pozwala, Na rokosz zwala. Skarbce w Krakowie młotkami odbili, Koronę Niemcu na głowę włożyli, Pobrawszy kwoty, przed nim poklękali, Królem go zwali. Zwyczajnie potem wszedł z nim do ratusza, Mieszczanów oddać przysięgę przymusza, A polską wolność tak na krzyż przybili, Żółcią poili. Poleciła się wolność w ręce Boga, Wołając: „Konam!", gdy niemiecka noga W Polskę wkroczyła — ostatniej potrzeba Pomocy z nieba. Płacze pospólstwo, szlachta woła: „Biada!", „Już po nas" — sąsiad rzecze do sąsiada, Słońce swobody zaćmiło się czarno, Że zginie marno. 4 Pierwszego roku pod Kraków stawiona — aluzja do wkroczenia pod ochroną wojsk saskich i rosyjskich Augusta III do Krakowa na koronację, która odbyła się bez sejmu koronacyjnego. 5 komysz — krzaki, gęstwina. 6 pryma s... — mowa o wystąpieniu prymasa Teodora Potockiego, który zaprotestował przeciwko bezprawiu. 79  Ziemia się trzęsie aż do tej godziny Od saskich kopyt: to nie bez przyczyny: Wstąpił do Polski, co do piekła zdrożył, Tak każdy wróżył. Moc swoję państwa pokazał w swywoli, Ojców ojczyzny wpędził do niewoli, Umarłych ciała spoczynku nie mają, Na cud powstają. Różni posłowie prośby uczynili, Żeby wolności, praw nie utracili, Pan wojewoda tajemnie zabaczył,7 Bo król tak raczył. Czasów niniejszych jako z krzyża zdjęta, Krwią odkupiona, wolność nasza święta Płacze matuchna ojczyzna na dzieci, Że na łeb leci. Miasto balsamu szynką pomazali Niemiecką wolność! Byśmy jej nie znali W skryte syndony 8 obwinąwszy ciało, By tchu nie miało. Jeszcze ją żywą w grób kłaść obiecują, Nagrobki wieczne poddaństwa rysują,9 Jakoby płacze każdej czyniąc chwili, Lecz was omyli. Pokaże wiosna, co Sarmata może, Któremu łaską sam dopomóż, Boże! "Pan wojewod a... — aluzja do wojewody krakowskiego, Teodora Lubomirskiego. który dopomógł do koronacji Augusta III w Krakowie; zabaczył — nie dostrzegł, zapomniał. 8 syndony — muśliny. 9 Nagrobki wieczne poddaństwa rysują — aluzja do niewoli politycznej związanej z panowaniem Sasa. 80  DŹWIĘK NA WDZIĘK Opdtrznośdi BOSREY :PRZEZ GŁOSY. Ku Ktorey Wdzięcznośćt 
Chwała zawfre, Cyfra$ Y ia Autbor* Nic. P.F. A.Ł. Roku od wydania Zbawiennego Gfofu, Przez ll(U Niemowlaka BOGA. w WARSZAWIE Tl) DntkĆ*** ^ JT W Mhniarum Piarum R. P. 1724, l<L*n <r*// Ł r Aj. /t,' YU.r*f i. nisy^f^ jv-Piotr Franciszek Alojzy Loski, Dźwięk na wdzięk Opatrzności Boskiej, 1734. Karta tytułowa.  I IOZEF I ¥ Do Egiptu od Braci pttedany. ^ \ , %/lM £ <f Dla Ctyftości, inkarcetowiny. ^ i* i? * i t i* £ i $##########*#####& . &+S+$+1+$+ę+$ s»S»S***»d»S»£ 4 ROKU PAŃSKIEGO ' * ? M.D.CC,x,x.x.x,v, M iwmnm.nmm t if POTYM Dli wykładu Show bd Więzienia wolny de,tatki prxvpufzc*ony. TRZYNASTO PIEŚNI Olmiofakiego RYTHMłJj ÓGtOSZONY. Wojciech Stanisław Chróściński, Józei do Egiptu od braci przedany, 1745. Karta tytułowa.  Niemieckie kordy ujmie szabla nasza, Niemniej Judasza! Jeszcze dyploma Polska nie wydała, Bo sobie wolność w tym rezolwowała,10 Sejm to pokaże, że krew wylać woli, Niż być w niewoli. Tymczasem płaczmy, wierni chrześcijanie, Wołając: „Dzięki-ć oddajemy, Panie, Co karzesz Polskę utratą wolności Za nasze złości. Cierpim do czasu, Tobie przysięgamy, W którym nadzieję wieczną pokładamy, Chybaby Matka Twa nie była panią, To wolność zganią." Szlachta królowi przysięgać nie będzie, Bo takim kształtem Niemiec nas osiędzie. Pociągnęłyby nas saskie partyje Za łeb, za szyję. Amen 10 Jeszcze dyploma... — to znaczy Polska jeszcze nie rozstrzygnęli (rezolwowała) ostatecznie, czy przyjmie Ai gusta III za króla. 6 — Poezje... JAN STANISŁAW JABŁONOWSKI (1669—1731) Wierszopis, pamiętnikarz, mówca, pisarz dewocyjny. Syn Stanisława Jana, hetmana wielkiego koronnego, był działaczem politycznym; za krótkiego panowania Stanisława Leszczyńskiego — kanclerzem wielkim koronnym. Najpopularniejszym dziełem publicystycznym Jabłonowskiego był kilkakrotnie wznawiany Skrupuł bez skrupułu w Polszczę albo oświecenie grzechów narodowi naszemu polskiemu zwyczajniejszych, a za grzechy nie mianych, Lwów 1730. Z utworów poetyckich wyróżnia się zbiór bajek pt.: Ezop nowy polski albo sto i oko bajek, Lipsk 1731. BOGATY A GŁUPI, UCZONY A UBOGI Bogaty głupi to prawie zwyczajna, Uczon ubogi, i to też nie tajna: Że się to trafia i tego próbować Nam nie potrzeba, ale dyszkurować *: • Co lepiej ludziom? czyli być bogatym, A bez rozumu? czyli mieć dość na tym, Żeby naukę mieć, ale bez pieniędzy, W estyraie ludzkiej żyć oraz i w nędzy? Otóż dysputę ta bajka rozstrychnie, I prawdę znaczną samą rzeczą wytknie. Był w mieście bogacz, czyli to z rodziców? BAGATY A GŁUPI... 1 dyszkurować — prowadzić dyskurs, rozprawiać. 82 Czy z sukcesyi innych swych dziedziców? Miał się aż nazbyt dobrze na prostaka, Ten z ubogiego szydził nieboraka, Który ni handlu prowadził, ni szynku, Ni się pokazał nigdy on na rynku, Tylko jako mól w księgach zawsze siedział, Mało co on miał, ale siła wiedział. Każdy go w mieście i czcił, i szanował, Ale mu rzadko kto co podarował. A zaś bogacza, choć kto miał za błazna, Lecz mu szkatuła dała honor ważna. Przeto swym mieniem dobrym on nadęty, Mniemał, że go czczą, a nie jego sprzęty. I tak mądremu mówił ubogiemu: „Mądryś ty, widzę, rozumowi twemu Jać nie wydołam, lecz cóż? choć nie zgadam Twoich tajemnic, przecie lepiej jadam; Mniej mam ksiąg w domu, ale więcej w skrzyni, Biblijotekę moją worek czyni; Ja mam dom cały, ty na piętrze czwartym I w pokoiku bez okien otwartym; Ja suknie drogie i co miesiąc mienie, Twoje na lato też w zimie odzienie; Miasto czeladzi, cień za tobą chodzi, Jeźli się, bracie, prawdę mówić godzi, Coć po nauce? Ba, co temu miastu Jest za pożytek z takich i piętnastu? Kupca, przekupki pewnie nie zbogacisz, Sentencyjami kiedy tylko płacisz.” Tak on drwił z niego. Ten, zamiast urazę, Rzekł bogaczowi: „Czas jeden pokaże, Co potrzebniejsza ludziam: czy nauka, Czyli bogactwa, których każdy szuka.” I tak się stało. Nieprzyjaciel przyszedł, Mieczem i ogniem pustoszyć tam wyszedł. Spalił browary, aż nie masz i szynku; Zrabował miasto, aż trawa na rynku; Bogaty wszystko, mądry nic nie stracił, Ni kontrybucyi nikomu nie płacił.  Bogacz o kiju i żebranym Chlebie Chodzi, a mędrzec przeniósł się w potrzebie Swej do innego miasta, gdzie znajomych Znalazł i jego nauki wiadomych. Każdy go przyjął, przytulał i żywił, Że się mój bogacz ze wstydem zadziwił. Ta najbogatsza skrzynia, co jest w głowie, Jako hiszpańskie uczy nas przysłowie: Że mądra głowa przez swoje staranie Czy kapelusza, czy czapki dostanie. LIS, WILK I KURA Lis z łasa pod wieś raz wypadnie blisko, Trafi na świeże krwi pobojowisko, Znać niedźwiedź wołu zabił i szyndował1. Zjadłszy powoli do lasu się schował, Skóry kawalec tam świeżej zostawił, Bo na bankiecie swoim się nie bawił. Lis głodny, łowny trafił na tę skórę, I mówi sobie: stanie to za kurę. Tymczasem co Bóg da, to do kobiałki, Ugryzł szmat dobry, a drugie kawałki Myśli do domu zanieść lisiej jamy, Do której furty nie było i bramy. Tymczasem kiedy powracać się myśli, Kogut i kury ze wsi owej wyszli. Zapieje kogut, lis się mój raduje I rzuca skórę, sam się wyprawa je Na podjazd i już jak lis się wyciąga, Jakby ich pojadł, tak się im urąga. Wtem wilk nadyjdzie jako był znajomy. Pyta: do czego się skrada? łakomy Lis rzecze: do kur, jako wiesz, zwyczajnie; Wilk mu odpowie: lisie obyczajnie, LIS, WILK I KURA 1 szyndować — odzierać ze skóry. 84 A widzisz chłopca, co za płotem stoi? Drwi lis mój z tego, dybie, się nie boi, Aż tylko ma się rzucić na koguta, Wytnie go z kuszy (wiesz, lis nie miał buta), Chłopiec ów w nogę, że ledwo nie złamał,. Nazad lis chyżo, chociaż dużo chramał.2 Wraca się tam, gdzie swą skórę położył. Nie zastaje jej, bo kruk się nie drożył I porwał skórę, a mój lis łakomy Głodny bez skóry powrócił i chromy. Tak, co niesłusznych profitów szukają, Guzy zamiasto zysków dostawają. ! diżo cbramać — bardzo chromać, kuleć.  ANTONI SEBASTIAN DEMBOWSKI (1682—1763) Publicysta, komediopisarz, satyryk, W 1700 r. sekretarz na dworze kanclerza w. koronnego a zarazem biskupa warmińskiego, Jędrzeja Chryzostoma Załuskiego. W latach 1706—1709 zwolennik Augusta II. W 1716 r. w Saksonii został sekretarzem królewskim. Po wstąpieniu na tron Augusta III pełnił obowiązki referendarskie. W 1735 r. przyjął święcenia kapłańskie i wkrótce został biskupem płockim, a następnie kujawskim. Był autorem mów i komedii pozostawionych w rękopisie. Ogłosił drukiem satyrę Punkt honoru, 1749. PUNKT HONORU (Fragment) Mówią, że w pewnych krainach na świecie, O czym podobno sami lepiej wiecie, Są diabełkowie w domach wychowani, Łasi duszkowie z ludźmi pobratani, Tych jest przysługa donieść i podwodzić, Plotki rozsiewać i sąsiady zwodzić. A u nas w Polszczę czy jest ditko taki? Jest, nie wątp o tym, i są tego znaki, Jest Punkt Honoru, tak się u nas zowie, Kogo chcesz, pytaj — każdyć o nim powie, 86 Nie masz miasteczka, pałacu, kościoła, Nie masz wsi, domu i klasztoru zgoła, Nie masz posiadki1, karczmy ani dworu, Gdzie by nie miano coś za Punkt Honoru. U wszystkich prawie ta pokusa wzięta, A czym by była, dotąd niepojęta? Ongi, gdym jechał mimo karczmę drogą, Słyszę zgiełk duży, widzę bitwę srogą, Wtem z ciekawości, ujrzawszy dziewczynę Rzewnie płaczącą, pytam o przyczynę. „Chłopi się tłuką” — ta mi odpowiada. „Jużci to słyszę, ale o co zwada?" „Bartek — ta rzecze — wydarł dziewkę Kubie I z nią do tańca, ku większej swej zgubie, Chciał brać chłopom prym, chłopi nie ścierpieli I ustąpić też Bartkowi nie chcieli; Wtem, jak Amana Bartosa porwali, A zaś co drudzy przy nim obstawali, Jeden się z drugim pospołu czepają, Pohamowania niezbożni nie mają.” To zrozumiawszy, że to Punkt Honoru Do tego chłopstwo przywodzi uporu, Zaciąłem konia, a wtem przyjaciela Spotykam ku mnie i z nim ludzi wiela. Pytam, dokąd się tak ludno wyprawił? „Na sejmik — prawi — bym się lepiej stawił, Sąmsiadów tamże z sobą zaprosiłem, Bo sejmik zerwać w głowie ułożyłem.” „A to co? — rzekę — to chcesz sejmik psować?” „Tak jest — odpowie — muszę powetować Honoru swego, że mię nie obrano PUNKT HONORU 1 posiadke — gościna, spotkanie towarzyskie. 2 A m a n albo Haman — wg Księgi Estery dostojnik perski, który postanowił zgładzić wszystkich Żydów w państwie perskim, jednakże dzięki interwencji Estery plany Hamana zostały udaremnione, a on sam porwany i powieszony. 87  Dystrybutorem,3 choć dobrze wiedziano, Żem tego godzien; więc ja też pozwolić Na nic nie mogę, nie dam się zniewolić." Więc gdy tak żwawo stawał przy honorze, Pojachał spieszno w zawziętym uporze, Pojadę dalej, aż się dwaj rąbają, Pytam przytomnych 4, co do siebie mają? Ci powiadają, że jeden drugiego Nie spełnił zdrowia, więc przyszło do tego — Jak waszeć widzisz — że się krwią częstują, Bo Punkt Honoru oba do się czują. Punkt, widzę, i tu Honoru zapalał, Likwor nalany afrontu 5 nie zalał. ** dystrybutor — tu: ten, który rozdziela urzędy. 4 przytomny — obecny. 6 	afront — obelga.  KAROL MIKOŁAJ JUNIEWICZ (pierwsza połowa XVIII w.) Wierszopis. Był sekretarzem prowincji polskiej zgromadzenia paulinów. W 1731 r. wydał w Częstochowie: Refleksje duchowne na mądry króla Salomona sentyment oraz na krótkość życia ludzkiego, śmierć, sąd straszny, wieczność szczęśliwą i nieszczęśliwą, krótkim polskiego rytmu stylem chrześcijańskiemu oku spod umbiy zakonnej na widok wydane. REFLEKSJE DUCHOWNE NA MĄDRY KRÓLA SALOMONA SENTYMENT ORAZ NA KRÓTKOŚĆ ŻYCIA LUDZKIEGO, ŚMIERĆ, SĄD STRASZNY, WIECZNOŚĆ SZCZĘŚLIWĄ I NIESZCZĘŚLIWĄ, KRÓTKIM POLSKIEGO RYTMU STYLEM CHRZEŚCIJAŃSKIEMU OKU SPOD UMBRY ZAKONNEJ NA WIDOK WYDANE (Fragment) Purpury, mitry, Lutnie i cytry, Muzy, meduzy, Wszystko się toczy, Tocząc nie zboczy Od życia gluzył. REFLEKSJE DUCHOWNE... 1 gluzy — wady, braki. 89  Patrzcie, zuchwali, Możni i mali, Proch się w proch wraca, Z prochu się krąży, W proch nazad dąży Wszelkich dzieł praca. Wichrzy się dymem, Co się z olbrzymem Rwało w paragon,* Gdzie kasztel 3 Troi, Tam pługiem kroi Oracz swój zagon. Darmo już. darmo Wrzeszczysz alarmo,4 Grecki Graćywie,5 Dardańskie mury,6 Silne struktury, Spróchniały w dziwie. Darmo do boju W stalowym kroju Wzbudzać rycerza, Gdzie gdy się tęży, Nic nie zwycięży Twardość koncerza. Już się tam chwieją, Trzęsą i śmieją Bez żartu łąki, Gdzie niegdy w strachu Z harmat do gmachu Latały bąki. Dał gniew przyczynę, Poszły w perzynę Armatne baszty, * R w a ł o w paragon — dążyło do wyścigu, do współzawodnictwa. S kasztel — tu w znaczeniu: gród. 4 Wrzeszczysz alarmo — bijesz na alarm. SGradyw (Gradivus) — przydomek Marsa. 8 Dardańskie mury — od Dardanii, miasta w Troadzie, gdzie była położona także Troja; tu w znaczeniu trojańskie mury. 90 Cenę straciły, W wągl się zmieniły Błyszczące kaszty 7. 7 	k a s z t y — tu: kasztele, zamki.  ADAM JAN MICHAŁ KĘPSKI (pierwsza połowa XVIII w.) Poeta, zbieracz pieśni ludowych. Sekretarz laski wielkiej koronnej za czasów marszałka Franciszka Bielińskiego. Ogłosił Myśli o Bogu i człowieku w mowie człowieka i ducha wyrażone, Warszawa 1756. Zebrał poza tym Pieśni wiejskie i Pieśni mazowieckie. MYŚLI O BOGU I CZŁOWIEKU W MOWIE CZŁOWIEKA I DUCHA WYRAŻONE KSIĘGA I (Fragment) W czymże jest najprzód honor nader czczony, Lubo z natury, lubo z nią złączony? Cóż do istoty natury należy? Czy z wzgardą człeka, gdy honor ubieży, Już człek niecały? Czyli jak bez spania Lub jadła, picia, nie może mieć trwania? Czyli przynajmniej tak jak bez odzienia Cierpi człek mrozów, upałów dręczenia? Raczej, iż człowiek, jak człowiek, w tej porze, Iż każdy w każdym być może honorze, Więc gdy nie zdobi tego, ów w purpurze Jest honor krzywdą w równości naturze. Jest raczej cale równości zniżeniem, Bowiem ustawnym to jest doświadczeniem, 92 Jak się niejeden w honorze odmienił, Iż się nad ludzi tyle będzie cenił, Że sobie boskie ukłony, a zwłaszcza Zbyt wyniesiony wysoko, przywłaszcza. Przenosi okiem z swej honoru góry Każdego, nisko zda mu się być który, Depce tych w myśli, równa do błot steku, Wzajem: podnóżkiem pisze się człek człeku I wielu, którzy nisko osadzeni, Czyli z prostoty, czyli uniesieni Zbytkiem pochlebstwa, tak się zapędzają, Że bałwochwalstwo, czcząc go, popełniają. Ów znowu drugich mostem sobie stanie I po nich myślą gardzącą deptanie Iż ku honoru jest czci i ozdobie, Sądząc, wraz wnosi pychę wolną sobie: Stąd iż iścizną1 honoru różnica, A jest różnicy pycha tajemnica. myśli o BOGU... lłścizna — tu: majątek, pieniądze.  HILARION FALĘCKI (XVIII w.) Pisarz dewocyjny. Należał do zakonu karmelitów bosych. Był kaznodzieją, ordynariuszem krakowskim. Najgłośniejsze dzieło: Wojsko serdecznych nowo rekrutowanych na większą chwałę Boską afektów..., Poczajów 1739. WOJSKO SERDECZNYCH NOWO REKRUTOWANYCH NA WIĘKSZĄ CHWAŁĘ BOSKĄ AFEKTÓW POD KOMENDĄ JAŚNIE OŚWIECONEGO XIĄŻĘCIA DE PRIMIS PRINCIBUS, BO MICHAŁA, W KTÓREGO IMIENIU BÓG CAŁEJ OJCZYZNY HONOR, SŁAWĘ I CAŁOŚĆ KONSERWUJE... (Fragmenty) TAJEMNICA POTU KRWAWEGO HYMN Czemuż się we mnie serce nie rozrywa? Jezus moje serce, kiedy we krwi pływa, A czemuż we mnie nędzna żyje dusza? Gdy krwawe morze zalewa Jezusa. Za mojegoć to ciała delicyje W tej krwawej łaźni Pan Jezus się myje. Za mojego życia płochego pieszczoty Krwawe Jezusa zalewają poty. A moje oko, gdy Bóg krew szafuje Sowicie, jedynej łezki mu żałuje. 94  ( Ach, Jezu! Krwią twoją zmaż me światowości, f A pisz na sercu charakter miłości, Abym uważał, jak to Dusza droga, Która kupiona krwią samego Boga. MELANCHOLIA O wieczności, wieczności! Obumiera serce Na twoją pamiątkę. A czemuż światu żyje, Nie Bogu? Niszczeje refleksja J, A czemuż o lada brydniach przemijających, A nie o zbawieniu? O wieczności! Złym piołunowa, Dobrym cukrowa. Ktokolwiek ciebie szczerze uważa, Kto bierze na wielkiej apprehensji2 szalę, Za świótem nie szaleje, ale łzy leje. O wieczności, A siłaż takich, którzy się ciebie lękają? Nie siła. Dlatego ich w piekle siła, Że umotani w znikomej marności cyfrach Nie apprehendują,8 Jak będą straszliwi diabelscy męczennicy, Na ognistych niezmiernej wieczności obrotach. O wieczności, wieczności piekielna! Delikatów 4 światowych MELANCHOLIA 1 refleksja — zastanowienie. 2 apprehensja (łac. appiehensio) — tu w znaczeniu dostrzegania (kto przywiązuje wagą do wieczności). 8 	Nie apprehendują — nie dbają, nie zwracają uwagi na... 4 delikat — pieszczoch, niewieściuch. 95  Jaki będzie traktament6: Nieskończone tortury, Wieczna biada u obiada. Tam biesiada, gdzie bies siada, Jady smocze te ochocze Będą konfitury. O wieczności, wieczności! Na czymże odpocznie ciało hoże? Ogień słany twe tapczany, Piekło całe, to wspaniałe Będzie twoje łoże. O wieczności, wieczności! Jakie będą twoje muzyki, Jakie twe wesela? Zębów zgrzyty, ryki, krzyki, Melodie, mizerie, Płacze, grzmoty, żal, kłopoty, Ta twoja kapela. O wieczności, wieczności! Jakież będą cudnych formozji 6 facjaty 7? Zbyt żałosne cery, Smutne maniery, Twarzy podrapane, włosy roztargane, W rekwijalne barwy 8 Strojne straszydła i larwy. Jak wędzonki przydymione, Ciała na węgiel spalone Przez ognie wieczyste. O jakże niesmaczne tam będzie pieczyste! O wieczności, wieczności! 6 traktament — dosł. poczęstunek, tu: przyjęcie, obchodzenie się. flformozja — piękność. 7 facjata — wygląd. 8 rekwijalne barwy — (od lac. reguiem) — żałobny.  POSELSTWO WIELKIE garnie Wielmożnego STANISŁAWA CHOM KNTOVV SK1EGO Wojewody' Mazowieckiego W Nayrasnieyfcezo AUGUSTA II. KRÓLA POLSKIEGO iazęcia Safkieęo Elektora RZECZYPOSPOLITE! DO 'ACHMETA IV. SOŁTANA TURECKIEGO. WIELKIEGO z pełń* moc* POSŁA s Szczętli-wyra jkutkiem przez lata rju. 1713. 1714. ODPRAWION E. Potomnych ciifow pimicci y wduęczno4d podine wrwtelnym iej Przez X. FRANCISZKA OOSCIECKIEGO i*.. JłiS We LWOWIE, w Drukami Collegium Sociccatis JESU R. Francisz;ek Gościecki, Poselstwo wielkie Jaśnie Wielmożnego Stanisława Chomentowskiego, 1732. Karta tytułowa.  :V; f . . • | - ■ ..■ .: '$ iZOP NOWY POLSKI, to icft: ZYCIE EZOPA | FILOZOFA FRT CISKI EGO, STO i OKO BAJEK przy tym, Wybranych z Ksiąg rożnych Autorotr, niektórych j ! też Ezopa, niektórych i (smego Autora mw encyi, Wicrfzcm Pol skini, 4 z krotka przy kaźdey. moralizacya, tpifane przez JANA JABŁONOWSKIEGO, Woicwody Rulkicgo, w łwenigfzteynie, Jan Stanisław Jabłonowski, Ezop nowy polski, 1731. Karta tytułowa.  ELŻBIETA DRUŻBACKA (ok. 1695—1765) Poetka. Wychowała się na dworach magnackich. Osiadła w Sandomierskiem, gdzie po stracie męża (ok. 1740) zajęła się gospodarką. Brała żywy udział w życiu towarzyskim, przebywała na dworach Czartoryskich, Sieniawskich, Branickich, Lubomirskich. Po śmierci córki i wnuków zamieszkała w klasztorze bernardynek w Tarnowie. Opublikowała tom liryków pt. Zbiór rytmów duchownych, panegirycznych, moralnych i światowych, Warszawa 1752. OPISANIE CZTERECH CZĘŚCI ROKU PIERWSZA CZĘSC ROKU. WIOSNA (Fragment) O! złoty wieku w postaci dziecinnej, Wiosno wesoła! toć się pięknie śmiejesz. Wszystko twej ujdzie płochości niewinnej, Czy chłodem dmuchasz, czyli ciepłem grzejesz; Wolność jak dziecku dla swojej zabawki, Dziś urodzone straszyć śniegiem trawki. Przecie choć straszysz, nie uczynisz szkody, Ni skrzepłem zimnem, ni przykrem gorącem: Przyjemna pora, czas miły, czas młody Ma swą umowę z powietrzem i słońcem, Wie kiedy zagrzać, wie kiedy ochłodzić, Ma sposób starość orzeźwić, odmłodzić. 7 	— Poezje., 97  Ty okowaną i ściśnioną ziemię Od tęgich mrozów uwalniasz z niewoli: Jak córka matki kochająca plemię, Kajdany zimne rozpuszcza powoli, Potem zaś bliższym ogniem gdy dosadzi, Z Lodowej więzy więźnia wyprowadzi. A po tyrańskiej zimowej opiece Pozwalasz ziemi odetchnąć swobodnie, To otworzywszy ciepłych duchów piece Skościale role rozwalnia wygodnie: Im częstsze tchnienia z ust swych rozpościera, Wszystko się rodzi, a nic nie umiera, Choć się zasępisz, choć płaczem rozkwilisz, Nie przykro patrzeć na twoje grymasy, Spragnioną matkę swymi łzy posilisz, Ucieszysz pola, łąki, kwiaty, lasy: Ty wszem żywiołom pożytek przynosisz, Gdy perłowymi wody często rosisz. Ty szczodrą zwać się możesz monarchinią, Która corocznie barwy wszystkim dajesz, Czego najwięksi mocarze nie czynią, Tyś chętna w datku, nikogo nie łajesz, Ty wiesz, co komu za kwartał należy, Nikt o zapłatę z supliką nie bieży. Zielone lasy w cieniach rozmaitych Z pięknych kolorów swe okrycia mają: Insze na brzozach, insze w gajach skrytych, Insze na drzewkach niskich się wydają, Insze na buku, grabinie i sośnie, Insze na dębie, który sto lat rośnie. Insząś zieloność łąkom naznaczyła, Jedwabne trawy dawszy im za płaszcze, Ślicznymi kwiatki jak cacko upstrzyła: Z tymi się Zefir 1 bawiąc skrzydłem głaszcze, Te też wzajemnie jak z dzieckiem igrają, Jedne się wznoszą, a drugie zniżają. OPISANIE CZTERECH CZĘŚCI ROKU... l Z e f i i — łagodny, ciepły wiatr zachodni. 98 Dopieroż kwiatom, ziołom ogrodowym, Obacz, jak piękne sprawiła sukienki, Trudno opisać, ni Appellesowym 2 Pędzlem malować ich kolorów wdzięki, Niech się paryskich fabryk materyja Wstydzi, wenecki jedwab w kłąbek zwija. SKARGI KILKU DAM W SPOLNEJ KOMPANII BĘDĄCYCH, DLA JAKICH RACYI Z MĘŻAMI SWOIMI ŻYC NIE CHCĄ W pewnym ogrodzie pomiędzy szpalery W czas ranny chodząc szeptałam pacierze, Słucham ciekawie, że jakieś afery Sekretne mają Damy przy kwaterze, Siedząc na darniu w figurę kanapy, Coraz z tabakier zażywają rapy L Nadstawiam ucha przez grabiny gęste, Liście mnie swoim zasłoniło cieniem; Widzę łzy z oczu, a wzdychania częste Uważam i mam litość nad stworzeniem Płci mojej, ledwie wraz z nimi nie kwilę, Nie wiedząc, że to płaczą krokodyle. Pierwsza zaczyna żal do męża prawić, Że jak smok siedzi na łańcuchu w domu, Nic nie dba, bym się czym miała zabawić, Sługi nie pytaj, zagrać nie masz komu, Ani takiego, żeby mnie zrozumiał, W mądrych dyskursach rezonować umiał. Jakże tu mięszkać z takim domatorem, Co tylko wołom karmnym krzyżów maca, Zboże na targi wyprawuje worem, Prostych to osób z taką zrzędą praca; 2 Appellesowy — od Apellesa, znakomitego malarza greckiego (IV w. p.n.e.); działał na dworze Aleksandra Wielkiego. SKARGI KILKU DAM... 1 r a p a — tabaka francuska. 99  Kafy w mym domu nie znajdzie trzech ziarnek, Piwa mi z serem zagrzać każe garnek. Druga głos bierze: ach! miła sąsiadko, Więcej ja cierpię z moim skąpcem męki, Kaszki na wieczór nagotuje rzadko, Kluczy zza pasa nie da mi do ręki; Muszek, wstąg, szpilek z marsem2 kiedy kupi, Jak z nim żyć, kiedy i skąpy, i głupi. Od trzeciej skarga zachodzi osoby Mówiąc: fraszka to, godna śmiechu sprawa; Mnie by zapłacę, gdy nie znam, co roby 3, Sejmów nie widzę, nie wiem, gdzie Warszawa, Choćby mi boków naszturkano w ciżbie, Byłem z raz była w Senatorskiej izbie. Nie wiem, co jest bal, asamble, reduty,4 Mój mnie jegomość osadził przy kurach: Paź do ogona 5 ma łatane buty, O blondynowych 6 nie chce garniturach Wiedzieć, żebym je mieć mogła na modę; Otóż z tych racji z gapiem się rozwiodę. Czwarta z westchnieniem rzecze: ja się cieszę, Żem nie ja tylko sama nieszczęśliwa; Mój Borys nie chciał sprawić mi bekieszę, Takiej jak teraz modny wiek zażywa, Aksamit pąso podszyty marmurkiem, Po szwach z masyfu bramowano sznurkiem. Sukna mi kupił miasto aksamitu, Szlamy 7 wytarte z lamusu sprowadził, Na to u Żyda zaciągnął kredytu, Mnie przy gałganach z kuśnierzem zasadził; Zważcież, jeżeli nie mam się czym smucić, Z tak słusznych przyczyn prostaka porzucić. ** z marsem — z gniewną miną. 8 	roba — suknia. 4 a s a m b 1 e (z franc. assamblee) — zebrania towarzyskie, przyjęcia,- reduty — publiczne bale maskowe. 5 P a ż do ogona — paź, który niesie ogon od sukni, i blondyna — cienka koronka z surowego jedwabiu. 7 	szlam y — futro szlamowe, z boków lisa albo rysia. 100 Ostatnia mówi: jam się w wachlarzyku Pięknym kochała, gdzie miniatura Postać Kupida niby w ołtarzyku Wstawiła, co mu dać mogła natura, Wszystko wyraźne w tak subtelnej sztuce Było, a resztę dla żalu ukrócę. Mój Satyr wziąwszy wachlarz w grube ręce, Jak jął wachlować niby kowal miechem, Nie uważając na członki chłopięce, Rozumiał, że to z pachołkiem Wojciechem Za pasy chodzi, złamał kość słoniową; Rura 8 za rurę osądził wołową. Ja pełna będąc cholery 9 i żalu, Odjeżdżam z domu porzuciwszy dzieci, Na pożegnaniu powiem mu: brutalu, Już z tobą żyję rok dziesiąty trzeci, Dłużej nie myślę, intencji nie kryję, Wiedz, w jakiej cenie są galanteryje. Dłużej nie mogąc słuchać rzeczy podłych, Zatulam uszy, a zaciskam zęby, Uchodzę od tych piąciu Dam rozwiodłych 10, Aby mi słowo nie wypadło z gęby, Powiedzieć prawdę, że nie masz racyi Ni do rozwodu, ni separacyi. Milczałam dotąd chcąc sekret zachować Dla wstydu, żem też i ja białogłowa; Odtąd zaczynam mężatki rachować, Zamiast pięć panien głupich, co je zowią W Ewangelii, że w lampach nie miały Oleju, od drzwi precz odejść musiały. Prędzej bym pannom niewiadomym rzeczy Błąd darowała, niżeli zamężnym, Które, gdy stuła ślubem ubezpieczy, I stan ich węzłem zadziergnie potężnym, Pomocą Boga wraz świętych wezwaniem Wolą utwierdzi iść za swoim zdaniem* 8 rura — przenośnie: prostak. 9 c h o 1 e r a — tu: gniew. 10 rozwiodły — rozwiązły. 101  Jest to żart z Bogiem, z świętymi igraszka, Ołtarz podobno u nich gdańskim biurem;11 Przysięgać jawnie bagatela, fraszka, Ufając, że się pięknych pereł sznurem W zastaw złożonym, wyplątają z węzła: Ciałoć swobodne, lecz dusza uwięzła. Wiem, że niejednej w sumieniu zawierci Robak, choć go chce umorzyć sposoby; Nie opuszczę cię aż do samej śmierci; Opuszcza snadno dla podłej osoby: Przymierze z Stwórcą dla stworzenia łamie, Idź precz, Antoni, żyj ze mną, Adamie. Jeźli dla racyi wyżej wyrażonych Kochane panie szukacie rozwodu, Nie miejcie za złe, że was, rozpuszczonych W swywoli, sądzę: polskiemu narodu Krzywdę czynicie, z siebie śmiechy, żarty; Honor wasz płacze, że goły, wytarty. Czy słuszna? żeby Rzym, Nuncyjaturę, Konstytorz kłócić niegodziwą sprawą: Bóg dobry, iże piorunową chmurę Nie ześle, w piekło nie wyprawi nawą 12. Przyjdzie kres, kiedy z życiem was rozwiedzie, Będzie wiedziała każda, dokąd jedzie. Żałują wielu, żałuję też i ja Pasterzów naszych zacnych i pobożnych, Że się o uszy niewinne obija Echo zgorszenia w materyjach różnych. Radziemy zażyć sztuki Ulissesa: Być głuchym, mijać Syren interesa. U Ołtarz podobno u nich gdańskim biurem — przysięga na wierność małżeńską złożona przed ołtarzem przypomina układy handlowe. 12 w piekło nie wyprawi nawą — aluzja do łodzi przewożącej dusze umarłych (w mitologu greckiej).  ANTONINA NIEMIRYCZOWA (ok. 1702 — ok. 1760) Poetka, tłumaczka. Córka miecznika a potem łowczego wołyńskiego, Józefa Jełowickiego. Uczyła się w klasztorze bernardynek we Lwowie. Ok. 1722 r. wyszła za mąż za Karola Niemirycza, oboźnego polnego litewskiego. Ogłosiła drukiem Krótkie ze świata zebranie różnych koniektui odmienne alternaty przez pieśni świeckie wyrażające samej prawdzie nieskazitelnej Bogu, przez krótkie aprobaty przyznawające od jednej polskiej damy, to jest A.Z.I.N.S.O. komponowane dla częstej relleksji człowiekowi, 1743. Tłumaczyła z francuskiego. Wiersze Niemiryczowej przypomniał Wiktor Gomulicki w rozprawie Zapomniana poetka polska z wieku XVIII-go w książce: Kłosy z polskiej niwy, Warszawa 1912. POD TRUPIĄ GŁOWĄ To portret wszystkich, kto żył i kto żyje. Berła, korony kornie chylą szyje; Kto najśliczniejszej jest w życiu urody, To portret wszystkich, którzy tworzą mody. Nie gardzi nikim ta trupia persona, Gdy tak mocnego połknęła Samsona. Memento mori1 to ci perswaduje, Wszystko vanitas-, co cię kontentuje. POD TRUPIĄ GŁOWĄ 1 memento mori (łac.) — pamiętaj o śmierci. 2 v a n i t a 8 (łac.) — próżność, marność. 103  JÓZEF ANDRZEJ ZAŁUSKI (1702—1774) Bibliograf, historyk, poeta, dramatopisarz, tłumacz, edytor, polityk, organizator życia literackiego. W 1747 r. przekazał do użytku publicznego ogromną biblioteką, którą gromadził wspólnie z bratem Andrzejem Stanisławem. W 1758 r. został biskupem kijowskim. Za wystąpienie na sejmie 1767 r. przeciwko dysydentom został wywieziony wraz z innymi senatorami do Kaługi, skąd wrócił do kraju po przeszło pięcioletnim pobycie. Wydał między innymi: Zebranie rytmów przez wierszopisów żyjących lub naszego wieku zeszłych pisanych (1754), przekłady pisarzy obcych, bibliografię pt. Bibliotheca poetarum Polonorum, qui patrio sermone scripserunt (1752). PARABOŁKA1 O OŚLE NA NASZYCH OSŁÓW NIE DOGODZI, CHOĆ GODNY Jadąc z synem na jarmark, sam na ośle siedzi Chłop, a synek wędrując piechotą się biedzi, Napadają2 gromadę w tęż idących ludzi Drogę. Ta krytykuje: ,,Wej, jak grondal 3 trudzi Dzieciątko." Wtem na ośle synaczka posadzi. Myśli: wszystkim dogodzi, choć sobie zawadzi. PARABOŁKA O OŚLE... lparabołka — parabola, przypowieść z życia zawierająca nauką moralną. * napadać — napotykać. * grondal — prostak. 106  Napada na nich znowu nowa ludzi kupa, Wołać zaczną: „Ot, jakie głupstwo starca, trupa, Syna sadza, co młody mógłby piechotare 4!" Cóż czyni, idą piechtą oba. Gdy tę parę Przy ośle widzi trzecia kupa, mówi każdy: ,,Co za głupstwo! Iść pieszo, mogąc zażyć jazdy!" Cóż tu czyni nieboras? Siadają już oba Na osiołku. I to się znowu nie podoba Czwartej kupie, i mówią, obaczywszy z dala: „Wej! jak osieł nieborak z wyrostkiem grondala Dźwiga, że ledwie dyszy!" Cóż czynią? Na barkach Biorą osła i dźwigną. Tu śmiech. — „Ot, na karkach Osłów osieł niesiony..." Jeszcze się nie urodził, Kto by wszystkim we wszystkim, choć godny, dogodził. Niejednego podobno przymówka przenika, Bo tak iż właśnie w wierszach mych mię los potyka. Od młodości lat wierszem pisać zaniechałem. Przyjaciele strofują, iże zakopałem Talent. Tak namówić się dawszy, wiersze piszę Duchowne i nabożne. „To zabawy mnisze! — Taksują mię światowi — Aż nadto psalmików Mamy w naszym języku. Chcesz li do pikników 5 Muz polskich przyłączyć się, pisz wiersze moralne." W tym tłumaczę z autorów tragedyje -walne. Znowu się nie podoba. „Skądże mu trageda Koturn6 do gustu przypadł?" (Jakaż moja bieda!) Tłumaczę Horacego, Francuzów satyry 7. Znowu źle. Głupstw francuskich Polak sobie tyry 8 Przywłaszcza. Żeby tedy próżnująca wena Nie była, za modelusz 9 biorę styl Owena 10, 4 piechotare — żartobliwie: chodzić piechotą. 5 piknik — balik, składkowe przyjęcie. 6 trageda koturn — but na wysokiej podeszwie, jakiego używali aktorzy greccy w czasie przedstawień starożytnych tragedii. 7 Francuzów satyry — mowa o przekładach Satyr Mikołaja Boileau-Despreaux; Załuski wydał je trzy w zbiorze pt. Próba pióra nowego poety (1753). 8 tyry — przycinki, przytyki, przymówki. 9 modelusz — model, wzór. 10 styl Owena — Jan Owen (1563?—1622), autor dowcipnych epigramatów, nazywany brytyjskim Marcjalisem. 107  Piszą epigramata w drodze, W tym przywary Nie masz. Niż nil ageie, lepiej otiari.11 Tu mnie znowu nicują: „Choć kapłan, światowy Wiersz pisze?" I jakże już głupie znosić mowy? Ten jest sposób szczególny: wrócić się do prozy, Zostawiwszy paradne poetów obozy. Z Muzami się rozstrzygnąć, pożegnać z Parnasem,11  12 Niech kto chce, Pegaza osiodła tymczasem. Już tedy, helikońskie, żegnam was, dziewoje, Żegnam cię, Apollinie, was, kastalskie zdroje, Skąd mi nieraz poczerpnąć przyszło słodkiej weny! Zazdrość mi nie da z wami bawić się, Kameny 13  * * * * 18! Wierszów nie zheblowanych mam jeszcze szufladę, Świat ich nie ujrzy, chyba gdy z niego odjadę. Tym sposobem krytyka ustanie w swej zrzędzie, Gdy między żyjącymi już autor nie będzie. PRAWDZIWY PARAFIANIN Misjonarz z Warszawy gdzieś na wsi missyją Odprawując, w słuchaczach wzbudzi kontrycyją Tak wielką, że gdy serca młotem bije, kruszy Do łez rzewnych, do płaczu każdego poruszy. Tylko jeden przychodzień, Grondal, to kazanie Słucha tak niedotkliwie, że łezka nie kanie. Ofuknie go ktoś z boku: A czyżeś poganin, Że nie płaczesz? Ów rzecze: tyś parafianin, I słusznie łzy wylewasz, moja fara leży O milę stąd, toć łzy lać do mnie nie należy. 11 niż nil ageie, lepiej o l i a r i (z lac.) — lepiej wczasować niż próżnować. “pożegnać z Parnasem... żegnam was... kastalskie zdroje — Parnas — pasmo górskie w środkowej Grecji, w starożytności uważane za jedną z siedzib muz i Apollina, patrona poezji; Pegaz — skrzydlaty rumak, uchodził w mitologii greckiej za rumaka muz. Przenosi poetów w krainą natchnienia; helikońskie dziewoje — muzy; k astalski zdrój — święte źródło w pobliżu Parnasu, poświęcone Apollinowi i muzom. 18 Kameny — zob. s, 69, przyp. 7. 108 SPOWIEDŹ KARBOWA Żarliwy w nawracaniu dusz cny jezuita Odprawując missyją, gdy się chłopa spyta Siwo-Brodazjasza, co nigdy nie czynił Spowiedzi w życiu, czymżeś to Boga przewinił? Staruch, miasto szeptania, tka mu w ręce tyki Zewsząd pokarbowane mówiąc: „Pijatyki Ten kijaszek zupełnie zrachuje. Ten wtóry Kradzieże wam wyjawi, bom złodziej z natury; Przeklęctwa, złorzeczenia wyda patyk trzeci, Bom zły jako wciornascy, przyznam się Waszeci. A że sąsiad ma białkę ładniejszą od baby Mojej, na czwartej lasce zrachować trzeba by... Toć sobie zrachujecie... Wielka moja winą, Dajcie krzyżyk, spieszno mi na targ do Tarczyna.” „Ja bym miasto pokuty spłaszczył kijem garby, Moja dać rozgrzeszenie, a nie liczyć karby."  FRANCISZKA URSZULA RADZIWIŁŁOWA (1705—1753) Dramatopisarka, poetka. Żona późniejszego wojewody wileńskiego i hetmana wielkiego litewskiego, Michała Kazimierza Radziwiłła, zwanego „Rybeńku", założyciela teatru w Nieświeżu. Pisała dla tego teatru sztuki, które odgrywało pałacowe towarzystwo amatorskie. Była autorką pierwszych polskich przekładów Moliera. Wydała: Przestrogi zbawienne alias informacja życia od Jaśnie Oświeconej Księżny Jejmości Franciszki Urszuli z Korybutów Wiśniowieckich RadziwUlowej, wojewodziny wileńskiej, hetmanowej wielkiej Wielkiego Księstwa Litewskiego, córce swojej Annie Marii dane roku 1732, Nieśwież 1755, Komedie i tragedie przednio-dowcipnym wynalazkiem, wybornym wiersza kształtem, bujnością rzeczy i poważnymi przykładami znamienite..., Żółkiew 1754. Była też autorką wierszowanych Listów do męża..., 1728 lub 1740. PRZESTROGI ZBAWIENNE... CÓRCE SWOJEJ ANNIE MARII DANE ROKU 1732 Przestrogi córce mojej Annie Marii, jako ma być w dalszym życia swego biegu, jeżeli sama nie będę mogła dać jej ćwiczenia, idąc z woli Bożej tam, gdzie niedobra słabość zaprowadzić może, więc wyroków Pana nielękliwym sercem czekając, córce mojej kochanej zalecam te cnoty, które wierszem niżej opisuję dla v/iększej jej zabawy i pamięci. (Fragmenty) Boże, w którego mocy i szafunku Skończenie życia, bied, trosk i frasunku, 110 Twoja to władza, Twoje rozkazanie Wiek łączyć z śmiercią, nad ludzkie mniemanie, Ja takiej pory nie chcą czekać dłużej, Ale mię póki siła i moc służy, Odważnym sercem przyjmą śmierć, lecz, Panie, Daj, abym w dobrym zeszła z świata stanie. Słabość mią, widzą, zewsząd otoczyła Żyją, jakobym dłużej już nie żyła. Któż Twym wyrokom sprzeciwić sią może? Ty życiem władniesz, Ty śmierć dajesz, Boże. Przez łaską Twojej dobroci i dziła 1 Daj, proszą, abym życiem odkupiła Ojca i córkę; albo też w tej dobie Razem niech wszyscy w jednym leżym grobie. A w tym jeżeli będziesz przebłagany, Że z córką mąż mój żyć będzie kochany, Ja za nie trzecia, chętnie za oboje Niechaj na zastaw życie oddam swoje. Więc widząc, że nikt pewny być nie może, Jaki Twój wyrok, niepojęty Boże, Znając wiek ludzki na kształt pajęczyny, Te punkta piszą dla córki jedynej. PUNKT PIERWSZY Najpierwsza cnota? o córko kochana, Znać Boga w Trójcy jedynego Pana, W czystych wnętrznościach Stwórcą zawartego, Z nienaruszonej Panny zrodzonego, Z niepokalanie Maryjej poczętej, Trwać w świętej wierze z urodzenia wziętej. Wierzyć, jak święty Kościół rzymski każe, A Judaszowskie w myśli mieć przedaże, Jako niewierny sługa swego Pana Zbył; za grzech ludzki śmierć Jemu zadana. Wierz, że Bóg zawsze w hostyji istotny, Tak wierząc ufaj nadgrodzie stokrotnej. PRZESTROGI ZBAWIENNE... 1 dziła — dzieła. 11)  PUNKT SZÓSTY Nie zazdrość nigdy niczego nikomu, Tym się kontentuj, co mieć będziesz w domu. Znaj, co jest w inszych, oraz chwal dobrego. Nie gań przez zadrość przyjaciela swego, Bo ta zwyczajnie, gdy się w serce wpije, Swoje wynosi, tłumiąc cnoty czyje. A choć kto chytrze pochwali twe zdanie, Pozna, że w sobie masz upodobanie, Które nie w inszych, tylko wszystko w sobie Widzą, zdradliwych chwał nadają tobie. Zazdrość do cenzur prowadzi i złego, Więc, proszę, córko, wystrzegaj się tego. LISTY DO MĘŻA PISANE LIST PIERWSZY Jaśnie Oświecony i kochany Książę, Z którym mnie miłość w stan małżeński wiąże! Gdy nas rozdziela kraina daleka, Nim się widoku me serce doczeka, Tę sobie ulgę znajduje i radę: Wyrazić wierność przez liter gromadę i Lubo w tym trudną zakładam motywę Oświadczać chęci, tak jak są, życzliwe, Lecz jakimkolwiek sposobem i kształtem, Serce dyktując, pisać każe gwałtem. Wierz mi, że mało wszystkich słów komputy 1 Wynurzyć, jako tęskliwe minuty, Bo lubo z mego zniknąłeś widoku, Przecieś mi zawsze stojący na oku. Bo jeszcze we dnie jakożkolwiek zgoła Bawią mnie ludzie i jako kto zdoła, Ale najbardziej miłość ze mną siedzi, LISTY DO MĘŻA PISANE 1 kompot — tu: szereg. 112 Skoro swą jasność słońce w noc zapędzi: Wtenczas mi w oczach Twoja postać stoi, Zwłaszcza kiedy nas miłość w jedno spoi, Ustom wzajemne dając całowanie, Dość, że na jawie słodki smak zostanie. Lecz otworzywszy z snu mego powieki I myśląc, jakeś w podróży daleki, Tak się me serce boi, lęka, trwoży, Ze Twa osoba, myśl o Twej podróży, Różne przygody miłość w myśli toczy, Ze niezmrużone wlepiam w ścianę oczy I gdybym z musu nie odpowiadała, Za niemą by mnie każda poczytała. Cóż, gdy z rannego ubioru powstanę, Snu mego nosząc pamięci kochane, Wszystko, cokolwiek biorę albo kładę, To ma niesmaki, nikczemność i wadę. Najpiękniejszy dzień, jasność i pogoda, Muzyka, tańce, śpiewanie lub moda: Za nic to wszystko! Osobność mi miła, Przed nią swe żale miłość wynurzyła. Niech mi gotują, jakie chcą, przysmaki, W ustach to moich gust ma ladajaki, Żółcią się w gębie ta potrawa staje, Której kosztuję albo którą kraję. Napój z kanaru 2 za nic mi się widzi, Tak się wszystkiem myśl i serce me brzydzi, Dość, że kto mnie zna, teraz niepoznaną Widzi, płaczącą albo zadumaną. Często na Boskie narzekam wyroki, Ze Ci tak długiej pozwalają zwłoki, Często zaś myśląc, że z Twojej to woli Twój mnie gust cieszy, a Twój rozrządz 3 boli. I na cóżem ja nędzna tak została? Chyba, abym Ci dowód jaki dała, Że gdy kto kocha prawdziwie i wiernie, kanar — gatunek wyborowy cukru trzcinowego; przenośnie: słodycz, rozrządz — rozrząd, rozporządzenie, zarządzenie. Poezje... 113  To w odległości pędzi wiek mizernie! A cóż, gdy mi myśl tę rzecz w oczach roi, Czy się Twe serce dla innej nie dwoi? A ja nie lubiąc takiego rozdziału, Wybijam z głowy ten umysł pomału. Lecz się nie dziwuj, że to sobie roszczę, Iż na czas tylko w sercu Twoim goszczę, Bo znam to dobrze, że nie mogę dłużej, Tylko, póki mi szczęście i czas służy. . Więc skracam mego wiersza użalenie, Bo być tak muszę, jak każe przejrzenie. Wracaj się, proszę, bo ja dożywotnie Ślubem związana, służę Ci ochotnie. A teraz piórem wierną kreśląc wiarę, Te ci ponawiam obietnice stare: Że pókim tylko rzeźwa, zdrowa, żywa, Twojam jest żona i sługa życzliwa, Franciszka imię, przezwisko w te słowa. Żem z Wiśniowieckich, dziś Radziwiłłowa.  WACŁAW RZEWUSKI (1706—1779) Poeta, dramatopisarz, teoretyk poezji i wymowy, pisarz polityczny. W roku 1767 wystąpił z protestem przeciwko projektowi równouprawnienia dysydentów, w następstwie czego został z rozkazu N. W. Repnina wywieziony do Kaługi. Z zesłania powrócił w 1773 roku. W tymże reku został hetmanem wielkim koronnym (do 1774 r.). W 1778 r. otrzymał godność kasztelana krakowskiego. Wiersz Noc pochodzi ze zbioru: Zabawki wierszem polskim, Warszawa 1760, poemat O nauce wierszopiskiej ukazał się w Zabawkach wierszopiskich i krasomówskich, Poczajów 1762 (wyd. drugie). ZABAWKI WIERSZEM POLSKIM NOC Ty, co świat w czarne przyodziewasz cienie Po zejściu słońca dając nam żałobę, A ciesząc w smutnej ciemności stworzenie Odkrywasz ziemi niebiosów ozdobę, Ciemna noc, ślepej podchlebna miłości, Zakryj w swych cieniach Iris surowości. Ciche twe chwile Niech schodzą mile W szczęśliwym mym kochaniu: Co go dzień tłumi, 115  Drugi w nas ogień miłości rozżarzy, Trzeci nas w smutnej rozweseli chwili, Płacz w nas pobudzić inszemu się zdarzy, Żeglarze syren głosem się uśpili. Piękny głos pójdzie do serca od ucha, Szpetny przeraża mózg, gdy go kto słucha. Miłe śpiewanie, śliczny głos słowika, Wyszły spod liścia kwitnącego gaju, Gęstwinę lasu swym wdziękiem przenika, W bliskim obszernie rozlega się kraju. Pasterz z pasterką w cieniach pastewnika Głos taki słysząc cieszą się jak w raju, Lecz gdy im sowa okropnie zanuci, Pasterz się znudzi, pasterka zasmuci. Na podziw śliczny wiersz Wirgilijusza, Któremu chętnie Apollo przygrywa, Do winnych pochwał mile nas przymusza I w zachwycenie myśl z sercem porywa, A zakochana w jego pieniu dusza W słodyczy mądrych radości opływa. Lecz zły wiersz prędko sprzykrzy się i znudzi, Zmęczy słuchacza i rozpędzi ludzi. [ • • ] Jeśli igrzyska 4 pisać ci się zdarzy, Waż wszystkie myśli na rozsądku szali, Strzeż się nagany, a nawet potwarzy, Bo rzadko kogo zgraja ludzi chwali; Wierszopisowie i wielcy, i starzy W igrzyskach sławę wiersza postradali. A gdy się śpiewa pieśń przed gminnym ludem, Nie podoba się wszystkim — chyba cudem. Tragicznych igrzysk pieśń uczy nas cnoty, Komiczne pienie z ludzkich wad się śmieje, To lży pijaństwo, kosterstwo 5, zaloty, 4 igrzyska — tu w znaczeniu: sztuki teatralne. 5 kosterstwo — szulerstwo, gra w kości. 118 Tamta rycerskie wysławia nam dzieje, Obiędwie z czoła wytoczą ci poty, Chceszli gruntowne mieć sławy nadzieje; A jeśli praca pochwał ci nie zyska, Wyśmiany, chyłkiem uciekniesz z igrzyska. Flaccus 6 igrzyskom prawa postanawia, Których przestępstwo, że jest wadą, mniema; Niech w scenie więcej osób nie rozmawia Jak trzy, lecz można obejść się i dwiema; W miejscu, w dniu jednym niech się wszystko zjawia: Pięć aktów — ni mniej, ni więcej niech nie ma. Ale tym prawom sprzeczna pieśń się zdarza: Wolter w trzech aktach śpiewał śmierć Cesarza.7 Tragiczne w ludnym igrzyska Londynie,8 Choć nie są według praw Horacyjusza, Jednak na cały świat chwała ich słynie, W pięknych dam oczach łzy rzewne porusza. Myśl w nich jest przednia, gładkość słów w nich płynie, A wdzięk ich czuje i serce, i dusza. Nic to, że z dawnych praw scena wykroczy, Dobra jest, kiedy łzy wyciska z oczy. Krótko a dobrze pisz w pracy twej pilnej, Bo w długich wierszach często bywa wada, Zmoże się na dal i znuży koń dzielny, Długim zemdlony biegiem jeleń pada. I ty ochrypniesz, choćbyś miał głos silny, W długim śpiewaniu pieśń twa wdzięk postrada. Wierszopis cudem jest widzianym rzadko, Który wiersz śpiewa i długo, i gładko. Nie wysilaj się w pieśni twej początku, Bo zaczniesz pięknie, a skończysz opacznie, 8 Flaccus — Horacy, Ouintus Horatius Flaccus (65—8 p.n.e.). W liście Do Pizonów, znanym jako Sztuka poetycka, określił reguły pisania tragedii. 7 W o 1 t e r... śpiewał śmierć Cesarza — mowa o sztuce Woltera Śmierć Cezara (1735). 8Tragiczne w ludnym igrzyska Londynie — aluzja do dramatów Szekspira lub, ogólnie, do teatru w typie szekspirowskim. 119  I pewnie na dał nie stanie ci wątku, Pieśń ci nie pójdzie tak, jako się zacznie, A wiersz twój w ciemnym podłej ławki kątku Mysz głodna będzie gryźć i zjadać smacznie Albo, zatknięty w dziury jakiej cieśni, Szpetnie gnić będzie w wilgoci i w pleśni. Pięknie się wznieca i świeci się jaśnie Ogień, gdy wyda wprzód dym niż płomienie, Gdy zaś wprzód płomień niż dym wyda, gaśnie, A czarne dymu zatłuniią go cienie. Uczy nas Flaccus, że też taki właśnie, Jak ogień, przymiot mają wiersz i pienie, Kiedy duch jego ogień w nas rozdmuchnie, Wprzód się dym wyda, niż płomień wybuchnie.  JÓZEF BAKA (1707—1780) Wierszopis, pisarz religijny. Kształcił się u jezuitów i wstąpił w 1723 r. do tegoż zakonu. Studia ukończył w 1736 r. w Wilnie. Uczył gramatyki i retoryki prawdopodobnie w Dyneburgu, a w latach 1740—1746 pełnił funkcję misjonarza w Wilnie i Mińsku. W 1768 r. zotał katechetą przy kościele Św. Kazimierza w Wilnie. UWAGI O ŚMIERCI NIECHYBNEJ MŁODYM UWAGA Za igraszkę śmierć poczyta, Gdy z grzybami rydze chwyta: Na dęby Ma zęby, Na szczepy Ma sklepy. Cny młodziku, Migdaliku, Czerstwy rydzu, Slepowidzu, Kwiat mdleje, Więdnie je; Być w kresie, Czerkiesie. Ej, dziateczki! Jak kwiateczki 121  Powycina, Was pozrzyna Śmierć kosą Z lat rosą, Gdy wschody, Zachody. Wszak poranek od wieczoru Niedaleki bez pozoru: Dzień z nocą Karocą Tąż dąży, Świat krąży. Dniem niedługo słońce parzy, Cienią chmury, gdy się żarzy: Noc mściwa Sposzywa Blask szczyry W swe kiry. Po zachodzie kwiat w ogrojcu Płakać musi jak po ojcu: Łzy rosy, Są głosy Do nieba, Bez Feba 1, Śliczny Jasiu, Mówmy szpasiu, Mój słowiku, Będzie zyku, Szpaczkujesz 2, Nie czujesz, Śmierć jak kot Wpadnie w lotl Aza nie wiesz, Ze śmierć jak jeż? . Ma swe głogi W szpilkach rogi? UWAGI O ŚMIERCI NIECHYBNEJ 1 F e b — w mit. grec-rzym. Apollo-Febus, bóg słońca i 2 szpaczkować — papleć, pleść. światła 122  ■ Ukoli Do woli, Aż jąkniesz I pękniesz. Czy ty głuszec, czy ty wrona? Dusznych, sępów chwyci szpona, Twa główka, Makówka, W swywoli Nie boli. Tobie w głowie skoki, tany, Charty, żarty na przemiany; Śmierć kroczy, Utroczy Jak ptaszka, Nie fraszka. W ślepą babkę gdy śmierć skacze, O! czy jeden młodzik płacze — Jej dygi Złe figi Niestrawne, Dość dawne. Łasyś zbytnie na cukierki, Jabłka, gruszki i węgierki — Śmierć jawna, Niestrawna, Połyka m Młodzika. Świat gomółka, tyś pigułka, Alę smaczna szczurom skórka: Gdy zwleką, Opieką, Wywędzą Łez nędzą. Tyś jak pączek, czy pąpuszek 3, Od łabędzich twych poduszek: Spisz długo, Śmierć sługą — 3 	pąpuszek — postna bułeczka. 123 .  JÓZEF EPIFANI MINASOWICZ (1718—1796) Tłumacz, poeta, wydawca, publicysta, redaktor. Współpracownik „Monitora" i „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych", członek Towarzystwa Literatów w Polszczę Ustanowionego. NA HERB MIASTA WARSZAWY Syreną w herbie swoim szczyci się Warszawa, Z syreny jednej grobu Neapolu sława.1 Coś więcej nad Neapol ma Warszawa przecie, Warszawa miast królowa na sarmackim świecie: Jedną bowiem Neapol syreną się szczyci, I to martwą, o której coś tam grobie kleci. Warszawa swe zaszczyty z tylu żywych liczy Syren, ile w swym panien obrębie dziedziczy.2 ■NA HERB MIASTA WARSZAWY lz syreny jedne j... — rzeczonej Parlecope (przyp. aut.); nimfa Parthenope miała według legendy swój grobowiec w Neapolu. 2 ile w swym panien... — „Panny warszawskie; Urbis ab insigni Syrenes vulgo rocantur" (przyp. aut.) (od herbu miasta nazywane popularnie syrenami). 126 Ukoli Do woli, Aż jękniesz I pękniesz. Czy ty głuszec, czy ty wrona? Dusznych sępów chwyci szpona, Twa główka, Makówka, W swywoli Nie boli. Tobie w głowie skoki, tany, Charty, żarty na przemiany; Śmierć kroczy, Utroczy Jak ptaszka, Nie fraszka. W ślepą babkę gdy śmierć skacze, O! czy jeden młodzik płacze — Jej dygi Złe figi Niestrawne, Dość dawne. Łasyś zbytnie na cukierki, Jabłka, gruszki i węgierki — Śmierć jawna, Niestrawna, Połyka s Młodzika. Świat gomółka, tyś pigułka, Ale smaczna szczurom skórka: Gdy zwleką, Opieką, Wywędzą Łez nędzą. Tyś jak pączek, czy pąpiiszek 3, Od łabędzich twych poduszek: Spisz długo, Śmierć sługą — 3 pąpu-szek — postna bułeczka. 123  Pościele W popiele, Młodzieniaszku, W adamaszku, W aksamity Zbyt uwity; Twe lamy Od jamy Nie skryją, Zaryją! Świat na morzu, tyś w korabiu; Śmierć robaczek jest w jedwabiu Patrz, tchórzu, Na morzu Żle cale Złe fale. Kawalerze, W pięknej cerze, Na twe stany Chcesz odmiany? Odmiana, Żeś z pana Brat łata, Gdy fata. Kawalerów śmierć szyderca Zrywa gwałtem i z kobierca, Łopata Przeplata Wesele W łez wiele. Nie bądź sadłem, czy jak masło: Niejednemu życie zgasło. Wszak mówią, Że łowią Tak dudków Bez skutków. Żywe srebro, paliwoda! Na igraszki czasu szkoda:  Czas drogi, Sąd srogi, Co minie, Upłynie. Nie dopędzisz wczora cugiem, Nie wyorzesz jutra pługiem; Minęło, Zniknęło Bez zwrotu, Powrotu.  JÓZEF EPIFANI MINASOWICZ (1718—1796) Tłumacz, poeta, wydawca, publicysta, redaktor. Współpracownik „Monitora" i „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych", członek Towarzystwa Literatów w Polszczę Ustanowionego. NA HERB MIASTA WARSZAWY Syreną w herbie swoim szczyci się Warszawa, Z syreny jednej grobu Neapolu sława.1 Coś więcej nad Neapol ma Warszawa przecie, Warszawa miast królowa na sarmackim świecie: Jedną bowiem Neapol syreną się szczyci, I to martwą, o której coś tam grobie kleci. Warszawa swe zaszczyty z tylu żywych liczy Syren, ile w swym panien obrębie dziedziczy.2 ■NA HERB MIASTA WARSZAWY Iz syreny jednej... — rzeczonej Partenope (przyp. aut.); nimfa Parthenope miała według legendy swój grobowiec w Neapolu. 2 	ile w swym panien... — ,.Panny warszawskie: Urbia ab insignl Syrenes vulgo rocanlur" (przyp. aut.) (od herbu miasta nazywane popularnie syrenami). 126 STO I OKO FRASZEK ALBO RACZEJ ROZRYWKI KROTOFILNE I MORALNE 37 Kawaler kazał jednej przy Krakowskiej Bramie Grać koncert muzykantom na dobrą noc damie. A ta z okna kamienie ciskać na nich pocznie. Ktoś tą sprawę postrzegłszy rzecze nieodwłocznie: „Wasza coś na muzykę poszła Orfeusza * 1 Kapella, bo kamienie do tańca porusza." 92 Gdy Arcybiskup jeden zbyt ostrymi słowy Ganił sprawy niektóre angielskiej królowej Dowodząc jej z Biblii wielu tekstów wzmianką, Że raczej polityczką, a nie chrześcijanką Była; rzecze Elżbieta; „Widzę, oczywiście, Czytając Pismo, Królów Ksiąg 2 nie czytaliście." 98 W Paryżu, gdzie najwięcej damy piją kawy, Skąd się moda do naszej wcisnęła Warszawy, Mocno w tym trwając zdaniu, że na wszelki smutek Doświadczony przynosi jej lekarstwo skutek. Jedna dama, gdy smutna dojdzie ją nowina, Że mąż zginął na wojnie: „Ach! — krzyknie — godzina Nieszczęśliwa! Cóż pocznę sierota strapiona? Niech mi co prędzej kawę zgotują, bo skona Serce we mnie od żalu." Tej gdy się napije, Natychmiast martwe z smutku w niej serce ożyje. STO I OKO FRASZEK... 1 Orfeusz — mityczny poeta i śpiewak tracki; śpiew jego miał czarodziejską moc, poruszał drzewa i skały, poskramiał dzikie zwierzęta. ł Królów Księgi — Ksiągi Królewskie należą do Starego Testamentu127  POEZJA KONFEDERACJI BARSKIEJ Konfederacja barska (1768—1772) zawiązana została 29 II 1768 r. w Barze (miasteczku na Podolu) w imię haseł patriotycznych i w obronie katolicyzmu. PIEŚŃ KONFEDERACJI BARSKIEJ Stawam na placu z Boga ordynansu, Rangą porzucam dla nieba wakansu.1 Dla wolności ginę, wiary swej nie miną, Ten jest mój azard*  1 2. Krzyż mi jest tarczą, a zbawienie łupem, W marszu zostają; choć upadną trupem, Nie zważam, bo w boju — dla duszy pokoju Szukam w Ojczyźnie. Krew z ran wylana dla mego zbawienia Utwierdza żądze, ukaja pragnienia, Jako katolika — wskroś serce przenika. Prawego w wierze. Śmierć Zbawcy stoi za pobudki hasło, Aby wzniecenie złych czynności zgasło, Wolności przywary, gwałty świętej wiary Zniesione były. Wyroku Twego, wiem, że nie zapłacą: 3 Niech choć przed czasem życie moje tracą, pieSN konfederacji barskiej 1 dla nieba wakansu — dla zasłużenia sobie w niebie. 2 azard — hazard, los, szczęście. 3 Wyroku Twego, wiem, że nie zapłacę — tzn. nie spełnię. 128 Aby nie w upadku, tylko w swoim statku 4 Wiara słynęła. Nie obawiam się przeciwników zdrady; Wiem, że mi dodasz swej zbawiennej rady, W zamysłach obrotu, dla praw swych powrotu Jak rekrutowi. Matka 5 łaskawą, tuszę, że się stawi, * Dzielnością swoich rąk pobłogosławi, Aże gdy przybraną będę miał wygraną, Wiary obrońca. Boć nie nowina Maryji puklerzem Zastawiać Polskę, wojować z rycerzem, Przybywać w osobie,6 sukurs 7 dawać Tobie, Miła Ojczyzno! W polskich patronach niepłonne nadzieje, Zelantów 8  9 serce niechaj się nie chwieje, Gdy ci przy swej pieczy miecze do odsieczy Dadzą Polakom. Niech nas nie ślepią światowe ponęty: Dla Boga brońmy wiary Jego świętej. A za naszą pracą będzie wszystką płacą Zyć z Bogiem w niebie. 4 w swoim statku — stateczności. 5 M a t k a — Matka Boska. (i przybywać w osobie — osobiście. 1 sukurs — pomoc. 8zelant — człowiek żarliwy, oddany sprawie. 9 — Poezje... 129  OPIS WIERSZEM OJCZYZNY SUKCESÓW W KRYTYCZNYCH CZASACH ZOSTAJĄCEJ {Pro lec ja Ks. Marka)1 1 Dotąd królestwo polskie niekwitnące, Póki nie będzie wstępne władające, Ale jak tylko następny nastanie, Drgną strachem lutrzy, schizma i poganie! Pierwsi dwaj swojej hardości przypłacą, A drudzy prawo wraz z państwem utracą. Kościół na skale stanie się wspaniały; Dwugłowy w kolor przybierze się biały. Jednogłów piersi czarnego osiądzie, Z którym złączony, cuda czynić będzie. Natenczas wszelki pielgrzym swoje śluby Złoży przy grobie Bogu, trybut2 luby. Niewolnik wolny wyjdzie bez okupu, Strzelec pozbędzie łakomego łupu, Róża naturę zimną w ciepło zmieni, OPIS WIERSZEM OJCZYZNY SUKCESÓW... Opis wierszem ojczyzny sukcesów... należy do najbardziej popularnych wierszy konfederatów barskich. O nim to powiedział Mickiewicz w wykładach 0 literaturze słowiańskiej, że ,,tych kilka wierszy zawiera w sobie zaród całej nowoczesnej literatury polskiej" i w nich „znajdują się pierwszy raz wyrażone idee wyznaczające Polsce posłannictwo europejskie". Wprawdzie niektórzy badacze przypuszczają, że wiersz ten powstał przed zawiązaniem konfederacji, bo w 1763 roku, a także spotkać się można z poglądem, zaprzeczającym autorstwa księdza Marka, to jakkolwiek rzecz się przedstawia (ostatnie badania dowodzą, że nie ma żadnych powodów, aby powątpiewać o autorstwie księdza Marka, i przychylają się do późniejszego datowania), mamy do czynienia ze zjawiskiem poetyckim, które stanowi ważne ogniwo w rozwoju polskiego mesjanizmu. Jak wszelkiego rodzaju utwory profetyczne. Opis wierszem ojczyzny sukcesów... nasycony jest mglistą symboliką, operuje aluzjami i metaforami trudnymi do odszyfrowania. W całości jednak sens wiersza jest prosty: Polskę czekają klęski, przejdzie przez ciężkie doświadczenia, z których wyjdzie zwycięsko, by jak święty ptak egipski Feniks odrodzić się z popiołów i stać się ozdobą Europy. lprofecja — proroctwo; ks. Marek — karmelita Marek Jandołowicz,. głęboko zaangażowany w sprawy konfederacji, uważany za proroka 1 prawodawcę zawiązanego przez siebie w Barze rodzaju zakonu rycerskiego „Kawalerów Krzyża św.”, którego głównym celem była obrona wiary katolickiej. z trybut — danina, 130 Kogut z chytrości jak wąż się wyleni, Tak nasze runo znowu w złote wieki, Wieszcz opowiada, czas już niedaleki, Ale Ty, Polsko! po czasu niewiele W smutnym się musisz zagrzebać popiele. Chytrzy sąsiedzi Ciebie Twoi zdradzą, I z jednym wielkim mocarzem powadzą; Stąd strasznych wojen powstaną turnieje, Miecz krwie niewinnej obficie wyleje, Wielu odważnych marnie zginie braci, Wstyd, poświęcony Bogu, panna straci, Kapłan z ofiarą przy ołtarzu lęże, W toż licho mnicha z zakonnikiem sprzęże. Cna góra, złotym otoczona kołem, Niech ufa w Bogu, nisko bijąc czołem, Bowiem najbliższą będzie strasznej burzy! Dym ją z innymi zarówno okurzy. Kościoły z ozdób swych zdarte zostaną, Dni prawie wszystkim płaczliwe się staną. Lecz się Najwyższy Twej krzywdy użali, Na nichże samych tę ruinę zwali. Więc czyń Wielkiemu dzięki wcześnie Bogu, Bo on im przytrze wyniosłego rogu. A Ty, jak Feniks, z popiołów powstaniesz, Cnej Europy ozdobą się staniesz! Cieszę się, Twój syn w Tobie urodzony, Przyjaciel wiary cale nie zmyślony.  KONSTANCJA BENISŁAWSKA (1747—1806) Poetka, żona stolnika, a potem podkomorzego inflanckiego, Piotra Benisławskiego. Wydała w 1776 roku w Wilnie Pieśni sobie śpiewane od Konstancji z Ryków Benisławskiej, stolnikowej Księstwa Inllantskiego, za naleganiem przyjaciół z cienia wiejskiego na jaśnią wydane. PIEŚŃ [11] W MDŁOŚCI ŚMIERĆ SOBIE ROKUJE I DO SŁUŻBY BOGA SIEBIE ZAGRZEWA Jeszcze nadal1 ode mnie starość jest garbata, Jeszcze się w czarne włosy siwizna nie wplata, Jeszcze twarz mam pogodną, nie siedzą na czele Mierzłe marszczele,*  1 2 A już śmierć kosą grozi i fuka nad głową: „Pókiż, nędznico, latać będziesz za światową Próżnością? Pókiż chwytać, ach, na zwodnej ścienie 3 Znikliwe cienie?" Wkrótce, wkrótce, duszyco, niepomna o tobie W obżałowanej 4 staniesz przed Sędzią osobie, PIEŚŃ [ii] 1 nade! — daleko. 2 mierzle marszczele — brzydkie zmarszczki, t zwodna ściena — zwodnicza ściana. 4 obżałowana*— tu: oskarżona. 132 Co zaklęte 5 twe sprawki, mowy, myśli wzruszy Z tajników duszy. I choć o tym nie wątpi, i już myśli Bogu, I chce służyć odbiegłszy ziemskiego barłogu, Lecz ulgła dusza6 w ziemi od niemałej chwili Darmo się sili. Nuże więc, nuże, Jezu, o Jezu mój miły, Przybądź z Twoim posiłkiem na słabe me siły! Wesprzyj mię silną ręką, nieprzezwyciężonem Wzmocnij ramionem. Twa śmierć zmarłych wywiodła z otchłani nielubej,' Teraz niech mię Twe życie zachowa od zguby! Spraw, niech światem tym gardzę, a do Ciebie lotnie Lecę ochotnie. Uwolń mię z srogich ciała więzów i kajdanów, Bym dostąpiła wiecznej swohody Niebianów, Gdzie bym Ci, Jezu, Ojcze i Duchu Przedwieczny, Brzmiała hymn wieczny! PIEŚŃ [20] WZYWA WSZELKIE STWORZENIE, IŻBY CHWALIŁY BOGA 0 wy, którzy kręcicie gwiazdy z słońcem złotem, Czyści Duchowie, ciała nie skażeni błotem, Boscy Szambelanowie, niebiescy Mieszczanie: Chwalcie Pana naszego, chwalcie nieprzestannie! 1 wy, podniebne sfery, słoneczne karocy, Księżycu srebrnojasny po czarniawej nocy, I wy, gwiazdy, tysiącem po niebie rozsiane, Słodki rym Twórcy nóćcie, nóćcie pieśń w przemianę! 5 zaklęte •— tu: ukryte. 8 u 1 g i a dusza — uwięziona dusza. 133  Wody, co się wieszacie nad okręgiem ziemi, Chmury, dżdże, grady, śrzony, z wysypy śnieżnemi, Roso, mgły i upały, i mrozy, i lody, Śpiewajcie społem Bogu, brzmiejcie słodkie ody! Łykania chmurnobłędne, wiatry lasołome, Pioruny trojjęzyczne, powietrze ruchome, Szturmy i wichry gwizdnę, Akwilonie * 1 zimny, Chwalcie Pana nad panmi radośnymi hymny. Morza, rzeki, jeziora, zdroju czystochłody, Potoki wdzięcznomruczne i wszystkie ziem wody, I wy, co tam mieszkacie w wodzie kryształowej, Wznoście głosy pod nieba, zagrajcie hymn nowy! Pagórki zbożorodne, puszcze drzewowzniosłe, Góry łyse, doliny trawiskiem porosłe, Żniwa płowe, jagody, owoce dojrzałe, Dajcie swemu Monarsze najwyższemu chwałę! Czworonogie zwierzęta, ptasząt chór wesoły, Powietrzne i podziemne, i ziemne żywioły, I dobytku domowy, i mieszkańce leśni, Nieście Panu swojemu dziękoczynne pieśni! Kwilące niemówlątka, weseli młodzianie, Siwi starcowie, panny wstydliwe i panie, Sam 2 hurmem tu się sypcie, tu się, tu zbiegajcie! Pochwałami licznymi Nieba przebijajcie! O wszystkowładny Rządco na ziemi i niebie! Niech wschód, zachód, południe, północ chwali Ciebie! Niech zna Twe Imię święte i uderzy czołem Dziki Amerykanin z dawnym światem społem! PIEŚŃ [20] l A k w i I o n — ostry wiatr północny. * s o m — tu: osobiście, we własnej osobie. 134  Niech cię dyszkant, alt, tenor i bas na przemiany, Na przemiany niech wielbią z głosami organy! Skrzypce, flet, obój, puzan 3, trąby z waltorniami, Arfy, lutnie, krzywosze 4, bębny z cymbałami. S puzan — puzon. 4 krzyw osz — albo krzywuła, instrument dąty, rodzaj trąby drewnianej, zakrzywionej.  FRANCISZEK BOHOMOLEC (1720—1784) Komediopisarz, poeta, publicysta, wydawca. Od 1762 prefekt Drukarni Jezuickiej, a po kasacie jezuitów kierował nią dalej jako Drukarnią Nadworną. W 1761—1773 redagował i wydawał „Wiadomości Uprzywilejowane Warszawskie” i „Kurier Warszawski", a w 1765—1768 kierował wraz z I. Krasickim redakcją „Monitora”. KURDESZ 1 Każ przynieść wina, mój Grzegorzu 2 miły, Bodaj się troski nigdy nam nie śniły. Niech i Hanulka 3 zasiądzie tu z nami, Kurdesz nad kurdeszami. Skoro się przymknie ręka do butelki, Znika natychmiast z serca smutek wszelki. Wołajmyż tedy dzwoniąc kieliszkami: Kurdesz nad kurdeszami. KURDESZ • Utwór przedrukowywany pod różnymi tytułami, pełny tytuł brzmi: Do Imci Grzegorza łyszkiewicza, prezydenta warszawskiego na jego przysłowie „kurdesz nad kurdeszami". Warszawa 1779 lub 1780. Druki z XVIII w. anonimowe. Autorstwo rozstrzygnął T. Mikulski: ,Jiurdesz nad kurdeszami”. Zagadnienie tekstu J autorstwa. ,,Pam. Lit." R. 50 (1959), z. 1; przedr. w książce: W krągu oświeconych, W-wa 1960. lKurdesz — pieśń biesiadna rozpowszechniona w Polsce XVm w. od tureckiego kardesz (kar[yn]dasz): brat. 2 Grzegorz, Grzel — Grzegorz Łyszkiewicz. 3 H a n u 1 k a — Małżonka JP Prezydenta (przyp. aut.). 136 Niezłe to winko! do ciebie, mój Grzelu! Cieszmy się, póki możem, Przyjacielu. Niech stąd ustąpi nudna myśl z troskami, Kurdesz nad kurdeszami. Patrzcie, jak dzielny skutek tego wina! Już się me serce weselić poczyna. Pod stół kieliszki, pijmy szklenicami, Kurdesz nad kurdeszami. I ty, Hanulko, połowico Grzela, Bądź uczestniczką naszego wesela. Nie folguj sobie, a chciej wypić z nami, Kurdesz nad kurdeszami. Już po butelce, niech tu stanie flasza, Wiwat ta cała kompanija nasza! Wiwat z Maciusiem 4 i z przyjaciołami! Kurdesz nad kurdeszami. Maciuś jest partacz, pić nie lubi wina, Milsze jest jemu złoto i dziewczyna. Dajmyż mu pokój, pijmy sobie sami, Kurdesz nad kurdeszami. Odnówmy przodków ślady wiekopomne, Precz stąd, szklenice, naczynie ułomne! Po staroświecku pijmy pucharami, Kurdesz nad kurdeszami. Już też to, Grzelu, przewyższasz nas wiekiem, A wiesz, że wino jest dla starych mlekiem. Chłyśnij, a będziesz huczał z młodzikami: Kurdesz nad kurdeszami. Maciuś — Maciej Łyszklewicz, syn JP Prezydenta (przyp. aut.),  GRACJAN JÓZEF PIOTROWSKI (1724—1783) Profesor retoryki i prefekt szkół pijarskich w Łowiczu. W 1767—1770 był profesorem retoryki, filozofii i teologii w Collegium Nobilium w Warszawie. W 1770—1774 — współpracował z „Monitorem". W 1773 wydał w Warszawie 25 satyr w zbiorze pt. Satyr przeciwko zdaniom i zgorszeniom wieku naszego... za powodem „Satyra" Jana Kochanowskiego, książącia naszych poetów. SATYRA III. NA CHWALCĘ PRÓŻNEGO DAWNEGO GUSTU NAUK, POTĘPIAJĄCEGO LEPSZY GUST I OŚWIECENIE WIEKU TERAŹNIEJSZEGO Wziął mnie niedawno impet zbawienny z pół roku Publiczną tu w Warszawie, która jest na oku, SATYRA III Fragment satyry Piotrowskiego odnosi się do krytyki szkolnictwa jezuickiego w okresie jego upadku. Przypomina więc, że szkoła zajmowała się głównie nauczaniem łaciny, przy czym nauka ta polegała przede wszystkim napamięciowym opanowaniu ..lokucji" (wyrażeń i zwrotów), na jałowych dyskusjach (na temat znaczenia czasownika ,,videor" — ,.wydaje się" — można się było spierać w ciągu dłuższego czasu) albo na przygotowywaniu wielostronicowych przemówień prawniczych. Uczniowie mieli bogato oprawione zeszyty („seksterny"), w których notowali zwroty i wyrażenia łacińskie. Wiele z nich pozbawionych było po prostu sensu (Piotrowski przytacza tego rodzaju przykłady, których niepodobna nawet przełożyć). Klasa podzielona była na współzawodniczące ze sobą części („pars Graeca i pars Romana"), które walczyły o pierwszeństwo. Chwalca dawnych czasów ubolewa dalej, że znajomość praktycznej („in actis") łaciny zmalała, natomiast obecnie młodzież uczy się tego języka na dziełach Cicerona, a ponadto sięga do pism Modrzejewskiego, których dawniejsza szkoła w ogóle nie znała. Satyrę przenika pierwiastek gorzkiej ironii widocznej w afirmacji tego, co godne krytyki i potępienia. 138 Zwiedzić Biblijotekę i. Nauczę się przecię, Rzekłem sam w sobie, czego, bo bez książek dziecię Zawsze człowiek być musi. Kto się w to rzemiosło Pilno nie wda, a pragnie, by go pióro niosło I głosiło uczonym w potomność daleką, Jest to jedno: chcieć wody uciekać przed rzeką, Chcieć być świętym, a żadnej nie znać, co jest, cnoty, Albo, jak mówią, Kraków chcieć kupić za złoty. Czytywałem Polaka Modrzewskiego 2, kto go Zna, cieszyłem się mocno, że go cenią drogo Cudzoziemcy; łaciną piękną, styl wspaniały, Przebiegłem książek kilka już liczne rozdziały O Rzeczypospolitej zbawiennej odnowie, Smakując sobie w myślach w miłej jego mowie, Aż wchodzi słuszny wąsacz z pacholiki dwoma, Czapka jeździ rogata po uszach, rękoma Sieje, wąsy swe muszcze. Rzekę: Bogu chwała, Ze mi się z człekiem słusznym tu pora podała, Opowiem mu czytanie mądrego Polaka... On nie bawiąc wchodzi tam, gdzie szafa dwojaka Pełna jest historyków. Toż wkrótce zawoła: „A to co, Herod także pisał księgi?" Czoła Podnieść nie śmiem. Zginąłem... On wzruszy ramiona: „Po hebrajsku musi być pewnie ułożona. 0 męce Pańskiej może... wąsate litery, Kręte figle, nie znać tu naszej manijery, Judkiem trąci, musi tu być kłamstwa do licha." Książkę przewraca, sam się do siebie uśmiecha. Wytrzymać już nie mogę, bliżej się przysunę 1 do ucha pocznę się żalić na fortunę3: Że go w grubej ciemności trzyma jeszcze poty, Kiedy się gust powszechnie naprawił zepsuty, On uczonym i obcym czyni pośmiewisko. ibiblijoteka — mowa o bibliotece Załuskich założonej w 1747 r. 2 Czytywałem Polaka Modrzewskiego — Andrzej Frycz Modrzewski (ok. 1503—1572), autor m.in. dzieła Commentatiorum de Republice emendanda... (Kraków 1551), polski przekład ukazał siq w 1557 r. pt. O poprawie Rzeczypospolitej. Dzieło Modrzewskiego wznowiono w Wilnie w 1770 r. Sfortuna — los. 139  Rzekę: „To historyka greckiego nazwisko, Żle WMPan przeczytałeś, imię Herodota W Heroda przemieniając." On się sierdzi, miota Na samo imię Greka: „A mnie po tym kaci4 Trupa takiego czytać, czas daremnie traci, Kto się takich rad chwyta łajdaków, od Greka, Choćby pisał po polsku, myśl moja daleka..." „Ale to historyja nad wszelkie nauki Życia nauczycielką, duszą każdej sztuki, Roztropności prawidłem". „Dosyć tak na świecie Jest nowych historyi —on mi swoje plecie — Deszpauterów 5 tych starych wskrzeszać nie należy." Więc mu Komineusza 6 podaję, to świeży Autor, potem Tuana 7. „Ci są — rzekę — cali Światłem dla nas, bo bliskie wieki opisali..." „Polacyż oni byli? Szlachta? Sąż nazwiska Ich w Herbarzu? Przydomki?" Gniew mi serce ściska I śmiech razem. Odpowiem: „Szlachta byli oba, A co większa, Augusta Thuana osoba W Parlamencie Paryskim najpierwszym honorem Jaśniała; rządził całym on Henryka dworem Czwartego, co go Wielkim świat monarchą zowie, Oba w boju, w pokoju, sławni są mężowie..." „Lecz w którym województwie, gdzie ich possesyja? W małżeństwo komu dana, proszę, córka czyja? Kto ich rodzi? którzy są ich krewni? czy byli Oni kiedy posłami? w Trybunale czyli Sądzili? gdzie ich dobra?" Powiadam: „Bogaci, Mocni, mądrzy ci byli; jeden z nich w postaci Posła wielkiego bywał, drugi prezydenta, Ministra nosząc urząd, rządząc parlamenta, Więcej jak w trybunale u nas był wsławiony, 4 k a c i — po licho. 5 deszpauter — tu: despota. ®Komineusz — Filip de Commines (1464—1493), autor słynnych Pamiętników, w których opisał dzieje Ludwika XI i Karola VTII. 7 T u a n — Jakub August de Thou (1553—1617), historyk i polityk francuski, reformator Uniwersytetu Paryskiego, autor dzieła Hiatoriarum sui lemporis... (t. 1—5, 1620). 140 Obydwóch były znaczne i posażne żony, Ten w Liońskim, a tamten majętny w Piktawie." „Gdzie, u licha ciężkiego? upraszam ciekawie." „W prowincyjach francuskich rodzili się oni, Ale szlachta do nauk przywykli, do broni." Śmiać się począł, a potem serdecznie mię wzdaje: „Alboż to mają szlachtę zaś francuskie kraje? W głowie wam się przewraca teraz, ludzie młodzi! To języków uczenie aż nadto wam szkodzi: Nie znacie swojej matki wolności i prawa; Poparlować, poszprachać mądrość się wam zdawa. Oj! szkoły teraźniejsze na sądzie oddadzą Rachunek, bo odjęły właśnie szlachcie władzą. Paniętom podbijają bębenka, jak kołek. Musi być o swym Chlebie, sam chudy pachołek. Nie może się pożywić w szkołach, już przy panu. Konstrukcyi8 nic nie zna człek niższego stanu, Przedtem myśmy o Veibum Videoi kilka dni Kłócili się; było to przystojniej i ładni, Niźli co teraz żółte i czerwone karty 9 Pokazują o świecie, kaduka co warty! 2al się Boże pieniędzy; jeżdżą po papierze, Prawią trzy po trzy czasem, aż złość człeka bierze. Od potopu wywodzą, przed stworzeniem świata Historyję, każdy rad po powietrzu lata, A nie wie, co, nieborak, dzieje się na ziemi, Bogdajeście przepadli z naukami swemi! Anglik pobił Francuza, a Francuz Hiszpana, Ta Szwajcarom kraina, Turkom odebrana, Jest to jedno, co prawić: iż Cerber 10 przy piekle Szczeka, skacze, odgania, kąsa dusze wściekle. Albo inne podobne starożytne baśnie Wywodzić, jest to trawić czas najdroższy właśnie. To to przedtem dowcipnie, żywiej, pracowicie Szły szkoły, pewnie nie tak, jak teraz widzicie, 8konstrukcyja (konstrukcja) — tu w znaczeniu: składnia. 9żółteiczerwonekarty — tzn. mapy. 10 	C e r b e r (mit. grec.) — pies o trzech głowach strzegący bram Hadesu, państwa umarłych. 141  Gdy Veibum cum Nomine 11 cały zapust wojnę Toczyło, ba, i czwartki postne niespokojne, Per tempora, per casus12 praliśmy się w pyski, Kto nie mógł na łacińskie dostarczyć przygryzki, Lokucyje w szaleństwo przyprawiły partem 11 12 13: Teraz rozdziałów kilka z książek właśnie żartem Przetłomaczy, i zbędzie całą pracę w szkole, Oj, nie w takim człek bywał przed laty rosole! Za jednę lokucyją od kołka do kołka Kolej wszystkich obeszła; nie brano już stołka Ex medio 14; stał rumak do sekundy hory 15, Szalały nieboraki same dyrektory. Kiedy plac się otwierał na nasze gonitwy Sobotnie, dowcipki tam były jako brzytwy; Każdy z nas jako na śmierć gotował się na to, Seksterny oprawione bywały bogato, A po sto lokucyi na nich pakowano, A każda gut, złoto tam było, a nie siano... Pomnę ja jeszcze jednę: wróbel dziw, dziw, dziwi, Tak, tak kwaczą kaczory, będziem nieszczęśliwi, Trzy pstre sroki zbiegły się, per discolor16, bieda! Kwik, ryk, kap, kap od oka, i grosza ci nie da. Quae est differentia inter devideri117 Kiedy będzie dzisiejsze in plurali beri; Cała w ten czas przegrała Ateńczyków strona, A druga za trzy sobot nie była skończona. Skąd weź, to weź, hucz szumnie; choć, choć! chociaż biada, Choćbyś mur głową przebił, fortel ci nie nada A z łacińskiego znowu: cervo ne porta si? Caelum cancer, hoc coąuis quia tu, hałasy 11 V e r b u m cum Nomine (łac.) — czasownik z rzeczownikiem. 12 Per tempora, per casus (łac.) — o czasy, o przypadki, tzn. o użycie lufa rozpoznawanie czasów i przypadków w gramatyce. 18 parłem (od łac. pars) — część. U e x medio (łac.) — ze środka. 15 do sekundy hory (z łac.) — do drugiej godziny. 16 discolor (łac.) — pstry, rozmaity. 17 O u a e esl d i i i e r e n t i a Inter d e v i d e r l} In plurali h er ii c e rv o ne porta s i; caelum cancer, hoc c o qu i s q u i a t u — przykłady lokucji łacińskich. 142  Poczyniwszy zostawił, w trzech złotych u Żyda, Choć połowa polskiego, i to się nie przyda To, to grunt, to, to było wyborno ćwiczenie, Uczyliśmy się wszyscy na ten czas szalenie, Drżała skóra na człeku, skoro kto na środek Wyzywał, nie chciał nigdy być żaden wyrodek, Teraz tej emulacji18 nie znać jako błogo, De wideoi nie widać dwochset u nikogo Propozycyi19 albo czterdziestu arkuszy Samej dependencyi, jak te moje uszy Nasłuchały się przedtem, napatrzały oczy, Jakże ma stuaijosus 20 być w szkole ochoczy? Kto chce chwytać, to chyba przez sen co uchwyci, Przedtem explikacyi21 wszyscy byli syci, Po retoryce student zabawiwszy dwa dni W kancelaryi już mu poszło wszystko snadni, Pojął wnet każdy extrakt22, pozew jeden, drugi, Mógł napisać manifest chociażby i długi... Teraz wszystko krakają z Cycerona źrzodła, Że popsuta in actis łacina i podła! Brzydzą się nią, bodaj ich nieszczęście zabiło! Bluźnią tylko, co słuchać prawnemu niemiło. Sami nic nie umieją. Prawo grunt, to dawa Fortuny, setny panem wielkim został z prawa." Czas tu był już przerwania: „Kiedy tak — odpowiem — Zaś WCPan dla łaciny hazardował zdrowiem Z młodych lat. Dobrodzieju śliczny, Salwatorze 23( Zmiłuj się, dopomóż mi, mam smak w tym autorze, A wiele w nim zawiłych zrozumieć nie mogę Rzeczy, co ciekawemu niespokojną trwogę Czyni..." „Proszę pokazać!" — odpowie on z hardą Miną. — „Jest to Modrzewski"... „Modrzewski — z pogardą 18 	emulacja — współzawodnictwo. Upropozycyja, dependencyja (propozycja, depend e n c j a) — terminy prawnicze dia oznaczenia różnego rodzaju przemówień. 20 studijosus (łac. studiosus) — tu: uczeń. 21explikacyja (eksplikacja) — tu: wyjaśnienie, rozwinięcie tezy. 22 ertrakt — wyciąg z akt (termin prawniczy). 28 salwator — zbawca. 143  Plunie. — Nie słychać — prawi — o imieniu takiem, Musiał być za granicą znać^u kogo żakiem, Pisze, widzę, o prawach^. Ale niech wiem, czyli Był palestrantem? opak? zapewne się myli. Troje niewidy swoje i bajki rozsiewa, Dobrze znamy owoce z takowego drzewa; Po wtóre czyli on był w trybunale głównym? Alias 24  25 czyli także nie był on duchownym? Sin secus -3 niepewna by w nim była legenda, Słabe prawo, gdzie się wda w niego rewerenda; Porywczy IchMć na to: o Rzeczpospolity, O sejmach, o prawie swój lubią wyśmienity Okazować rozumek, nie chcąc brewijarza Pilnować, skąd też błądzić ciężko im się zdarza. Bo gdzie tylko bies wniesie w politykę piesza 26, Tam się z gruntu poburzy wszystko i pomiesza." „Nie bój się WCPan — rzekę — niepewnej legendy. Nie znał nigdy ten mędrzec księżej rewerendy, U dworu był przy królu, był świeckim, co gorzy, Był lutrem, ale skromnym." Rzecze: „To mię trwoży! Kiedy tak, fe! fe! czytać nie chcę; niechaj zginie!" „Ale on i w najmniejszym nie dotknął terminie Religii, kościoła, papieża, jak żywo." „Tere fere! ci ludzie biorą wszystko krzywo. Wolę ja Okulskiego 27 czytać herbarz złoty, Przejrzeć się w moim domku, kwita z tej ochoty! Ale, ale, nie masz tu kalendarzów z dawna Pisanych o myślistwie..." Ta mowa niestrawna Zdała się prefektowi tej biblijoteki,28 Postrzegł, że to był człowiek od nauk daleki. Zmięszałem się; ile że cudzoziemcy prawie Weszli w ten czas, o wielu pytając ciekawie 24 a 1 i a a (łac.) — tu: innym razem. 25 sin secus (łac.) — w przeciwnym razie. 26 p 1 e s z — dosłownie: łysina wśród włosów, tu: ksiądz. 27 O k u 1 8 k i — Szymon O k o 1 s k i (1580—1653) — heraldyk, historyk, autor herbarza pt. Orbis Polonus, t. 1—3, Kraków 1641—1645. 28 prefekt biblijoteki — mowa zapewne o Janie Danielu Janeckim, sekretarzu i współpracowniku Jędrzeja Załuskiego. 144 Polityków i świeżych historyków. A tu Musiałem oddać vale'29 kochanemu bratu, Z jego miłym herbarzem; tych się chwycić strony, Z którymi miałem plezyr 30 mówić nieskończony: Ludzie zacni, rozumni, z reflektem, a co mi Dziwno było, że stanu naszego wiadomi, O konjunkturach świeżych namówili ze mną, Potem się rozeszliśmy z ludzkością 31 wzajemną. 29 v a 1 e (łac.) — żegnaj. , 80 p 1 e z y r (z franc.: plaisir) — przyjemność. 21 ludzkość — tu w znaczeniu: uprzejmość, grzeczność. 10 — Poezje... ADAM STANISŁAW NARUSZEWICZ * (1733—1796) Poeta, dramatopisarz, tłumacz, historyk. Biskup. Należał do najbliższego otoczenia króla Stanisława Augusta, profesor poetyki w Akademii Wileńskiej i w kolegium jezuickim w Warszawie. Redaktor „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych". W 1778 r. wydał w Warszawie Dzieła, t. 1—4. CZTERY CZĘŚCI ROKU [Piosnki wieśniackie] WIOSNA ...Nil sine magno Vita laboie dedit mortalibus...i O, jak wesołe nastały czasy! W śliczną się barwę przybrały lasy; Słońce się coraz wyżej pomyka; Ledwo śnieg widać, lecz i ten znika. Szumny Akwilon 2 skrzydły mroźnemi Gdzieś do lapońskiej zaleciał ziemi, CZTERY CZĘŚCI ROKU 1 Nil sine magno... — Nic w życiu ludziom nie przychodzi bez wielkiej pracy (Horacy, Satyry I, 9, w. 59—60), przekład M. Fiałkowskiego). 2 A k w i 1 o n — zob. s. 134, przyp. 1. 146 A lekki Zefir 3 na lekkich cugach Po rozłożystych sieje kwiat smugach. Głodki szum czynią, gdy wiatr powiewa, Papużym liściem ozdobne drzewa; Gdziekolwiek pójdziesz, wiosenne dzwonki, Kwilą pieskliwym 4 głosem skowronki. Tu wełnonośnych owiec drużyna Młodziuchne trawy ząbkami ścina; Owdzie z wiernymi u nóg ogary Nadyma pasterz huczne fujary. Wisła okowy zdarszy warowne, Pędzi do morza statki ładowne, Czeka gospodarz, by mu za żyto Holender złotą brząknął kalitą. Dalej do pługów uprawiać ziemię, Dalej do wołów, robocze plemię! Gdy nie zasiejem za dobrej chwili, Przez całą zimę będziem pościli. DO KOMINKA Kiedy z północy rozpędziwszy żagle Port opanują roku śnieżne wiatry, A w dzikie Afrów umknie Zefir nagle 1 Pola, i mrozem poczną ziewać Tatry; Gdy za pół świata wypędzone słońce Nieścigłym lotem z naszej umknie strony, A za nim w pogoń wyszle północ gońce, 8 Z e f i r — tu: ciepły wiatr, wysłaniec wiosny. 4 pieskliwy — pieściwy, pieszczotliwy. DO KOMINKA lw dzikie Afrów umknie Zefi r... — Afrowie — mieszkańcy Afryki. 147  Sypiąc na ziemią i śniegi, i śrony; Kiedy naturze zamknie odetchnienie 2, W części powietrza ostre natka szpilki, A w biały kolor na śmierć przyrodzenie Ustroi, mnie zaś w barany lub wilki; Gdy bielmem zajdzie domu mego okno, Od pudru drzewa zsiwieją, a nogi Po szkle wodnistym chodząc nie zamokną, Ani wczorajszej mogą pognać drogi: Tyś mym Zefirkiem cichuchnym, Tyś południem, tyś zachodem, Tyś moim przyjemnym wschodem, Tyś moim majem miluchnym, Ty moim jesteś widokiem, Ty przechadzką, ty cieplicą, Tyś mym sobolem i świcą, Tyś mojej chatki jest okiem. Ach, póki zimno nie minie, Tyś dla mnie wszystko, Kominie! NA POWRÓT SENATORÓW Czyliż w serdecznej wytłoczone cieśni Lać będziesz zawsze, lacka Melpomeno,1 Łzy, do żałosnych opłakując pieśni Klęski twej matki jękorymną weną? Że twój król dobry, twoje wszystkie stany Ten ucisk znoszą, te niegodne rany! Wszak i najtęższą człek zjęty niemocą W bolach niekiedy drobną folgę czuje; 2 odetchnienie — tu: oddech. NA POWRÓT SENATORÓW 1 lacka Melpomena — polska Melpomena; (Melpomena — Muza tragedii). 148 Często lekkuchny sen przylata z nocą I jad wewnętrzny spoczynkiem cukruje. Niech dłoń weselsze kęs strony potrąca, Nim przerwie radość, ach, burza wisząca! Od północnego wróceni Tryjonu 2 Do ziem ojczystych, kochani Polacy! Przysiężna rado do pańskiego tronu, Do krwie przezacnej bracia i rodacy, Jużeście z nami, darem tejże pani, Która, kiedy chce, i leczy, i rani. Nowe się dla was otwierają dziwy: Płód niezgod naszych i fatalnej pychy, Które los z dala krzewiąc, nieżyczliwy, O stan ojczyznę przyprowadził lichy. Każdy syn do was z powitaniem bieży, Lecz spoina matka na pół martwa leży. Żaden z was nie jest tak chciwy na chlubę, By z płonnych pochwał tylko szukał onej. Prawdziwą sławę ćmią pochlebstwa grube, Ziomkowie zacni cnoty niezwalczonej! Dosyć wam na tym, żeście chcieli wspierać Kraj, a dla niego i żyć, i umierać. Jeśli ludzkiego obrządkiem żywota Najczystsze sprawy nie są bez przysady, Na wzór czystego bystrym ogniem złota, Jaśniejszy umysł niesiecie do rady. Precz do piekielnej, przeszłe waśni, kluby 3! Trzeba się wszystkim z spólnej dźwigać zguby. Nikt z nas, począwszy od narodu głowy, Od klęsk powszechnych nie uszedł zamętu: ! północny Tryjon — konstelacja Niedźwiedzicy, tu: ziemie Północy, Syberia. 3 	kluba — tu: rodzaj koła do tortur.  Rozmiotał żagle wiatr wojny domowej,4 Zranił samego sternika okrętu. Ktośkolwiek prawy Polaków potomek, Bierz się do rudla, a ratuj ułomek! Gdybym pochlebnym chciał was łudzić piórem, Miałbym w mym setny koncept Helikonie 5, Że się po zimie pięknym dla nas torem Wiosna w kwiecistej przybliża koronie. Oto w osobach waszych pierwsze gońce, Wdzięczne fiołki, przyprowadza słońce! Czas nie po temu brząkać bałamutnie; Z lubym pokojem miło i poszalić: Naówczas będę kwiat sypać na lutnię I strojnym rytmem dzieła wasze chwalić. Grzmi wkoło niebo; jeszcze pora nie ta: Niech filozofem zostanie poeta. Dzielnych zamysłów skutek jest dowodem; Fraszka być w kraju ciałem, a nie duszą. Brońcie narodu z królem i narodem, Inaczej próżno głowę myśli suszą, Bo kiedy rzeczy w tym zostaną stanie, Będziecie w domach własnych mieć wygnanie. ZABAWA MOJA W szczupłym dowcipu zamkniony obrębie, Mórz niezbadanych Platona nie głębię. Ani porywczej aż w gwiaździste progi Z bystrymi myśli puszczam teologi. Od Muz poleskich wychowane chłopię, Jaki mi w ręce, przy mym horoskopie, 4 Rozmiotał żagle wiatr wojny domowe j... — aluzja do konfederacji barskiej i zamachu na kr61a. 5 H e I i k o n — patrz s. 73, przyp. 7. 150 Podały statek, tym na chleb zarabiam: Brząkam na lutni i tak serca zwabiam. Ode mnie pasterz u trzody nawyka Piać srogie walki: kiedy byk na byka Zemstę gotując, orze stopą ziemię, A na pniu wsparty twarde ostrzy ciemię. Często i Satyr we krzu kozionogi1 Słucha mych pieśni; więc i ziemne bogi Czasem opiewam poważniejszym tonem, Idąc z Horacym uczeń nieścignionem. To dzieło moje: wesoły a zdrowy, Nie suszę dumą i zawiścią głowy. Że kto niewolnik wyuzdanych chuci, Z swego nie kontent, a cudzym się smuci. Umysł spokojny i nieżądny wiela, Doświadczonego miłość przyjaciela, Lutnia rozkoszna: to kiedy posiadam, Gdy umiem sobą — całą ziemią władam. DO MUZ ZAMILKŁYCH Kiedy nasz gaik 1 z pączków pierwotnych Wywijał listek papuży, A Zefir po nim na skrzydłach lotnych Słodkie odprawiał podróży, ZABAWA MOJA lSatyr we krzu kozionogi — bożek leśny, towarzysz boga Dionizosa, wyobrażano go sobie w postaci ludzkiej, ale z koźlimi nogami, uszami i ogonem, we krzu od kierz — krzak — tj. w krzakach, w lesie. DO MUZ ZAMILKŁYCH i nasz gaik — gaj z ptakami 6tanowi metaforę poetycką, za którą kryje się środowisko pisarzy skupionych wokół króla. 151  Pełno się w cienie garnęło ptaszków, A pod wschodowe wraz słońce I od szkarłatnych gil adamaszków, I słowik nucił, i dzwońce. Gospodarz gaju 2, Pan dobroczynny, Zachęcał, czym mógł, śpiewaki, Wabiąc skrzydlate do siebie gminy, Rzucał im pszenicę w krzaki. Mętne niestałej Wisły odnogi Takie słyszały śpiewanie, Że gdyby się czas nie zmienił srogi, Nie zajrzałaby Sekwanie 3. Rzecz dziwna! sami krukowie czarni4 Łabęcim nucili krzykiem; Rarog dyszkantem z srebrnej kanarni, Czapla została słowikiem. Teraz, jak w martwym wszystko milczeniu Niemieje, kiedy gaj w biedzie, Pan duma smutny, że w utrapieniu I ptastwo za szczęściem idzie. Jedna mu tylko z wierzby gdzieś suchej Statecznie wronka przypiewa; A słodząc losy pustyni głuchej, Lepszych się czasów spodziewa. Więc i na ciemnym, błędny, Atosie 5, Latawiec w czarnym kożuchu,6 Czasem co trefnie zagwiźniesz, Kosie 7, Rozkoszny mój żółtobrzuchu. 2 gospodarz gaju — król Stanisław August Poniatowski. 3 N i e zajrzałaby Sekwanie — nie zazdrościłaby Paryżowi, Francji. i krukowie czarni — aluzja do poetów-jezuitów. 5 A t o s — szczyt górski na półwyspie macedońskim Chalcedike. (Latawiec w czarnym kożuchu — tu: ptak o czarnym upierzeniu. i Czasem co trefnie zagwiźniesz, Kosie — J. Platt tłumaczy w komentarzu do wiersza („Zabawy Przyjemne i Pożyteczne" (1770—J777). 152 Wróć się, ozdobna znowu drużyno! Do rzuconego siedliska: Nie zawsze niebo posępną miną I grady sypie, i błyska. Gdy szczęście służy, każdy w pogodzie Służbę ma za wesele, Ale w burzliwej tylko przygodzie Prawdziwi przyjaciele. HYMN DO PRZYJAŹNI Szacowny darze łaskawych bogów, Słodki uroku śmiertelnych, Święta Przyjaźni! zstąp z górnych progów, Użycz twych promieni dzielnych. Twój zastrzał złoty kogo przeszyje I czystym ogniem ochłonie, Wdzięcznych mu pociech pasmo się wije. Życie mu w jasnych dniach tonie. W twych więzach miłej źródło swobody: Sam czas szanuje twe prawa: Innym odbiera, do twej urody Nowego blasku przydawa. Tobie i miłość zmienna zazdrości, Hartując statkiem kochanie. W tobie by znalazł wszystkie lubości, By człek w niewinnym żył stanie. Wybór. Opracował i wstępem poprzedził Julian Platt, BN, S. 1, nr 195. Wrocław 1968), że chodzi tu prawdopodobnie o „Antoniego Korwina Kossakowskiego, sekretarza JKMci, równocześnie autora frywolnych wierszy, które czytano na obiadach czwartkowych" (s. 210). 153  PODZIĘKOWANIE za zegarek wzięty z rąk J.K. Mości Królu łaskawy, cóż za podarek Odnoszę z pańskiej szczodroty? Widzę-ć ja dobrze, iż to zegarek Kształtnie zrobiony i złoty. Lecz mi on mocą czasy ukrytą Rączymi kroci sprężyny: Bo gdy w nim widzę twarz Twą wyrytą, Prędzej mi biegną godziny. Nieufny, nuż mię wyrazem cichem, Błądząc po liczbach, zawodzi? W serce go popchnę złocistym sztychem: Lecz on tak mówi, jak chodzi. Już widzę, składać nie na zegara Wadę ten pośpiech należy. Czasu jest serce pewniejsza miara: Z dobrym Panem i on bieży. FILŻANKA Imieniem A.L.K. Co niebo jasne przy złotej pogodzie, Kiedy się zatli błękitnym szafirem; Co malowany gmin kwiatów w ogrodzie, Chłodnym w poranku muskany Zefirem; Toś ty w mych oczach, cudowne naczynie, W którym dank bierze Sas bogatej Chinie i. FILŻANKA lciank bierze Sas bogatej Chinie — aluzja do pochodzenia porcelany, która wywodzi się z Chin. W XVIII wieku cieszyła się sławą porcelana saska. 154 Wszystko się w twojej zamknęło postaci: Z delikatnością kształt gładkiej roboty, Z różnymi złoto farbami się braci, Dwa zmysły wabiąc lubymi pieszczoty. Rad bym cię nigdy z oczu mych nie zmykał. A zawsze usty chętliwymi tykał. Twojej sam ogień szanując urody, Miedzy drogimi najcelniejsza sprzęty, Cofnął z miłości płomień jasnoszkody I wolną puścił przez bystre odmęty: A co misterny rzemieśnik 2 ulepił, To jeszcze hartem warowniej ukrzepił. Czy do poprawy pomaga odmiana? Czy mię życzliwość moja słodko zwodzi? Ledwoś, filżamko, odmieniła pana, Nowa się w tobie cale piękność rodzi: Błysnęły jaśniej twe farby i wdzięki, Skoroś się pani mej dotknęła ręki. Skąd miłość sercem słodkie wije pęta, Nabiera blasku z jej włosów twe złoto; Tuczą twój szafir nadobne oczęta, A ukraszony wstyd wiarą i cnotą, Z wdzięcznym uśmiechem bieluchnego lica, Żywiej róż twoich szkarłaty roznieca. Nie trzeba mieszać do napoju potem Zamorskich przypraw, które Indy rodzą: Usta jej łipcem 3, usta kandyzbrotem 4, I same cierpkie piołuny osłodzą. Gdzie one były, kto postawi swoje, Boskie wypijać będzie mniemał zdroje. * i2 rzemieśnik — rzemieślnik. i lipiec — tu: miód lipcowy. łkandyzbrot — cukier grubo skrystalizowany, robiony zwykle z trzciny cukrowej. 155  Niech się nie chlubi z perłowym pucharem Udatna Hebe 5, że służąc Junonie 6 Nieśmiertelnym ją napawa nektarem, Gdy sobie siedzi na Jowisza łonie. I ziemskiej ten się los nadarzył glinie, Że z niej piękniejsza pije niż boginie. GŁOS UMARŁYCH Z kwiecistych posad helikońskiej góry 1 Między zamierzchłe wtrącony cyprysy, Gdy mchem porosłe przeglądam marmury, Nad zatartymi jąkając napisy, Lat waszych niemym świadectwem, królowie! Taki się z mogił głos do mnie ozowie: „Ty, co narodu mego piszesz dzieła I z umarłymi mieć rozumiesz sprawę! Nie tak nas twardym snem Kloto 2 ujęła, Zwlokszy widzialną słabych ciał postawę, Byśmy część lepszą życia utracili: Żyliśmy, żyjem i będziemy żyli. W kręgu wiecznego osadzeni świata, Patrzym na ziemne z wysoka mieszkance. Głos żalów waszych i tu nas dolata, Gdzie nieprzebyte usypawszy szańce, Twórca, na oddział błędu i istoty, Nam dał doznawać, wam dociekać cnoty. 5 Hebe (mit. grec.) — bogini wiecznej młodości, spełniała na Olimpie roJą podczaszym bogów. 6 J u n o n a (mit. rzym.) — małżonka Jowisza, bogini nieba. GŁOS UMARŁYCH Pierwodruk wiersza ukazał się w 1778 roku w Gdańsku. Wydania następne w Warszawie w 1791 i 1792 roku. ihelikońska góra — patrz s. 73, przyp. 7. 2 Kloto — jedna z trzech mitologicznych sióstr, zwanych Palkami, która przędła nić życia. 156 Czegóż sie błędny uskarżasz narodzie, Los twój zwalając na obce uciski? Szukaj nieszczęścia w twej własnej swobodzie I bolej na jej opłakane zyski. Żaden kraj cudzej potęgi nie zwabił, Który sam siebie pierwej nie osłabił. Stargawszy węzeł pokoju i zgody, Niegdyś w najwyższej władzy osadzony, Rozbiegliście się, jako liche trzody, Bez wodza, rządu, rady i obrony. Ostygło dobra publicznego serce: Albo pochlebcę, alboście oszczercę. Cóż kiedy niesfbr 3 głów tysiąca zrobił, Wiążąc bezczynne monarchów ramiona? Zdzierał publiczność, swe prywaty zdobił, Szerzył ze starostw dziedziczne imiona. A pod pozorem wolności mniemanej Określał króle, rozmnażał tyrany.4 W niczym ojczyzna dotąd nie urosła, Jako się członki rozprzęgły od głowy; Stracił kmieć przemysł, upadły rzemiosła, Włożyła w pochwy Temis 5 miecz surowy; Kapłan dla zbioru, pan został dla zwady, Król dla pozoru, żołnierz dla parady. Święte Jagiełłów i Piastowe zbiory, Na pastwę dumy nikczemnie zmienione, Gnuśne próżniaków uzłociły dwory Albo w stołowych zbytkach ponurzone; Zginęły z królów odarte łupieże, Wiatr ich roznosi i zamki, i wieże. 8 niesfor — niesforność, niezgoda. 4 okreś-lał króle, rozmnażał tyrany — ograniczał władzą królów, mnożył możnowładców. 5 Temis (Temida, mit. grec.) — bogini porządku i sprawiedliwości. 157  Zbrojnych zastępów ogromne szeregi Pod jednym berłem ledwo kto policzy. Drżały przed nimi oba morza brzegi, Gdzie im Dniepr z Wisłą pławi swe zdobycze. Dziś ni rycerstwa, ni wojennej sławy, Chociaż się liczne podniosły buławy. Pod jednej matki skrzydła rozpostarte Sierocych piskląt garnie się drużyna, Gdy na nie orlik pazury otwarte, Z góry podnosząc, uderzać poczyna. Wyście ją z piórek obnażyli marnie... Czymże was w trwodze ta matka ogarnie? Nie masz pod słońcem, jak świat stoi światem, Gdzie by się w rządzie większe działy cuda. Po cóż królewskim błyskać majestatem, Jeśli bezczynna w nim tylko obłuda? Po co ich szukać, łożąc kosztów wiele, Jeśli królowie są nieprzyjaciele? Ociec król — czemuż dziecię mu nie wierzy? Pan — cóż poddaństwo w hołdzie mu oddawa? Wódz jest najwyższy — czemuż bez żołnierzy? Sędzia — gdzież w jego ręku miecz i prawa? Nędznaż to ziemia, dzika i szalona, Gdzie same tylko w rządzących imiona! O! błędna trzodo herbownej gołoty 6, Co na twe chytre patrząc przewodniki 7, Nie znasz, jak z twojej żartują prostoty, Klejąc, zrywając przedajne sejmiki. Dla swych cię oni prywat używają... Ty chcesz wolności, a oni ją mają. Dziedzicznych swobód twierdzę i obronę Za kielich trunku, ukłon bałamutny, # herbowna gołota — mowa o szlachcie. 1 przewodniki — mowa o magnatach. 158 Wybierasz posły jaśnie oświecone, Wrzeszcząc do chrzypki na rząd absolutny. Nie tobie oni twoją łowią wędą; Ty pługiem orać, oni tobą będą. Kto tylko wielkim żył na waszym tronie, Musiał za pasy chodzić z niewdzięczniku Zwano go ojcem, ale już po zgonie, W martwych popiołach między nieboszczyki. Wasz to obyczaj, cierń w życia przeciągu Kłaść im na głowy, kwiat aż na posągu. Dzielny Łokietek, co Polskę zjednoczył, Trzykroć ojczystą musiał rzucać ziemię; I choć sto grodów murami otoczył, Choć dzikie w kluby 8 praw oadził plemię, Złość i Wielkiego Kazimierza przecie Czarnymi farby oćmiła na świecie. Tęsknił Jagiełło nieraz w tej koronie, Syn9 jej nie pragnął, zwlekając czas długi, Zygmunt, choć mówił, że śmiało na łonie Poddanych spocznie, za liczne usługi Targnęliście się po dwakroć nań, dzicy, Buntem we Lwowie 10 *, a kulą w stolicy11. Któż twe policzy przykrości, Stefanie? O, ty północnej siły mężny gromie! Kto trudy twoje, Kazimierzu Janie? Los cię przymusił umrzeć w obcym domie;12 8 kluby — karby. s syn — mowa o Kazimierzu Jagiellończyku. io bunt we Lwowie — aluzja do rokoszu szlachty przeciw polityce Zygmunta Starego i Bony, zwanego wojną kokoszą. Szlachta zebrana pod Lwowem w 1537 r. zawiązała sejm rokoszowy i wysunęła szereg żądań pod adresem kr6Ia. Ukuła w stolicy — aluzja do zamachu na Zygmunta Starego. iz Los cię przymusił umrzeć w obcym domie — Jan Kazimierz po abdykacji (1668) w 1669 opuścił Polskę, osiadł we Francji, gdzie zmarł w Nevers w 1672. I5a  Uratowałeś ojczyznę w złej toni; Twoi się na cię porwali do broni.13 I ty, choć pędzisz wiek w troskaćh i pracy, Znosząc win cudzych ciężar, Stanisławie! Pewnie ci wdzięczni zostają Polacy, Że im królujesz mądrze i łaskawie? Oto ci co dzień w samej wieku wiośnie Z smutku na głowie śnieżny włos urośnie. Tyś ciągłej rady duchem rząd ocucił, Co, śpiąc dwa roki, ocknął się i zasnął, Za twym powodem lustr 14 nauk powrócił, Już on był prawie w barbarzyństwie zgasnął. Łagodzisz wrzawy, wprowadzasz porządki, Targasz zawisnę na kraj losów wątki. Za miłość wierną króla-patryjoty Wie świat, coś cierpiał od wzięcia korony; Więcej w twym sercu utaiły cnoty I do dobroci umysł urodzony. Nie wzdychasz na twe i szwanki, i szkody; Bardziej cię bolą ojczyste przygody. Czekaj tej słodkiej, lecz późnej zapłaty, Kiedy twe zwłoki zimny głaz przywali; Zapłacze naród twej w czasie utraty — Cnota dopiero po zgonie się chwali — I żeś był ojcem swej ojczyzny, powie." Na tym się ziemny głos zakończył słowne. 13 Twoi się na cię porwali do broni — mowa o rokoszu (1663— —66) Jerzego S. Lubomirskiego. U 1 u s t r — blask. 160  INCYTAMENT DO M1Ł.OSCI BOZKIEY. , QtelJJatit efi en marę DEUMl Sitis efi mor ipse. Noa fatis efi damo, plus Volo tpumois Am. Czy dosyć kochać Boga? nic dosyć, bochccn.k Więkfzc zawfze kochania Boga, ma pragnienie. 1 Credmti in DEUM fapojfibile efi notmtre DEUM, ) et c/uare tot kominet non dilrguntlquia babentfidem tanim in ore non inopere. i Wierzącemu w Boga, niepodobna aby nitkochać ?: Boga, czemuż cafe wiek ludzi w i rzy a nickocha pana Boga? bo tylko mai* wiarę wuftach.wflowach, nic w uczynkach. Qui non amat DEUM, pejor efi diabolo, i i a foks no aml DEUVi,quia non polej} mu? DEL M ,Sed Homo ciempnjfii mars DEUM,et non mat, pej&r efi diabolo. Kto nickocha Pana Boga, gorfzy iefl od diabla, dia. boi nickocha Pana Boga,bo nicmoie kochać P: Boga, ■Ic człowiek mog*c kochać Pana Boga, .a nie kocha , Pana Boga, gorfzy od diabla. . Qnod makirr.um incetlo predfgiuml boc tentem, quia bomines oksic babentet a D EO, & ’ per 1K * P/cmfza y per DEUM, ekifientes fub n.omlnstćffnDi, fub Jwnd. injemlijuh cetfrniute in ternim rilijwfi totprcęftita benefieia,quihes illis no potut DEUS conferre majora, cum nonpojfm de mitu po tent i DElfui per dium liberariBEUM, ad. h ec non amant DEUM, boc mtklma mlraculum . Który Cud mywiękfźy w Mkbie? ten icdtn, żc ludztc w rzy Oko maizcc od Boga, y przez Pana Boga. zoftatącc Pod flrafzney śmiertelności graominemi rod nieznośnym pieklą nicfltor.czoncgo pożarem, Pod firauliwcy wieczności terminem,po tak wielu falkach odebranych, nad które Bog nicmogl im oddaćwiękfzych, choć wiedz* żc fi- nicpotrafi* z U ‘whmocncy Ręki Bozkiey przez innego cliberowac 80^, Przecie nie kochaj* pana Boga ; Tc 'w Niebienaywiękfzc Cuda. EXPRESSIA. Serdcczncy przeciwko Panu Bogu w Troycy Jedynemu miłości. Omifości, Omitościj Omifosci. O niepojęta miłości, O niezmierzona miłości,O nie wyrażona miłości, O Boże Oyczc, 0 Boże Synu, O B. że Dudni Święty, Aa 0 Pr/e. Hilarion Falęcki, Wojsko serdecznych nowo rekrutowanych na większą chwałę Boską afektów, 1739. Strony druga i trzecia.  W iednym Herbie trzy Herby X1ĘZNIE Nieba dały KRZYZ z Xi£ZYCEM y GWIAZDĄ gdy ofiarowały. Lecz mc darmo dane tych trzech Herbów znaki, W nich fię bowiem zawiera Twoy Tytuł troiaki Przy Kawalcrdtim KRZYZU HETMAŃSKIE Buławy, A w XięZYCU X1AZ§CEY wfchod jaioieic ftawy, Scnatorikim ORDEREM z pereł wykrzcfzona , Lub też jaibych cnot św iatłem GWIAZDA zapalona. Emblemat na odwrocie karty tytułowej wiersza ofiarowanego Franciszce z Wiśniowieckich Radziwiłłowej, wojewodzinie trockiej, hetmanowej polnej Wielkiego Księstwa Litewskiego. 1737.  BALON 1 Gdzie bystrym tylko Orzeł polotem Pierzchliwe pogania ptaki, A gniewny Jowisz ognistym grotem Powietrzne przeszywa szlaki, Niezwykłych ludzi zuchwała para, Zwalczywszy natury prawa, Wznawia tor klęską sławny Ikara 2 I na podniebiu już stawa. Nabrzmiały kruszców zgorzałych duchem,3 Krąg lekkiej przodkuje łodzi, Los dla niej rudlem, nici łańcuchem, Z wiatrami za pasy chodzi. Już im te złotą wyniosłe pychą Mocarskich siedlisk ogromy W gruzów nikczemnych potrząskę lichą Wzrok przeistoczył poziomy.4 Król, Wódz, Senator, kmieć pracowity, Czy rządzi, czy ryje ziemię, W błahych się zlepkach czołga ukryty, Jak drobne robaczków plemię. W strumyk dziecinnym palcem na stole Z kilku kropel zakreślony, BALON 1 Wiersz powstał z okazji lotu balonem, jaki odbył Blanchard w Warszawie w maju 1789 r. ! Ikar (mit. grec.) — syn Dedala, wraz z ojcem postanowił uciec z Labiryntu na Krecie do ojczyzny na skrzydłach z piór spojonych woskiem. Kiedy szybował nad morzem i zbytnio zbliżył się do słońca, wosk się roztopił, a Ikar wpadł do morza. 3 	Nabrzmiały kruszców zgorzałych duchem — tj. gazem, którym napełniono balon. <W gruzów nikczemnych potrząskę lichą wzrok przeistoczył poziomy - — z wysokości balonu ziemia wydaje się znacznie mniejsza i wygląda jak rozsypany gruz. 1111 — Poezje... 161  Ledwo się sączy na tym padole Nurt szumnej Wisły, zmieniony. Gminie, ku rzadkiej zbiegły zabawce, Jakież ci cuda mózg kryśli? Ty sobie roisz czary, latawce 5: Filozof inaczej myśli. Choć cię Natura troistym grodzi Ze stali murów opasem, Rozum człowieczy wszędy przechodzi, Niezłomny, pracą i czasem. Tymi on wsparty, bory wędrowne 6 Burzliwym morzom poruczył, Wydarł z otchłani kruszce kosztowne I skakać głazy nauczył.7 Zbywają dzikiej mocy żywioły Pod jego dzielnym rozkazem, Leniwe woda opuszcza doły,8 A góry ścielą się płazem. Tego się styru w pogodnej porze Gdy ujął mężny Sarmata, Choć go opuścił i wiatr, i zorze, Już wolniej sobie polata. Wszystko zwyciężysz, Łódko szlachetna, Na ciosy przeciwne twarda; Statek twój sława uwieczni świetna Chlubniej niż podróż Blancharda. 5 latawiec — czart, bies, szatan. 6 bory wędrowne — statki (zbudowane z drewna). J skakać głazy nauczył — mowa o skałach wysadzanych przy pomocy prochu. * woda opuszcza doły — mowa o pompie wydobywającej wodę z ziemi. 162 CHUDY LITERAT Któż się nad tym zadziwi, że wiek jeszcze głupi? Rzadko kto czyta księgi, rzadko je kto kupi. S. W.1 — A cóż to, mój uczono-chudy mości panie? Już to temu dwa roki, jak w jednym żupanie I w jednej kurcie widzę literackie boki? Sława twoja okryła ziemię i obłoki, Że cię miały w kolebce muzy mlekiem poić; A z niej, widzę, że trudno i sukni wykroić. Nie pytam, jak tam twój stół i mieszkanie ma się? Podobno przy gnojowym blisko gdzieś Parnasie 2 Apollo ci swym duchem czczy żołądek puszy, Szeląga nie masz w wacku 3 a długów po uszy. Z tym wszystkim pod pismami twymi prasy jęczą, Ledwo cię pochwałami ludzie nie zamęczą, Żeś ozdoba narodu, pszczółka pełna plonu Cukrowego, pieszczota, oczko Helikonu 4, Kwiatek, perła, kanarek, słońce polskiej ziemi... — Przestań mię, miły bracie, szarpać żarty swemi. Mam dosyć ukarania, wszystkom stracił marnie, Żem się na mecenasy spuścił i drukarnie. Te ostatni grosz za druk z kalety 5 wygonią, Tamci dość nagrodzili, kiedy się pokłonią. Niepokupny dziś rozum; trzeba wszystko strawić, Kto go chce na papierze przed światem objawić. Pełno skarg, że się gnuśny Polak pisać leni, A nie masz, kto by ściągnął rękę do kieszeni. Nie masz owych skutecznych ze złota pobudek; Więcej szalbierz zyskuje albo lada dudek, Co pankom nadskakiwa lub co śmiesznie powi, Bo on za swe rzemiosło podarunki łowi, CHUDY LITERAT 1 Cytatu i kryptonimu nie udało się ustalić. SParnas — zob. s. 108, przyp. 12. 9 wacek — skórzany woreczek na pieniądze. 4 Helikon — zob. s. 73, przyp. 7. 5 k a 1 e t a — zob. wacek. 163  A ty, biedny, swe pisma, opłaciwszy druki, Albo spal, albo rozdaj gdzie miedzy nieuki, Żeby z nich mogła imość, gdy przyjedzie Jacek Ze szkoły, czym podłożyć z rodzeńkami placek. Wolałbym się był lepiej bawić maryjaszem6. Chodziłbym, jak pan Pamfil7, z oprawnym pałaszem, Kołpak by mi łysinę soboli nakrywał, A ryś spod brandebury 8 bujny połyskiwał, To mi-to kunszt zyskowny: często w jednej chwili Człowiek się pod pieniędzmi ledwie nie uchyli, A czego nie wypisze przez rok, ni wyczyta, Jedna mu da fortunę w kartach faworyta. Mój zaś bożek Apollo za usługi krwawe Dał mi w nagrodę szkapsko, Pegaza 9, włogawe 10, Który nie z jednym pono, jak się często zdarza, Na popas do świętego zabłądził Łazarza.11 Ostatnie to rzemiosło, co prócz sławy kęsa, Nic nie daje autorom ni chleba, ni mięsa, I żyć każe sposobem prawdziwie uczonem: Wodę łykać, a wiatrem żyć z chamaleonem 12. Gdybyć to kupowano księgi! Toby przecie Człowiek jaką łachmanę zawiesił na grzbiecie. Każdy chce darmo zyskać: już bym mu ustąpił Rozumu, byle tylko za papier nie skąpił. Lecz w naszym kraju jeszcze ten dzień nie za[ś]witał, Żeby kto w domu pisma pożyteczne czytał. Jeden drugiego gani, że czas darmo trawi. Mówi szlachcic: „Czemu ksiądz księgą się nie bawi? Jemu każe powinność na to się wysilać, By nauką i pismem zdrowym lud zasilać, Jemu za chleb w ojczyźnie prędszy i obfity Tą posługą zawdzięczać 13 Rzeczypospolitej. # maryjasz (mariasz) — rodzaj gry w karty. 7 P a m f i 1 — walet treflowy, tu: określenie karciarza. 8 brandebura — rodzaj wierzchniego okrycia męskiego. 9 P e g a z — zob. s. 108, przyp. 12. 10 włogawy — kulawy. Udo święteg o... Łazarza — do szpitala, do przytułku dla ubogich. 12chamaleon (kameleon) — płaz śródziemnomorski; łatwo zmienia ubarwienie, żywi się owadami. 18 	zawdzięczać — tu: wywdzięczać się. 164  Alboż mu to o żonce z dziećmi myślić trzeba?" A ksiądz: „Toć szlachcie sobie sam nie robi chleba. Sto pługów na jednego pasibrzucha ryje. Pewnie się on za dobro pospolite bije? Nie uziębnie na mrozie, na deszczu nie zmoknie, Siedzi w zimie przy ogniu, a w lecie przy oknie, Gadając z panem Żydem,' kto w karczmie nocował, Wiele śledzi wyprzedał, wódki wyszynkował. Mógłby też co przeczytać, a z odętym pyskiem Nie być tylko szlachcicem herbem i nazwiskiem. Osobliwie, że mu się nie chce panem bratem Być prostym, ale posłem albo deputatem 14. Niepięknie to, że sędzia nie zna prawa wcale, Chociaż jaśnie wielmożnym bywa w trybunale, Ani ów poseł z wielką przyjeżdża zaletą, Co tylko na podatki głośne ryknie veto-, Niestraszny też to u mnie taki podkomorzy, Co na hipotenuzę 15 -wielki pysk otworzy, A co ma sprzeczne z sobą rozmierzać granice, Ledwie zna nieboraczek cerkiel i tablice." Tak się oni spierają; po staremu przecie, I ten, i ów nie wiedzą nic o Bożym świecie. Każdy mówi, iż nie ma czasu do czytania, Każdy się swą zabawą 16 od książki zasłania. Chłop ma co robić w polu, a rzemieślnik w mieście, Mnich zabawny swym chorem lub chodzi po kweście, Ksiądz..., lecz ja nie chcę z takim państwem mieć poswarki Kupiec łokcia17 pilnuje lub zwiedza jarmarki, Palestrant18 gmerze w kartach, co je strzygą mole, Szlachcic pali tabakę lub łyka przy stole, Dworaczek piętą wierci, żołnierz myśli, kędy Karmnik z wieprzem, syr w koszu, a z kurami grzędy, Pan suszy mózg nad tuzem 19 i wymyśla mody, 14 deputat — tu w znaczeniu: członek trybunału. 15hipotenuza — termin matematyczny; chodzi tu w ogóle o podstawowe wiadomości z geometrii. 16 zabawa — zajęcie, stąd: zabawny — zajęty. 17 łokieć — tu: miara długości. 18 palestrant — członek palestry, tzn. prawnik. 19 suszy mózg nad tuzem — gra w karty; tuz — as w kartach. 165  Kobieta u zwierciadła, póki służy młody Wiek, siedzi, a gdy starsze przywędrują lata, Cudzą sławę nabożnym językiem umiata, Stary duma, jak mu grosz jeden sto urodzi, Młokos wiatry ugania i białą płeć zwodzi, A z tej liczby zabawnych, można mówić śmiele, Chłopi tylko a kupcy są obywatele. Słyszałem ja, gdy pewny szlachcic do Warszawy Przybył dla pewnej ze swym proboszczem rozprawy, Który go za wytyczne 20 wyklął z kazalnicy, Ujrzał sklepik z księgami na Farskiej ulicy. Dziad je jakiś przedawał. Spytał na przechodzie: ,,A nie wyszło też jakie dzieło w nowej modzie, Bym je zawiózł dla dzieci? Dobrze to nawiasem I samemu przy piwku co przeczytać czasem. Teraz jest świat uczony; daj Boże, poczciwy Żeby był, a poprzestał już wyrabiać dziwy!" „Mam — odpowie staruszek — i różnych, i wiele. Są Kazania na święta i wszystkie niedziele..." „Zachowaj [je] dla księży, mój bracie, boć lepiej Z karty dobrze powiedzieć, niż co drugi klepi, Diabeł wie co, z pamięci na święconym drzewie, A tego, co powiada, sam i słuchacz nie wie..." „Mam wydanego teraz niedawno Tacyta..." 21 „Niech go sobie sam miły pan autor przeczyta! Nie masz tam nic śmiesznego, to pisarz pogański.” „Więc wacpan racz dla śmiechu kupić Sejm szatański'22..." „To pewnie po radomskiej co nastąpił radzie?..." 23 „Ej, nie; tu w czarnej siedząc Lucyper gromadzie Słucha biesów, aby mu rachunek oddali, Wiele ludzi po świecie pooszukiwali, 20 wytyczne — dziesięcina. 21 wydaneg o... niedawno Tacyta — mowa o pierwszym tomie Dziel wszystkich Tacyta, wydanego w 1772 r. w przekładzie Naruszewicza; Publius Cornelius Tacitus (ok. 55—120) — historyk rzymski. 22 Sejm szatański — mowa o staropolskiej sowizdrzalskiej satyrze obyczajowej wydanej dwukrotnie w XVIII w. pt. Sejm piekielny albo Popis wszystkich złych duchów piekielnych przed książęciem Lucyperem, panem i dziedzicem całego pieklą, co klóren z nich tylko zrobił i uczynił na świecie. 23 po radomskie j... nastąpił radzie — aluzja do sejmu, który odbył się w Warszawie pod węzłem konfederacji radomskiej w latach 1767—68. 166  Wiele niewierny patron 24 spraw wygra niesłusznych, Wiele ktoś nawyłudza złotówek zadusznych, Wiele łez pan wyciśnie z poddanych okrutny, Wiele biesów naliczy szuler bałamutny, Wiele plotek po mniszkach, próżności po damach, Obietnicy u panów, a łgarstwa po kramach../' „To coś bardzo strasznego..." „Owoż arcyśliczna Książka, co tytuł Przyjaźń ma patryjotyczna 25..." „Musi to być szalbierstwo; teraz patryjotą Ten tylko, co do siebie zewsząd garnie złoto, Miłość dobra ojczyzny w księgach tylko stoi; Każdy Się w sobie kocha i o siebie boi, Żeby mu kordon jakiej nie zagarnął wioski, Waląc w reszcie na króla i winy, i troski.'' „Są Wiersze...” ,,To błazeństwo!'' „Są też Polskie dzieje'29...'' ..Bodajbyście wisieli na haku, złodzieje! Żeście, w wieczne swój naród podając pośmiechy, Powyrzucali z kronik i Wendy, i Lechy../' „A O gospodarstwie też będzie wziąć co wola?..." „I bez książek pszenicę rodzi moja rola". „To O rządzie Europy?..." „A mnie bies to po tern, Jakim się cudze sprawy wiją kołowrotem. Ja wiem, że u nas sejmik będzie na Gromnicę, A jarmark na Łucyją świętą, męczennicę. — Nie baj, miły staruszku; trzeba dla mej pani Dryjakwi 27, co od Złotej noszą Węgrzy Bani. Dwa razy tylko była mi w Warszawie, alić Nie może, biedna, spazmów od siebie oddalić..." „Takie rzeczy w aptekach..." „Więc przecie, mój bracie, Drukowane jej w sklepie opisanie macie..." „Cóż więcej?..." „Kalendarza...". „A jakiego?" „Co by 24 niewierny patron — oszukańczy adwokat. 25 Przyjaż ń... patryjotyczna — mowa o książce Przyjaźń patryjotyczna, w której się podają sposoby niezawodne do uczynienia ludzi cnotliwszymi i lepszymi obywatelami. Z francuskiego po polsku wytłumaczona przez A[dolIa] Kjamieńskiego], Warszawa 1772. 26 Polskie dzieje — mowa zapewne o pracy F. A. Schmidta Dzieje Królestwa Polskiego, krótko lat porządkiem opisane, przełożone z francuskiego przez Jana Albertrandiego, Warszawa 1766. 27dry]akiew (driakiew) — lekarstwo złożone z różnych składników, także: plaster, maść. 167  Uczył, czy będą u nas i jakie choroby W tym roku, jeśli pokój, czy będziem mieć wojnę, Czy głód, czy urodzaje obaczemy hojne...” „Jest mały kalendarzyk...” „Ten to zdrajca, który Poodzierał szlacheckie nazwiska ze skóry, Co nigdy nie napisał, aż mię serce boli, Łubom za przywilejem wendeński podstoli28; Będę się, chyba że mię śmierć ze świata zdejmie, Publicznie protestował, za wzgardę, na sejmie, By mi go zerwać przyszło...” Tak po targu sprzecznym, Dawszy tynfa 29 rudego z mieczem obosiecznym, Poniósł biblijotekę na ładunek głowy: Receptę do dryjakwi i kalendarz nowy. Owoż masz literata! Niejeden to taki, Co woli w domu czytać szpargał lada jaki Lub zbijać tylko grosze, by je pan syn stracił, Niż gdyby rozum pięknym czytaniem zbogacił. Więc jako też kto czyta, tak potym i prawi: Pali Euksyn 30, na piaskach papierowe stawi Okręty, bohaterów na powietrzne sadzi Wozy i przez obłoki gryfami prowadzi, Zamienia ludzi, w wilcze przyodziawszy skóry, Nosi baby na łyse przez kominy góry, Widzi Abla z Kainem na miesięcznej zorze 31 I solone syreny prowadzi przez morze. Mądrego nic nie pytaj. Lecz to gorzej szkodzi, Że, co czynim, o srogie szwanki nas przywodzi. Jednym gnuśne stępiło umysł próżnowanie, Drugi rozum i serce utopił we dzbanie, ów się tylko pieniactwem szarga, a z sąsiady Ustawicznie o lada zagon wszczyna zwady. 8 * * * * * * * *i8 wendeński podstoli — godność czysto tytularna, województwo wendeńskie, część Inflant, odpadło od Polski już w 1660 r. na mocy traktatu oliwskiego. £9 t y n f lub t y m f — drobna moneta srebrna zwana tak od nazwiska Andrzeja Tympfa, mincarza Jana Kazimierza. 80 p a 1 i Euksyn... — aluzja do powieści fantastycznych; Euksyn — Morze Czarne, gryf — mityczne zwierzę przedstawiane jako lew o przednich łapach, skrzydłach i głowie orła. Ilia miesięcznej zorze — w księżycowym blasku. 168 Ten, pańskiej pachołkując dumie i zawiści, Zwodzi, kłamie, namawia, a nuż co skorzyści, Istny płód Proteusza 32, gotów dla mamony Temu, co go wprzód zdradził, niskie bić pokłony, Tamten całe swe szczęście na kartach zakłada Lub lata po wizytach i obiady zjada. Pełno ludzi zabawnych: zdaje się, coś robi Każdy i do usług się oj czyzny sposobi, Lecz kiedy jedno ciało zrobisz z tej gromady, Ni serca do czynności, ni mózgu do rady. Drugi gadać nie umie, bo i cóż on powie? Nic nie czytał, nie myślił, same wiatry w głowie Albo pycha szalona, że swe antenaty 33 Od trojańskiego jeszcze zasięga Achaty 34 I, siedząc nad herbarzem z nosem osiodłanem, Pochycha 35, że pan przodek jego był hetmanem. Dziękuję-ć, myśli zacna, z czyjej to pobudki Berła muzolubnego dobroczynne skutki Kalendarz tegoroczny przy końcu objawił, •Jakim który swój dowcip pismem autor wsławił. A nuż w tych litanijach i moje ramoty Obaczywszy kto, rzuci z ciekawości złoty. Tak się przynamniej człowiek na zimę ogarnie, Przestaną go ze skóry odzierać drukarnie. Przestanie kiedyż tedyż być uczonym golcem, Wkroczywszy w ścisłą przyjaźń z księdzem Bohomolcem.36 32Proteusz — bóstwo morskie, posiadał dar przepowiadania przyszłości i zdolność przekształcania się w różne postacie; w przenośni — człowiek 0 zmiennych poglądach. 83 antenat — przodek. U Achat (A chatę s) — wierny towarzysz Eneasza z Eneidy Wergiliusza. 35 pochychać — śmiać się ukradkiem, tu; radośnie. 36 Wkroczywszy w ścisłą przyjaźń z księdzem Bohom ol c e m — aluzaja do faktu, że Bohomolec był kierownikiem drukarni nadwornej (dawniej jezuickiej) i wydał w r. 1778 Dzieła Naruszewicza. 169  REDUTY1 Minął stary mięsopust 2, minęły ostatki, Pozamykać kazali księża mięśne jatki; Śledzie tylko a stokfisz 3 wzywa do pokuty. Cóż to, czy się i w poście nie kończą reduty?! Groza, zemsta, zgorszenie, grzech nieodpuszczony! — Wołaj, ojcze Pafnucy, co garła, z ambony! Pełno masek po mieście, że zaledwo prawie Trzecia część w bałamutnej nie chodzi Warszawie. Gdzie stąpisz, to twarz obca 4; rzadki człowiek, co by ,• Rodowitej maszkarą nie ukrywał doby, A w czym stan, przyrodzenie 5 i wiek jego płaci, Wyrytej twórczą ręką trzymał się postaci. Chudoba 6 się w przepysznych złotogłowach pisze, Głupcom się filozofskie z brody bielą wiszę 7, Białki 8 siedzą na koniach, a co chłop, to baba: Serca pasz 9, statku mało 10, myśl i ręka słaba, Starcy się przedzierżgnęli w dzikie Pantalony n, Z młokosów Arlekini12 z lisimi ogony, Na księżach Bachusowe 13 porośli jagody: Nosy jak Winogrady, brzuchy gdyby kłody. Płochość, duma, interes bal tu wieczny dają — Skacze Polak na jednej nodze, obcy grają. Owo świat się przewrócił, czy też ludzie na niem? Jak widzę, wkrótce innym stworzeniem się staniem. REDUTY 1 reduty — publiczne bale maskowe. 2 mięsopust — karnawał. 8 	stokfisz — dorsz. 4 o b c a — cudza, tj. nieprawdziwa, pod maską. * przyrodzenie — tu: położenie. 8 chudoba — biedota. 7 w i s z e — wisiory, loki, pukle wiszące. 8 białka — kobieta. 9 serca pasz — nie ma serca. 10 statek — stateczność. llPantalon — jedna z typowych postaci włoskiej komedii dell'arte, zakochany starzec. 12 Arlekin — błazen, pajac, postać z komedii delTarte, przedstawiająca sprytnego służącego. 18 Bachus — bożek wina i zabawy. 170 Nie trzeba szukać Cyrki14 w bajecznym Homerze, Co twarz rozumną w nieme zamieniała zwierze, Chcesz widzieć pełne źwierza różnego obory, Przebież nasze ratusze, pobożne klasztory, Odwiedź izby sądowe, przedniejsze urzędy...; Pod czapki sobolimi i pod rewerendy Ujrzysz dziwy, a wołaj, padszy na kolana: „Woły, osły i wszystko bydło, chwalcie Pana!" Śmiejesz się, miły Wałku, i słysząc te mowy, Myślisz pono, że mi się kręci wpośrzód głowy Mózg zagrzany konewką, lub żem, filut stary, Ciarlatańskie 15 wdział sobie na nos okulary? Tak ci to prawdę łają za ostre zaczepki: „Upił się, czy mu w głowie nie dostaje klepki?" Zdrowym jest, dzięki niebu, na duszy i ciele! Przyznał to mój jurysta 16 w Oculi niedzielę 17, Gdym fałszował dokument, że rękę od drżączki Mam wolną do skrobania, a łeb od gorączki. Ba, owszem, i na dowód oczywisty, że cię Nie łudzę, staniem oto na bliskim tu trecie 18f Gdzie się różne ulice krzyżując, prowadzą Do zamku i do fary, bo tu się gromadzą Najliczniej redutnicy, aby w każdej chwili Boga, króla, przyjaciół obłudą zwodzili. Obaczyć tam najwięcej, w barwianym pozorze, Hipokrytów w kościele, a zdrajców na dworze. Owoż masz! Jedzie w modnej jegomość karocy, Ma parę takich na dzień, a jedną do nocy. Co za przepych na koniach, co za szór i siatki!19 Mógłby za nie wyżywić i żonę, i dziatki 14 C y r k a (K i r k e) — w mit. grec. nimfa, słynna czarodziejka zamieszkała na wyspie A jaja na Morzu Adriatyckim. Wg Odysei Homera więziła u siebie powracającego spod Troi Odyseusza wraz z towarzyszami, których zamieniła w wieprze, a potem, przymuszona przez bohatera, przywróciła im postać ludzką. 15 ciarlataóski — szarlatański. 18 jurysta — prawnik. 17 Oculi niedziela — trzecia niedziela Wielkiego Postu. 18 tret — chodnik, trotuar. 19 szór i siatki — część uprzęży i ozdobnego pokrycia konia. 171  Niejeden biedny rolnik, co się długo pocił, By pan gnuśny z łez jego grżbiet szkapi ozłocił. Wygląda, by święta kość 20 w kryształowej skrzynie; Po sukniach, ekwipażu i po hojnej minie Powiedziałbyś, że to pan. — Istnać to gołota Kryje się wśrzód jedwabiu i jasnego złota. Zostawił ci mu ociec, smażywiecheć 21 szczery, Jedząc chleb za pieczyste, rzodkiew za selery, Kilka włości obszernych, jak testament pisze, Teraz się przy nim tylko został klucz Hołysze, Wioseczka Pożyczanka z karczmą Nieoddajem. Reszta poszła, chwalebnym świstaków 22 zwyczajem, Na oferty miłosne, na smaczne obiady, Na fabryki rozkoszne z podchlebców porady, Na dwór z łuszczybochenków nikczemnych złożony. Jeździł, nie wiedzieć po co, raz do Barcelony, Dwakr-oć do Włoch; dwa razy i Londyn, i Bernę 23 Odwiedził, skąd nam jedną przywiózł ficygemę 24 Z kilką modnych wachlarzów. Wionęły pieniądze, Pycha tylko została i niesforne żądze, Jak by dawną utrzymać choć w nędzy figurę. — Zaledwie mu dłużnicy nie obedrą skórę. Nie masz kupca, patrona i klauzury mniszej, Lub kędy utajony kapitalik dyszy, Zęby go nie wymodlił, wypłakał, wymęczył, Czy mu kto leda łajdę 25 i błazna nastręczył, Ze ma sumkę z szachrajstwa długiego nabytą, Czy piwkiem robi sobie zysk i akwawitą 26, Wnet doń posły wyprawia o jej pożyczenie, Zawinąwszy w papierek honor i sumnienie. Teraz u kominiarza stu talerów szuka, U stróża wziął dwanaście, dziesięć ii hajduka 27, **0 święta kość — relikwia. 21 smażywiecheć — skąpiec, sknera. 22 świstak — lekkoduch. 23 Berna (właśc. Berno) — miasto w Szwajcarii. 24ficygerna — elegantka. 25 ł a j d a — łajdak. 26akwawita — okowita, wódka. 27 	hajduk — służący. 172  Dziesięć z płaczem wycisnął, co pod Świętym Janem Przedaje baba krupy, siedząc pod straganem. Ten, co był wczoraj u nas czy ongi, zda mi się, Jego to spod delii Żyd przetrząsał rysie, Lokaj nosił komodę z angielskim stolikiem, Rajfura28 jakiś tacę i kubek z imbrykiem, Murzyn pierścień machlował29, a w galony 30 modnie Szachowane wisiały na ulicy spodnie. Szedł krawiec, a nie wiedząc zażalony, co rzec, Westchnął nabożnie: „Tenże to wisi proporzec, Com go uszył niedawno hrabi jegomości?'' Chciał go drągiem do diabła poszarpać ze złości, By respekt nie oddalił zuchwalstwo niezbożne, Że to przecie powłoki są jaśniewielmożne. Czym jeździ, w co się stroi, gdzie mieszka, czym płaci, Cudze to są nabytki, jąjc owa w postaci Nadobnych się piór kawka próżną chlubą jeży. Ano, gdyby tu każdy do swojej łupieży Rękę ściągnął: szewc zerwał niepłatne trzewiki, Kupiec porwał za suknie, szmuklerz za guziki, Włoch czuprynę znienacka nabawił napaści, Że mu z pudrem pachnącej nie zapłacił maści, Więc i drudzy dłużnicy poczęli się srożyć, Można by go, jak świątka, na ołtarzu złożyć, Że światowych marności nie chcąc dalej zażyć, Dał się z pana odartus zupełnie obnażyć. Jeden sposób ratować nikczemne bankruty (Wszak w jednej chodzą sforze chciwość i rozrzuty): Mąć prawa, zniżaj lichwy, zdzieraj wszystko gwałtem; Przydą-ć z cudzej chudoby pieniądze ryczałtem 31. Najlepiej kiełby chwytać, pomąciwszy wody. Łotr złotem, wilk połyska szercią 32 z cudzej szkody. Znowu się nadmiesz pierzem, gołoto obrzydła, Wyrwawszy polskim ptakom i ogon, i skrzydła. 28 rajfura — stręczyciel. 29 machlować — kupczyć potajemnie. 80 galon — naszywka, lamówka. 81 ryczałtem — sowicie, z zyskiem. 32 s z e r ć — sierść. 173  Najpewniejszy to sposób do wszystkiego mienia: Chciwość, przemoc bez kary, rozum bez sumienia. Czy widzisz, jako za nim buczny 33 junatk czesze 34, Mars z oczu 35, jak ze skałki, skry wojenne krzesze, Strach mu po lewej ręce, a rozbój po prawej; Pewnie się do walecznej zabiera rozprawy. Dał parol pod Marymont 36, ni ustąpi kęsa, Póki się przeciwnego nie narąbie mięsa. Sierdzisty to bohatyr i niezwyciężony! Widziałem, kiedy błotem z dachu gonił wrony, Żyd mu z drogi ustąpił; a jak ciął bułatem 37, Sto głów spadło pokrzywnych pod jego palcatem 38. Jedną krysę od konwi nosi — znak pijaczy, Drugą wziął, gdy włosienie rwał z ogona klaczy. Kawaler też nie lada; gdy koń pod nim stąpię, Łydki mu się kołacą, jak na żerdzi kąpie 39; Siedzi na nim, by ów ptak wrono-popielaty, Co szczeciste w korycie ujeżdża bachmaty 40. Mina gęsta, a serce..., chyba przyjdzie kiedy Bezbronne na sejmiku uganiać czeredy Albo krzesać szabelką na ulicy, póki Z runtem kozozaciężnym nie nadejdą kruki 41. Przy kuflu za ojczyznę łba nadstawia chutnie 42, Gotów umrzeć. A czemu? Że mu nikt nie utnie. Słyszysz, Marsie maskowy, jakie czynią trwogi Huczne kotły nakoło i miedziane rogi? Już Tatarzyn w granicę puścił swe zagony, Wsie pali, zdziera domy, gwałci młode żony! 88 buczny — butny, nadęty, chełpliwy. 34 czesze — tj. pędzi. 85 Mars z oczu — Mars w mit. rzym. bóg wojny, tu: w przenośni — groźne spojrzenie. 88 Dał parol pod Marymont — przyrzekł, że stawi się na pojedynek. Marymont, ongiś wieś pod Warszawą, gdzie odbywały się pojedynki, dziś jedna z warszawskich dzielnic. 87 b u ł a t — szabla. 88 palcat — kij, pałka. 89 kąpie — szynki. 40 bachmat — koń tatarski, tu: szczeciste bachmaty — świnie. 41 p ó k i... nie nadejdą kruki — póki ne nadejdzie straż nocna i kruk — pachołek ze straży. 42 chutnie — chętnie. 174 Czas ruszać, siodłaj konie, bierz się do szyszaka! Lecz ty pono z pozoru tylko hajdamaka 43: Zachorzałeś, ledwo cię widać pod drylichy Albo dyszysz ukryty miedzy bure mnichy. Przyszło ci się w karmniku zgniłym życiem bawić, Gdy za kraj i monarchę trzeba pierś nadstawić. Zrzuć tę larwę 44, nieboże! Lepiej się umieści Kapij 45 na twojej głowie lub kornet niewieści — Oddaj dzikim Sarmatom kiryś 46 i przyłbicę; Były pod ich szabliskiem nietknięte granice, Kiedy zgodni, porządni, twardo wychowani, Miłośnicy swych królów i wierni poddani, Bez ślifów i oliwek 47, choć w prostym paklaku 48f Panowali od źrzódeł Dniepru do Krępaku 49. A to co za parada wali niezliczona? Jest to pierwszy minister króla Faraona 50. Idzie z pocieszną wieścią do pana, iż więcej Pobił dusiów 51 w Warszawie niźli sto tysięcy. Tu wiecznej plac potyczki, jak Chocim i Żwaniec, Gdzie się zawsze z Polaki ucierał pohaniec 52. Ma nasza młódź waleczna, ciągnąc z każdej strony, Moc kruszcowych rekrutów na karciane gony 53. Już się też ich przebrało. Za grenadyjery Dukaty wprzód stawały i mężne tal ery, Teraz tylko złotówki, przecież je zaciąga, Wkrótce nie będzie widać na placu szeląga. Kmiecie, Żydy, przekupnie, kupców, miast mieszkance, Wszystkie-cheśmy złupili na takie wybrańce. Choć srodze marnotrawiąc krajowe dostatki, Wrzeszczemy, kiedy przyjdzie mowa o podatki. 43 hajdamaka — zawadiaka. 44 larwa — maska. 45 kapij — kapturek. 48 	kiryś (kirys) — zbroja na piersi. 47 oliwki — ozdobne guziki. 48 paklak — suknia z prostego sukna. 49 K r ą p a k — tu: Karpaty. 50 Faraon — hazardowa gra w karty. 51 d u s i e — dukaty. 52 pohaniec — poganin, Turek. 53 g o n y — tu: zapasy, turnieje. 175  Nie widziałeś takiego, jako żyw, widoku: Ten, co kijem uprząta ciekawego tłoku, Piorąc zawadne chłopy ze drwami i słomą, Jest to dworu ministra Pamfil majordomo 54. Za nim po amazońsku wysmukłe, jak lalki, Piątki, szóstki, dziewiątki, ósemki i kraiki 55. Toż tryszaki 56, kwindecze, karczmy, pancerole I lombry i trysety walą w raźnym kole, Niżniki 57 za lokajów, sążeniste asy Z długimi za karetą stoją szabełtasy 58. Kinal 59 siedzi na koźle, a od złota rzędne Ciągną zwycięski rydwan dwa tuzy żołędne. Pozad pełno hałastry nadwornego znaku, Nędza bosa, bez czapki, w odartym kubraku, Brudne przeklęctwo, rozpacz z czołem w ziemię wrytym, Zwada z bindą 60 na głowie, a okiem podbitym; W jedwabnych rękawiczkach złodzieje i zdrajcę, Podłość w burce, a kłamstwo w mienionej kitajce 61, Na koniec strata czasu, kredytu i sławy, Gotowa od dłużników uskrobać 62 z Warszawy. Owoż się na ulicy słodko z mnichem wita I w szkaplerz go całuje: jest to hipokryta, Jaki mógł być na świecie; że księdza Dryganta 63 Często winkiem podsycił, obił predykanta 64, Utopił dwie czarownic, a wierzy w upiory, Gmin mu za życia świętych wyrządza honory. Bodaj tymże, co postać, myśl chodziła tokiem, Oczy nie szły za niebem, ręce za tłomokiem! Słyszałem, jako sypie na klasztor jałmużny, 84 Pamfil majordomo — walet treflowy, marszałek dworu. 85 kraiki'— damy w kartach. 56 tryszaki, kwindecze, karczmy... lombre i trysety — rodzaje gier karcianych; pancerola — szóstka pikowa. 57 niżnik — walet. 58 szabełtas — płaska torba. 69 k i n a 1 — walet kierowy lub treflowy. 60 b i n d a — opatrunek, bandaż. 61 kitajka — tkanina jedwabna, tafta. 62 uskrobać — uciec. 68 Drygant — nazwisko znaczące; drygant — bałamut. 64 predykant — kaznodzieja protestancki. 176 PIEŚNI sobiespiewane i KONSTANCYI * R Y K O W ; BEN1SŁAWSKIEY STOLNIKOWEY ”'^ S T W A JNFLANTSKIEGO ZA NALEGANIEM PRZYJACIÓŁ Z CIENIA W1EYSKIEGO Na Jaśki a, WYDANE w WILNIE. W Dkukarni J. K. Mci AKAn*MicKi*r. Roku i 7 7 & Konstancja Benisławska, Pieśni sobie śpiewane, 1776. Karta tytułowa.  ZEBRANIE ■M. r tai 7*rMk WIERSZ OPISOW .=. żyi^cych Lub naizego wieku zefzlych P I Ś A N Y C H TO M PIATY. w.WARSZAWIE w Drutami J, K. Mci ’y Rzeczypofpolitey XX, Scholarum . : Pśarum Rotu 1756. Ł Zebranie rytmów przez wierszopisów żyjących lub naszego wieku zeszłych pisanych. Tom piąty. 1756. Karta tytułowa. (Obejmuje utwory Józefa Epifaniego Minasowicza.)  A drźwi każe zamykać, będąc kupcom dłużny. Na jednych liczy gałkach procent i pacierze, Dziesięć zdrowych 65, a od sum po piętnaście bierze. Szarga sławę bliźniego zaraz po koronce 66f Gorszy się, a sam w cudzej kwerenduje żonce 67. Piątek suszył o grzankach, pił jak byk w niedzielę, W wieczór był na Nalewkach 68, a rano w kościele. I to mym zdaniem idzie pan maska nie lada, Co się być przyjacielem każdemu powiada. Ogon węgorzy w ręku, wietrznik na stodole, Bocian lata miłośnik, słodki kwas w rosole. Ni ciepły, ani zimny; na dzień kilka razy Odmienia się, jak owe u Włochów obrazy: Co mu głowę wywrócisz, to twarz zawsze ina, Gdzie była pierwej broda, tam leży czupryna. Chwalca cnoty, u kogo tuczne sosy zjada, Jutro nań u innego stołu opak gada. Rękę ściska, gazetne w ucho baśni kladnie, Maca, aż co z języka biednemu wypadnie, A z tym lecąc, pędziwiatr, od kąta do kąta, Mniemanym przyjacielstwem serca ludzkie pląta. Potrząsa charakterem 69, jak Żyd starym fantem. Wczoraj był rojalistą, dziś republikantem. Słowa mu na dwór ciekły, jako z pełnej beczki; Dziś chwali: jezuickiej chce mu się wioseczki. Napisał panegiryk, a gdy się zawiedzie, Krzyknie: „Nie masz tu zasług" i do Włoch pojedzie. Miły chamaleonie 70, co do jednej skóry Lgnie kolor czarny z białym, z granatowym bury, Bądź mi nieprzyjacielem oczewistym raczej, Nie będę patrzał na cię, niż trzymał inaczej. Nie podlewaj mi cukrem mąki na pół plewnej: Lepszy nad słodką zdradę nieprzyjaciel pewny, 65 dziesięć zdrowych — dziesięć Zdrowaś Marlo. «8 koronka — różaniec. 87 kwerenduje żonce — zaleca się do cudzej żony.. 88 N a 1 e w k i — dzielnica znana w Warszawie stanisławowskiej z domów publicznych. 89 potrząsa charakterem — zmienia poglądy. 70chamaleon — zob. s. 164, przyp. 12. 1212 — Poezje... 177 \ Lepsze nad obustronny ołów stalne harty 71; Wpadłem w [dół] słomą kryty, minąłem otwarty. Idź z Bogiem, zwodna masko, a daj miejsce drugij! Owoż jedzie madama romelskimi cugi 72. L'abbe 73 siedzi na przedzie, na bal musi spieszyć. Właśnie w szczęśliwym kraju jest się z czego cieszyć! Dzięki tobie, płci słodka, że nie czujem przędę, Jako nas z każdej strony łos przeciwny gniecie. Śmiech serca opanował sardoński 74: przy zgonie Cieszym się. Brzęczy mucha, kiedy w miodzie tonie. Zdjąwszy z berła strach kary i cnoty ochronę, Bierzem z niego płochości z nieczulstwem zasłonę, Jakby promień słoneczny mógł blaskiem połudnym Strzelać dzielnie, zakryty chmur płaszczykiem brudnym. Z łaski waszej na nowo mamy świat stworzony. Gdy w pierwszej niewinności spólne były żony, Żaden się nie obawiał, że wilk kozy dusi. W cieniu z duszkami swymi leżeli pastusi. Wstyd jest karą sumnienia; u nas go niewiele, Nałóg z występków cnoty porobił modele. Wy nas mądrym bawicie często świegotaniem, Gładząc umysł sarmacki różnych znajdowaniem Rozrywek i mód przednich: jak pieskliwie 75 śpiewać, Kształtne dobrać guziki, raźne szaty wdziewać, Udawać na teatrach i zwykać 76 powoli, Że nas zdrajcą, szalbierzem, gnuśnym być nie boli. I tyle czucia mamy na ojczyste zgony Jak ten, co z teatralnej wychodzi zasłony, Udawszy bajkę obcą, więcej łzy nie kanie 77: W równych względach u niego Polska i Trojanie. Już dziś nie słychać kotłów i chrapliwej miedzi; My tańczym, biją w bębny ogromni sąsiedzi. 71 stalne harty — stal hartowna. 72romelskie cugi — zaprząg z koni rumelskich (pochodzących z Rumelii, która ongiś obejmowała część Macedonii i Trację na Bałkanach). 73 I'a b b e — ksiądz. 74 śmieć h... sardoński — sardoniczny, drwiący. 75 pieskliwie — zob. s. 147, przyp. 4. 76 z w y k a ć — tu: uczyć się, przyzwyczajać się do tego, że... 77 nie kanie — nie uroni (od czas. kanąć: kapnąć). 178 Tam Mars, u nas Wenera. Rzadko widzieć, aby Który z młodzi szlachetnej końskie cisnął schaby. Rozpieszczone ciałeczko utłacza karety, Fartuch u niej chorągwią, proporcem kornety. Lecz widzą, że przeczekać tej parady trudno. Napasłeś wzrok i umysł procesyją nudną, Miły Wałku! Czas siodłać konie, a do domu Spieszyć dla siania hreczki, choć diabeł wie komu.  IGNACY KRASICKI (1735—1801) Poeta, prozaik, dramatopisarz, tłumacz. DO KRÓLA 1 Im wyżej, tym widoczniej; chwale lub naganie Podpadają królowie, najjaśniejszy panie! Satyra prawdą mówi, względów się wyrzeka. Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka. Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne 2, Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę. Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem? To niedobrze; krew pańska jest zaszczyt przed gminem3, Kto się w zamku urodził, niech ten w zamku siedzi; Z tegoć powodu nasi szczęśliwi sąsiedzi. Bo natura na rządczych pokoleniach 4 zna się: Inszym powietrzem żywi, inszą strawą pasie. Stąd rozum bez nauki, stąd biegłość bez pracy; Mądrzy, rządni, wspaniali, mocarze, junacy — Wszystko im łatwo idzie; a chociażby który Odstrychnął się na moment od swojej natury, Znowu się do niej wróci a dobrym koniecznie DO KRÓLA 1 Adresatem satyry jest król Stanisław August Poniatowski, ale przedmiot jej stanowi opinia konserwatywnego ogółu szlacheckiego niechętnego dla osoby króla i jego polityki. 2 baczne — rozsądne. 3 g m i n — mowa o gminie szlacheckim, czyli masie szlacheckiej. 4rządcze pokolenia — dynastie królewskie. 180 Być musi i szacownym w potomności wiecznie. Bo od czegóż poeci? Skarb królewstwa drogi5, Rodzaj możny w aplauzy, w słowa nieubogi, Rodzaj, co umie znaleźć, czego i nie było, A co jest, a niedobrze, żeby się przyćmiło, I w to oni potrafią; stąd też jak na smyczy Szedł chwalca za chwalonym, zysk niosąc w zdobyczy, A choć który fałsz postrzegł, kompana nie zdradził; Ten gardził, ale płacił, ów śmiał się, lecz kadził. Tyś królem, czemu nie ja? Mówiąc między nami, Ja się nie będę chwalił, ale przymiotami Niezłymi się zaszczycam. Jestem Polak rodem, A do tego i szlachcic, a choćbym i miodem Szynkowa! tak jak niegdyś ów bartnik w Kruszwicy 8, Czemuż bym nie mógł osieść na twojej stolicy? Jesteś królem — byłeś przedtem mości panem; To grzech nieodpuszczony. Każdy, który stanem Przedtem się z tobą równał, a teraz czcić musi, Nim powie: .najjaśniejszy", pierwej się zakrztusi; I choć się przyzwyczaił, przecież go to łechce: " Usty cię czci, a sercem szanować cię nie chce. I ma słuszne przyczyny. Wszak w Lacedemonie 7 Zawżdy siedział Tesalczyk na Likurga tronie, Greki archontów 8 swoich od Rzymianów brali, Rzymianie dyktatorów9 od Greków przyzwali; Zgoła, byleby nie swój, choćby i pobłądził, Zawżdy to lepiej było, kiedy cudzy rządził. Czyń, co możesz, i dziełmi sąsiadów zadziwiaj, Szczep nauki, wznoś handel i kraj uszczęśliwiaj — Choć wiedzą, chociaż czują, żeś jest tronu godny, Nie masz chrztu, co by zmazał twój grzech pierworodny. 5 drogi — tj. bogaty. fl bartnik w Kruszwicy — Piast. 7Lacedemonia — Sparta; Tesalczyk — mieszkaniec Tesalii, jednej z krain starożytnej Grecjij Likurg — półlegendarny prawodawca państwowego ustroju spartańskiego. 8archontowie — najwyżsi urzędnicy w Atenach wybierani na przeciąg roku. 9 	dyktator — w starożytnym Rzymie republikańskim nadzwyczajny urzędnik obdarzony pełnią władzy na okres 6 miesięcy w czasie wielkiego niebezpieczeństwa. 181  Skąd powstał na Michała ów spisek zdradziecki? 10 11
Stąd tylko, że król Michał zwał się Wiszniowiecki. Do Jana, że Sobieski, naród nie przywyka, Król Stanisław dług płaci za pana stolnika n. Czujesz to — i ja czuję; więc się już nie troszczę, Pozwalam ci być królem, tronu nie zazdroszczę. Źle to więc, żeś jest Polak; źle, żeś nie przychodzień; To gorsza (luboć, prawda, poprawiasz się co dzień) — Przecież muszę wymówić, wybacz, że nie pieszczę — Powiem więc bez ogródki: oto młodyś jeszcze. Pięknież to, gdy na tronie sędziwość się mieści; Tyś nań wstąpił mający lat tylko trzydzieści12, Bez siwizny, bez zmarszczków: zakał13 to nie lada. Wszak siwizna zwyczajnie talenta posiada, Wszak w zmarszczkach rozum mieszka, a gdzie broda siwa, Tam wszelka doskonałość zwyczajnie przebywa. Nie byłeś, prawda, winien temu, żeś nie stary; Młodość, czerstwość i rześkość piękneż to przywary, Przecież są przywarami. Aleś się poprawił: Już cię tron z naszej łaski siwizny nabawił. Poczekaj tylko, jeśli zstarzeć ci się damy, Jak cię tylko w zgrzybiałym wieku oglądamy, Będziem krzyczeć na starych, dlatego żeś stary. To już trzy, com ci w oczy wyrzucił, przywary. A czwarta jaka będzie, miłościwy panie? O sposobie rządzenia niedobre masz zdanie. Król nie człowiek. To prawda, a ty nie wiesz o tym; Wszystko ci się coś marzy o tym wieku złotym. Nie wierz bajkom! Bądź takim, jacy byli drudzy. Po co tobie przyjaciół? Niech cię wielbią słudzy. 10 na Michała ów spisek zdradziecki — mowa o konfederacji szczebrzeszyńskiej zawiązanej 24 XI 1672 pod przewodnictwem hetmana Sobieskiego przeciw królowi Michałowi w odpowiedzi na poczynania uczestników konfederacji, zawiązanej w październiku tegoż roku przez pospolite ruszenie przy królu. 11 za pana stolnika — Stanisław August, zanim został królem, był w latach 1755—64 stolnikiem litewskim. 12 mający lat tylko trzydzieści — Stanisław August wstępując na tron w 1764 r. liczył 32 lata. 18 zakał — wada. 182  Chcesz, aby cię kochali? Niech się raczej boją. Cóżeś zyskał dobrocią, łagodnością twoją? Zdzieraj, a będziesz możnym, gnęb, a będziesz wielkim; Tak się wsławisz a przeciw nawałnościom wszelkim Trwale się ubezpieczysz. Nie chcesz? Tymci gorzej; Przypadać będą na cię niefortuny 14 sporzej. Zniesiesz mężnie — cierpże z tym myślenia sposobem; Wolę ja być Krezusem 15 aniżeli Jobem. Świadczysz, a na złe idą dobrodziejstwa twoje. Czemuż świadczysz, z dobroci gdy masz niepokoje? Bolejesz na niewdzięczność — alboż ci rzecz tajna, Ze to w płacy za łaski moneta zwyczajna? Po co nie brać szafunku starostw 16, gdy dawano? Po tymci tylko w Polszczę króle poznawano, A zagrzane wspaniałą miłością ojczyzny, Kochały patryjoty dawcę królewszczyzny. Księgi lubisz i w ludziach kochasz się uczonych; I to źle. Porzuć mędrków zabałamuconych. Żaden się naród księgą w moc nie przysposobił: Mądry prze dysputo wał, ale głupi pobił. Ten, co niegdyś potrafił floty duńskie chwytać — Król Wizimierz 17 — nie umiał pisać ani czytać. Waszej królewskiej mości nie przeprę, jak widzę, W tym się popraw przynajmniej, o co ja się wstydzę. Dobroć serca monarchom wcale nie przystoi: To mi to król, co go się każdy człowiek boi, To mi król, co jak wspojźrzy, do serca przeniknie. Kiedy lud do dobroci rządzących przywyknie, Bryka, mości wy królu, wzgląd wspacznie obróci18: Zły, gdy kontent, powolny, kiedy się zasmuci. 14 niefortuna — niepowodzenie, nieszczęście. 15 K r e z u s (VI w. p.n.e.) — ostatni król Lidii w Azji Mniejszej, słynny z bogactw. Job (Hiob) — postać biblijna, uosobienie ideału poddania się woli Bożej. 16 nie brać szafunku starostw — aluzja do rozdawnictwa starostw, które stanowiły podstawę dochodu skarbu państwa. Na sejmie 1775 r. król zrzekł się prawa rozdawnictwa starostw. 17 Król Wizimierz — legendarny król polski, syn Lecha, zwycięzca floty duńskiej. 18 wzgląd wspacznie obróci — względy zrozumie opacznie. 183  Nie moje to jest zdanie, lecz przez rozum bystry Dawno tak osądziły przezorne ministry: Wiedzą oni (a czegóż ministry nie wiedzą?), Przy sterze ustawicznie, gdy pracują, siedzą, Dociekli, na czym sekret zawisł panujących. Z tych więc powodów, umysł wskroś przenikających, Nie trzeba, mości królu, mieć łagodne serce: Zwycięż się, zgaś ten ogień i zatłum w iskierce! Żeś dohry, gorszysz wszystkich, jak o tobie słyszę, I ja się z ciebie gorszę i satyry piszę; Bądź złym, a zaraz kładąc twe cnoty na szalę, Za to, żeś się poprawił, i ja cię pochwalę. PIJAŃSTWO „Skąd idziesz?" „Ledwo chodzę." „Słabyś?" „I jak jeszcze. Wszak wiesz, że się ja nigdy zbytecznie nie pieszczę, Ale mi zbyt dokucza ból głowy okrutny." „Pewnieś wczoraj był wesół, dlategoś dziś smutny. Przejdzie ból, powiedzże mi, proszę, jak to było? Po smacznym, mówią, kąsku i wodę pić miło." „Oj, niemiło, mój bracie! bogdaj z tym przysłowiem Przepadł, co go wymyślił; jak było, opowiem. Upiłem się onegdaj dla imienin żony; Nie żal mi tego było. Dzień ten obchodzony Musiał być uroczyście. Dobrego sąsiada Nieźle czasem podpoić; jejmość była rada, Wina mieliśmy dosyć, a że dobre było, Cieszyliśmy się pięknie i nieźle się piło. Trwała uczta do świtu. W południe się budzę, Cięży głowa jak ołów, krztuszę się i nudzę Jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący. Jakoś koło apteczki2 przeszedłem niechcący, PIJAŃSTWO 1 nudzę — cierpię na nudności. 2 apteczka — izdebka albo schowanko w domach szlacheckich na ko* rżenie kuchenne, spirytualia i lekarstwa domowe. 184 Hanyżek 3 mnie zaleciał, trochę nie zawadzi. Napiłem się więc trochę, aczej 4 to poradzi: Nudno przecie. Ja znowu, już mi raźniej było, Wtem dwóch z uczty wczorajszej kompanów przybyło. Jakże nie poczęstować, gdy kto w dom przychodzi? Jak częstować, a nie pić? i to się nie godzi; Więc ja znowu do wódki, wypiłem niechcący: Omne trinum perfectum,5 bo trunek gorący Dobry jest na żołądek. Jakoż w punkcie 6 zdrowy, Ustały i nudności, ustał i ból głowy. Zdrów i wesół wychodzę z moimi kompany, Wtem obiad zastaliśmy już przygotowany. Siadamy. Chwali trzeźwość pan Jędrzej, my za nim. Bogdaj to wstrzemięźliwość, pijatykę ganim, A tymczasem butelka nietykana stoi. Pan Wojciech, co się bardzo niestrawności boi, Po szynce, cośmy jedli, trochę wina radzi: Kieliszek jeden, drugi zdrowiu nie zawadzi, A zwłaszcza kiedy wino wytrawione, czyste. Przystajem na takowe prawdy oczywiste. Idą zatem dyskursa tonem statystycznym 7 O miłości ojczyzny, o dobru publicznym, O wspaniałych projektach, mężnym animuszu; . Kopiem góry 8 dla srebra i złota w Olkuszu, Odbieramy Inflanty 9 i państwa multańskie 10, Liczemy owe sumy neapolitańskie n, ** hanyżek — wódka anyżówka. 4 a c z e j — a może. 5 O m m n e trinum perfectum — przysłowie łacińskie: każda trójca tworzy doskonałość. 8 	w punkcie — natychmiast. J ton statystyczny — od statysta: mąż stanu, polityk. 8 góry — kopalnie. 9 Inflanty — kraj nadbałtycki. Na mocy pokoju w Oliwie (1660) część Inflent przypadła Szwecji, a reszta przy pierwszym (1772) rozbiorze przeszła do Rosji. 10 państwa multańskie — Mołdawia i Wołoszczyzna, księstwa naddunajskie, zhołdowane za Władysława Jagiełły; Polska utraciła nad nimi wpływy od początków XVII w. na rzecz Turcji. 11 sumy neapolitańskie — 430 tys. dukatów neapolitańskich, które królowa Bona pożyczyła królowi hiszpańskiemu i neapolhańskiemu, Filipowi II. Sumy te nigdy nie zostały odzyskane. 185  Reformujemy państwo, wojny nowe zwodzim, Tych bijem wstępnym bojem, z tamtymi się godzim, A butelka nieznacznie jakoś się wysusza. Przyszła druga; a gdy nas żarliwość porusza, Pełni pociech, że wszyscy przeciwnicy legli, Trzeciej, czwartej i piątej aniśmy postrzegli. Poszła szósta i siódma, za nimi dziesiąta, Naówczas, gdy nas miłość ojczyzny zaprząta, Pan Jędrzej, przypomniawszy żórawińskie klęskilz, Nuż w płacz nad królem Janem: »Król Jan był zwycięski!« Krzyczy Wojciech: »Nieprawda!« A pan Jędrzej płacze. Ja gdy ich chcę pogodzić i rzeczy tłumaczę, Pan Wojciech mi przymówił: »Słyszysz, waść« 12 13 — mi rzecze. »Jak to waść! Nauczę cię rozumu, człowieczej On do mnie, ja do niego, rwiemy się zajadli, Trzyma Jędrzej, na wrzaski służący przypadli, Nie wiem, jalk tam skończyli zwadę naszą wielką, Ale to wiem i czuję, żem wziął w łeb butelką. Bogdaj w piekło przepadło obrzydłe pijaństwo! Cóż w nim? Tylko niezdrowie, zwady, grubijaństwo. Oto profit: nudności i guzy, i plastry.” „Dobrze mówisz, podłej to zabawa hałastry, Brzydzi się nim człek prawy, jako rzeczą sprosną: Z niego zwady, obmowy nieprzystojne rosną, Pamięć się przez nie traci, rozumu użycie, Zdrowie się nadweręża i ukraca życie. Patrz na człeka, którego ujęła moc trunku, Człowiekiem jest z pozoru, lecz w zwierząt gatunku Godzien się mieścić, kiedy rozsądek zaleje I w kontr naturze postać bydlęcą przywdzieje. Jeśli niebios zdarzenie wino ludziom dało Na to, aby użyciem swoim orzeźwiało, 12 żórawińskie klęski — traktat w Zurawnie zawarty z Turcję w 1676 r. przez króla Jana III zapewniał wprawdzie pokój na południowych kresach Rzeczypospolitej, ale pozostawiał w rękach tureckich znaczną część Ukrainy, zdobytą przez Turcję w poprzednich latach. 13 w a ś ć — skrócona forma „wasza miłość". „Waść" używano w stosunku do mieszczan i drobnej szlachty, stąd lekceważący odcień tego zwrotu. 186  Użycie darów bożych powinno być w mierze. Zawstydza pijanice nierozumne zwierzę, Potępiają bydlęta niewstrzymałość naszą, Trunkiem według potrzeby gdy pragnienie gaszą, Nie biorą nad potrzebę; człek, co nimi gardzi, Gorzej od nich gdy działa, podlejszy tym bardziej. Mniejsza guzy i plastry, to zapłata zbrodni, Większej kary, obelgi takowi są godni, Co w dzikim zaślepieniu występni i zdrożni, Rozum, ktÓTy człowieka od bydlęcia rożni, Smią za lada przyczyną przytępiać lub tracić. Jakiż zysk taką szkodę potrafi zapłacić? Jaka korzyść tak wielką utratę nadgrodzi? Zła to radość, mój bracie, po której żal chodzi. Ci, co się na takowe nie udają zbytki, Patrz, jakie swej trzeźwości odnoszą pożytki: Zdrowie czerstwe, myśl u nich wesoła i wolna, Moc i raźność niezwykła i do pracy zdolna, Majętność w dobrym stanie, gospodarstwo rządne, Dostatek na wydatki potrzebnie rozsądne: Te są wstrzemięźliwości zaszczyty, pobudki, Te są." „Bądź zdrów!" „Gdzież idziesz?" "Napiję się wódki." ZONA MODNA „A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił, Winszuję, panie Piętrzę, żeś się już ożenił." „Bóg zapłać.” „Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz, Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz? Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?" „Nie ze wszystkim; luboć to zazwyczaj tak bywa, Pierwsze czasy cukrowe." „Toś pewnie w goryczy?" „Jeszczeć!" „Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy! Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy, Co to swoich małżonek uniżeni słudzy, Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani, A jejmość tylko w domu rządczyna i pani. Pewnie może i twoja?" „Ma talenta śliczne: 187  KTrri J/-włV» tn, »Mam, mościa dobrodziejko.« »Masz waćpan stangreta?« »Wszak nas wiezie.« »To furman. Trzeba od parady Mieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiady Możesz wćpan ustąpić.« »Dobry.« »Skąd?« »Podda'ny.« »To musi być zapewne nieoszacowany, Musi dobrze przypiekać reczusżki, łazanki, Do gustu pani wojskiej, panhy podstolanki. Ustąp go waćpan; przyjmą pana Matyjasza, Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza.18 A pasztetnik?« »Umiałci i pasztety robić.« »Wierz mi waćpan, jeżeli mamy się sposobić Do uczciwego życia, weżże ludzi zgodnych, Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych, Trzeba i cukiernika. Serwis zwierściadlany14 Masz waćpan i figurki piękne z porcelany?« »Nie mam.« »Jak to być może? Ale już rozumiem I lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem, Domyślam się. Na wety zastawiają półki,15 Tam w pięknych piramidach krajanki, gomółki, Tatarskie ziele16 w cukrze, imbier chiński w miodzie, Zaś ku większej pociesze razem i wygodzie W ładunkach bibułowych kmin kandyzowany.17 A na wierzchu toruński piernik pozłacany. Szlkoda mówić, to pięknie ,wybornie i grzecznie, Ale wybacz mi waćpan, że się stawię sprzecznie. Jam niegodna tych parad, takiej wspaniałości.« Zmilczałem, wolno było żartować jejmości. Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety; »A pfe, mospanie; parkan, czemu nie sztakiety? 18« Wysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka; Odepchnęła starego szafarza Franciszka, 1* kiermasz — odpust. 14 	serwis zwierściadlany — bogata zastawa porcelanowa i kryształowa. 16 na wety zastawiają półki — na deser. Tam, gdzie stoły były wąskie, ustawiano koło stołów stołki, na których podawano słodycze. 18 tatarskie ziele — tatarak. 17 W ładunkach bibułowych kmin kandyzowany — kmin obsmażony w cukrze podawano w tutkach z kolorowego papieru. 18 sztakiety — sztachety. 190  Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi. »To nasz ksiiądz pleban!* »Kłaniam.« Zmarszczył się dobrodziej. »Gdzie sala?« »Tu jadamy.« »Kto widział tak jadać! Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać.« Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła, A klucznica natychmiast ze strachu uciekła. Jam został. Idziem dalej. »Tu pokój sypialny.« »A pokój do ba!wiemia?« »Tam gdzie i jadalny.* »To być nigdy nie może! A gabinet?« »Dalej. Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali.« »Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów. Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów, Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych, Dla panien pokojowych, dla służebnic płatnych. A ogród?19« »Są kwatery z bukszpanu, l;igustru.« »Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru. To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki, Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki, Tu kiosk 20, a tu meczecik, holenderskie wanny, Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny.21 Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki, Belwederek 22 maleńki, klateczki na ptaszki, A tu słowik miłośnie szczebioce do ucha, Synagorlica jęczy, a gołąbek grucha, A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy Nad nieszczęściem Pameli 23 albo Heloisy...« Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać, 19 A ogród? — aluzja do rozpowszechnionej mody zakładania ogrodów bądź w stylu francuskim, odznaczających się symetrią i sztucznością, bądź w stylu angielskim, który miał naśladować dziką naturę. Ogrody o zabarwieniu sentymentalno-rokokowym miały swoiste cechy, jak altanki, belwederki, świątynie itp. 20 kiosk — altanka. 21 kościół Dyjanny — powilon ogrodowy w kształcie śwątyni greckiej; Dyjanna — Diana. 22 belwederek — budynek na wzniesieniu z rozległym widokiem na okolice. a m e 1 a — tytułowa bohaterka sentymentalnego romansu angielskiego pisarza Samuela Richardsona. Heloiza — bohaterka głośnej powieści Jana Jakuba Rousseau Nowa Heloiza. 191  Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać, Uciekłem. Jejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy, Trzy sztafety 24 w tygodniu poszło do Warszawy; W dwa tygodnie już domu i poznać nie można. Jejmość w planty 25 obfita, a w dziełach przemożna, Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare, Dała sufit26, a na nim Wenery ofiarę. Już alkowa złocona w sypialnym pokoju, Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju. Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury, A nowym dziełem kunsztu i architektury Z półek szafy mahoni 27, w nich książek bez liku, A wszystko po francusku; globus na stoliku, Buduar szklni się złotem, pełno porcelany, Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany. Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace, A ja w kącie, nieborak, jak płaczę, tak płaczę. To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście, Wykwintne kawalery i modne imoście, Bal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka, Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka, Pan adiutant wypija moje staTe wino, A jejmość, w kącie szepcąc z panią starościną, Kiedy się ja uwijam jako jaki sługa, Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga. Po wieczerzy fejerwerk.28 Goście patrzą z sali; Wpadł szmermel29 między gumna, stodoła się pali. Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę, A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze. Powracam zmordowany od pogorzeliska, Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska. Siedzą goście, a coraz więcej ich przybywa, 24 sztafeta — posłaniec konny. 25 p 1 a n t a — plan, pomysł. 20 dała sufit — aluzja do nowej mody, która polegała na zastępowaniu pułapu ozdobionego belkami sufitem malowanym, najczęściej w sceny zaczerpnięte z mitologii. 27 szafy mahoni — szafy mahoniowe. • 28 fajerwerk — sztuczne ognie. 29 szmermel — fajerwerk o wężykowatych skrętach. 192  Za świadectwem powainym w objawieniu JANA, Barankowi otwierać Xięgi, moc ieft dana. Twoy herbowny JUNOSZA dzielnieyfzey potęgi, Gdy wraz umie otwierać y ferca y Xięgi. ZBIÓR. Emblemat na odwrocie karty tytułowej Zebrania rytmów. (Przedstawia herb Junosza Józefa Andrzeja Załuskiego.)  ZABAWY PRZYIEMNE y POŻYTECZNE Z ROŻNYCH AUTOROW ZEBRAŃ E.  Jnvat immem orata fercntem Ingetmis oculifyue legi, tnanibufque teneri. HoratrEpifhL. 1.19. TOMU X- CZĘSC I. Za pozwoleniem Zwierzchności w WARSZAWIE 1774. Nakładem \1. Gkoi.la J.K.Mci Koniłuifaraa i Rih iopoli wMorywilu Num: 19, pod znakiem 1’oetow. „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne'', 1774. Karta tytułowa.  Przekładam zbytni ekspens, jejmość zapalczywa Z swoimi czterma wsiami odzywa się dwornie. »I osiem nie wystarczy « — przekładam pokornie. »To się wróćmy do miasta.« Zezwoliłem, jedziem; Już tu od kilku nii©dziel zbytkujem i siedziem. Już... ale dobrze mi tak, choć frasunek bodzie, Cóż mam czynić? Próżny żal, jak mówią, po szkodzie." PAN NIEWART SŁUGI „I wziął tylko pięćdziesiąt1.'' „Wieleż miał wziąć?" „Trzysta. Tak to z dobrego pana zły sługa korzysta." „A za cóż te pięćdziesiąt?" „Psa trącił." „Cóż z tego?" „Ale psa-faworyta jegomościnego." „Prawda, wielki kryminał, ale i plag wiele." „To łaska, że pięćdziesiąt." „I nieprzyjaciele Taką łaskę wyświadczą." „On najlepszy z panów, On sto plag nigdy nie dał." „Mów lepiej z tyranów, Co dom czynią katownią, a na płacz nieczuli, Z wnętrzności się człowieczych ku sługom wyzuli. Ten, co gdy był sam sługą, dobre miewał pany, Porzuciwszy niedawno podłe pasamany * 2, Co się niegdyś pokornie nazywał Maciejem, Dziś jest jaśnie wielmożnym mości dobrodziejem. Zza karety, gdzie stawał, przesiadł się w karetę, W mundur barwę 3 zamienił, a nader obfite Mając zacności swojej próby 4 oczewiste, I herb znalazł, i przodków, i panegirystę. Niech ziółko w krzaczek idzie, choćby w dąb urosło; Wolno igrać Fortunie, jej to jest rzemiosło; Cudotwoma, na krzesła przerabia warsztaty 5.” „Maciej chłop." „I cóż z tego? ale że bogaty, PAN NIEWART SŁUGI lpięćdziesigt — domyślnie: plag. ! passman — galonj tu: liberia. I 	barwa — tu: liberia sługi dworskiego. 4 p ró b a — dowód. 5 n a krzesła przerabia warsztaty — mowa o krzesłach senatorskich. 13 	— Poezje... 193  Madej szlachcic." „Niech będzie, ja nie chcę kaduka 6.” „Ale Maciej łakomy i złych zysków szuka; Nie pracą, lecz podejściem majętność pomnożył, Ale nie kładł, gdzie trzeba, wziął, gdzie wie położył, Ale Maciej niewdzięczny tym, u których służył, Ale Maciej bogactwa na złe tylko użył, Ale Maciej nieludzki — to satyra karze. Nie dba ona, kto w jakiej zostaje maszkarze 7, Odrzuca czczą wielmożność, a gdy z chłostą czeka, Nie szlachcica, nie chłopa śriga, lecz człowieka. Spi jegomość w południe, choć pracy nie użył, Nie śpi Marcin, noc całą i oka nie zmrużył. Wolno panom i nadto, zbytek im nie wadzi, Choć mało, nie godzi siię ubogiej czeladzi. Obudził się jegomość. Marcin, co czuł pilnie, Krząta się, chce, jak może, dogodzić usilnie, Nadaremne starania! Któż panom dogodzi? Jak legł, tak wstał niekontent jegomość dobrodziej, Wszystko mu nie do gustu, noc na kartach strawił, Wszystko źle; zgrał się wczoraj, klejnoty zastawił. Przyszedł kupiec z regestrem, termin przypomina, Trzeba oddać, a nie masz: sto plag dla Marcina! Płacze w kącie, więc krnąbrny po plagach się schował, Dali drugie w dwójnasób, za oo nie dziękował, Więc dziękuje, a płacze; opłonął 8 pan przecie I Marcin, że po drugich nie przyszły i trzecie. Katów waszych, nie panów, zjadłości igrzyska, Nędzni! bydlęta z pracy, a sługi z nazwiska. I płakać wam nie wolno, mówić jeszcze gorzej. Przyjdzie kara za słowem okrutna tym sporzej. Paweł skąpy na czeladź, na zbytki utratny 9, Za to, że od pół roka służący niepłatny Prosił go o posiłek, łaknący czas długi, Dał plag dwieście za strawne 10, a sto za zasługi. ■ kaduk — majątek pozostawiony bez testamentu i prawych spadkobier* ców lub dobra skonfiskowane wyrokiem sądu. 7 maszkara — maska, kostium. 8 oplonąć — ochłonąć. 9 utratny — rozrzutny. 10 strawne — wypłata służbie na wyżywienie. 194  Hojny pain! stema karze, a płaci dziesiątkiem. Nieźle zapomożony sługa takim wziątkiem Milczy, a widząc, że siię nie doprosi snadnie, Co widocznie nie zyskał, po cichu ukradnie. Zasmakuje rzemiosło, ażci złodziej w domu. Zaprawił się na małej kwocie po kryjomu, Pójdzie dalej; z początku trwożny i przelękły, Ośmieli się; już kłódki, już zawiasy pękły; Skradł skarbiec, zniknął z oczu, a odmienny stanem, Przez kradzież (jak to teraz) zostanie i panem." „A któż to teraz okradł?" ,,Nie odpowiem snadnie, Raczej pytaj, mój bracie, kto teraz nie kradnie. Stracił ten kunszt odrazę, przemyślnych oświeca n, Dla głupich, dla ubogich tylko szubienica; Inaczej o tych rzeczach świat mądry rozumie, Nie karzą, że kto okradł, lecz że kraść nie umie. Ale to nie o sługach. Zwyczajne u dworu Są stopnie:11  12 jedne zysku, a drugie honoru. Jaśnie wielmożny tyran, bożek okoliczny, Dla większej wspaniałości raczy mieć dwór liczny, Stąd wyższe urzędniki, niższe posługacze: Pan koniuszy, co bije, masztalerz, co płacze, Pan podskarbi, co kradnie, piwniczny, co zmyka, Sługa pieszy, dworzanin, co ma pacholika, Pokojowiec przez zaszczyt wspaniałemu sercu, A dlatego że szlachcic, bierze na kobiercu; Pan architekt, co planty bez skutku wymyśla, Pan doktor, co zabija, sekretarz, co zmyśla, Pan rachmistrz, co łże w liczbie, gumienny, co w mierze 13, Plenipotent, co w sądzie, komisarz 14, co bierze Więcej jeszcze, jak daje, a złodziejów mniejszych Kradnąc, sam jest użyty do usług ważniejszych; Łowczy, co je zwierzynę, a w polu nie bywa, 11 	oświeca — tu: nadaje blasku. H u dworu są stopnie' — mowa o dworze pańskim, gdzie obok dworzan pochodzenia szlacheckiego była służba pochodzenia plebejskiego. H gumienny, co w mierze — gumienny kontrolował miarę dostawianych lub wydzielanych z pańskiego spichrza plonów. 14 	komisarz — administrator. 195  Stary szafarz, co zawżdy panu potakiwa, Pan kapitan, co Żydów drze, kiedy się proszą, Żołnierze, co potrawy na stół w gale 15 noszą, Kapral, co więcej jeszcze kradnie niż dragani16, I dobosz, co pod okna capstrych tarabani, A kiedy do kościoła jedzie z gronem gości, Bije w dziurawy bęben werbel jegomości. Mają króle marszałków; co być królem może, Jak ma być bez marszałka? Gale i podrożę Szlachci dumny urzędnik, namiestnik powagi, Wicetyran. Bez niego i chłosty, i plagi Nie miałyby zaszczytu. On kary rozdawca, On rozrządziciel męczeństw, on katowni sprawca. A jak niegdyś przed rzymskim konsulem topory Niosły kar wykonacze, bezwzględne liktory17, Tak przed srogim marszałkiem sążniste pajuki18 Niosą skórom pamiętne boćkowskie kańczuki19. Wchodzi. Zewsząd jęczenia i płacze się wznoszą, Oprawcy gdy rozkazy srogie nędznym głoszą. Dom się wrzaskiem napełnia; płacz sług pana cieszy; Wspaniały jękiem nędznych, płaczem służnej rzeszy, Rzuca groźnym wspojźrzenaem nieszczęśliwe losy, Karmią słuch neronowski płaczliwe odgłosy; A w powszechnym nieszczęsnej czeladzi ucisku, Gdy przeklęstw, narzekania dań odnosi w zysku, Czuje, że pan, bo gnębi. Jestże usłużony? Bynajmniej, szczęścia tego nie znały Nerony. Służy wiernie, kto kocha, nie ma sług, kto dręczy, Niewolnik, co pod jarzmem obelżywym jęczy, Dźwiga ciężar w przeklęstwie na tego, co włożył. Klnie los, co się tym zjadlej dla niego nasrożył, Tym dotkliwszym, odjąwszy wolność, skarał stanem, Gdy kazał temu służyć, co niewart być panem." 15 	g a 1 a — uroczystość dworska. lSdragan — dragon; stary żołnierz, wiarus. U 1 i k t o r o w i e — w starożytnym Rzymie monarsza straż przyboczna najwyższych urzędników posiadających władzę cywilną i wojskową. 18 p a j u k — bogato ubrany służący. 19 boćkowskie kańczuki — nahajki wyrabiane w podlaskiej miejscowości Boćki. 196 PALINODIA 1 Na co pisać satyry? Choć się złe zbyt wzniosło, Przestańmy. Świat poprawiać — zuchwałe rzemiosło. Na złe szczerość wychodzi, prawda w oczy kole; Więc już łajać przestanę, a podchlebiać wolę. Których więc grzbiet niekiedy, mnie rozum nawrócił, Przystępujcież, filuty, nie będę was smucił. Ciesz się, Piętrzę, zamożny, ozdobny * 2 i sławny, Dobrym kunsztem urosłeś, nie złodziej, lecz sprawny, Nie szalbierzu, lecz dzielny umysłów badaczu, Nie zdrajco, ale z dobrej pory korzystaczu, Nie rozpustny, lecz w grzeczne krotofile płodny, Przystąp, Piętrzę, bezpiecznie, boś pochwały godny. Ciesz się, Pawle. Oszukać to kunszt doskonały, Tyś mistrz w kunszcie, więc winne odbieraj pochwały. Fraszka Machijawelów wykręty i sztuki,3 Przeniosłeś głębokością tak zacnej nauki Wytwomość przeszłych wieków. Uczniów ci przybywa, Winszuję ci, ojczyzno moja, bądź szczęśliwa. Janie zacny, coś ojców majętność utracił, Fraszka złoto, masz sławę, masz tych, coś zbogacił. Brzmi wdzięczność, milo słuchać, choćby i o głodzie. O szczęśliwa ojczyzno! szczęśliwy narodzie! Masz umysły wyborne, dusze heroiczne, Zewsząd wielkie przykłady, wspaniałe i liczne, Zewsząd... Po cóż te śmiechy? Niech Zoil 4 uwłacza, Niechaj zjadliwe pióro w żółci coraz macza, Nie przeprze. Ci, co satyr udali się drogą, Mszczą się na wielkich, że być wielkimi nie mogą. PALINODIA lpalinodia — grecka nazwa utworu rzekomo odwołującego wszystkie stawiane komuś zarzuty. 2 ozdobny — strojny. 3 Machijawelów wykręty i sztuki — Niccolo Machiavelli (1469—1527) polityk i historyk florencki. Uchodzi za wyraziciela poglądu, według którego władca dla osiągnięcia swych celów politycznych nie powinien liczyć się ze względami moralności. W potocznym rozumieniu machiawelizm oznacza politykę wykrętną, opartą na zręczności, chytrości i bezwzględności. 4 Z o i 1 — surowy, złośliwy krytyk literacki. Nazwa pochodzi od imienia pisarza greckiego z IV w p.n.e., krytyka Homera. 197  Ta pobudka, co bardziej niż żarliwość wzrusza, Wzbudziła Juwenala 5 i Horacyjusza, Kiedy pod pretekstami obyczajów zdrożnych Targali saę wśród Rzymu na jaśnie wielmożnych, Gdy szydzili z konsulów miimo ich topory, A co skarb (jak zazwyczaj) okradły kwestory 6, Choć nie kradli otwarcie, byli połajani. Augury 7, z charakteru chociaż poważani, Chociaż w mocy, w kredycie 8 bywali ustawnie, Choć ostrożnie grzeszyli, łajano ich jawnie. Nie wiedzieli prostacy, że oo lud obchodzi, Że co małym nie wolno, to wielkim się godzi, Nie chcieli raczej wiedzieć; a zajadłość wściekła, Skoro się w pierwsze stopnie zuchwale zaciekła, Nie patrząc na osoby, lecz ścigając zdrajcę, Z wśród kościoła, senatu brała winowajcę. Ale też z mody wyszli, mało je kto czyta, A co komu do tego, kto był hipokryta, Kiedy żył Juwenalis, na przymówki skory, Co stąd Persyjuszowi 9, że kradły kwestory? Żle czynił, że się na nie z satyrą ośmielił; Kto wie, milcząc czyby się z nimi nie podzielił. Jak naówczas tak teraz mało kogo wzrusza, Że augury gorszyły za Horacyjusza, To przywilej urzędu. Dumny a bogaty. Nie dla wróżki żył autor, ale dla intraty. Pretor 10 że w trybunale niekiedy pobłądził, Tym gorzej przegranemu; kto wygrał, osądził, Że pretor sprawiedliwy. A poeta za co •Juwenal — Decimus Iunius Iuvenalis, wybitny satyTyk rzymski z I w. n.e. • kwestor — urzędnik w starożytnym Rzymie, który zarządzał skarbem państwa. 7 Augury (Augurowie) — w starożytnym Rzymie kolegium kapłańskie, do którego zadań należało określenie woli bogów z lotu ptaków i zjawisk na niebie. Od wyniku wróżb uzależniano najważniejsze akty państwowe, stąd wysoka rancja społeczna augurów. Skredyt — tu wiara, zaufanie. 9 	Persyjusz — Aulus Persius Flaccus (34—62), satyryk rzymski z okresu cesarstwa. 10 	pretor — urzędnik w starożytnym Rzymie sprawujący władzę w sądownictwie cywilnym. 198  Głos podniósł? Nieźle milczeć, czasem za to płacą. Tak by nam czynić: ale łatwiej z paszczy wilczej Łup wyrwać niż dokaza ć, że poeta zmilczy. Wiąc gdy milczeć nie mogą, tak jak przedsięwziąłem, Każdego w szczególności, wszystkich chwalę współem. Jak Piotr, Paweł z osobna, mnogimi orszaki Przystępujcie szulery, oszusty, pijaki, Hipokryty, pieniacze; niech każdy przychodzi, Stratni11, skąpcy, filuci, i starzy, i młodzi, Zgoła kogom ukrzywdził; ile tylko zdołam, Przychodźcie, com niebacznie powiedział, odwołam. Do czegoś w polerownym tym wieku przywykła, Płci piękna, czyń krok pierwszy. Cóż wstyd? — Marność znikła 11 12. Co honor? — Mistrz dziwaczny i tyran ponury. Oswoiłyście cnotę, już innej natury: Zgodziła się z wdziękami, a co niegdyś dzika, Już pieszczotom niesprzeczna i modzie przywyka. Bogdaj ów czas szczęśliwy nigdy był nie mijał,13 Kiedy się król ze trzema stanami upijał! Nie byłoć, prawda, rządów, lecz było wesoło. Wróćcie się, dobre wieki, niech pogodne czoło Oznacza wnętrzsną radość. Trunek troski goi, Trunek serca orzeźwia, trwogę uspokoi I będziemy szczęśliwi. Dobrej chwile dawce, Bierzcie, co wam należy, chwałę, marnotrawcę; Dobroć serca w was mieszka, czynicie szczęśliwych, Na cóż ranę rozjątrzać w pismach uszczypliwych? Dusze słodkie, dość kary. Śmiech krótki, plącz trwały, Nie satyr, lecz pociechy godniście i chwały, Stracił Tomasz majętność, lecz kraj przyozdobił; Pałac został, tapicer na meblach zarobił. Przeniósł pysznym ogrodem Francuzy i Włochy, Nie miał, prawda, pszenicy, ale miał karczochy 14. 11 stratni — utracjusze. 12 znikła — nietrwała. Ubogdaj ów cza s... — aluzja do panowania Sasów, w szczególności Augusta II. 14 karczoch — roślina warzywna rozpowszechniona głównie we Francji i Włoszech; jej wegetacja wymaga dużego nasłonecznienia. 199  Zgoła pięknie z nim było. Żle z skąpymi wszędzie, Przecież i tych nie gańmy, a choć w zdrożnych rzędzie Górne miejsce trzymają, choć dzicy, nieczuli, Z wstydu, względów i cnoty chociaż się wyzuli, Przecież się czasem zdadzą. Płużne 15 te bydlęta Orzą, kto inny zbiera. Stąd hojne panięta, Co spasłe głodem ojców, na dowód wdzięczności Śmieją się z fundatorów swojej wspaniałości. Niech się śmieją do woli; równie to los dzieli, Przyjdzie czas, gdy się i z nich drudzy będą śmieli, Ja chwalę. W czym złe karty? Kto przegrał, ten gani. Ci, co do tego stanu nie są powołani, Próżno bluźnią. Że dobre, wypróbuję snadnie; Wojciech, ów sławny Wojciech, kiedy gra, nie kradnie. Niechby grał, niechby grali oszusty, matacze, Hipokryty, złodzieje, rozpustni, pieniacze, Mniej by było szkarady. Dwór? To źródło cnoty, Dwór cecha, gdzie się wielkie próbują przymioty, Dwór szkoła uczciwości, skarbnica poloru, Zgoła cokolwiek dobrze, to wszystko u ówotu: Więc grzeczne Sokratesy16, Platony dorodne, Pełne wdzięków Seneki, Cycerony modne, Solony manijerne 17, Epiktety sprawne, Tacyty żartobliwe, Katony zabawne U dworów się wylęgły; a nas, prostych, rzesza Na hołd tym wielkim duszom, zdziwiona, pospiesza, I ja biegnę za gminem, ile mogę zdołać. Lecz nie dosyć przeprosić, nie dosyć odwołać. Niechaj pozna świat cały z daleka i z bliska; Kiedym ganił, taiłem ganionych nazwiska. Chwalę, niech będą jawni... Rumieniec?... Nie chcecie? Zacny wstydzie! Osiadłeś na tych czołach przecie. Cóż czynić? Nieznajomych czy w dwójnasób sławić? Mówić? — czyli umilknąć? Taić? — czy objawić? / 15 płużne — pracujące ciężko, jak przy pługu. 15 Więc grzeczne Sokrates y... — określenia wymienionych filozofów, historyków i pisarzy starożytnych mają charakter ironiczny, lłmanłjerny — elegancki. 200 Milczą. Szacowna skromność zdobi wielkie dusze. Niechże sądzi potomność, a ja pióro kruszą. POCHWAŁA WIEKU „Lepiej teraz niż przedtem." „Dlaczego?" „Bo lepiej." „To dowód oczywisty." „Świat sią coraz krzepi. Nabrał z laty rozumu, a im bardziej stary, Tym dzielniej zeszły, co go szpeciły, przywary." „Ale dlaczego lepiej?" „Dlatego że byli Lepsze syny od ojców, co nas poprawili." „Więc zmyślał ów Horacy?" „Zmyślał." „Toć i wierzę." „Człowiek przedtem był prosty i dziki jak zwierzę, Dziś jest istność rozumna, ale jak rozumna! Z szkół, z obozu, z warsztatu, nawet i od gumna Wszystko tchnie wytwornością, wszystko się zwiększyło 1. Zgoła zawżdy dziś lepiej, niźli wczoraj było." „Ale przecież o świecie zła się wieść roznosi, Powiadają, że się coś popsuło u osi,*  1 2 Stąd już lato nie lato, a zima nie zima." „Bajki, powieści godne mamek lub pielgrzyma, Nawet i kalendarza; ale to ogólnie. ' Chcesz, abym lepszość naszą dowodził szczególnie?" „Zgoda." „Więc... ale skądże wywodzić pochwały, Na przykład pisma nasze — to oryginały. I choć czasem zdaje się, iż dawnych skradamy, Gdy im czyniem ten honor, wtenczas poprawiamy. Drzemał Homer niekiedy 3  * S — fraszka zadrzemanie, My nie drzemiem, ale śpiem, lecz to nasze spanie Roi sny, których różność, wdzięki i wspaniałość POCHWAŁA WIEKU 1 zwiększyć się — wydoskonalić się. 2coś się popsuło u osi — aluzje do rozpowszechnionych wówczas bałamutnych poglądów, jakoby kula ziemska odchylała się od swojej osi, co miało spowodować klęski żywiołowe. S 	drzemał Homerniekiedy — nawiązanie do słów Horacego z listu Do Pizonów (Sztuka poetycka): „Nawet i dobry Homer częstokroć zadrzymie" (przekł. F.K. Dmochowski), co oznacza, że i wybitny pisarz miewa potknięcia. 201  W samej treści zawiera wszystką doskonałość. Żółwim krokiem szły przedtem nauki kłopotne. My, orły wybujałe, orły bystrolotne, Wzbiwszy pod same nieba rozpostarte skrzydła, Z góry patrząc widziemy treści i prawidła. Darmo się matka rzeczy 4 z swym działaniem kryła — Bystrość nasza zakąty ciemne wyśledziła: Darmo wyrok najwyższy granice oznaczył — Przeszedł człek, zdarł zasłonę i jawnie obaczył, Co było wiekom tajno. Więc sędzię dobrani, Każdy, co jest, wychwala, a co było, gani, Przewraca dawnych mozół działania na nice, A rozpostarłszy bystre pojęcia granice, W taki się lot zapuszcza, iż można by myślić, Jak co lepiej wynaleźć alboli określić. Ten jest odgłos zbyt częsty, ale czyli bacznych 5, Czy prawdy głosicdelów, czy błędów dziwacznych, Niech ci sądzą, co myślą, a myślą, jak trzeba. Pamięć, bystrość, pojęcie są to dary nieba. Ale ten skarb dzierżących nie zawżdy bogaci, Użycie go powiększa, użycie go traci. Czytał Szymon, wie, co, jak i kiedy się działo, Lecz na tym zasadzony zbyt dumnie, zbyt śmiało, Czyli się w piśmie uda, do prozy, czy wierszy, Za siebie tylko patrzy i mniema, że pierwszy. Stąd wyroki i w stylu, i w zdaniach opacznych, Stąd nowe wynalazki systemów dziwacznych, Stąd starymi pogardza, innych mało ceni — Nie tak czynili, czynią prawdziwie uczeni. Wiek mało dla nauki, pomału przychodzi, Długo trzeba pracować, nim prace nadgrodzi, Ale też, choć niespieszna, obfita nadgroda. Co powie prawy mędrzec, wiek wiekowi poda. A te nasze światełka, co błyszczą dość jasno, Jak się w punkcie rozświecą, tak w punkcie i zgasną. Tłum mędrców; przedtem ledwo znaleźć było w tłumie. Czyż się nowe przymioty odkryły w rozumie? 4 maiki rzeczy — natura. 5 baczny — rozumny. 202  Czyli wspacznym. obrotem wrócił się wiek złoty? Czy świat dzielniejszą zyskał istność i obroty? Też same, co i pierwej, jest tak, jak i było, Lecz co się wszerz zyskało, wzgłąbsz 6 się utraciło. Poszła w handel nauka, kramnicą drukarnie, Głód kładzie pióro w ręku, zysk do pisma garnie. Mają dowcip na zbyciu w ten jarmark otwarty, Jak kramarze na łokcie, autory na karty, A że w handlu rzemiosło wkrada się łotrostwo, Stąd owe, co nas gnębi, ksiąg rozlicznych mnóstwo, W których rozum, naukę, dowcip, wy!nalazki Zastępuje druk, papier, pozłota, obrazki. Stąd, niby gazą kryte, wyrazy wszeteczne, Stąd fałsze modmym tonem, stąd bluźnierstwa grzeczne, Stąd owe nudne Muzy, a niezmiernie płodne, Stąd zbiory anekdotów czytania niegodne. Stąd — pod nazwiskiem żartów dowcipnych — po twarze, Bajki w rząd abecadła, stąd dykcyjonarze, Zgoła pisma niewarte nawet ksiąg nazwiska. O Fauście! 7 z twojej łaski druk głupstwa wyciska, Dałeś łatwość naukom, dowcipowi cechę, Ma świat, prawda, z przemysłu twojego pociechę, Lecz z tych skarbnic mądrości nieprzerachowanych Za jedno dobre pismo — sto głupstw drukowanych. Bajkami się lud bawi, drukarnia bogaci. Nim diabła Bohomolec dał w swojej postaci,8 Wieleż książek, powieści o strasznych poczwarach, O wróżkach, zabobonach, upierach i czarach Trwożyły nasze ojce. Ująwszy gromnice Palił ławnik z burmistrzem w rynku czarownice, Chcąc jednak pierwej dociec zupełnej pewności, Pławił ją na powrozie w stawie podstarości. Zdejmowały uroki stare baby dziecku, ł wzgłąbsz — w głąb. 7 F a u s t — właśc. Fust Johann (zm. 1466), mieszczanin z Moguncji, uważany wraz z Gutenbergiem za współwynalazcę sztuki drukarskiej. B Nim diabła Bohomolec dał w swój ej postaci — mowa o dziele Jana Bohomolca Diabeł w swojej postaci, z okazji pytania, jeśli są upiory (Warszawa 1772), w którym zwalczał powszechne jeszcze wówczas przesądy i zabobony. 203  Skakał na pustej baszcie diaboł po niemiecku,9 Krzewiły się kołtuny czarami nadane, Gadały po francusku baby opętane, A czkając po kruczgankach na miejscach cudownych, Nabawiały patrzących strachów niewymownych. Co zbytnim dowierzaniem upłodził wiek przeszły, W teraźniejszym podlące te przywary zeszły, Ale też zbyt porywczym zaciekłszy 10  11 12 się pędem, Często, gdy błąd poprawia, śmie prawdę zwać błędem. Roztropną zdania nasze szalą trzeba mierzyć, Źle jest nadto dowierzać, gorzej nic nie wierzyć. Że się obrzask 11 pokaże w źle chowanym: winie, Nie likwor temu winien, ale złe naczynie Trafia się płód odrodny, choć cnotliwej Kątki, A dzikich latorośli poziome ostatki Gdy ucina ogrodnik, drzewu to nie szkodzi. Owszem, piękniej wybuja, lepszy owoc rodzi. Jest granica, za którą przechodzić nie wolno. Mając porę, ochotę i sposobność zdolną 1£, Dociekajmy, co możem, co dociec się godzi. Wiek nasz w wielu odkryciach dawniejsze przechodzi. Dzień dniu prawdę obwieszcza, godzinom godziny; Z pracy ojców szczęśliwe korzystają syny, A do zdatnego rzeczy stosując użycia, Nowe wiekom późniejszych gotują odkrycia.” „Więc lepiej rzeczy idą, bo żywiej, bo sporzej." „Sądź, jak chcesz, może lepiej, może też i gorzej." DO KS. ADAMA NARUSZEWICZA, KOADIUTORA SMOLEŃSKIEGO Dzieje ludzkie złe, dobre, mądre albo głupie, A dziejopis jak echo, uczony biskupie! 9 diabol po niemiecku — diabła wyobrażano sobie w stroju niemieckim. lOzaciec się — zapędzić się. 11 obrzask — kwaśny Smak sfermentowanego wina. 12 zdolny — tu: odpowiedni, stosowny. 204  Kronika jest zwierciadłem, kto w nie wejrzeć raczy, Tak każdego, jak godzien być znanym, obaczy; A co za życia tai przywary i zbrodnie I pozwTala niekiedy wykraczać swobodnie: Bojaźń, wzgląd, zysk, nadzieja — ustawają z laty: Choć zacny, znamienity, mocny i bogaty, Gdy te blaski powierzchne coraz gasną z wiekiem, Złym się tylko pokaże lub dobrym człowiekiem. Niełatwe to jest dzieło dzieje ludzkie głosić, Poniżać, gdzie należy, gdzie trzeba, wynosić, Dać poznać, jak się rzeczy na świacie kojarzą. Środek między podchlebstwem trzymać a potwrarzą, Czerpać rzeczy istotę wT ich właściwym źródle, Obwieszczać bez przysady prosto, a nie podle, Co godne wiadomości, to tylko określać, Dla miłości ojczyzny nie taić, nie zmyślać, Nie koligacić przodków z Tumem lub Ewandrem,1 Lub jak dobry Kadłubek bić się z Aleksandrem,*  1 2 Wawelskiego się smoka paszczęki wystrzegać I z Leszkiem prędkonogim po ćwieczkach nie biegać. Nasze ojcy poczciwe dobre mieli serce, Nie chcieli nawet bajek trzymać w poniewierce; Stąd też jeden za drugim owczym bieżąc pędem, Skoro zełgał najpierwszy, wszyscy łgali rzędem. Z ich łaski poza morze granic naszych meta, Z ich łaski ród Magoga,3 Tubala, Jafeta, A tak dobrze ułożon, iż za pilnym składem Wiemy, kto naszym przodkiem, dziadem, prapradziadem. Niech Pan Bóg temu płaci, kto nam dobrze życzy, Ale, gdy chcąc podchlebiać, bajki tylko liczy, Mimo serce uprzejme kiedy zmyśla w oczy, DO KS. ADAMA NARUSZEWICZA... 1 Nie koligacić przodków z Tumem lub Ewandrem — aluzja do megalomanii szlacheckiej i wywodzenia przez szlachtę rodowodów od mitycznych bohaterów. Turnus i Ewender — bohaterowie Eneidy Wergiliusza. 2 Lub jak dobry Kadłubek bić się z Aleksandrem — aluzja do kroniki Wincentego Kadłubka, który wprowadził do swego dzieła liczne podania, m.in. o rzekomym zwycięstwie Polaków nad Aleksandrem Wielkim. SMagog, Tubalkain, Jafet — postacie biblijne. 205  Wielki, kto zaczął męstwem, ludzkością dokończył. Nie stąd ją Aleksandra przemożność porusza,13 Iż z małą garstką mężnych przemógł Daryjusza, Lecz gdy, młody, wstrzymał się, płakał nad zgnębionym, Nie zwycięzca, lecz skromny godzien być chwalonym. Bohater — zręczny zdzierca, rozbójnik szczęśliwy, Lecz gdy cnoty miłośnik, dobrej sławy chciwy, Obrońca, nie zaczepnik, wtenczas zawołany, Wtenczas w poczet rycerzów godzien być wpisany. Lecz te sławne potwory bez serca, bez duszy, Których cnota nie wzmaga, ludzkość nie poruszy, Sławne zdzierstwy wielkości, które tytuł podlą, Chociaż niekiedy aplauz przedawczy wymodlą, Spełznie nikczemność podła, jak mgła, co wiatr znosi. Możność dzielna niekiedy fałsz zyskiem uprosi, Lecz się chwała nabyta nie utrzyma snadnie. Czym kto jest, tym się wyda, z czasem maszka spadnie. O wieki! nie wśród laurów, ale pośród snopków Ogłoście Kazimierza, głoście króla chłopków! Błąd gruby mniemał, iż to przydomek był podły; Stąd się jego zaszczyty w potomność rozwiodły, Pamięć jego szacowna i wziętość stateczna Bardziej rzewni, niż dziwi, a stąd chwała wieczna, Stąd przykład dla następców. Przeszły dobre chwile, W zuchwałości zbyt krnąbrny, zaufany w sile, Coraz nasz naród słabiał; wzmogły się sąsiady, Przyszedł czas, gdy bez rządu, bez mocy, bez rady, Stał się łupem postronnych, a gdy istność 14 traci, Te, co niegdyś zwyciężał, narody bogaci. Wypada pióro z ręku na myśli takowe. Niech syny ojców nieszczęść czytają osnowę, Niech wiedzą, sprawy nasze poznawszy dokładnie, Iż gdzie cnota w pogardzie, sam naród upadnie. Niech wiedzą — ale po co rzewnością wykraczać? 18 Nie stąd ją Aleksandra przemożność porusz a... — aluzja do zwycięskiej bitwy Aleksandra Macedońskiego pod Issos (333 p.n.e.), podczas której dostały się do niewoli żona i córka króla perskiego Dariusza III. Aleksander potraktował je bardzo łaskawie. 14 istność — istnienie. 208 ADAMA STANISŁAWA NARUSZEWICZA B. K. S. LIRYKA Adam Stanisław Naruszewicz, Dzieła. Tom I, 1771. Karta tytułowa.  318 Za a a w ▼ * \ r*kmm%m\ mwnmi ĘĘĘmmm ■ mm m00ĘĘĘęmSm. mmm ĘmĘmmtr ' H Y M N do miłości Oy'c\y\ny* Spięta miłości kochaney oyczyzny, Czui^bę tylko uroyfty poczciwej DI.3 ciebie ziadie fmakuia trucizny, Dla ciebie więzy, pęta me zelży we; p ' Kfztałcifz kalectwo przez chwalebne A blizny, Gnieżdzifz w umyśle roikofzy prawdziwe; Byle cię można wfpomodz, byle wfpierać, Nie żai żyćwiręazy, nie żal y umierać. V Ignacy Krasicki, Hymn do miłości ojczyzny. „Zabawy Przy jemne i Pożyteczne", 1774. Tom X. Część II. s. 318.  Błąd uznać — krok do cnoty, podła rzecz rozpaczać. Zdruzgotane wiatrami choć maszty się chwieją, Sternik 15 dobry pracując zasila nadzieją. Ogłaszaj potomności, jak los cnotę nęka, Pisz, coś widział, poczciwość prawdy się nie lęka. BAJKI I PRZYPOWIEŚCI WSTĘP DO BAJEK Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził; Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził; Był bogacz, który zbiorów potrzebnym*  1 udzielał; Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał; Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał; Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał; Był minister rzetelny, o sobie nie myślał; Był na koniec poeta, co nigdy nie zmyślał. — A cóż to jest za bajka? — Wszystko to być może! — Prawda, jednakże ja to między bajki włożę. POTOK I RZEKA Potok, z wierzchołka góry płynący z hałasem, Śmiał się z rzeki; spokojnie płynęła tymczasem. Nie stało wód u góry, gdy śniegi stopniały, Aż z owego potoka strumyk tylko mały. Co gorsza: ten, co zaczął z hałasem i krzykiem, Wpadł w rzekę i na koniec przestał być strumykiem. 15 sternik — król Stanisław August. WSTĘP DO BAJEK 1 	potrzebny — potrzebujący. U — Poezje... 209  SZCZUR I KOT „Mnie to kadzą" — rzekł hardzie do swego rodzeństwa Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa. Wtem, gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił — Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił. STARY PIES I STARY SŁUGA Póki gonił zające, póki kaczki znosił, Kasztan,1 co chciał, u pana swojego wyprosił. Zstarzał się; aż z owego pańskiego pdeścidła Psisko stare, niezdatne, oddano do bydła. Widząc, że pies, nieborak, oblizuje kości, Żywił go stary szafarz * 1 2, niegdyś podstarości 3. SYN I OJCIEC Każdy wiek ma goryczy, ma swoje przywary: Syn się męczył nad książką, stękał ojciec stary. Ten nie miał odpoczynku, a tamten swobody: Płakał ojciec, że stary; płakał syn, że młody. PTASZKI W KLATCE „Czegóż płaczesz? — staremu mówił czyżyk młody — Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody." „Tyś w niej zrodzon — rzekł stary —przeto ci wybaczę; Jam był wolny, dziś w klatce — i dlatego płaczę." STARY PIES... 1 kasztan — pies o sierści kasztanowej. 2 szafarz — klucznik. 3 podstarości — rządca majątku. 210 LEW I ZWIERZĘTA Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy, Przypuszczał konfidentów do swojej zabawy. Polowali z nim razem, a na znak miłości On jadł mięso, kompanom ustępował kości. Gdy się więc dobroć taka rozgłosiła wszędy, Chcąc im jawnie pokazać większe jeszcze względy, Ażeby się na jego łasce nie zawiedli, Pozwolił, by jednego spośród siebie zjedli. Po pierwszym poszedł drugi i trzeci, i czwarty. Widząc, że się podpaśli, lew, choć nieobżarty, Żeby ująć drapieży,1 a sobie zakału * 1 2, Dla kary, dla przykładu, zjadł wszystkich pomału. FILOZOF Zaufany filozof w zdaniach przedsięwziętych 1 Nie wierzył w Pana Boga, śmiał się z wszystkich świętych. Przyszła słabość, aż mędrzec, co firmament mierzył, Nie tylko w Pana Boga — iw upiory wierzył. PIENIACZE Po dwudziestu dekretach, trzynastu remisach 1, Czterdziestu kondemnatach 2, sześciu kompromisach 3 Zwyciężył Marek Piotra; a że się zbogacił, Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił. Umarł Piotr, umarł Marek, powróciwszy z grodu4: Ten, co przegrał, z rozpaczy; ten, co wygrał, z głodu. LEW I ZWIERZĘTA 1 ująć drapieży — położyć kres. 2 z a k a ł — wstyd. FILOZOF lw zdaniach przedsięwziętych — tj. w sądach nie opartych na doświadczeniu. PIENIACZE lremisa — odroczenie sprawy. 2 kondemnata — wyrok zaoczny. 8 kompromis — polubowne załatwienie sporu. 4 	z grodu — tj. z sądu grodzkiego. 211  PRZYJACIEL „Uciekam się — rzekł Damon — Aryście, do ciebie, Ratuj mnie, przyjacielu, w ostatniej potrzebie: Kocham piękną Irenę. Rodzice i ona Jeszcze na moje prośby nie jest nakłoniona." Aryst na to: „Wiesz dobrze, wybrany z wśród wielu, Jak tobie z duszy sprzyjam, miły przyjacielu. Pójdę do nich za tobą!" Jakoż się nie lenił: Poszedł, poznał Irenę i sam się ożenił. DEWOTKA l Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła. Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny, Mówiąc właśnie te słowa: „...i odpuść nam winy, Jako my odpuszczamy", biła bez litości. Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności! WINO I WODA Przymawiało jednego czasu wino wodzie: „Ja panom, a ty chłopom jesteś ku wygodzie." „Nie piłoby cię państwo — rzecze woda skromnie — Gdyby nie chłop dał na cię, co chodzi pić do mnie." WÓŁ MINISTER Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie, Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie. Jednostajność na koniec monarchę znudziła? Dał miejsce woła małpie lew, bo go bawiła. Dwór był kontent, kontenci poddani — z początku; Ustała wkrótce radość — nie było porządku. Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi. 212 Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi, Zrzucono z miejsca małpę. Żeby złemu radził, Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził. Nie osiedział się zdrajca i ten, który bawił: Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił. GROCH PRZY DRODZE Oszukany gospodarz turbował się srodze: Zjedli mu przechodzący groch zeszły1 przy drodze. Chcąc wetować * 1 2  3 i pewnym cieszyć się profitem 8, Drugiego roku wszystek groch posiał za żytem. Przyszło zbierać; gdy mniemał mieć korzyść obfitą, Znalazł i groch zjedzony, i stłoczone żyto. Niech się miary trzymają i starzy, i młodzi: I ostrożność zbyteczna częstokroć zaszkodzi. JAGNIĘ I WILCY Z a wżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie. Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię; Już go mieli rozerwać; rzekło: „Jakim prawem?'' „Smacznyś, słaby i w lesie!” — Zjedli niezabawem. ŻÓŁW I MYSZ Że zamknięty w skorupie niewygodnie siedział, Żałowała mysz żółwia; żółw jej odpowiedział: „Mniej ty sobie pałace, ja mój domek ciasny; Prawda, nie jest wspaniały — szczupły, ale własny." GROCH PRZY DRODZE 1 zeszły — wzrosły. 2 wetować — powetować. 3 p r o f i t — korzyść. 213  CHLEB I SZABLA Chleb przy szabli gdy leżał, orąż mu powiedział: „Szanowałbyś mnie bardziej, gdybyś o tym wiedział, Jak ja na to pracuję i w wieczór, i rano, Żeby twoich bezpiecznie darów używano." „Wiem ja — chleb odpowiedział — jakim służysz kształtem 1 Jeśli mnie często bronisz, częściej bierzesz gwałtem." WOŁY KRNĄBRNE Miłe złego początki, lecz koniec żałosny. Nie chciały w jarzmie chodzić woły podczas wiosny; W jesieni nie woziły zboża do stodoły; W zimie'chleba nie stało, zjadł gospodarz woły. KONIEC Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił, Żeby więc do ostatka słuchaczów zabawił, Rzekł: „Powiem jeszcze jedną, o której nie wiecie: Bajka poszła w wędrówkę; wędrując po świecie Zaszła w lasy głębokie; okrutni i dzicy Napadli ją z hałasem wielkim rozbójnicy, A widząc, że ubrana bardzo podle była, Zdarli suknie — aż z bajki Prawda się odkryła." BAJKI NOWE DZIECI I ŻABY Koło jeziora Z wieczora Chłopcy wkoło biegały CHLEB I SZABLA 'kształt — tu w znaczeniu: sposób. 214 I na żaby czuwały: Skoro która wypływała, Kamieniem w łeb dostawała. Jedna z nich, śmielszej natury, Wystawiwszy łeb do góry, Rzekła: „Chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie! Dla was to jest igraszką, nam idzie o życie." PRZYJACIELE Zajączek jeden młody Korzystając z swobody Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie, Z każdym w zgodzie. A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły, Bardzo go inne zwierzęta lubiły. I on też, używając wszystkiego z weselem, Wszystkich był przyjacielem. Raz gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące, Słyszy przerażające Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie. Stanął... Słucha... Dziwuje się... A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi, Zając w nogi. Wspojźrzy się poza siebie: aż tuż psy i Strzelce! Strwożon wielce, Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił. Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił: „Weź mnie na grzbiet i unieś!" Koń na to: „Nie mogę. Ale od innych pewną będziesz miał załogę * 1." Jakoż wół się nadarzył. „Ratuj, przyjacielu!" Wół na to: „Takich jak ja zapewne niewielu Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie, Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię. A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże." PRZYJACIELE l 	z a ł o g a — pomoc. 215  Kozieł: „Żal mi cię, nieboże! Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi; Oto wełniasta owca niedaleko chodzi, Będzie ci miętko siedzieć." Owca rzecze: „Ja nie przeczę, Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce, Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę; Udaj się do ćielęcia, które się tu pasie." „Jak ja ciebie mam wziąć na się, Kiedy starsi nie wzięli?" — cielę na to rzekło I uciekło. Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły, Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. CZAPLA, RYBY I RAK Czapla stara, jak to bywa, Trochę ślepa, trochę krzywa, Gdy już ryb łowić nie mogła, Na taki się koncept wzmogła. Rzekła rybom: „Wy nie wiecie, A tu o was idzie przecie." Więc wiedzieć chciały, Czego się obawiać miały. „Wcziora Z wieczora Wysłuchałam, jak rybacy Rozmawiali: wiele pracy Łowić wędką łub więcierzem; Spuśćmy staw, wszystkie zabierzem. Nie będą mieć otuchy, Skoro staw będzie suchy." Ryby w płacz, a czapla na to: „Boleję nad waszą stratą; Lecz można złemu zaradzić I gdzie indziej was osadzić. Jest tu drugi staw blisko, Tam obierzcie siedlisko,  Chociaż pierwszy wysuszą, Z drugiego was nie ruszą.” „Więc nas przenieś” — rzekły ryby. Wzdrygała się czapla niby; Dała się na koniec użyć, Zaczęła służyć. Brała jedną po drugiej w pysk, niby nieść mając I tak pomału zjadając; Zachciało się na koniec Skosztować i raki. Jeden z nich widząc, iż go czapla niesie w krzaki, Postrzegł zdradę, o zemstę zaraz się pokusił; Tak dobrze za kark ujął, iż czaplę udusił. Padła nieżywa: Tak zdrajcom bywa. CHŁOP I CIELĘ Nie sztuka zabić, dobrze zabić sztuka — * Z bajki nauka. Szedł chłop na jarmark, ciągnąc cielę na powrozie. W lesie, w wąwozie, W nocy burza napadła, a gdy wiatry świszczą, Wśród ciemności postrzegł wilka po oczach, co błyszczą, Więc do pałki; jak jął machać nie myślawszy wiele, Zamiast wilka, który uciekł, zabił swoje cielę. Trafia się to i nie w lesie, panowie doktorzyl Leki —pałka, wilk —choroba, a cielęta — chorzy. CESARZ CHIŃSKI I SYN JEGO Z dziejów tamtejszych Chińczyk! mają rozum, choć daleko siedzą, I bajki wiedzą. Jeden z nich, a co większa, cesarz tego ludu, Nie szczędził trudu, Aby pan syn, następca jego, nie był osłem. 217  Raz płynął z nim po wodzie, a gdy robił wiosłem I płynąc nucił, W brzeg uderzył i łódki ledwo nie wywrócił; Obadwa się przestraszyli. Korzystając ojciec z chwili Rzekł: „Patrz, jak przez niebaczność źlem sobie poradził, Gdybym nie śpiewał, o brzeg byłbym nie zawadził, Z mojego czynu Naucz się, synu: Łódka tron, lud jest woda i nosi ją snadno; Kiedy sternik niebaczny, łódka idzie na dno.” SZCZEP WINNY Mówią Araby, iż gdy szczep winny Adam posadził, diaboł, zbyt czynny, Podlał krwią pawia, co Adam szczepił. A gdy się w wzroście szczep coraz krzepił I listki wydał, Diaboł krew małpią do pierwszej przydał. Zeszły jagody, skropił lwią juchą, A gdy dojźrzały, a było sucho, Skropił je wszystkie poisoką świnią.1 Cóż teraz czynią? Oto gdy wina szklankę kto łyknie, Jak paw się nadmie, po drugiej krzyknie, Skacze jak małpa, gdy szklanki mnoży, Po piątej, szóstej jak lew się sroży; A kiedy coraz więcej przyczynia, Z pawia, lwa, małpy, staje się Świnia. * iSZCZEP WINNY i 	posoka Świnia — krew świńska. 218 HYMN DO MIŁOŚCI OJCZYZNY Święta miłości kochanej ojczyzny, Czują cię tylko umysły poczciwe! Dla ciebie zjadłe * 1 smakują trucizny, Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe 2. Kształcisz3 kalectwo przez chwalebne blizny, Gnieździsz w umyśle rozkoiszy prawdziwie. Byle cię można wspomóc, byle wspierać, Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać. DO PANA WOJCIECHA 1 Panie Wojciechu! mówcie, jako chcecie, Przecież to dziwne rzeczy na tym świecie. Młodzi i starzy za złym poszli wzorkiem: Tych miłość ślepi, ci lecą za workiem; Baby się kłócą, krewni się nie lubią, Panowie straszą, a słudzy się czubią. Panie Wojciechu! mówcie, jako chcecie, Przecież to dziwne rzeczy na tym świecie. OSOBNOŚĆ Spokojny kącie,1 w którym się ukrywam Od uprzykrzonej natrętników zgrai, W twojej zaciszy we wszystko opływam, Pewien, że głos mój i myśl się utai. HYMN DO MIŁOŚCI OJCZYZNY lz jadły — zjadliwy, jadowity. 2 	zelżywy — hańbiący, haniebny. 8 kształcić —• kształtować, czynić pięknym. DO PANA WOJCIECHA l Adresatem wiersza był Wojciech Jakubowski (1711—1784), tłumacz bajek La Fontaine'a, uczestnik obiadów czwartkowych, zaprzyjaźniony z królem Stanisławem Augustem i pisarzami epoki. OSOBNOŚĆ 1 Spokojny kąci e... — mowa o zamku w Heilsbergu, gdzie Krasicki mieszkał w latach 1767—1796. 219  Złymi widoki utrudzoiny srodze, Pozwól, niech w tobie przykrość moją słodzą. Dość długo byłem Fortuny igrzyskiem 2, Czas już rozpięte dawno spuścić żagle; Niech się świat bawi innym widowiskiem, Niech jednych wznosi, spuszcza drugich nagle; Nie chcę i myśleć o Fortuny kole — Byłem na górze, byłem i na dole. Póki wiek rześki niepewne zawody Przyszłego losu uwdzięczał i słodził, Biegłem za szczęściem, szalony i młody: Niech też odetchnę, dościem się nachodził. Patrzcie na inszych, Argusy stooczne * 8 — Ja sobie w kącie tymczasem odpocznę. POCHWAŁA WESOŁOŚCI. To mi mędrzec zawołany, Co z szklaneczką mądrość godzi: Trunek pieśnią przeplatany — Ta zapala, tamten chłodzi. Po szklaneczce do piosneczki, Po piosneczce do szklaneczki. Fraszka taka mądrość dzika, Co pozorem smutnym straszy; Pieśń powabna myśl przenika, Serca wesołość od flaszy. Po szklaneczce do piosneczki, Po piosneczce do szklaneczki, Smutek się tam nie zapląta, Gdzie szklaneczka myśli żarzy; 2 	Fortuny igrzyskiem — igraszką losu. 8 Argusy stooczne — w mit. grec. Argus — stuoki olbrzym, czujny strażnik; w przenośni: ci, którzy nas bacznie obserwują. 220 Wiwat syn Anakreonta 1 Z podobieństwa myśli, twarzy! Po szklaneczce do piosneczki, Po szklaneczce do piosneczki, Wieńczmy czoła nasze różą — Dla dziwaków tylko kolce; Dobre nam się czasy wróżą, Niech się rodzą Bohomolce. Po szklaneczce do piosneczki, Po piosneczce do szklaneczki. MIERNOŚĆ 1 Słodka myśli, kiedy wolna, W tobie korzyść i pociecha, Jesteś czuła i powolna * 1 2; Mile się cnota uśmiecha — Czego żądze nie doznały, Jej uśmiech jest uśmiech trwały. Bogacz każe przyjść igraszkom, Bogacz, co niecnotą wygra; Trudno dawać prawa fraszkom — Ma czym igrać, a nie igra. Nie uczynią żądzom zadość: Darmo złotem kupić radość. Dworak wzniosły, co przedajnie Zlewa szczęście na czołgacze 3, W tłumie podłych, co zwyczajnie, POCHWAŁA WESOŁOŚCI 1 syn Anakreonta — Krasicki nazywa tak Franciszka Bohomolca nawiązując do liryka greckiego z poł. VI w p.n.e. Anakreonta, który opiewał miłość, wino i biesiady. Anakreontowi przypisywano przez dłuższy czas zbiór wierszy miłosnych, które, jak się okazało, były tylko naśladownictwem. MIERNOŚĆ lmierność — umiar, umiarkowanie, złoty środek. 2 powolna — łagodna. 3 czołgacz — pochlebca, lizus, nikczemnik. 221  Jak kto chce, śmieje się, płacze; Znudzon w pracy — przy oddechu 4 Nie korzysta z płaczu, z śmiechu. I ten, co nad książką siedzi, Żeby sklecił nową książkę, Nim co skleci, sam się biedzi, A choć zyska tytuł, wstążkę 5, Na zazdrosnych jad zbyt czuły, Klnie i wstążki, i tytuły. Mierność stanu, mierność myśli To przedziwnym człeka losem. Niechaj kto chce, jak chce kreśli — Z wstążką, tytułem i trzosem, I w tym, co jest, i co czeka: Mierność szczęściem jest człowieka. PODRÓŻ Z WARSZAWY. DO KSIĘCIA STANISŁAWA PONIATOWSKIEGO * 1 Gdybym obiecał pisać do W. Ks. Mości z drogi, to, co teraz czynię, byłoby dotrzymaniem słowa; nie obiecawszy gdy piszę, rozumiem, iż grzeczność w dwójnasób uznasz — a choćbyś mi w tym i przeczyć chciał, ja jednakże mojego się zdania trzymam i nie bawiąc dłuższą przedmową, do opisania podróży mojej przystępuję. Wybrałem się z Warszawy z dość liczną gromadą towarzyszów, a po zwyczajnych przy wyjeździe zatrudnieniach porzuciłem to miejsce, W którym, jak zwyczajnie w mieście, Za dwu dobrych łotrów dwieście. 4 	oddech — odpoczynek. li wstążka — tu: order. PODRÓŻ Z WARSZAWY... 1 Stanisław Poniatowski (1755—1833) — bratanek króla, podskarbi w. litewski, poseł na sejmy, przywódca stronnictwa królewskiego. W swych dobrach przeprowadził oczynszowanie chłopów. Po ogłoszeniu Kon222 Podziękowawszy więc Panu Bogu, że się bez szwanku i szkody obeszło, a rozmyślając o przyszłych niewygodach, zbliżyłem się nieznacznie ku Ujazdowu * 2 — Gdzie ów zamek zawołany Mieścił Zygmunty, Stąfany, Teraz smutny i ponury7\ Pogląda na pana z góry. Pogląda, jeśli zamki poglądać mogą, ale ten wyiaz przywilejom rymotwórstwa darować należy — pogląda więc i zazdrości: Iż to, co było do niego przydatkiem,3 Szklni się i gustem, szklni się i dostatkiem. Tak to zwyczajnie ze starymi bywa: Młodzież, ochocza, wesoła i żywa, Zabiera miejsce, które posiadali, A dziaduś w kącie dawne czasy chwali. Ale że dziady do opisu tej podróży nie należą, jechałem dalej — Pomiędzy rozkoszne gaje, Kędy ptasząt liczne zgraje, Gdzie się wietrzyk z trawką pieści, Strumyk mruczy, liść szeleści, Gdzie kunszt z gustem połączony stytucji 3 Maja wyjechał z kraju i osiadł na początku w Austrii, a potem we Włoszech, gdzie zgromadził cenne zbiory sztuki. 2 U j a z d ó w (J a z d ó w) — miejscowość w najbliższej okolicy dawnej Warszawy (dziś w śródmieściu). W XVI w. osiadła tu królowa Bona, po niej odziedziczyła go Anna Jagiellonka. W tym czasie Ujazdów słynie z pięknych ogrodów i zwierzyńca. Zygmunt III wzniósł tu w początku XVII w. zamek. Podkoniec stulecia Ujazdów stał się posiadłością Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. Wybudował on na terenie Zwierzyńca Łazienkę na wodzie, która nadała nazwę późniejszemu parkowi i pałacowi Łazienkowskiemu. Zamek ujazdowski przebudował król Stanisław August, nie stał się on jednak rezydencją królewską, ale został przerobiony na koszary Gwardii Pieszej Litewskiej. 3 I ż to, co było do niego przydatkiem — mowa o Łazienkach. 223  Wabi oko z każdej strony, Gdzie pan wśród miłej zaciszy, Mniej dworszczyzny kiedy słyszy, Czując, jak wolność szczęśliwa, Po kłopotach odpoczywa. Wpadłem więc w rozmaite uwagi, i ledwo nie moralne, nad zwyczajnymi i dworów, i dworaków obrotami; wtem postrzegłem, wyjechawszy z Łazienek, przy drodze pustkę. Pustkę znaczną blisko mostu, Ale pustkę nie po prostu. Umyślnie albowiem, jak mi powiadano, wystawiona była dla ozdoby miejsca. Bo tak teraz każe moda: Trzeba pustek do ogroda. W tym rodzaju architektury, rozumiem, iż rzadki nas naród przejdzie. Idąc dalej przez ulicę Postrzegłem jakąś świątnicę; Gust pięknej architektury, Wieże, baszty, mosty, mury. Więc się nieco zatrzymałem, A gdy: co to jest? — pytałem, Chociażem pięknie przywitał, Roześmiał się ten, com go pytał. II poniekąd miał sprawiedliwą przyczynę: dowiedziałem się albowiem od niego z niezmiernym moim podziwieniem, iż zmówiłem pacierz przed kuchnią, a com dla baszty wyniosłej mniemał fortecą, było gołębnikiem. Zawstydziłem się mojej prostoty wieśniackiej, a obracając rzecz ku pożytkowi duchownemu, rzekłem do towarzyszów: 224 Bracia, nie wszystko złoto, co się świeci, Bije blask często od szychowych 4 nici, Mylą pozory... Chciałem dalej rzecz prowadzić, ale chęć ziewania przeniosła się nieznacznie od Słuchaczów do mnie, a wtem się zaczęły z daleka ukazować — Owe wspaniale pięknych gmachów szczyty,5 Gdzie niegdyś rycerz sławny, znamienity, Co męstwem swoim narody zdumiewał, Wielki Jan Trzeci pod laury spoczywał. Tam, laty, pracą, troskami znużony, Słodził w zaciszu niesmaki korony; Tam pokój znalazł wśród chwili niezręcznych, Tam świat pożegnał i ziomków niewdzięcznych. Z uszanowaniem zastanowiłem się 6 i patrzałem na miejsce udeptane ślady wielkiego człowieka. Zdawało mi się widzieć go w cieniu owych rozłożystych jaworów przechodzącego się z pisarzem Anty-Lukrecjusza,7 rozmawiającego z godnym posiedzenia swojego Lubomirskim 8, przypominającego z słodyczą dawne dzieła z Jabłonowskim 9, słuchającego rytmów poważnych Chróścińskiego 10. Zdawało mi się widzieć zestarzałych pomocników wielkich dzieł jego przybliżających się ku niemu z uszanowaniem, całujących z rozrzewnieniem tę rękę, którą nieprzyjaciół 'ojczyzny gromił, 4 	i z y c h — fałszywe złoto lub srebro używane do wyrobu galonów, haftów itp. ozdób. 50 we wspaniałe pięknych gmachów szczyty — mowa o Wilanowie, gdzie Jan III wzniósł w latach 1679—9G piękny pałac. flzastanowić się — zatrzymać się. 7 z pisarzem Ant y -L ukrecjusza — mowa o kardynale Melchiorze de Polignac, autorze poematu łacińskiego pt. Anty-Lucretius sive de Deo et natura (Anty-Lukrecjusz, czyli o Bogu i naturze). Polignac był ambasadorem francuskim przy dworze polskim w latach 1693—93. i Lubomirski Stanisław Herakliusz (1636—1702) — marszałek w. koronny, wybitny pisarz i myśliciel. 9 Jabłonowski Stanisław Jan (1643—1702) — kasztelan krakowski, hetman w. koronny. lOChróściński Wojciech Stanisław (ok. 1665 — po 1722) — sekretarz Jana III, autor poematów religijnych. 15 — Poezje... 225  orzeźwionych słyszeniem jeszcze głosu tego, który hasłem bywał zwycięstwa. Oderwać mi się przyszło z gwałtem od Wilanowa. A porzucając te ślady Rzekłem: o dzielne przykłady! O miejsce wiekom szacowne, Czułym sercom zbyt wymowne! Wzniecaj do prawej ochoty, Wzbudź w następcach ojców cnoty! W uciszeniu i myślach dalszą podróż odprawowałem i gdy się już przy nader mocnych upałach ku południowi zabierało, stanąłem — Utrudzony niezmiernie, W owej sławnej Jeziernie 11. Nie wiem, czyli godne zastanowienia miejsce, które raczej osławionym niżeli sławnym zwać należy. Tam w niezmiernej cholerze Rozjuszeni rycerze Dla przymówki lub flaszki Kładą życie za fraszki. Częstokroć i nie kładą, a natychmiast rozlanie krwi rzęsiste wino zastępuje. Z przeproszeniem rycerzów, ja to wolęWdzięczniejsza zgody niźli bitew postać — Lepiej się upić niż w łeb kulą dostać. Postępując dalej — Gdy ciekawość coraz wzrasta, Postrzegłem coś na kształt miasta. *liJezierna (Jeziorna) — wieś podwarszawska, słynna z odbywających się łam pojedynków. 226  Że to coś była Góra 12, kto miejsca świadom, łatwo się domyśleć może. Domki szczupłe, tych niewiele, A zaś kościół pTzy kpściele. Zamiast miejsca, gdzi^gospoda, Dom Piłata, dom Heroda, Kaifaszowe piwniczki, Porozrzucane kapliczki, Miejsce Piotrowej ucieczki, Most przez Cedr on, a bez rzeczki; Zgoła wszystko niezamożnie, Pusto, głodno, lecz pobożnie. Rozwalone przez połowę, O miasto wielkopiątkowe! Życzę ci jak najgoręcej: Mniej kapliczek, a karczm więcej. Widzieć się dalej dają ponad Wisłą wieże zamku niegdyś czerskiego,13 znaki smutne dawnej wspaniałości miast naszych, niedaleko ujścia Pilicy do Wisły. Ta nim swe wody wyleje na morze, Wspaniałym biegiem żyzne brzegi porze; Niosąc w zdobyczy krajowe dochody,14 Żywiącym plonem podsyca narody. I Pilica jej dopomaga, którą przebywszy, Piękny się widok Mniszewa 15 otworzył, Równie się wdzięcznie w Gruszczynie 16 powtórzył. 12 G ó r a — mowa o Górze Kalwarii, miasteczku na południe od Warszawy. Urządzano w nim tzw. kalwarię, tj. kapliczki obrazujące drogę krzyżową Chrystusa. 13 z a m k u... czerskiego — Czersk, miasteczko w powiecie grójeckim, niegdyś siedziba książąt mazowieckich. Znajdują się tu mury zamku z XIII w. 14 krajowe dochody — mowa o zbożu. 15 M n i s z e w — wieś nad Wisłą* znajdował się tu pałacyk wystawiony przez Stanisława Augusta. UGruszczyn — posiadłość Stanisława Lubomirskiego, który wybudował tam pałac. 227  Minąwszy dość ozdobnie wznoszący się z dawnych pustek Magnuszów17 — Stanęliśmy w Ryczywole 18, O którym zamilczyć wolę. / A jeżeliby się kto koniecznie przyczyny milczenia mojego domagał, ta jest, a nie insza, iż najlepiej tam milczeć, gdzie nie masz co powiedzieć. Przejechaliśmy przez Kozienice 19, okoliczną puszczą i łowami monarchów sławne. Co w tym mieście nie nowina, Są przechadzki bernardyna; Chodzi, mówią, czasem do dnia, W ręku kosztui lub pochodnia, A zazwyczaj głupich straszy. Więc się go moi towarzysze nie zlękli; jakoż, pełni odwagi, puściliśmy się zmrokiem ku miejscu jego przechadzek: postrzegliśmy, prawda, z daleka światło, ale to było z okien Janikowa, wsi opata sieciechowskdego. Tego opactwa byłeś nominałem,20 O Kochanowski! przecież być opatem Nie chciałeś. Kontent z tego, co los niesie, Osiadłeś w gnieździe swoim, Czamolesie. Wybacz, o mistrzu! nie znałeś się na tem. Niezłe to rzeczy zostawać opatem. Sława — dźwięk próżny; bogactwa — istotą; Laur tylko zdobi — uszczęśliwia złoto. 17 Magnuszów (Magnuszew) — miasteczko leżące na trasie z Warszawy do Kozienic. 18 Ryczywół — miasteczko w okolicy Kozienic, zaniedbane w XVIII w. 18 Kozienice — miasto w woj. kieleckim. Okolice Kozienic były terenem polowań kiólewskich. 20 	Tego opactwa byłeś nominatem — aluzja do poglądu, według którego Kochanowski miał być powołany na opata sieciechowskiego. Pogląd ten nie został potwierdzony w badaniach nad życiem poety. 228 Zawstydziłem się i wstydzę myśli tak podłej, nie zmazę jednak tego, com napisał — zmarszczy się może Naruszewicz,21 ale Tepper22 pochwali. Gdyśmy zmierzali już ku Sieciechowu, z drugiej strony Wisły dał się widzieć Gołąb 23 •— Gdzie nasz biedny ów król Michał, Gdy go z tronu prymas spychał, Podstępom swoich zdradzieckim Dawał odpór przy Czarneckim. Byłci i drugi naówczas podszczuwacz do złego dzieła, ale darujmy wielkiemu mężowi przywarę ludzkości; Niedługo się on przepościł: Dostał tego, co zazdrościł. I uznał doświadczeniem, iż im wyższy stopień, tym dotkliwsze umartwienia. Los go ciężki srodze chłostał, Za pokutę królem został, A gdy już był równy stanem, Zemścił się Michał nad Janem. Dość tego i o Gołębiu, i o gołębskiej konfederacji; nocą pojechaliśmy do Sieciechowa. Ten, który na wojnie tchórzył,24 Sieciech swój dom zakapturzył. 21 zmarszczy si ę... Naruszewicz — Naruszewicz zabiegał u króla o godności i majątki, więc tu aluzja do poety raczej złośliwa. 22 Tepper — Piotr Tepper, właściciel domu bankierskiego w Warszawie za Stanisława Augusta. 23 Gołąb — w r. 1672 pod Gołębiem szlachta zawiązała konfederację w obronie króla Michała przeciw stronnictwu francuskiemu, któremu przewodniczył prymas Mikołaj Prażmowski. Dowódcą wojsk konfederackich był Stefan Stanisław Czarniecki, bratanek hetmana Stefana Czarnieckiego. W dalszej części tekstu mowa o Janie III Sobieskim, który należał wtedy do stronnictwa francuskiego. 24 Ten, który na wojnie tchórzył — aluzja do podania, wedle którego Bolesław Krzywousty miał oddać skonfiskowano dobra możnowład* 229  I z tchórzów czasem pociecha — Gdyby nie było Sieciecha, Państwu, naukom potrzebne, Nasze ojcy przewielebne Nie miałyby tu siedliska. Postanowiłem go odwiedzić, a tymczasem rozmyślałem na podsieniu — Wielce strudzony, przy głodzie, O Sieciechowej przygodzie. Niech wybaczą przewielebni ojcowie, ale kto w ich karczmie nocuje albo popasa, jeżeli się myślą nie zasili, próżno inszego posiłku spodziewać się ma. Przecież sen smaczny wzmógł nas, utrudzonych. Nazajutrz, gdy słońce wschodziło, udaliśmy się do opactwa. Zaraz nam się widzieć dała Struktura 25 piękna, wspaniała; W kształtnym rzeźby udawaniu Dziwiłem się malowaniu, Bardziej jednak niż strukturze, Iż sam opat śpiewał w chórze. Po nabożeństwie zaprosił nas do swojego pomieszkania, tam dowiedzieliśmy się, iż wkrótce — Wyznaczone z zwierzchności osoby przybędą,26 Aby dzielić opactwem kaptur z rewerendą 27, A opatrzywszy mnichy odzieżą i wiktem, Pogodzą się Piotr święty 28 z świętym Benedyktem. cy małopolskiego, Sieciecha, benedyktynom za to, że ten stchórzył i uciekł z pola bitwy w walce z Rusinami. Wypadki te nie znajdują potwierdzenia w faktach historycznych. 25 struktura — budowla. 26 Wyznaczone z zwierzchności osoby przybędą — aluzja do podziału dóbr i dochodów klasztoru między tzw. opatem komendatoryjnym, mianowanym przez króla spośród biskupów lub prałatów świeckich a opatem klasztornym i zgromadzeniem. 27 rewerendą — sutanna. 28 P i o t r święty — w znaczeniu kler świecki. 230 Jako najpomyślniejszej ugody życzyłem przewielebnym ojcom; siadając zaś do pojazdu, obróciłem się ku nim i rzekłem: Bracia! kiedy sią z mocnym słaby dzieli, Jeden się smuci, eN&rugi weseli. Dali znać skłonieniem głów, iż moja maksyma prawdziwa, a z każdego postaci uznałem, iż czuli, kto słabszy. W dalszą się podróż puszczając ku Gniewoszowu, umyślnie z drogi zboczyłem chcąc odwiedzić Czarnolas. Przebywszy dość złe przeprawy, gdym z gęstego gaju wyjechał, ukazało się owe ulubione ojczyste gniazdo Kochanowskiego. Darmo szukałem w odmianie wieczystej Owej rozkosznej lipy rozłożystej, Pod której niegdyś ulubionym cieniem Wdzięcznym mąż wielki rozrzewniał się pieniem. Widziałem miejsca, w których się zabawiał, Miejsca, gdzie wdzięczne sobótki odprawiał, Gdzie grzebiąc dzielne przymioty w ukryciu W ziemiańskim szczęście upatrywał życiu. Wdzięczny strumyku! przy twojej on wodzie Swojej się szczupłej przypatrywał trzodzie; Laurowy oracz z ojczystymi chłopki Gromadził w żniwa plenne swoje snopki. O wy! na żałość rodzicielską czuli, Płaczcie z nim stratę najmilszej Urszuli, Płaczcie, a siedząc w zaciszy przy źródle, Rżnijcie pamiątki na ponurej jodle. W szczupłym siedlisku nad gmin się unosił, A gdy mąż wieków bohatery głosił, Czuł swoją wielkość, iż czasy potomne, Ze czcią przyjmując dzieła wiekopomne, 231  Tam go postawią, gdzie stawać zasłużył. Los mu zawistny wieku nie przedłużył. Dość żył dla sławy... A moje uwielbienia, ile nie dostarczające wielkości jego, niech koniec mają. Dwa już wieki przeszły, miejsce się prawie tylko same zostało, gdzie mieszkał — ale winna Polska czułości księcia Jabłonowskiego29, wojewody nowogrodzkiego, iż kupiwszy umyślnie tę majętność, ostatki domu wielkiego męża kształtnym mieszkaniem przyozdobił; tak zaś budowlą rozrządził, iż dom, w którym mieszkał Kochanowski, nienaruszenie zachowany. Wierzyć należy, iż przy coraz bardziej krzewiących się w Polszczę naukach miejsce to znamienite uszanowanie zwykłe winne śladom wielkich ludzi odbierać będzie. Dalszej podróży osnowa Wiodła nas do Gniewoszowa. Stamtąd zmierzając ku lasku, Miejsce cudowne na piasku, Za nim ów widziany lasek, A za laskiem znowu piasek. Zgoła przeciąg takowej podróży byłby niemiły i przykry, gdyby się z daleka nie ukazały — Godne monarchów Puławy sd, Gdzie syt wieku, szczęścia, sławy, Młodzież ku cnocie sposobił Starzec 81, co kraj przyozdobił. * **9 Józef Aleksander Jabłonowski (1711—1777) — założyciel Towarzystwa Naukowego Societas Jablonoviana w Lipsku. Opiekun uczonych. W Czarnolesie, który zakupił w 1761 r., pietyzmem otoczył dom i pamiątki po Janie Kochanowskim. >0 Puławy — miasteczko nad Wisłą, najcenniejszy polski zabytek architektoniczny, od 1784 r. główna rezydencja książąt Czartoryskich. *1 Starze c... — Aleksander August Czartoryski (1697—1782) wojewoda ruski, jeden z najmożniejszych magnatów polskich XVIII w. Twórca potęgi Todu. Przywódca polityczny i organizator reform. 232 W żałobę przybrani słudzy ukazywali nam ogrody i pałac; czułość ich i rozrzewnienie pochwałą były widoczną pana, którego świeżo utracili. Przejeżdżając przez Kurów32, postrzegliśmy przy drodze samej kształtny budynek, a że kościół był blisko, domyśliłem się, iż to mieszkanie proboszcza; Więc widząc na przysionku piękną kolumnatę, Pomyśliłem: „Dobrą tu ma proboszcz intratę” — I zgadłem: proboszcz kontent, a przystając na tym, Co posiada, rzetelnie zdał mi się bogatym. Coraz zbliżając się ku Lublinowi, postrzegliśmy na boku ostatki dąbrowieckiego zamku 82 83 84 * *, opuszczonego teraz, sławnego jednak z historii naszej, stąd iż był gniazdem i siedliskiem familii Firlejów. Winni oni byli wzrost swój zasługom, ale i protekcja królowej Bony nie pomału do uszczęśliwienia ich pomogła. Ta,34 co od nas uciekła z niezmiernym połowem, Chytra, chciwa, lubieżna, Włoszka jednym słowem, Co się przy pańskich dworach dość zwyczajnie dzieje, Tym, co zdarła od drugich, stroiła Firleje.35 Niedaleko tego miejsca Babin 36 — 82 K u r ó w — miasteczko przy trakcie z Puław do Lublina. Proboszczem w Kurowie w 1. 1772—96 był Grzegorz Piramowicz, znakomity pedagog, działacz Komisji Edukacji Narodowej. 88 dąbrowiecki zamek — Dąbrowica, wieś pod Lublinem, rodowa posiadłość rodziny Firlejów, z zamkiem przebudowanym w XVI w. przez Piotra Firleja. 84 T a... — aluzja do działalności królowej Bony, wokół której nagromadziły się niechętne opinie. 35 Tym, co zdarła od drugich, stroiła Firleje — wyrażenie „stroić firleje” w staropolszczyźnie znaczyło: stroić figle, żarty. W XVIII wieku Eenedykt Chmielowski, autor popularnej, ale bałamutnej encyklopedii Nowe Ateny próbował wyjaśnić zwrot „stroi baba firleje, kiedy sobie podleje" inaczej, tłumacząc, że chodzi o możny ród magnacki Firlejów z lubelszczyzny, który królowa Bona obdarzała szczególnymi łaskami. SS B a b i n — wieś w pobliżu Lublina, ongiś posiadłość Stanisława Pszonki, który założył tu w połowie XVI w. tzw. Rzeczpospolitą Babińską, parodię państewka, gdzie tytuły i urzędy nadawano ludziom, których kwalifikacje były krańcowo sprzeczne z kwalifikacjami potrzebnymi do sprawowania urzędów rzeczywistych, wyśmiewając w ten sposób szlachecką tytułomanię. 233  Gdzie Pszonka, dobrej myśli chcąc być sprawcą, Nowego państwa został prawodawcą, A za tak sławnym idąc przewodnikiem, Kto głupstwo zrobił, został urzędnikiem. Gdyby tych indziej używano względów, Byłby niezmierny nacisk do urzędów. Zbliżając się ku Lublinowi — Ja, który z łaski bożej pieniakiem 37 nie jestem, Bojąc się potkać z pozwem albo z manifestem — Stanąłem na Wieniawie 38, sławnej piwnicami. A gdym się o nowiny badał u Węgrzyna, Rzekł: „Źle się w Polszczę dzieje, już nie chcą pić wina. Popsuł wszystko obyczaj jakiś nowomodny, Przedtem winne bywały, dziś trybunał wodny 39.'r Dopomogliśmy przy flaszce wzdychać Węgrzynowi, a uprowidowani 50 na drogę, wjechaliśmy w stołeczne miasto województwa lubelskiego — Gdzie jakoby na przemiany 41 Pomieszane wszystkie stany Wadzą jsię i gryzą wspołem. Z strachem ratusz ominąłem; Tam pod tronem pieniactw jędza Ziemianina, kupca, księdza, Gdy się jadem wzdęta zżyma, U nóg swoich w pętach trzyma. Wśród wrzasków, jęczeń, lamentów, 87 88 8987 p i e n i a k — pieniacz. 88 Wieniawa — przedmieście Lublina, niegdyś samodzielne miasteczko. 89 trybunał wodny — tzn. bez pijaństwa. tOuprowidować — zaopatrzyć w prowiant. 41 Gdzie jakoby na przemian y... — mowa o Lublinie i trybunale koronnym dla Małopolski, Rusi i Podlasia, który miał tu swoją siedzibę od 1578 r. 234 Wpośród stosów dokumentów, Chciwość na zysk zdradnie czuwa, Zjadłość nędzarzów podszczuwa. Godne bożyszcza kapłany, Podstęp czyniąc na przemiany, Możne pieniactwa okupem, Panoszą się nędznych łupem. Takie zwykły bywać siedliska pieniactw, a że nie masz, jak mówią, reguł bez ekscepcji, przykładność sędziów, których zastałem, jest pewną rękojmią, iż się do nich ten opis nie stosuje. Późno w noc wyjechawszy z Lublina, stanęliśmy na nocleg we wsi, a że i potoczę okoliczności wrypisać nie zawadzi, zastaliśmy w karczmie wesele chłopskie. Miły to widok, kto ma czułe serce, Gdy rodzaj ludzi miany w poniewierce, Rodzaj szacowny prostej kmiotków rzeszy, Po dziennej pracy wieczorem się cieszy. Tam radość szczera, uprzejma, prawdziwa, To, co jest w sercu, na widok odkrywa; Nie masz obłudy, zazdrości i plotek, Śpiewa piosneczkę pośród tańca kmiotek. Niefrasobliwe o przyszłe dorobki, Skaczą wesoło ochocze parobki; Fałszywym tonem skrzypiciel rzępoli, A młodzież wiejska wśród płochej swywoli, Skoczne hołubce wybijając pięty, Tańcuje żywo z raźnymi dziewczę ty. Miły to wprawdzie widok, przejeżdżającym jednak i snem zmożonym nienajpożądańszy, zwłaszcza iż się ochota przez całą noc przewlokła. Więc dźwięk skrzypków w uszach mając Jechaliśmy poziewając — i stanęliśmy w Wysokiem — 235  Gdzie wdowa,42 a niemodna, z wzgorszeniem Warszawy Zamiast gotowalnianej istotnej zabawy Podłą się pracą bawi, śmie myśleć o roli I wpośród kmieci swoich bardziej mieszkać woli Niż błyszczeć w wielkim świecie... Wzgorszył mnie takowy sposób myślenia i postępowania; będąc zatem w jej domu, zaraz to sobie w myśli ułożyłem, iż ją przed wielkim światem (tak albowiem teraz z francuska stołeczne miasta zowią) oskarżę. Dobrze to było niegdyś, gdy prababki nasze Wiedziały, kiedy bydło szło z obór na paszę. Inszy wiek, insze prawo; za wdziękiem i modą Damy zwyczaj płci pięknej przyzwoitszy wiodą: Mogą dumać o trzodzie, lecz co Filis 43 pędzi, A wsparte na wygodnej kanapy krawędzi, Rozmyślać o pasterzach, o rolach, zagonach, Lecz pasterzach, oraczach — Dafnisach, Damonach. Jeżeliby na tym mogło poniekąd szkodować gospodarstwo wewnętrzne domów, podłość by to była równać takową szkodę z oczewistym zarobkiem, wsparciem i rozkrzewieniern dobrego gustu. Trakt dalszy na Goraj 44, Kraj górzysty i niepłodny, Nocleg, popas niewygodny, Przewodniki bałamutne, Droga ciasna, lasy smutne. Taka była przeprawa nasza do miasteczka Biłgoraja45. 42 w W y i o k 1 e m, gdzie wdowa — Wysokie Lubelskie — miasteczko w pobliżu Krasnegostawu na południe od Lublina) gdzie w d ow a... — mowa o Annie z Sapiehów Jabłonowskiej (1728—1800), która w dobrach swoich przeprowadziła reformy społeczne nadając ulgi chłopom. « F i 1 i s... D a f n i s... D a m o n — konwencjonalne imiona pasterzy i pasterek, bohaterów sielanek. 44 G o r a j — miasteczko w pobliżu Zamościa. 45 Biłgoraj — miasteczko w południowej części województwa lubelskiego. 236 Zaszczyt jego wieloraki: Sławne w sita i przetaki. A co większa, i w jubilery niepoślednie. Jakoż wyborne klejnoty: Po talaru pierścień złoty, Dyjamenty wielkiej wagi, Za dwa grosze trzy szmaragi. Zgoła dziwić się trzeba obfitości towarów i dobroci przedawaczów. Że dalej jechać przyszło na nocleg, niewiele mogliśmy na galanteriach zyskać: mając zaś na sercu niegodziwe przeprawy, rzekłem: Bogdaj się człowiek dobry w tych stronach nie gnieździł! Bogdaj tylko wygnaniec tymi ścieżki jeździł, Bogdaj ludzi nie kryły te dzikie szałasze, A gdy chłopi na targi albo na kiermasze Do tych miejsc jeździć będą pielgrzymując wzajem, Niech klną tak jak ja dzisiaj Goraj z Biłgorajem! Ulżyłem sobie nieco tym przeklęctwem, a gdym ku Tarnogrodowi zmierzał, postrzegłem przy drodze za mostem słup;48 co na nim było, nie wyrażam; westchnąłem przejeżdżając. Zatrzymała mnie jednak ciekawość przy owej karczmie, gdzie, jak powiadają, między Biłgorajem a Tarnogrodem Kozak jakowąś starą księgę znalazł*  47. Pytałem gospodarza, skąd wieść poszła taka? Rzekł z przysięgą: „I księgi nie znam, i Kozaka." Chciałem więc reszty szukać, a gdym Żyda sfukał, Znalazłem, ale wrcale nie tę, którąm szukał. ii przy drodze z a mostem slup — granica państwowa między Polską a Austrią na mocy traktatu rozbiorowego z 1773 r. 47 księgę znalazł — Krasicki powtarza tu fikcyjną wersję znalezienia rękopisu Historii w karczmie w okolicy Biłgoraja, o czym już pisał w przedmowie do tej książki. 237  Regestra były akcyzy48 od towarów i kupców przejeżdżających. Rodzaj ksiąg takowych pożyteczny, ale niezabawny. Jechaliśmy do Tarnogroda. W tym miejscu Ledóchowski49 próżnej pracy użył, Zaszkodził on niewinnie, bo mniemał, iż służył; Godzien jednak wspomnienia, pragnąc dobrze czynić. Zeszłoby do wiersza: kogo? jak? dlaczego winić? ale to do historii, nie do listu należy. Sieniawa50 była na drodze, siedlisko już zeszłego, a zasłużonego w kraju domu. Następował Jarosław 51. Sławny panami, w których ręku bywał, Tam dziedzic z Sprowy 52 zacny odpoczywał; Tam, które ciągła potomność pamięta, Miały siedlisko Ostrogskie książęta; W buncie 53 niewiernych co szukał pomocy, Tam przytulenie chciał znaleźć Rakocy. Z wiekiem i zwykłą wiekowi odmianą Brały w dziedzictwo ziemię pożądaną Domy najpierwsze. Miasto okazale, Gmachy poważne, świątnice wspaniale, Ale czas zwykłe zdziałał altematy: W świątnicy nauk 54 dziś stoją warsztaty. 48 akcyza — podatek skarbowy od towarów produkcji krajowej. ■18 Stanisław Ledóchowski — marszałek konfederacji tarnogrodzkiej (1715) skierowanej przeciw Augustowi II i wojskom saskim, zawiązanej przy pomocy cara Piotra I. 50 Sieniawa — miasteczko w okolicy Lublina, siedziba możnego rodu Sieniawskich wygasłego w I poł. XVIII w. 51 Jarosław — należał do książąt Ostrogskich. 52 dziedzic z Sprowy — Andrzej ze Sprowy Odrowąż, wojewoda ruski, w połowie XV w. właściciel Jarosławia. 58 w buncie... — mowa o spisku magnatów (Radziwiłłów) przeciw królowi Janowi Kazimierzowi w czasie najazdu szwedzkiego, ich knowaniach z księciem Siedmiogrodu, Jerzym Rakoczym, których celem miał być przygotowywany przez Szwedów rozbiór Polski. W 1657 r. Rakoczy wkroczył na tereny Rzeczypospolitej i zajął Jarosław. 54 w świątnicy nau k... — mowa o kolegium jezuickim w Jarosławiu, którego gmachy po kasacie zakonu w 1773 r. władze austriackie zamieniły na koszary i magazyny. 238  I tu był wstęp ku uwagom. Ruszyłem się dalej, a gdym ku pobliższemu lasowi zmierzał — Niebo zaczęło się chmurzyć, Wiatry wzmagać, świstać, burzyć, Deszcz rzęsisty wksróś nas-moczył, Blask piorunów oczy mroczył. Szukający przytulenia, Mniej czuli na utrudzenia, Między topolą a jodłą Znaleźliśmy Chatkę podłą. Schroniliśmy się do niej, a widok ostatniej nędzy gospodarza przyczynił nam jeszcze dotkliwego uczucia. O potrzebo odpocznienia! Wśród tak nędznego schronienia Dałaś uczuć, jak sen smaczny; Na wygody zbyt dziwaczny, Choć w najprzykrzejszej postawie, Znalazłem wdzięk śpiąc na ławie. Niedługo sen trwał — trzask piorunów obudził mnie. Gdy się burza uspokoiła, jechałem do wsi bliskiej, a stamtąd — Przebywszy góry, brody, rzeki, piaski, Przebywszy bory, puszcze, krzaki, laski, Przebywszy miasta, miasteczka i wioski, Upały, burze, niepogody, troski, Po zbyt trudzących pracach odpocząłem •— W ojczystym gniaździe z radością stanąłem. Darujesz W. Ks. Mość zwyczajnej przywarze pielgrzymujących, nadto może obszerne miejsc i rzeczy opisanie, gdy w chęci opisującego uznasz szacunek i przyjaźń, z którą zostaję. STANISŁAW TREMBECKI (ok. 1739—1812) Poeta, dramatopisarz, tłumacz, historyk. OPUCHŁY Bajka z angielskiego na polski jązyk przetłumaczona 1 Nie żal by być kopę lat uczącym się żakiem, Aby się stać, jakim był Zdrojowicz * 1 2 *, prostakiem. Ale to niepodobna — dzień nam się zachmurzył, Zimno przykre, posiądźmy rzędem przy kominie, Utopmy frasunki w winie, A ja, stary, będę wam źle czy dobrze bzdurzyłSłuchajcież, co się stało przed starymi laty: Jeden mospan 5 otyły, silny i bogaty Miał stada, trzody, ule, łąki, sady, role I lodownie 4, i sobole. Przy takiej obfitości będąc oraz 5 wolnym. Stał się wkrótce — ba, któż by nie stał się? — swawolnym? Pyszni bogowie, w ludziach nie cierpiący pychy, Wydali go zdradzieckiej fortunie na sztychy,6 Dopuściwszy, ażeby pod jego przybytek Zakradła się rozpusta, próżnowanie, zbytek. OPUCHŁY 1 mistyfikacja. SZdrojowicz — La Fontaine (przyp. aut.jj la lonlalne (franc.) — fontanna, zdrój. Smospan — skrócenie: mości pan. 4 lodownie — piwnice do przechowywania lodu. 5 o r az — zarazem. 6 w y d a ć na sztych — wystawić na pokaz. 240 Nakładem y Drukiem Mic«. Gr6lla: Kfifgarza Ńadwornego J. K. Mci.* Ignacy Krasicki, Satyry, 1779. Karta tytułowa.  . Sufpicione A Et rapict tui fi,. qnqd « Stnlte nndabit atiimi ctmj Phak IMt.i 'tibitfna w WARSZAWIE jgg Nakładem y Drukiem Mich a* a Gki ‘ Rilygarza Nadwornego J. K. Mci, Ignacy Krasicki, Bajki i przypowieści na cztery części podzielone, 1779. Karta tytułowa.  Wnet jego sadło, ciało, jego miazga cała Od gnuśności z pijaństwem złączonej zropiała. Gdzie wprzód krew pełna duchów, teraz tylko woda. Jednym słowem, opuchły jak kłoda, Leży nieborak, ledwie dając życia znaki. Ale któż to taki? Dawne miano przytaję, późniejszym zaś czasem Zwali go szydercy Sotmasem 7. Postrzegłszy go w tym stanie ci, co przed nim drżeli, Z okrutnym najgrawaniem za brodą go wzięli. Sam się nie zbroni 8; woła na pomoc czeladzi. Czeladź, zamiast pomocy, jeszcze się z nim wadzi: „Ha! pamiętasz, Sotmasie, o dębowym sadle? Niźli cię Jowisz przykuł na tym prześcieradle, Jak gorzej niewolników spracowane boki Kropiłeś nam bykowcem? dla nas świat szeroki" Tu rozgardyjas, rwetes, kto tylko w dom wpadnie, Kradnie. Za złodziejów nie chcący uchodzić sąsiedzi, Wziąwszy srebra, bielonej podsunęli miedzi. Były to niby miany 9. Drudzy, co o niebie, 0 polach Elizejskich 10 11, o ciemnym Erebie Zawsze wygadywali, sumienni, niewinni, Rzekli: „Biermy też i my, kiedy biorą inni." 1 zabrali pasieki, za zdaniem jurysty Bardzo słusznie, bo dowód mieli oczywisty, Ze te pszczoły, w ich polach znaczne czyniąc szkody, Corocznie z nich najlepsze wysysały miody. Imnych przyczyn nie było, lecz podobno i ta Racyja w mocniejszego uściech wyśmienita. Przy uczynku niegodziwym Dla umalenia 11 przygany, 7 	S o t m a s — głupiec, głuptak. 8zbronić — obronić, i miany — zamiany. 10 pola Elizejskie — w mit. grec. kraina na zachodnich krańcach świata, u brzegów Oceanu, gdzie panowała wieczna wiosna. Po śmierci wybrani przez Zeusa bohaterowie zażywali tam niezmąconego szczęścia. Ereb — w mit. grec. najciemniejsza głębia świata podziemnego, gdzie po śmierci udawały się dusze zmarłych. 11 u m a 1 i ć — zmniejszyć. 16 — Poezje... 241  Choć ikto nie jest sprawiedliwym, Przecie pragnie być nim zwany. Tak i ten, co gwałtownie wyłamał obory, Dowodząc swoją prawność rzekł: „Mospanie chory! Mam świadków, że pędzano pomiędzy dąbrowy Do naszego buhaja twego dziada krowy, Ja zaś w krajowym prawie ukarzę waszeci: Komu ociec należał, należą i dzieci." W takowych obertasach temu biedakowi, Sotmasowi, Został jeden przyjaciel, dalibóg że został. Przyszedłszy kmemu, rzecze: ,,Zdrowy byś nie sprostał, Dopieroż chory będąc, szarpaezom tak wielu. Do lekarza się naprzód udaj, przyjacielu: Choroba zaniedbana życie twoje skróci, Jeżeli nie pozbędziesz zbytecznej wilgoci" ,,Ach! nie odbierajcie mi tej ostatniej chluby — Rzekł Sotmas — żem nad moich sąsiadów jest gruby." „Gorączkę masz, Sotmasie, znajdując powaby W szkodnej grubości, która sprawuje, żeś słaby; Zrobię ci gwałt z pożytkiem, nie słuchając więcej Twej mowy dziecięcej. Weźcie go! gdzie Machaon?" Machaon przychodzi I źgadłem 12 tak foremnie Sotmasa ugodzi, Ze mu wszystką puchlinę wypompował wcale, Nie ruszywszy humidum jego radicale,13 Wysechł ci on jak szczepa, lecz dopiero ożył, Bogom się upokorzył. Oni zaś na złośliwych tamtych dopuścili, Że się o łup zwadziwszy, wzajem podławili. Ten swe dobro odzyskał i jeszcze przysporzył. Ta bajka naucza nas: bez niebios pomocy Trudno przeważającej opierać się mocy; Jeszcze i w tym znaczeniu może być użyta: Częstokroć się udawi14, kto łakomo chwyta. 18 źgadłem — nie od słowa zgadnąć, ale od słowa ź g n q ć derevitum. (przyp. aut.). 13 h u m i d u m... r a d i c al e (łac.) — „wilgoć przyrodzona". 14udawić się — udławić się. 242 KOŃ I WILK Onego czasu, gdy zefir ciepławy Sędzioły zmiatał*  1 i odmładzał trawy, Gdy poczynało karmy brakować w stodole, Poszły bydlęta żywić się na pole. Pewby wilk także wtedy spacyjeiem chodził, Który się całą zimę rozmyślaniem bawił. Wielki post wiernie odprawił, Przez co się wielce wygłodził. Po zejściu więc skorupy bieżąc koło błonia, Ujrzał na czarny korzeń 2 puszczonego konia. Co za radość! Lecz chudziak, bojąc się nie sprostać: „Szczęśliwy — rzecze w sobie — kto by ciebie schrupał. Ej, czemuś ty nie baran, byłbym cię już łupał, A tak muszę frantować 3, ażeby cię dostać. Frantujmyż." Bierze zatem ułożoną minę, Stąpa z partesów 4 na kształt karmnego prałata, Powiada się być uczniem Hipokrata 5, Ziółek szukanie kładzie za drogi przyczynę, Których zna moc i własności, I chce oddać usługę jego końskiej mości, Gdy paść się tak, nie będąc wiązanym na linie, Znaczy słabość w medycynie. Lekarstwo tedy gratis oświadcza mu z duszy. Pan Ogierowicz, nie w ciemię go bito, „Mam — rzecze — uczciwszy uszy, Sprośny wrzód, który mi się zakradł pod kopyto.” „Nie troszcz się, moję dziecię — jeśpan medyk mówi — Z skutecznych leków wzrosła moja sława, Każemy się wnet ustąpić wrzodowi, I cyrulictwo bowiem jest moja zabawa.” koń i WILK 1 	gdy zefir ciepławy sędzioły zmiatał — gdy ciepły wiosenny wiatr topił szron (sędzio)). Zna czarny korzeń — na nie odrośniętą jeszcze trawę. > frantować •— oszukiwać. Iz partesów — uroczyście. SHipokrat (Hipokrates) — największy lekarz starożytności. 243  Tymczasem z tyłu zachodzi Rzkomo nogę oglądać, a do brzucha godzi. Zwąchał to koś i nie chce tego czekać losu; Podnosząc nogę ochotnie, Z całej siły jak go grzmotnie, Z paszczy narobił bigosu. „Au! — zawył wilk — au! jakżem głupszy jest od osła! Chciałem się bawić zielnikiem,6 Będąc z natury rzeźnikiem. Niechby każdy pilnował swojego rzemiosła!" MYSZKA, KOT I KOGUT Co by to była za szkoda! O kąsek nie zginęła jedna myszka młoda, Szczera, prosta, niewinna; przypadek ją zbawił. To, co ona swej matce, ja wam będę prawił: „Rzuciwszy naszych piecz arów głębiny, Dopadła jednej zielonej równiny, Dyrdając jako szczurek, kiedy sadło śledzi. Patrzę, aliści dwoje żywiąt1 siedzi: Jeden z nich trochę dalej, z milczeniem przystojnym, Łagodny i uniżony, Drugi zaś zdał mi się być burdą niesjpokojnym: W żółtym bocie z ostrogą chodził napuszony, Ogon zadarty do góry, Lśniącymi błyskotał pióry, Głos przeraźliwy, na łbie mięsa kawał, Jakby go kto powykrawał; Ręce miał, którymi się sam po bokach śmigał Albo na powietrze dźwigał. Ja, lubo z łaski boskiej dosyć jestem śmiała, Ażem mu srodze naklena, Bo mię z strachu drżączka wziena, •• bawić zielnikiem — udawać lekarza. MYSZKA, KOT I KOGUT lżywięta — animalia; to stare słowo widzi mi się, że ma w sobie więcej energii niż zwierzęta (przyp. aut.). 244  Jak się wziął tłuc z tartasem 2 obrzydły krzykała. Uciekłam tedy do jamy. Bez niego byłabym się z zwierzątkiem poznała, 00 kożuszek z ogonkiem ma, tak jak my mamy. Minka jego nienadęta, I choć ma bystre ślipięta, Dziwnie mi się z skromnego wejrzenia podobał, Jak nasze, taką samą robotą ma uszka, Coś go w nie ukąsiło, bo się łapką skrobał, Mój duszka! Szłam go poiskać, lecz mi zabronił ten drugi Tej przyjacielskiej usługi, Kiedy nagłego narobił kłopotu, Wrzasnąwszy na mnie z fukiem: «kto to tu? kto to tu?»" „Stój — rzecze matka — córko moja luba, Aż mrowie przechodzi po mnie. Wieszli, jak się ten zowie, co tak siedział skromnie? Kot bestyja, narodu naszego zguba! Ten drugi był to kogut, groźba jego pusta. I przyjdą może te czasy, Że z jego ciała jeść będziem frykasy, A zaś kot nas może schrusta. Strzeż się tego skrommisia, proszę cię jedynie, 1 tę zdrową maksymę w swej pamięci zapisz: Nie sądź nikogo po minie Bo się w sądzeniu poszkapisz." PANI I DZIEWKI Była tu jedna staruszka w Warszawie: Miała dwie służebnice, Magdeczkę i Kachnę; [Ojpowiedają o nich, że w przędzenia sławie Przeszły lidyjską Arachnę.*  1 Martas — hałas. PANI I DZIEWKI I lidyjską Arachne (mit. grec.) — najlepsza tkaczka w Lidii. Ośmieliła się wezwać Atenę do zawodów', która z nich utka piękniejszą tkaninę. Arachne zwyciężyła w zawodach, co spowodowało, że Atena z zemsty dzieło jej podarła. Arachne z rozpaczy powiesiła się, a Atena zamieniła ją w pająka. 245  Częstokroć dobry przymiot niewygodny bywa: Napędzała je bardzo baba do roboty Z wieczora paląc łuczywa; Alić znowu, jeno brzask, fruczą kołowroty. Tak do nocy od poranku Musiały prząść bez ustanku. Kiedy było blisko rana, Kogut piał jak opętaniec; Baba zaraz chyc z tarczana 2, Porwawszy na się zbrudzony odziewek, Biegła rozświecić kaganiec, A potem prosto do dziewek. Te w grochowinach śpiące po ipracy głęboko, Jedna się poczęła drapać, A druga, jedno otworzywszy oko, Chce jeszcze troszkę pochrapać. Lecz darmo, bo nad głową hałasuje jędza: „Wstajcie, dziewki! gdzie jest przędza?" Musiały zatem wstawać markocząc pod nosem: „Czy cię piekielnik rozpiarzył, psi ptaku, I z twoim przemierzłym głosem! Przybeczysz 3 ty twego gdaku!" Słowo do słowa, na koniec się zdarza, Że zagniotły złośnice pana Ekscytarza 4. Aleć im to zabójstwo nie zdało się na nic, Bo nie mogąc rozeznać dnia i nocy granic, W nocy baba latała jak kot zagorzały, Dziewki więc jeszcze mniej spały. Trafiły tedy z deszczu pod rynnę, niebogi. Ktokolwiek chcesz jechać sporzej, Na ścieżkę ty z gościńca nie bocz dla złej drogi, Bo często zawiąźniesz gorzej. 2 	tarczan — tapczan. Sprzybeczyć — przypłacić, pożałować. 4 Ekscytarz — ten, co budzi, tu: kogut. 246 WILK I BARANEK Racyja mocniejszego zawdy lepsza bywa. Zaraz wam tego dowiodę. Gdzie bieży krynica żywa, Poszło jagniątko chlipać sobie wodę. Wilk tam na 'czczo nadszedłszy, szukając napaści* Rzekł do baraniego syna: „I któż to zaśmielił1 waści, Że się tak ważysz mącić mój napitek? Nie ujdzie ci bez kary tak bezecna wina." Baranek odpowiada, drżąc z bojaźni wszytek: Ach, panie dobrodzieju, racz sądzić w tej sprawie Łaskawie. Obacz, że niżej ciebie, niżej stojąc zdroju, Nie mogę mącić pańskiego napoju." „Cóż? jeszcze mi zadajesz kłamstwo w żywe oczy?! Poczkaj no, języku smoczy, I tak rok-eś mię zelżył paskudnymi słowy.” „Cysiarn jeszcze, i na tom poprzysiąc gotowy, Że mnie przeszłego roku nie było na świecie.” „Czy ty, czy twój brat, czy który twój krewny, Dość, że tego jestem pewny Że wy md honor szarpiecie; Psy, pasterze i z waszą archandyją * 2 całą Szczekacie na mnie, gdzie tylko możecie. Muszę tedy wziąć zemstę okazałą.” Po tej skończonej perorze, Łapes jak swego i zębami porze. WILK I BARANEK lzaśmielić — ośmielić. 2archandyja (archandia) tłum, orszak. 247  ODA NIE DO DRUKU ALE W RĘKOPISMIE MAJĄCA BYĆ OFIAROWANA J.O.KS.J.M.P.B.P. PODCZAS WJAZDU JEGO przeze mnie Wojciecha Żółtowskiego, Podsędka Płockiego 1 Sromotna zabobonność nie ma tu już sprawy I wy, chwalebnej cn-oty zmyślone postawy; Swą i cudzą dla chimer krwią zbroczony srodze, O, Fanatyzmie wściekły, nie stój na tej drodze. Jedzie nasz luby pasterz, siedzi wedle niego Objaśniona pobożność i miłość bliźniego. Przed nim i za nim, w orszak złączone jedyny. Święte myśli i dobre czyny. Witaj, kochany Książę, do twojej owczarnie Po twe błogosławieństwo cały lud się garnie. Ty nas wybranych bożych iść zachęcisz śladem, Wielce twoją wymową, a więcej przykładem. Ty mocą Najwyższego dasz prawa naturze: Z daleka nas ominą wichry, grady, burze; Sprawiedliwego męża szanując powiaty*  1 2 * * * * * 8, Żadnej piorun nie spali chaty. Ta nadzieja nad wszystkie droższa nam klejnoty, Że tu mądrość umysłów rozpędzi ciemnoty; Mgła nas niewiadomości zaćmiała obrzydła, Pasterze ją mnożyli dla pożytku z bydła. Tak zwykł czynić w zwierzęcej nauczyciel szkole: Chcąc mieć ucznia posłusznym, oczy mu wykolę. ODA NIE DO DRUKU... 1 Wiersz ofiarowany biskupowi płockiemu Michałowi Poniatowskiemu. Kryptonim J.O.KS.J.M.P.B.P. należy odczytać: Jaśnie Oświeconemu Księciu Jerzemu Michałowi Poniatowskiemu Biskupowi Płockiemu. Michał Poniatowski, brat króla, członek Komisji Edukacji Narodowej, w 1784 r. został prymasem. Zmarł w czasie insurekcji kościuszkowskiej, prawdopodobnie po zażyciu trucizny. Nazwisko Wojciecha Żółtowskiego, pod którego imieniem Trembecki wiersz ofiarowywał, jest mistyfikacją, którą często poeta się posługiwał. 8 powiaty — diocezją (przyp. aut.). 248 Pad twoim zaś władaniem, każdy to z nas wierzy, Światło się rozumu rozszerzy. Wszystkie się wieki żalą; dla obfitszej dam 8 Niszczyli umiejętność wszelacy kapłani, Prócz niepojętnych nauk, których oni sami I sekretów niebieskich byli tłumaczami. Ślepiący, z naszej potem niebiegłości hardy, Ten stan nie uniknąłby powszechnej pogardy, Aleć mu wiecznotrwałe sprawili zaszczyty Cezar 3 4, Plutarch, Benedykt i Ty. Miła politeizmu 5 ginęła obłuda. Smutną prawdę dowiodły chrześcijańskie cuda; Słodkopomny Julijan 6 wsparł obrządek stary, Wnet Rzym woły bałwanom wybił na ofiary. Wiek osimnasty ze wszech religij wygładza, Co się z danym od Boga rozumem nie zgadza. My dla twojej miłości, powolne owieczki, Będziem wierzyć... choćby bajeczki. Stłumiona pamięć smutków, wszyscy się weselą: Ksiądz, gmiin, szlachcic, senator radością się dzielą, Wspólnymi głosy niebu dając uwielbienie Za twoje na biskupią godność wyniesienie. Wyniesienie? Jakżem się w tym słowie omylił! Filozof się do wzięcia infuły pochylił. Tyś im, nie one tobie dodały zalety, Gdyś na się włożył fijolety. Pełen cnoty, czci godzien z twej własnej osoby, Z brata ci przybyć może szczególnej ozdoby, 3 d a ń — danina (przyp. aut.). 4 C e z a r... — Juliusz Cezar (100—44 p.n.e.) jako władca był jednocześnie najwyższym kapłanem. Plutarch — (ok. 45—125), historyk i moralista grecki, był dożywotnim kapłanem delfickim. Benedykt — papież Benedykt XIV (1740—1758), słynął z tolerancji. 5 politeizm — wielobóstwo. 6 Słodkopomny Julijan — mowa o Julianie Apostacie (apostata — odstępca), cesarzu rzymskim (331—363), który usiłował przywrócić religię pogańską. 249  Którego Europa sławiąc zadziwiona Mieni królem pragnionym od cnego Platona 7. Hej, gdyby mi Opatrzność dała do wyboru, Którego bym z tych więcej pożądał honoru, Niźli z ukrwawionego tryumfować świata, Wolałbym mieć takiego brata! STANCES DO RYBIŃSKIEGO BISKUPA KUJAWSKIEGO1 Sermoni propria. Hor.* -Gdzie Prorok zgadł niniejsze odmiany na świecie? Włochowie z Burbonami * 1 * 3 postępują szczerze, Rakus trwałe z Borusem zawiera przymierze,4 Pallas 5 się pokazuje często w fijolecie. Nie bardzo niegdyś u niej ten kolor był modny, Teraz w niego przybiera swoje faworyty, A gdy, Rybiński, bierzesz infuły zaszczyty, Objaśniony 6 z pobożnym, twierdzą, żeś jej godny. Znanej domu zacności nie chcę tu wywodzić, Wielu z twoich fortuna nieślepa wyniesła Na wysokie urzędy, na wspaniałe krzesła; Ich córy zdatne były Czartoryskich rodzić. 7 Platon (ok. 427—347 p.n.e.) filozof grecki; głosił w swojej Rzeczypospolitej, że w idealnym państwie władza powinna należeć do uczonych i filozofów. STANCES DO RYBIŃSKIEGO... 1 Józef Rybiński został mianowany w r. 1774 biskupem koadiutorem kujawskim. ! Sermoni propria — właściwa mowie potocznej (Horacy, Sermones I, 4). 8 Wiocho wie z Burbonami — aluzja do układów politycznych włosko-francuskich. 4Rakus trwałe z Borusem zawiera przymierze — mowa o przymierzu Austrii z Prusami. 5 P a 1 1 a s — tu: mądrość. • objaśniony — oświecony. 250 Pod szacownego stryja wychowany okiem, Z niego wzór cnoty wziąłeś, a w naukach bystrze Postępując, przeszedłeś przydane ci mistrze. Dziwiłeś młódź twojego dowcipu wyskokiem. Ciekawy potem poznać, co w Europie słynie, Nawiedziłeś (kosztowne podjąwszy podrożę Przez odległe krainy, przez zdradliwe morze) Ateńczyki w Paryżu, Rzymiany w Londynie. I Gotów z Trojanami pomieszane plemię,7 I miasto, które nurtów Tybru władne krętych,8 Pyszne dziełmi cezarów i kościami świętych, Niebo i piekło wstrząsa lubo już nie ziemię. I śliczne włości Flory 9 chlubiące się Dantem. Wojaż natur nie mieni, wszak tygrys przewoźny10 Zawsze będzie drapieżny i lew zawsze groźny. Może się stać jednakże dyjament brylantem. Takim byłeś, ażebym twe pochwały skrócił, Które słuchasz niechętnie, a pragniesz zasłużyć, Tę niebarwioną prawdę pozwól mi wynurzyć: Żeś stąd dobrym wyjechał, a lepszym powrócił. August, który wśród burzy sprawując wiek złoty, Z wyborem z wysokości tronu sypie łaski, Sądząc cię zdolnym krzesła i pasterskiej laski, Nie zatrudniał się laty, liczył twe przymioty. Dwojakim dostojeństwa ozdobiony znakiem, Siedzisz między prałaty, między senatory, A gdy zajdą kościelne i ojczyzny spory, Pomnij, że n!iż kapłanem, wprzód jesteś Polakiem. 7 	1 Goto w... plemię — Italie (przyp. aut.), Italia. 81 miasto, które nurtó w... krętych — Romę (przyp. aut.), Rzym. 9 	Flors — Florence (przyp. aut.), Florencja. 10 	przewoźny — przewieziony, sprowadzony do Europy. 251  Prawa pisząc błądziły nasze ciemne przodki, Niestety! muszon jesteś obowiązkiem smutnym, Albo krzywoprzysięzcą, albo być okrutnym 11 I tym, i tym nie będziesz, rozum poda środki. Prześladuj odszczepione: straszna będzie kara, Kiedy poschną z pragnienia, które zawiść daje, Widząc twej świątobliwe trzody obyczaje. Gdzie najwięcej cnotliwych, tam najlepsza wiara! Uważ, jak świętą Cefas 11 12 religiją szerzył Przez namowy łagodne, przez chwalebne życie, Przez cierpienia i swoje do krzyża przybicie; Malchusa 13 nie nawrócił, którego uderzył. Od bezbożności błędów kraj zastajesz czysty: Jeśli był między nami takowy zuchwalec, Wyznał, drżący, ujrzawszy Opatrzności palec. Już to trzeci listopad nie masz ateisty.14 Poprawisz i duchowne, niech będzie ich celem Trwogą tego przenikać, kto bezkarnie grzeszy; Prawość mało szczęśliwą niech otucha cieszy, Nie ujrzy raju, kto jest złym obywatelem. A roztropnie zakażesz, niech pleban nie bredzi:15 Wiele dni spadał anioł z Olimpu strącony, 11 Albo krzywoprzysięzcą, albo być okrutnym — Obacz przysięgę biskupów in Pontiiicali Romano: Haereticos schizmaticos et omnes rebelles, domino nostro papae pro posse perseąuer (przyp. aut.)- (Będę prześladował w miarę moich możliwości heretyków, schizmatyków i wszystkich buntowników przeciwko panu naszemu papieżowi.) 12 C e f a s — św. Piotr (przyp. aut.). 13 M a 1 c h u s — imię żołnierza, któremu św. Piotr obciął ucho podczas pojmania Chrystusa. 14 J u ż... trzeci listopad... — tzn. trzeci rok; autor ironizuje, że w Polsce nie ma już bezbożników od chwili ocalenia króla z rąk konfederatów (3 XI 1771), w czym dopatrywano się „palca Opatrzności". 15 niech pleban nie bredzi — ironiczna aluzja do owoczesnych, na niskim poziomie intelektualnym, kazań i dysput teologicznych. 252 Jakim (kamieniem, błyszczą emjpirejskie16 trony, W co duchy patrzą, którym Bóg na główkach siedzi.17 Chrystus swym uczniom o tym nie raczył powiedzieć, Ani nam Paweł w żadnym nie wspomina liście, Lubo był za żywota w niebie osobiście; Snadź takowych skrytości nie przystoi wiedzieć. Będziesz miłość bliźniego nade wszystko niecił, 0 mniemania chrześcijan gniew poskromisz podły, Za mało wierne czyniąc Przedwiecznemu modły, Nie żeby je wygubił, lecz żeby oświecił. Będziesz zawżdy poważał ulubione muzy 1 cząstka czasu dla nich będzie wydzielona; Wyrównasz, bo przewyższyć ciężko, Fenelona 18, Czerpając źródło dane od syna Meduzy 19. A skoro się dopełni ta wróżba wTesoła, Lud radosny zakrzyknie, i mój głos tam będzie: „Żyj nam długo, 'pasterzu, siedź w najwyższym rzędzie, Ku szczęśliwości Polski, ku sławie Kościoła!" Lecz jeślibyś się kiedy miał pozbyć dobroci, Wężem być temu, który dary na cię leje, I omylić o tobie ojczyzny nadzieje, Wraz z tobą proszę bóstwa: niech dni twoje skróci. ltempirejskie — niebiańskie. 17 W co duchy patrz ą... — lis se trouvent des theologiens qui diaputent avec beaucoup d'empressement: ,,Utrum angeli yocltati throni vident ełiam laciem, an posteriora tantum Dei" (przyp, aut.). (Istnieją teologowie, którzy wiodą między sobą gwałtowne dysputy: „Czy aniołowie zwani Tronami widzą także twarz, czy tylko tył Boga".) l8Fenelon — Franęois Fśnelon, arcybiskup francuski, pisarz i pedagog, wychowawca następcy tronu, wnuka Ludwika XIV; w dziele Historia Telemaka dał ideał oświeconego monarchy. 19 syn Meduzy — Pegaz, wyskoczył z szyi Meduzy; uosabiał natchnienie poetyckie. 253  POWĄZKI1 Tłumaczenie z niemieckiego*  1 2 (Fragment) O, miasto! cóż są twoje częstokroć pałace? Łzami dobrych zlepiane ubogiego prace, A gospodarze onych najczęściej bez cudu, Piją krew i żrą ciało jęczącego ludu. Pełne są turmy Judy 3 familiji winnej Za łączenie w przaśniki posoki dziecinnej; Wnet ujrzem czarownice wleczone na stosy,4 Wilkołek z opętanym pojeży nam włosy. Miodek bez doświadczenia i lękliwych starek Zwodzicie!, wśród stolicy uwija się Marek.5 Przed niedołężną tłuszczą prorokiem się mieni, Oko ma w niebie, rękę w bliźniego kieszeni: Uchodzi mu bez kary łudzić tak bezwstydnie! Z tych przyczyn, wyznam szczerze, Warszawa mi brzydnie. Walne Rady, zarywane w tej naszej Warszawie, Podobne są jeziornych żabek letniej wrzawie. Któż stąd nie uzna wszystkich cnotliwych rozpaczy? Krzyknie łotr: „Głos uczciwych nic więcej nie znaczy!" Nie tamują wyjazdu żadne obowiązki, Wsie mię będą trzymały, a naprzód Powązki. Tu słodko śpiewać rozkosz, wtórując na flecie; POWĄZKI 1 Powązki były od 1772 r. letnią rezydencją Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, żony księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, generała ziem podolskich. 2 mistyfikacja. 8 	Pełne są turmy Judy — aluzja do prześladowań Żydów posądzanych o mordy rytualne. 4Wnet ujrzem czarownice wleczone na stosy — przypis autorski w języku francuskim, który w przekładzie polskim brzmi: „Uwięziono niedawno jedną nieszczęśnicę, imieniem Marianna Zdanowska, za kradzież Świętej Eucharystii. Wiele ich już dawniej ukradła, aby posłużyć się nimi do czarów. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będzie poddana zwykłej ekstraordynaryjnej torturze: dowiemy się o cudach, jakie wyprawiała ze świętymi hostiami. Odkrycia te przyniosą niebywały pożytek dla rozwoju eksperymentalnej fizyki". 5 uwija się Marek — aluzja do działalności antydysydenckiej karmelity ks. Marka Jandołowicza, który przebywał wtedy w Warszawie. 254 Tu zwykła myśl swobodna przybywać poecie. Tu się gonić z kochanką przy miłych powiewach Lub nieprzytomnej imię rysować na drzewach. Tu piękny świat przybywa na witanie wiosny, A kto smutny przyjechał, powraca radosny. Sadzony ręką Czasu, gaik swoim cieniem Zasłania przed zawistnych i słońca promieniem. Wielkimi gminy miejsca napełniają one Pięknością położenia ptaszęta ciągnione; Tu, powtórzywszy wzajem miłosne nucenia, Nienaśladowne czynią patrzącym zgorszenia. Stado łabędzi porze tuż płynącą wodę, Dającą napój, gładkość, zwierciadło, ochłodę. Po nizinach się sączą zdroje kryształowe, Wyżej widok rozległy i powietrze zdrowe. Stąd widać owe mury, gdzie czasem sromota, Niezdatność, próżnowanie, czasem wpędza cnota; Gdzie długie nosi brody kapłan w szatach śnieżnych, Okrasę greckich mędrców i capów lubieżnych. Tam lud na uroczystość bieżąc Paraklita,6 Jeden odpust, a drugi grzech niezdrowy chwyta. Widać Woli szopami wsławione równiny,7 Upięknił je dzierżyciel; ten, co i Młociny;8 Grzeczny żołnierz, z słusznością sędzia miłosierny.9 Powinowaty obcych, lecz ojczyźnie wiemy. Stąd wzrok odkrywa łatwo wielką część Warszawy, I Wawrzyszew niewdzięczny, i Marymont krwawy 10, I puszczą od lat wielu żeilazem nie tkniętą, Miejsce przenikające okropnością świętą, Gdzie najłaskawszy z królów zabójcę nawracał, I którędy na swój tron szczęśliwie powracał. 6 na uroczysto ś ć... Paraklita — tj. na Zielone Świątki. 1 Woli szopami wsławione równiny — mowa o dzielnicy Warszawy Woli, gdzie odbywały się elekcje królów. 8 u p i ę k n i ł j e... — mowa o Fryderyku Briihlu, staroście warszawskim. 9 grzeczny żołnier z... — Grand Maitre d'Artillerie, bailli de Warsowie (przyp. aut.). (Generał artylerii konnej, starosta warszawski.) 10 	Marymont krwawy... — aluzja do miejsca pojedynków* tu także, w młynie, król Stanisław August znalazł schronienie po zamachu przygotowanym na niego przez konfederatów barskich. 255  NA DOM NOWY KSIĘCIA KAZIMIERZA PONIATOWSKIEGO EKS-PODKOMORZEGO KORONNEGO NA SZULCU 1 Paci et amicitiae sacrum. Pokoju i przyjaźni świątnica. W tej tu świątyni niezmienne mają Pokój z przyjaźnią przymierze, Twarz, serce, usta tu się zgadzają, Nikt na się maski nie bierze. Dom ten, choć złotem, srebrem nie błyska, Większe sprawuje tu dziwy: Indziej pokojów liczne nazwiska, A tu jest pokój prawdziwy. Poczciwym tu się przebywać godzi, Bez dumy, nie z tytułami: Prostym człowiekiem każdy tu wchodzi, Tytuł zostaje za drzwiami. Kto gospodarza spomiędzy gości W tym domu poznać chcieć raczy, Niech przyjaciela szuka ludzkości, A gospodarza zobaczy. *NA DOM NOWY... ISzulec (Solec) — jurydyka ówczesnej Warszawy. Książę Kazimierz Poniatowski, brat króla, zbudował tam pałacyk, który był jednym z salonów osiemnastowiecznej Warszawy. 256  jf^Ł-^dry Polak po fzkodzie ? Już były te fzkody. Dziś na nfcs obrócony wzrok maią Narody/ Lub nas rządnych, przezornych, czynnych, świat pochwali; Lub nad chcąeemi ginąć, nikt fig nie użali. Ni^dy dóbr. ńfzych Pofiuw nie miała War łzaw a, Jch cel, Oyczyzny dobro, ich nadgroda, Iława. Ale, ieźli na fporach czas wycieńczą marnie, Jeźli wzgląd ofobifty ferca ich zagarnie, Jeźli granic obrony filney nie wyzrHOczą, Jeźli iefzcze i tacy na fwe zyflti baczą, Jeźli ta g<‘»ra w ciąży śmiefzną ntyfzką zlegnie; Już mię o fzczęściu JPołCki nadzt^ia odbiegnie, Kto pragnie polpolite opatrzyć pożytki, Nieprzyzwoite fmutnym, niech wytępi zbytki* Gną fig ftoły pod frebrem, w galonach lokaie, Tłoczą nam fok Bachufa Hottentotow Kratę, Lekkomyślności nafzey Brsbant siatki ftawia, Robaczkom wzięte łupy Francuz nam wyprawia, C * ) Stanisław Trembecki, Do moich współziomków.  csn 3 %cycx yfon e.Si faptcntis dtcere, non putabam. W Drukarni' P. Dor out Konfyliarsa Nadwornego J, K. M«i» Dyrektora Drukarni fcorjmfu Kadttew. Stanisław Trembecki. List do posłów powracających z Grodna, 1793. Karta tytułowa.  ODA DO J.W.N.B.K.S.1 O ty, kapłanie Delijskiego * 1 2 świętny, Przeszłego wiadom, przyszłości pojętny, Wieńcz twe skronie, wieszczą bierz laskę, Śnieżny ubiór i złotą .przepaskę. Zapal w nieszczupłej na ołtarzach więzi Ognie z Penejdy 3 niecone gałęzi; Nieśmiertelnych błagaj przez dary, Syp kadzidła, tłuste bij ofiary. Oto zstępuje ojciec gromowłady, Pod jego ziemia zatrzęsła się ślady. Oczy gniewne jak słońca błyszczą, Szatą ruszył, srogie wichry świszczą. Już sprzysiężone na zemstę żywioły 4 Wspólnie grobowe kopią dla nas doły. Śmierć skrzydła rozpostarłszy ciemne, Wydziera nam światło dnia przyjemne. Hurmem się snują bezecne potwory, Z pudła ciekawej uciekłe Pandory 5. Godło Westy 6, siejąc postrachy, Niszczy boskie i półbogów gmachy. ODA DO J.W.N.B.K.S. 1 D o J. W. N. B. K. S. — Do Jaśnie Wielmożnego Naruszewicza Biskupa Koadiutora Smoleńskiego. żkapłan Delijskiego — to znaczy Apollina, boga poezji. D e 1 i js k i — od Delos, wyspy na Morzu Egejskim czczonej w starożytności jako miejsce urodzenia Apollina. SPenejda (Penejos) — rzeka i dolina w Tesalii. ^sprzysiężone na zemstę żywioły — aluzja do klęsk żywiołowych, jakie nawiedziły kraj w 1773 r. 5 Pandora (mit. grec.) — żona Epimeteusza, pierwsza kobieta na świecie. Powodowana ciekawością nakłoniła męża do otwarcia naczynia, które otrzymała w darze od bogów, i w ten sposób uwolniła z niego wszystkie nieszczęścia i klęski gnębiące odtąd ludzkość. t Westa — wiele to Już razy nasza stolica gorzała (przyp. aut.). Westa — rzymska bogini ogniska domowego. Kapłanki (westalki) czuwały nad 17 — Poezje... 257  Nie chce być naszym zwany, naszych ani Myć brzegów rządca wilgotnej otchłani.*  7 Najady wiadra nazbyt chylą I nadzieją oraczowi mylą. Aura żywotnim pojąca likwoiem, Aura stygowym natchnęła nas morem.8 Ziemia, czując nieznane głody, Nienasytna, pożera płody. Naruszewiczu! Któż zuchwałym karkiem Poboruka się z szkodnym nam jarmarkiem? 9 Tylu orłom pioruny wydrze? 10 11
Kto potrójnej wyrwie z paszczy hydrze? Przeszladowników niebieskiego męża Zrą nas gryzoty, giniem od oręża.11 Któryż umysł nie pozna tępy Czarnych zbrodni okropne następy. utrzymaniem wiecznego ognia na ołtarzu. Wygaśniecie ognia miało według wierzeń przynieść nieszczęście państwu. 7 r z ą d c a wilgotnej otchłani — Bez mała nie Nepton Bałtycki (przyp. aut), aluzja do pierwszego rozbioru, kiedy Polska utraciła Pomorze. ! stygowym natchnęła nas morem — skromni rachmistrze twierdzą około 200 000 naszych powietrzem zabitych (przyp. aut.)j stygowy mór — od rzeki Styks, w mit. grec. głównej rzeki podziemnego państwa zmarłych — Hadesu. ! Poboruka się z szkodnym nam jarmarkiem — aluzja do nieszczęść, jakie nawiedziły Polskę, do rozbioru i trzech mocarstw rozbiorowych. 10 Tylu orłom pioruny wydrze — Cela s'entend (przyp. aut.). (To się rozumie.) 11 Zrą nas gryzoty, giniem od oręża — Cel hćmisticke a l'air d’une cheville (przyp. aut.). (Ten półwiersz wygląda Jak kolek do zatkania dziury.) 258 DO GENERAŁOWEJ ZOFII WITTOWEJ 1 PRZEJEŻDŻAJĄCEJ PRZEZ WARSZAWĘ DO WÓD Śliczna Zofijol twoje nawiedźmy Wiodą mi na myśl obaloną Troję. Z podobnej ona zginęła przyczyny: Jakże się słusznie o Kamieniec boję! Czy mi się zdaje, czy tysiące koni Widzę spocone i ludu w kurzawie Krzyczące tłumy: „Do broni! do broni!" I już o Dniestru myślące przeprawie? To by wynikło, i zuchwałe Traki * Za uwiezione swych krain zaszczyty Pewnie by nasze napełnili szlaki: Bujałby ogień, miecz byłby dobyty. v Lecz Abdul Hamid 8 skromniej trochę czyni, Mędrszy już teraz, ucierpiawszy szkodę: Lęka się, by go wielkiej Monarchini * 1 2 * 4 Nasz Zadunajski 5 nie przywiódł za brodę. Ani Albano, ani Gwido Reni 6 *
Mając pojęcie szerokie i żywe Tak cudnie z światłem nie łączyli cieni, Jakie widziemy twe wdzięki prawdziwe. DO GENERAŁOWEJ ZOFII WITTOWEJ... 1 Generałowa Wittowa, słynna z urody awanturnica, Greczynka Zofia Ciavone; późniejsza żona Szczęsnego Potockiego. Przywieziona do kraju z Turcji przez posła polskiego w Konstantynopolu, Boscampa-Lasopolskiego, wyszła po raz pierwszy za mąż za syna komendanta Kamieńca Podolskiego, majora Józefa Witte, który został później generałem. 2 T r a k i — mieszkańcy Tracjl, tu: Turcy. i Abdul Hamid — sułtan turecki (1774—1789). 4 wielka Monarchini — carowa Katarzyna II. 5 n a s z Zadunajski — mowa o Piotrze Rumiancewie Zadunajskim, wybitnym wodzu rosyjskim, który wsławił się w wojnie rosyjsko-tureckiej (1768—1774). Posiadał szlachectwo polskie, stąd — „nasz”. # A 1 b a n o... — właśc. A 1 b a n i Francesco (1578—1660), Reni Gwido (1575—1642) — włoscy malarze barokowi. 259  Szkoda, że lube rozgoniwszy bogi, Zniszczył wspaniałe i wesołe świątki, A na ich miejsce, ów Konstantyn srogi,7 Twarde i smutne wprowadził obrządki. Bo gdyby Olimp miał Jowisza jeszcze, Ujrzelibyśmy rozkoszne przemiany: Złote na ciebie lałyby się deszcze, Klękałby Ciołek 8 przed twymi kalany. Są między nami Kleopatry 9 usta, Uwiją 10  11 znamy, choć dawno nie żyje; Chcąc cię uwiecznić, z rozkazu Augusta, Już biegły Le Brun 11 twe popiersie ryje. Dokończyć posąg pozwól mi łaskawie, A wnet się zręcznym kamiennikiem stanę, Pigmalijona 12 wyprzedziwszy prawie, Na równą jemu zasłużę przyganę. Precz inne drogi wywodzące z cienia! Mymi się tylko chciałbym wsławić dłoty, Podam twą piękność wiekom do uczczenia, Ale twą piękność, nie krawcze roboty13. Czemu, stoliczne rzucając zabawy, Zbyt spieszne kroki ku tym zwracasz warom 14, ^Konstantyn srogi — Konstantyn Wielki (ok. 280—337) cesarz rzymski, który wprowadził chrześcijaństwo jako religię panującą. 8 C i o ł e k — aluzja do króla Stanisława Augusta, który pieczętował się herbem „Ciołek". OKleopatra (69—30 p.n.e.) — słynna z urody królowa egipska. 10 L i w i a (58 p.n.e. — 29 n.e.) — żona Oktawiana Augusta, matka cesarza Tyberiusza, o dużej urodzie i inteligencji, uchodziła za wzór żony i matki. U Le Brun Andrzej (1737—1811) — rzeźbiarz pochodzenia flamandzko-francuskiego. Nadworny rzeźbiarz króla Stanisława Augusta, kierownik pracowni rzeźbiarskiej na Zamku Królewskim w Warszawie. lźPigmallon — legendarny król Cypru, rzeźbiarz, zakochał się w po«ągu kobiecym własnej roboty. Afrodyta na jego prośbę ożywiła posąg. 11 krawcze roboty — suknie, lt w a i y — gorące wody, źródła. 260 Przez niezbadalne gdzae palnują sprawy Wraz ogień z wodą skalistym pieczarom? Do twych powabów, do tylu przymiotów, Któreż tam serce od wzdychań się wzbroni? Od ich napaści, od Kupida grotów, Cnota cię swoim puklerzem zastoni. Cnota? hm! słowo wielkie i paradne, Alle nią słodycz życia bywa truta; Chcesz-li jej wiedzieć określenie ładne, Poradź się o tym cnotliwego Bruta 15. Na twój Warszawa odjazd rozżalona, Jednak przeze mnie te życzenia jawi: Niech cię szczęśliwe prowadzą znamiona, Niech drogę stado przeleci żurawi. A którekolwiek zoczą cię narody, Ci, co Tamizę, ci, co Rodan piją, Sporni: lecz na to pełni będą zgody: Mniej cenić mądrość niż Filo-Sofiją 16. DO FRANCISZKA DIONIZEGO KNIAŹNINA*  1 Nieomylnego pewny będąc zdania, A wziąwszy pienia na uwagi szalki, Daleki gniewu, daleki kochania, Rozsądzasz muzy, mniemane rywalki. 15 cnotliwy Brut — Brutus Lucius Iunius (VII/VI w. p.n.e)— pierwszy republikański konsul rzymski, bez reszty oddany sprawom republiki, skazał rzekomo swoich synów na karę śmierci za udział w spisku przeciw republice (stąd nazwany „cnotliwym”). lBFilo-Sofija — aluzja do imienia generałowej Wittowej. DO FRANCISZKA DIONIZEGO KNIAŹNINA 1 Wiersz jest odpowiedzią na odę Kniainina, w której poeta puławski, porównując Trembeckiego z Naruszewiczem, przyznaje pierwszeństwo temu ostatniemu. 261  Lecz idyjskiego przygoda pasterza,2 Smutna sędziemu, nieufnym cię czyni, Przeto, Kniaźniinie, twa ostrożność zmierza Żadnej zwycięstwa nie przyznać bogini. Od tych natchnione Helikonek 3  4 wieszcze Jednakim, twierdzisz, ozdobione darem, I czyniącego kroki nowe jeszcze Z biegłym sarmackim chcesz równać Pindarem *. Niech ma pierwszeństwo dawniejszy poeta 5: Myśli on górno, wyraża się sztucznie 6; Dość będzie dla mnie wysoka zaleta, Jeśli mnie wliczy między swoje ucznie. POLANKA CZYLI POEMA WIEJSKIE Agricultura proxima sapientiae l Cicero (Fragment) W końcu szerokich równin, gdzie się woda sączy, Którą z odległych wiader Wisła z Narwą łączy, Jest miejsce, któremu się uśmiecha fortuna. Owieczki tam wydają nadobniejsze runa, Bydło przynosi z pola pełniejsze wymiona. Ziemia z wysoką lichwą powraca nasiona, Pszczoła obficiej robi miód droższy niż złoto, 8 idy jskiego przygoda pasterza — aluzja do sądu Parysa, który na górze Ida rozsądził spór między Herą, Ateną i Afrodytą przyznając jabłko Afrodycie jako najpiękniejszej, i Helikonki — tu: muzy. 4 P i n d a r (518—438 p.n.e.) — grecki poeta liryczny* sarmacki Pind a r — Naruszewicz. 5 dawniejszy poeta — to znaczy Naruszewicz. • wyraża się sztucznie — jest artystą. POLANKA... 1 Polanka (Wieś Góra nad Narwią blisko jej ujścia do Wisły) była posiadłością księcia Stanisława Poniatowskiego, bratanka króla. Motto: Rolnictwo najbliższe mądrości. 262 Pasma rolnicze ciągnąć nie śpieszy się Kloto 2. A kmiotek, często indziej smutny i ponury, Tu wszystkie wesołością przechodzi Mazury. Nie z najlepszości gruntów ta pomyślność płynie, Nie zawsze w tej wesele mieszkało dziedzinie; Lecz wspaniałością możne przechodzące pany Nowe tych dóbr właściciel uczynił przemiany.3 On tu pierwszy, zwracając swą względność na chaty, Do ludzkiej wzniósł godności podłych zwierząt braty; On im wolności, on im przemysłu udziela, Nie tyrana, lecz mają w panu przyjaciela. Nie więcej Piast ostatni 4 trzymał chwały z miecza, Jak że przeciw napaściom chłopków ubezpiecza. Mniejszą czuł słodycz Ludwik zgromiwszy Morzany,5 Niż kiedy był pospólstwa ojcem mianowany. Pragną pyszne umysły mieć zwycięskie wieńce, Podbić miasta, prowadzić za swym wozem jeńce; Ale czyściejszą sławę ten odniesie w zysku, Kto słabość od możniejszych zasłania ucisku. Dopieroż ten dobrymi wart sercami władać, Kto swym raczy swobodę niewolnikom nadać. Swobodo! jakże twoje władne są sprężyny! Bez ciebie nie szacowna płodność Ukrainy. Przez twoje zaś powaby żyznymi się stały Bagniste piaski Fryzów i Helwetów 6 skały. Już tu twojej dzielności widać skutek miły, Słodzisz prace, powiększasz pracujących siły. Wolna ręka, dobitniej składając zagony, Bujniejsze od sąsiedzkich ciągnie z roli plony. Kędy nieużyteczne krzewiły się wrzosy, 2 Kloto — zob. s. 156, przyp. 2. 8 N o w e... przemiany — w r. 1778 Stanisław Poniatowski oczynszował swoich chłopów w Polance i w pobliskiej wsi Olszewnica. 4 Piast ostatni — Kazimierz W.fielki] — nazwany królem chłopów (przyp. aut,). 5 Ludwik zgromiwszy Morzany — Ludwik XII, zwycięzca Wenetów, nazwany ojcem ludu (przyp. aut.). • Fryzowie — Holendrzy,- Helweci — Szwajcarzy. 263  Buja teraz murawa lub wznoszą się kłosy. I kędy wprzód szkodliwe lęgły się potwory, Wzrok i smak wabią dary Pomony i Flory.7 GOSC W HEILSBERGU DO J.O.KB.W.*  1 Książę! jasnego domu szczepie znamienity, Któremu większe dajesz nad wzięte zaszczyty, Kochający ojczyznę a kochamy wzajem, Czemuż cię za ojczystym szukać trzeba krajem? Twe sądy,2 równie słuszne dla obojej strony, Chwalił zwyciężający, chwalił zwyciężony. Ty, wraz mieszczący w sobie bardzo różne dary, Szerząc światło rozsądku, nie słabiłeś wiary. Z ciebie miał kościół polski .podporę niezmierną, Z ciebie senat ozdobę 3 i król radę wierną. O, jak smutne wspomnienie razi moję tkliwość! Z polskich nierządów obca korzystała chciwość. Gdy nasze dzielą dobro sąsiedzkie narody, Ciebie wzięcie za czwarte rachujemy szkody. A choć w odległej teraz bursztynowej ziemi 4 Mieszkać musisz, pasterzu, z owieczkami twemi, Sprzyjaj tej, co cię na świat wydała, krainie, Niechaj rodaków imię twymi dzieły słynie. Ci z usilnym pragnieniem chwytać sobie życzą Pienia, w których przeplatasz użytek słodyczą; 7Pomona (mit. rzym.) — bogini owocówj Flora (mit. rzym.) — bogini wiosny i kwiatów. GOSC W HEILSBERGU l Heilsberg (Lidzbark Warmiński), biskupia siedziba Ignacego Krasickiego, którego Trembecki odwiedził tam we wrześniu 1784 tj Do J.O.X.B.W. — do Jaśnie Oświeconego Xiecia Biskupa Warmińskiego. 2Twe sądy — aluzja do okresu, kiedy Krasicki był prezesem trybunału w Lublinie. 8 Z ciebie senat ozdobą — jako biskup warmiński Krasicki był członkiem senatu. i bursztynowa ziemia — Warmia, 264 Wszak świetlni ej szym wybramiem dla głowy obsłony Nad purpurowy kolor przekładasz zielony.5 A cnej pisania sztuki z dowcipem i gustem Tyś pierwsze dał przykłady pod naszym Augustem. Rządca ten, gdy swe państwa biegłymi obdarzał, Ciebie umiał wynaleźć, a innych postwarzał. Gdy zaś twój każdy wyraz wiele zawsze znaczy, Biedne naśladowniiki zostawiasz w rozpaczy. Próżno się onych pióro z twoim równać sili: Tysiąc było poetów, a jeden Wirgili. Twe nawiedzić mieszkania natchnienie mię wzywa: Czasem dzielność do miejsca przywiązana bywa. Na domku, gdzie Maurycy ma spoczynek wieczny,6 Broń swoję żołnierz ostrząc, staje się waleczny. Grubsze straci przesądy i rozumu przetrze, Kto ma szczęście femejskie oddychać powietrze.7 Lecz kto się treściwymi chce rytmami wsławić, Ten musi dzień, choć jeden, w Heilsbergu zabawić. Tu nasz prawdziwy Permes, nasze Hipokreny,8 *
Tu miłe swoją słyną bujnością kameny. O! gdybym tu przytomny na ich dar zasłużył, Dla korzyści mych ziomków zaraz bym go użył! Rzekłbym do prawodawców łączących się w Grodnie:® ,,Jedźcie, bracia, pomyślnie, a sprawcie się godnie! Jak ów okręt, któremu nieprzejźrzana szarga 10 Wszystkie maszty pokruszy i żagle potarga, • N a d purpurowy kolor przekładasz zielony — zielony kolor lauru poetyckiego. • Na domku, gdzie Maurycy ma spoczynek wieczny — dotknięcie bronią grobowca św. Maurycego miało zapewnić rycerzowi zwycięstwo. t Kto ma szczęście fernejskie oddychać powietrze — Ferney było siedzibą Woltera od r. 1760. 8 P e r m e s... Hipokreny — strumień i źródło w Beocji na szczycie Helikonu, poświęcone Apollinowi i Muzom (kamenom). • do prawodawców łączących się w Grodnie — aluzja do posłów na sejmie grodzieńskim w 1784 r. 10 szarga — burza morska, nawałnica. 265  W tym razie zhukanemu morzu na ofiary Roztropnie, choć najdroższe, wyrzuca ciężary, A potem z niebezpiecznej wyrwawszy się toni Innymi swej utraty zyskami dogoni; Tak i po naszej burzy, po naszej przygodzie Starajmy się pomyśleć o szkody nadgrodzie. Nie chciałbym ja krajowych zwyczajów przewrócić: Jak będziemy szczęśliwsi, będziemy się kłócić, Ale teraz domowe odłóżcie niesnaski, Odrzućcie podejźrzane nieprzyjaznych łaski, A dobra powszechnego tchnąc jedynie duchem Jednomyślnej przyjaźni wiążcie się łańcuchem. Oto pora do przykrej ulżenia niedoli, Kiedy znowu Europa zamięszania woli. Wrą gniewy, pokój niknie i łączą się mocy, Zachód grożi Wschodowi, Południe Północy. Nas, jeśli pamięć krzywdy do zemsty zapali, Ta przeważy, do której miecz przydamy szali. Lecz w takowym wybraniu, ażeby nie zbłądzić, Ostrożną się przystoi przezornością rządzić. Poradzić się Minerwy sposób jest jedyny, Którą świat pod imieniem wielbi Katarzyny. Pocisk ten, który widzim jej ręce przydany, Drugim końcem zalecza od pierwszego rany. Te związki przyzwoitsze i pomnieć się godzi, Iż Rusin z jednych z nami początków pochodzi: Jedna krew, jeden język, taż natura twarda, Ta śmiałość nieprzerwana i śmierci pogarda. Długo nam jędze wsipólną sprawiały ślepotę, Że brodzić w krwi braterskiej mieliśmy za cnotę. On na nas Niemce zwabiał, a my nań Tatary, On nam brał senatory, a my jego cary.11 Gdy własnymi siłami niszczem się niegodnie, Nazbyt w naszych krainach wzmogli się przychodnie. 11 nam brał senatory — aluzja do porwania z rozkazu Repnina senatorów za ich antydysydenckie wystąpienia na sejmie 1767 r.; my jego cary — mowa o carze Wasylu 1 jego bracie Dymitrze Szujskim wziętym do niewoli przez hetmana Żółkiewskiego po zwycięskiej bitwie pod Kłuszynem (1610). 266 Niech w gnizie starych ruin niepamięć zawali Klęski, któreśmy wzajem i wzięli, i dali! My odtąd przyjaźń tego utrzymując brata, Łatwo reszty potędze oprzemy się świata. Nigdy nam z męstwa straszne nie były Teutony, Szerzące się przez chytrość, przez kupno i żony.1* Z tych jedni nasi byli hołdownicy13 wczora, Drugich-eśmy spod pogan wydarli topora.14 Kiedyśmy przed ich bronią na kolano padli! Uśpili nas przyjaźnią i śpiących okradli. Pysznią się dziś, a naród z przyrodzenia mężny Dla przywary swych rządów zda się niedołężny. Ułóżcie rząd czynniejszy, to nam siły doda, Dzień po nocach nastąpi, po słotach pogoda. Te, co były wysoko, być muszą na dole Tocząc się losy krajów na fortuny kole. Niechaj górnych nadziei Słowak nie utrącą! Czuje August, a koło jeszcze się obraca." Głos mój słaby ustaje. Książę! wznieś twe tony, Które naród przychylnie słuchać wzwyczajony, Kieruj żywszą namową umysły swobodne, Zaleć zgodę obradom, a staną się zgodne. A jeśli trąba Marsa w pole nas wywoła Krwią, potem i kurzawą zdobić chlubne czoła, Pójdziem chętnie na trudy, na najsroższe boje, O miłości ojczyzny nucąc hymny twoje.15 « przez kupno i żony — aluzja do polityki Habsburgów wyrażonej w znanym powiedzeniu: „Niech inni prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio, zaślubiaj". 18 n a s i... hołdownic y... — mowa o lennikach Polski, między innymi o Albrechcie pruskim, który złożył hołd Zygmuntowi Staremu na rynku krakowskim w 1525 r. 14 spod pogan wydarli topora — aluzja do zwycięstwa pod Wiedniem w 1683 r. 15 O miłości ojczyzn y... — mowa o Hymnie o miiości ojczyzny Krasickiego, który był hymnem Korpusu Kadetów. 267  PIEŚŃ DLA CHŁOPÓW KRAKOWSKICH PRZEZ WISŁĘ PRZEPŁYWAJĄCYCH * 1 N.B. Chłopi krakowscy tak słowa wymawiają. Rzućmy na zawse zawsze Brzeg Wisły prawy,2 A na łaskawse łaskawsze Przejdźmy murawy. Po to przybyli Ci Krakowianie, By was zocyli, zoczyli, to jest obaczyli Królu i panie. Z temi przebrnęni przebrnęli Prośbami rzeką, Byście ich wzięni wzięli Pod swą opieką. Wasym zakazem waszym Ludzie sią chwalą, Ze tu zielazem że, żelazem Boików nie palą.3 2 Nikt was nie gani, Każdy was sławi, każdy Żeście kochani, żeście Żeście łaskawi. żeście Pietonie pod wami pięknie Bydło sią pasie, W polu z Jankami z Jankami PIESN DLA CHŁOPÓW KRAKOWSKICH... 1 	Pieśń dla chłopów... odśpiewana była w czasie przyjęcia na cześć króla Stanisława Augusta urządzonego przez marszałkostwo Mniszchów w Sielcach we wrześniu 1788 r. t brzeg Wisły prawy — prawy brzeg Wisły w Krakowskiem i Sandomierskiem należał od pierwszego rozbioru do Austrii. • Ze tu zielazem boków nie palą — tortury zniesione (przyp. aut.); aluzja do uchwały sejmu z 1776 r. znoszącej tortury. 268  Pląsają Kasie W nasej kramie pląsają, to jest tańcują w naszej krainie, to jest za kordonem Starsi ladaoo, Mnogi lud ginie, A nie wie, za co. Za łeb od snopka Biorą parobka, Dzieci od matki Pędzą na jatki. na jatki, to jest na zgubą. 3 Wraz ze zbójcami Każecie tracić każecie Tych, co grzywnami 4 Chcą życie płacić. Kocham ja Jewkę I mam zaślubić; życie J e w k ą, to jest Ewką Oj, za tę dziewkę Dałbym się scubić! Lec ciebie, panie, Kocham nad zdrowie, scubić, znaczy za włosy wytargać lecz W każdym ciek stanie Ojcem się zowie. w każdym, człek Za włos twej brewki Dałbym się skrusyć, Choćbyście Jewki b r e w k a dlminutH od brew skruszyć Mieli narusyć! naruszyć 4 Małe dzieciny Ucycie cytać; Wisłę na liiny Każecie chwytać, Przy mroźnym casie uczycie czytać to jest na liny lody chwytać dla zastanowienia Wisły ku wygodzie pospólstwa czasie 4 ty c h, co grzywnami — Mittgando legem divinam etc., etc., etc. (przyp. aut.). (Łagodząc boskie prawo). Konstytucja sejmowa z r. 1768 zniosła w stosunku do szlachty grzywny za zabicie chłopa, natomiast wprowadziła karą śmierci. 269  Pospólstwo zęby Miało w zapasie Swoje potrzeby. żeby w zapasie, to jest na doręczu Cęsto się zdarzy Niemocy przyjście, W kraju lekarzy 5 często niemocy, to jest choroby Namnożyliście; Chcecie nam, wiemy, namnożyliście Życia przydłuzyć Wam tez będziemy Tym życiem służyć. życia przydłuźyć też życiem służyć 5 Wase uchwały Słyną onako, Lud wam tez cały Zycy jednako, Cy we cce chwile Cy przy napitku: Żyjcie lat tyle, Ile dziur w sitku I to jest wasze ustawy, wasze prawa o n a Ic i znaczy się chwalebny też życzy czy we czcze cbwile, czy przy napitku, to jest czy po trzeżwu, czy po pijanuj napitek znaczy napój zawracający głowę Żyjcie lat tyle, Ila dziur w sitku! Wszyscy Jeszcze raz wszyscy Żyjcie lat tyle, Ile dziur w sitku! •w kraju lekarzy - - szkoła doktorska (przyp. aut.). 270 ANAKREONTYKA PRZY ODEBRANIU CZASZY WINA Z PIĘKNYCH RĄK OD J.W.H.P.W. przez Józefa Bielawskiego 1 0 wdzięków zbiory, Grzeczności wzory, Panie, królowe, boginie! Niech wasze oko Sięga głęboko, Nie sądząc gracza po minie. Włos mi ubielił 1 twarz podzielił Srogi czas w różne zagony, Lecz za tę szkodę Dał mi w nagrodę Serdeczny upał zwiększony. Tak Hekla * 1 2 siwa Śniegiem pokrywa Swoje ogniste pieczary; Wierzch ma pod. lodem, Zielone spodem, I wieczne karmi pożary. Płyń mi w potoku, Bachowy soku,3 Ręką przelany życzliwą; Ja, na cześć waszę Pełniąc tę czaszę, Przygaszam ogień oliwą. ANAKREONTYKA 1 Wiersz ten ogłosił Trembecki w imieniu Józefa Bielawskego, lichego poety czasów stanisławowskich. 2 H e k 1 a — wulkan w Islandii. 3 Bachowy sok — wino. 271  SOFIÓWKA i W SPOSOBIE TOPOGRAFICZNYM OPISANA WIERSZEM przez Jana Nepomucena Czyżewicza Forsan et haec olim meminisse iuvabit. Virg.2 (Fragment) [I] Miła icuku, a licznym rozżywioma płodem, Witaj, kraino, mlekiem płynąca i miodem! W twych łąkach wiatronogów rżące mnóstwo hasa; Rozroślejsze czabany twe błonie wypasa. Barain, którego twoje utuczyły zioła, Ciężary chwastu jego nosić muszą koła. Nasiona, twych wierzone bujności zagonów, Pomnożeniem dochodzą babilońskich plonów. Czernią się żyzne role; lecz bryły tej ziemi Krwią przemokły, stłuszczone ciały podartemi. Dotąd jeszcze, wieśniaczą grunt sochą rozjęty, Zębce słoniów i perskie wykazuje szczęty.3 W tych gonitwach, od obcych we środku poznany, Szesnaście potem razy kraj odmienił pany. W nim najsroższe z Azyją potyczki Europy, W nim z szlachtą wielokrotnie łamały się chłopy. Przeszły więc niwy w stepy, a trawa bez kosy Pokrewne Pytonowi mnożyła połosy 4. W leoiech niższych, otwartej acz nie było wojny, * 1SOFIOWKA... 1 Sofiówka była pięknym ogrodem założonym przez Szczęsnego Potockiego dla jego żony Zofii-Greczynki w okolicy Humania. 2 Motto: Może kiedyś i o tym będzie wspomnieć miło. (Wergiliusz, Eneida, I, 203). 3 Zębce słoniów i perskie wykazuje szczęty — La querie de Darius, tils d'Hystaspes (przyp. aut.). (Wojna Dariusza, syna Hystaspesa.) Aluzja do walk króla perskiego Dariusza I Hystaspesa ze Scytami (VI w. p.n.e.). 4 p o ł o s — węż niejadowity. 272 ** .. D O ŁĄCZĄCEGO SMAK * VM1E ¥ U m £1 ACF GO C PNIC CC * # Y,co roflropmc <rozrjrwek do prac ulńefe pospiechem wzaierauym |ak ira ied md o widzieć, że na twe (latanie, Początek fwoy nauka biorę-, y wzrafłanic. , | ' z kazdę z nieb obcuięc co dzień poufale, bdzief/ na a-dwno-ważitf ich fzacpnek (żalę; Poważafz fprawiedliw^c Melpomeny »ęki; cz weibłty iey Siofiry nie mniey lubi (i wdzięki, ręce byftrcy Urami kładziefz cyrkle złote, pędzla, y fmyczka chwalebny ociiotę ^ - A •"4 311 ■ Tomasz Kajetan Wigierski, List do człeka łączącego smak z umiejętnością i umiejącego cenić uczonych (przekład z Woltera). Strona pierwsza.  R O W N O S C I OSU LUDZKIEGO. EZ zayzdrości Trębecki widzi twoie oko. Bogactwami nadętę doftoyność wy fok), i fię two'y wzrok białkiem fałfżywym ułudzi, ieft fcenę, na ktoFey znacznicy&a ezę^ć ludzi, Pyfznych, głupich, nieczułych, wynioffych, fzałonych, Tytułami Wielmożnych albo Oświeconych, Pragnie Itan lu dy uzacnić, ukryć dufzf podłf, Darmoby wzrok ino'y próżność ich y głupflwobodł<V Wfzyfcy równi na świccie, odmienna powłoka, Kte potrafi omamić przezornego oka. Lofu nafzego, nafze wymiarem f| zmyfly, Od nich ludzkie luciżczęścia lub £af ścia zawify. Tomasz Kajetan Węgierski, List o równości losu ludzkiego (przekład z Woltera). Strona siódma.  Utrapiał Ukrainę pokój niespokojny. To sieczowe nachody, to tapryckiej ordy Zdradne zawsze nad karkiem strzały, spisy, kordy, Dzicz wnętrzna, częsty rozruch i sąsiad niemiły 5, Majętniejszych opodal mięszkać niewoliły. Dozorca się panoszył, a posiadacz gTodu Za łaskę swego cząstki przyjmował dochodu. Katarzyna, przez czyny nieśmiertelna swoje, Gdy zniosła Zapóroża i Krymu rozboje, Odtąd dopiero każdy, swojej pewien właści, Pod zbrojnym żyje prawem wolny od napaści. Wygnała barbarzyństwo rzeczy postać inna I obfita ziemica jest, czym być powinna. Ciągną ninie ku sobie te pola karmiące Przez niegościnne morze 6 korabiów tysiące. Ordessa 7 zmartwychwstała i wymienia złotem Uroszony rolniczym owoc ziemi potem. Skutkiem przezornych rządów zaniedbane wioski Na wzór się przekształcają angielski i włoski; Zapomnianego niegdyś przystrojeniem kąta Gromadny obywatel pilnie się zaprząta. tsąsiad niemiły — le Turc qui nous communiąual la peste. (przyp. auł.). (Turek, który zaraził nas dżumą.) • niegościnne morze — Pontos Axenos _appłl6 Euxincs (przyp. aut.). (Morze Niegościnne nazwane potem Gościnnym.) Mowa o Morzu Czarnym. 7 Ordessa — Ordessa esl le vral ancien nom; aujourd' hu i Odessa (przyp. aut.). (Ordessa Jest prawdziwą i starą nazwą; dziś Odessa.) 18 — Poezje... FELICJAN WYKOWSKI (1728—1784) Poeta, tłumacz, matematyk, astronom. Pijar, członek Akademii Arkadyjskiej (używał pseudonimu Odenillo Apesunzio vel Apisanzio, którym w formie spolszczonej podpisywał swoje wiersze). Współpracował z „Zabawami Przyjemnymi i Pożytecznymi". WIERSZ ZŁOŻONY CIC ICCCLXXIII * Coż to słyszą? co zmysły me uśpione budzi? Czy rzecz sama, czy płonna mnie nadzieja łudzi? Czyliż w czasie ucisków okroipnym i kiedy Polski naród powszechne ogarnęły biedy, Gdy obszerne w nim zewsząd targają granice, Bóstwo jakieś łaskawe nań obraca lice? Nie wiem, czy mi się marzy, czy czuję na jawie, Że ktoś naród z upadku chce dźwignąć w Warszawie; Gdy kraj szczupłą,2 zmniejszają, właśnie o tej porze Przyszłej jego wielkości ma zajaśnieć zorze? I coż to za otucha, co za perspektywy Tak pomyślne dla Polski obiecuje znawa 3? Jest to duch narodowy, jest bóstwo domowe, Co nad wszelkie mniemanie rzeczy wskrzesza nowe: Dusza to wielkomyślna, umysł rzadki wcale, Co mężnie cierpieć umie i czynić wspaniale! * 1WIERSZ ZŁ020NY... 1 Wiersz złożony w 1773 r.f tj. w roku powstania Komisji Edukacji Narodowej. 2 Gdy kraj szczupłą — aluzja do pierwszego rozbioru Polski. 8 z n a w a — znowu. 274 Jest z rodaka Król wielki, co najbardziej słynie Stąd, że cały dla kraju wylany jedynie; Ten ci to sam pan dobry, który mimo losy Przeciwne, mimo czarnej niewdzięczności ciosy, Dobro kraju i polor piastuje na łonie, Jak tylko na ojczystym godnie zasiadł tronie; Ten Król, co żywym będąc mądrości obrazem, Skutecznie w swym narodzie wszystko wznieca razem, Jego dzieła potomne czcić będą prawnuki, Wiedząc, że mu wzrósł winny rzemiesła, nauki. Za czasów tego pana wszyscy na potęgę Czytają i tłomaczą cudzoziemską księgę, Dziejopis i polityk Tacyt4, ledwie znany, Sam się dziwi, tak kształtnie po polsku przebrany; I w liczbie rymopiskiej, i w myślach wysoki Horacyjusz 5  6 dość gładko polskie stawia kroki. Książę ów krasomówców Cycero 8 wymowny Stał się teraz w polszczyźnie i w łacinie równy. Polskiego sprawomowcę uczy stawać ładnie Dowcipny Kwintylijan 7 tłomaczon dosadnie. Dobrze się eksplikuje ojczystymi usty Rzymskiego dziejopisma książę Krysp Sallusty.8 Kto się chce w gospodarstwie uczyć praktyk wielu, Znajdzie je w przełożonym wiernie du Hamelu 9. 4 T a c y t — Publius Cornelius Tacitus (ok. 55 — 120) historyk rzymski, którego dzieła przełoży! na polski Adam Naruszewicz: Dzieła wszystkie, t. 1 Warszawa 1772, t. 2 Warszawa 1773, t. 3 Warszawa 1776, t. A Warszawa 1783. 5 H o r a c y j u s z — Pieśni wszystkie Horacjusza przekładania różnych ukazały się w Warszawie w 1772 roku. 6 Cycero — Cicerona Mowy przeciwko Katylinie i za Markiem Marcellem tłumsczył Ignacy Nagurczewski, Warszawa 1763. JKwintylijan — Marcus Fabius Quintylianus (ok. 35 — 95) jeden z najwybitniejszych retorów rzymskich, autor podręcznika wymowy Kształcenie mówcy. Kwintyliana mowy tłumaczył na polski Bernard Syruć: Wyborniejsze mowy sądowe z łacińskiego języka wytłumaczone. Księga pierwsza, Wilno 1769, Księga druga, Wilno 1771. SKrysp Sallusty (Salustiusz) — Caius Sallustius Crispus (86 — 50? p.n.e.), historyk rzymski, autor Wojny z Jugurtą, Sprzysięźenia Kalyliny. Salustiusza tłumaczył Dawid Pilchowski: O wojnach i Kalyliną i Jugurthą, Wilno 1767. I du Hamel (Duhamel) — Kenri Louis Duhamel du Monceau (1700— —1782) francuski botanik i agronom. Dzieło o rolnictwie przełożył na język polski Paweł Ksawery Brzostowski. T. 1 Wilno 1770, t. 2 Wilno 1773. 275  fdlozofija próżnym głów zawrotem była, Oczyszczona, językiem polskim przemówiła. Ta, co z wylewów Nilu w Egipcie podrosła, W Chinach pieszczona, głowę w Grecyi wyniosła, Zdatna Geometryja, w ręce swe narzędzie Oddawszy Polakowi, pola mierzy wszędzie: Kto czynność i dowody ojczystym językiem Porządnie pisał, w sztuce stał się przewodnikiem. Wybór kunsztów kto zechce widzie niezawodnie, Niech odwiedzi fabryki założone w Grodnie: Ujrzy ekonomikę, która w cel swój godzi, Że potrzebny grosz próżno z kraju nie wychodzi; Uzna prawdziwy Polak, co to są za czasy, W domu znajdując perskie i paryskie pasy; Jakich w Londynie karet, jedwabiów w Toskanie, I galonów w Lijonie — takich tam dostanie. Tu z ukontentowaniem ciekawość się wzbudzi, Krajowych widząc mnóstwo dziewcząt, chłopców, ludzi W dobrym ładzie na różne rozłożonych szyki, Utrzymujących ręką uczoną fabryki. Lecz nie na tym się kończy praktyczna nauka, Przeinacza naturę tam przemysł i sztuka; Kto ciekawą gdzie indziej obróci powiekę, Ujrzy stojącą wodę przemienioną w rzekę, Postrzeże niewidziane na jezierze dziwo, Co potrzebne mieszkańcom zawsze daje mliwo 10. Kochającego ludzkość zdziwi dzieło owe, Porządnie wystawione w wsiach domy skarbowe: Tam mieszczanin, tam rolnik pociechy kosztuje, Widząc syna, co czyta, pisze i rachuje. Niejednej z biednych matek radości przybędzie Z córki, co czyta, dobrze szyje, równo przędzie, Rozumnie obmyślone te pierwsze zadatki Ludzkiego szczęścia mnożą krajowe dostatki: Wiejskie szkoły rachmistrzów do handlu sposobią, Ręce od kołowrotka gładziej tkają, robią, W rolnickim gospodarstwie, co przedtem zagOny 10 ni 1 i w o — mlewo, to co się zmeiło, mąka. 276  Ledwie sowite z siebie wydawały plony, Teraz też samą rolę dowcipniejsza praca Nagli, że się procentem dziesiątym opłaca. Nie masz w stołowych dobrach nieużytej roli, Przemysł ją poprawił lub poprawia powoli; Tamecznego rzetelna pochwała rolnika: Że pracą i dowcipem dochodzi Chińczyka. Jak publicznych kierować rządów kołowrotem, Tak zdolność znać ludzi jest królewskim przymiotem: Zaczem twojej mądrości, Panie, są to czyny, Żeś użył do nich zdolnej i dzielnej sprężyny. Ile się godzi dumać w prywatnym zakątku, Gdy królewskie rozmyślam dzieła od początku, Gdy wielkie serce zważam, szczególnie wylane, Żeby uszczęśliwiało narody poddane: Gdy piękny ów charakter Królów, a szczególny Twój admiiruję, Parnie, żeś ojciec ogólny! Tuszę najlepiej, ale myśli moje wieszcze, Daj Boże, by fałszywie! niespokojne jeszcze, Biedzę się właśnie, jak ów, co w rozpacznym gniewie Rzuca się tu i ówdzie, a co począć, nie wie, Powinność poddanego mnie obowiązuje, Dobroć twa, Panie, myśl mi trwożliwą daruje. Wszakże litościwego doznał w tobie ojca I wspomnienia niegodzien wściekły królobójca! Czyli na dal, czy z bliska straszna to optyka, Która mi się wystawia, wskroś umysł przenika: Król pewnie z dzieł swych wielkich nieśmiertelnym będzie; Ale któż wie w powszechnej i biedzie, i zrzędzie, Czy pożyteczne czyny dla kraju nie zginą, Lub ogólną nie będą skazi one ruiną? W tej rozpaczy i smutnym pomieszaniu duszy Głos rzeźwiący o moje obija się uszy, I właśnie jak z letargu occhnionemu nagle Port szczęścia obiecuje i napięte żagle. Żyje Bóg! a Stanisław August Król panuje, On się troszczy o naród, nim się opiekuje! Słyszysz, jak z przezornego Monarchy natchnienia 277  Zabobony, kraj cały odnowi się zgoła; Na miasto, wieś i pałac swe obrócą względy, Tworząc obywatela najlepszego wszędy; Od kołyski zacząwszy, iść będą przez stopnie, Aż póki wychowaniec ich celu nie dopnie. Na tych to fundamentach szczęście się gruntuje, Ścieśnionej Polszczę wielkość przyszłą obiecuje. Ta niewidoma ręka, co kraj nasz dotknęła, Jeszcze mu swej opieki wcale nie umknęła: Będzie naród zapewne w lepszym niż był stanie Przez troskliwe krajowej młodzi wychowanie; Z zazdrością wielbić będą późni potomkowie Dzieło, co sprawili nie ludzie, lecz bogowie: Dzieło edukacyi publicznej, nad które Nic większego; bo samą poprawia naturę. Bądź zatem dobrej myśli, lepszą miej nadziieję, Rzekła mądrość, gdyż z tego źródła się wyleje Na cały naród sława: pewne to zadatki Szczęścia, gdy dobrze będą wychowane dziatki, Patrz, jak mój płód, a twój Pan, Król niespracowahy, Z wybranymi do tego naradza się Pany! Jak miłe a codziennie swe trawi godziny, Żeby miała ojczyzna pożyteczne syny. Te to są cierpliwego a dzielnego męstwa W miłośniku poddanych laury i zwycięstwa! Niech inni wyciśnieniem ostatka krwie z żyły, Niech przez śmiertelne znaczą swój tryumf mogiły, Niech za grosz wymuszony werbują tysiące Zbrojnych zabójców, zgubą narodom grożące: STANISŁAWA AUGUSTA, mego faworyta, Dzielność będzie na dobro narodu użyta; Przez pilne wychowanie różnej w kraju młodzi Do celu szczęśliwości ten dobry Pan godzi. Widząc jego troskliwość w tak jasnym dowodzie, Kochaj Ojca ojczyzny, bądź wdzięczen, narodzie: Znaj, co to za epoka, jak pomyślna dola! Że masz dobroczynnego filozofa Króla.  ANTONI TADEUSZ MICHNIEWSKI (1743—1776?) Dramatopisarz, poeta, publicysta. Ogłaszał artykuły w „Monitorze", wiersze w „Zabawach Przyjemnych i Pożytecznych”, współpracował z teatrem publicznym w Warszawie. DO CZWARTKU X.A.T.M.P.SA Czwartku! Tygodnia synku w rzędzie piąty. Jakże cię nie uczcić pieniem? Tyć to ożywiasz, co świata zakąty Grzebłyby wiecznym milczeniem. Ty to potrafisz, że rozumu płody Nie giną marnie bez sławy; Ty w każdy tydzień stawiasz nowe grody Na skład rozumnej zabawy. Go twórczy umysł czyj rozumnie zdziała, Co w kim nauka urodzi, Twoim staraniem należyta chwała Każdego wiernie dochodzi. * lDO CZWARTKU l X.A.T.M.P.S. — kryptonim autora: Xsiądz Antoni Tadeusz Michniewski, Proboszcz Służewski. 281  Choć się kto bawi w zaciszu samotnie I myśl muzami rozrywa, Trafia się przecie niepojednokrotnie, Iż i ten sławy nabywa. Wszechmocna twoja siła, Czwartku miły, Co tydzień te cuda sprawia, Że pisma, które w kącie by gdzie zgniły, Na widok światu wystawia. Nie w jednym chętka do nauk się wzradza; Usycha, kto myśli dumnej Widząc, że mądry Król mądrych zgromadza Pod hasłem schadzki rozumnej. Co to za bodziec dla uczonych ludzi, Wiedząc, jak mądrych Król ceni, Lecz co za sztylet, który umysł nudzi Tych, którzy nie są uczeni? Jak w pierwszych serce roście do nauki Przy tym powabie szacunku, Tak w drugich zawiść rozdziera je w sztuki, Że są z podłego gatunku. Przyznać to bowiem potrzeba w naturze, Że każdy sam siebie lubi: Na tronie, w krześle, w infule, w kapturze, Wszędzie się człowiek rad chlubi. A zwłaszcza imię mądrego człowieka, Kąsek to wszystkim łakomy; Głupiec konceptem ruszy jak Seneka 2 I ma plauz 3, gdzie nieznajomy. * 4! Seneka — chodzi prawdopodobnie o tzw. Senekę Młodszego (ok. 4 p.n.e. — 65), autora dialogów filozoficznych, listów i rozpraw o problemach etycznych. 8 p 1 a u z — aplauz, poklask. 282 Gęba, gdy śmiała, paple szumnym tonem, Co jej przypłynie z ślinami, Ma chwałę czasem: i klech 4 Salomonem Bywa między ratajami. Ale ty, Czwartku, umiesz próbę robić, Różnisz mądrego od głupca; Mądrego zwykłeś pochwałami zdobić, Wstyd płatą dla samochlubca. Nie znajdzie w rzędzie czwartkowej gromady, Siedzących z Królem przy stole, Tylko tych, których prawica Pallady 5 Stawiła w uczonych kole. Co to za widok śliczny widzieć razem Pana między poddanemi; Rozmowy wspólne, obrazy z obrazem Króla mądrego z mądremi. Uczta w Olimpie Jowisza z bogami Nigdy nie miała tej sławy, Co obiad, Czwartku, ma dziś między nami, Gdzie mądrość stawia potrawy. Zbytek tam żaden w chorobę nie wprawi, Nikt przecież nie jest spragniony; Rozumna mowa wszystkich wspólnie bawi, Żrzódłem jej Król jest uczony. Ach! radbym dzisiaj, by to prawdą było, Co baśnie o czarach plotą; To by mym chęciom wielce posłużyło, Użyłbym czarów z ochotą. 4 klech — klecha, sługa kościelny. 5 P o 11 a d a — Pallas Atene, grecka bogini mądrości. 283  A mocą onych, raz by ze mnie mucha, Drugi raz Giges 6 był skryty; Na każde słowo nadstawiałbym ucha, W wszystko patrzyłbym jak wryty. Dopieroż, wziąwszy postać orła na siię I z bystrolotnymi pióry Leciałbym, wszędzie głosząc, że w tym czasie W Polszczę są Parnasu córy. Że Król, pan mądry, tak nauki zdobi, Jak żaden z naszych pradziadów; Że cudem, przedtem niesłychanym, robi Akademije z obiadów. Jest ci więc czego, Czwartku, powinszować, Gdyś tak przez króla uczczony; Potomnym wiekom trzeba zanotować: We czwartek obiad uczony. o Giges — Gigies Gallus: Książka, wydana w Paryżu, opisująca, że sztuką magij Gigies mógł wszędzie być, nigdzie nie mogąc być widzianym mając sygnet z kamieniem heliotropium (przyp. aut.).  TOMASZ KAJETAN WĘGIERSKI (1756—1787) Poeta i tłumacz. Kształcił się w kolegium jezuickim w Warszawie. W 1775 r. był kancelistą w departamencie sądowniczym Rady Nieustającej, w tym czasie otrzymał tytuł szambelana JKMci. W 1779 r. wyjechał za granicę. Przebywał m.in. w Niemczech, we Włoszech, we Francji, w Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Anglii, Wiersze Węgierskiego, za życia poety krążące w odpisach, zebrał i wydał po jego śmierci T. Mostowski pt. Wiersze różne, Warszawa 1803. Węgierski tłumaczył między innymi Marmontełla, J.J. Rousseau, Montesąuieu. DO JMCI KSIĘDZA ADAMA NARUSZEWICZA S.J. O MAŁYM LUDZI UCZONYCH POWAŻANIU Oda Ty, co Pegazem*  1 jeździsz, koniem bystrolotnym, Goć płynie wena w wierszu sercem tak ochotnym, Iż to każdy przyznaje i każdy powiada, Żeć Muzy forytują, Febus 2 lejcem włada. Ty, czy w twe ręce weźmiesz bardon złotogwary, Czy wdzięcznym tonem głośne dąć zaczniesz fujary, DO JMCI KSIĘDZA ADAMA NARUSZEWICZA... 1 Pegaz — zob. s. 108, przyp. 12. SMuzy forytują. — sprzyjają, popierają; Febus — zob. s. 122, przyp. 1. 285  Pienie twe niezrównane, na wzór Orfeusza Serca skamiałe ludzi najtwardszych porusza. Jeśli wojny chcesz stawić rozjadłość zażartą I na mord ludzki prasy piekielnej wywartą Złość niehamowną, widać jak gdyby na jawie, Jak na się draby sieką, jak się tłuką krwawię. Kiedy władogromego opiewasz Jowisza,4 Który w swych rządach nie chce cierpieć towarzysza, Zda się, że niebo, kuty z nieułomnej stali, Z strasznym grzmotem na siebie żartki 5 piorun wali. Lecz kiedy zapalczywość złożywszy na stronę, Słodkobrzmiącej twej lutni dasz głosy pieszczone, Serce jako wosk taje, a dusza dotkliwa Podług twej woli na płacz lub śmiech się zdobywa. Powiedz, co się to dzieje, że wiek tak uczony, Tylu dzieły sławnymi, tylu ksiąg wsławiony, Wiek, co sobie zasłużył na mądrego imię, W małej przecie rozumnych ludzi ma estymie 6? I tak jest ciężko na to, i tak mocno chory, Że go ni twe Satyry, ani „Monitory", Przez ośm lat z tego błędu, z tej głupiej ślepoty Wywieść nie mogły, kiedy trwa w niej aż dopoty? Mnie się zda, że gdyby kto i Zoila 7 wzorem, Z obosiecznym nań za to targał się ozorem, I wściekłym za szaleństwo takie ciskał jadem, Z większą byłoby klęską i z większym upadem. > Orfeusz — zob. s. 127, przyp. 1. 1 Kiedy władogromego opiewasz Jowisza, — aluzja do Naruszewiczowskiego przekładu ody Pindara: Oda pierwsza z pyle jakich, na pochwalę Werona króla. 5 i a r t k i — gorący. Bestyma — szacunek, poważanie. 7 	Z o i 1 — zob. s. 197, przyp. 4. 286 Tak rodzaj ludzki zły jest i tak jest zepsuty, Że go już nie ukrócą najmędrsze statuty: Wy gadacie, on swoje czyni, i nagany Wszelkie są to groch próżno na ścianę rzucany. Darmo, niechaj się, kto chce, na dowody sili, Pewna to prawda, która nigdy nie omyli, Że przy kim są pieniądze, przy tym też zostawa I honor, i zaszczyty, i urząd, i sława. Dlaczego ludzie, nętą 8 pobudzeni marną, Do nauk się z niesytą chęcią wszyscy garną? Rojąc w mózgowni szczęścia nadzieję omylną, Chcą być doskonałymi przez pracę usilną, Więc mądrego Platona jedni tknięci duchem Zmarłą Ojczyznę dzielnym pragną wskrzesić ruchem; Drudzy, snując na oko jej świetne zaszczyty, Wartują sławne dzieje Rzeczypospolitej. Inni rachunkiem biegłym niebieskie obroty, Jasne gwiazdy i okrąg mierzą Słońca złoty; Ci uczą, jak powinien czynić pan troskliwy, By hojny plon zasiane wróciły mu niwy. Ci z wspaniałym Pindarem 9 spore kroki stawią, Inni słodką wymową imię swoje sławią, A każdy z nich, czy w starym wieku, czyli młody, Pragnie szczęścia dla siebie lub jakiej nadgrody. Choć cnota sama z siebie, podług mądrych zdania, Powinna wzbudzać ludzi do jej poważania, Jednak mało się znajdzie tak wysokich myśli, Co by z tego powodu kochali się ściślej. 8 n ę t a — przynęta. 9 P i n d a r — zob. s. 262, przyp. 4. 287  Wielu chce, by w Ojczyźnie wzrost brały nauki I żeby w niej kwitnęły wyzwolone sztuki, Lecz żaden, widzę, na to nie daje baczenia, Co najzdolniej pomaga do ich rozkrzewienia. Ty, co wzbiwszy się w górę lotnymi skrzydłami, Aż pod modrymi bystro bujasz obłokami, Rzuć też przyjaznym okiem na mój rym ubogi, A już go nienawiści ząb nie ruszy srogi! Tobiem winien,10 przezacny mężu, mówię szczerze, Że me barki już miękkie kryć poczyna pierze, Które żeby w powiewne mogły porość skrzydła, Żądza we mnie gorąca i chęć nieostydła. O POŻYTKU NIEMIENIA Dziękuję tobie, panie Nakwaski*  1, Żem się zabawił wczoraj z twojej łaski, Bo ci się przyznam, że chodem nie letki, Z tym wszystkim lubię wino i kobietki, Lecz na nieszczęście niełaskawe losy, Dawszy gust pański, usunęły trzosy. Przy mizernej jednak nie rozpaczam doli I milczeć zwykłem, choć mię co zaboli. Wolałbym, prawda, ja tak jak i drudzy, Których być musim uniżeni słudzy, Na giętkich prętach w angielskiej karecie Sześciu kucami wiatr pędzić po świecie Albo na dzielnym turczynie zawodzić, Bo zawsze lepiej jeździć niźli chodzić. Ale cóż robić, mój kochany brarie: Jedni się w zamku, drudzy lęgną w chacie; Nie wszystkich równo natura obdarza; 10 	T o b 1 e m winien... — Węgierski był uczniem Naruszewicza. O 	POŻYTKU NIEMIENIA 1 	Nakwaski — trudno orzec, o jakiego Nakwaskiego chodzi. Najprawdopodobniej o Gabriela, rówieśnika autora. 288 S Z T U K A RYMOTWORCZA POEMA WE czterech pieśniach. Munu^ & ofłk»*ita, nil scńbens ipie , doccbo : TJndc pire.itur rpe;, qujd ahc funnewjuc Poecam * Qx:jd deceac , <j id non •• qno vjrtu«;, <juo ferac ««or. dt Ar:t Pcettca. w WARSZAWIE i?88. * — 3B3gs=p w Drukarni J. K.. Mci i Rzeczypospolite/ u XX. Scholarum Plarum. Franciszek Ksawery Dmochowski, Sztuka iymolwórcza, 1788. Karta tytułowa.  SZTUKA • ^ RYMOTWORCZA 1^0 istotny iest cech? dtbrego Pce'* , Jakim mu trzeba torem bieżyć do iw ty mety, Czego szukać , a czego chronić się należy j To ia zamyślam śpiewać , dia światła młodzieży* Guście i sędzio dzieł judzkich l darze Niebios drogi l *iez którego, w ozdoby sam dowcip ubogi'. ty kieruy piórem moiem , ty b)di mi cbętliwym , Żaby id wdzięk z sztok) słodkie na połączył ogniwem. A wy zacne dowcipy , któreście szczęśliwie Z chwał) sw) pracowały , aa nauki niwie, Franciszek Ksawery Dmochowski, Sztuka rymotwórcza, 1788. Początek Pieśni pierwszej.  Nie nam to pierwszym nieszczęście się zdarza; Ubóstwo czasem na dobre wychodzi I zbytek w ludziach często głupstwa rodzi, I stan ubogi godzien jest zawiści, Ma i on swoje nad inne korzyści: Nie będziem szaleć, bo nie mamy z czegp, Lecz też nikt błędu nie wskaże naszego. Patrzaj, ów książę, panek zawołany, Jaką ma sławę i jak jest wyśmiany! Czemu? Bo liczne dziedzicząc zagrody Życie prowadzić musiał według mody: Prosto z konwiktu pobiegł do Paryża I tam to najprzód zgrał się do halirza, A chociaż jeszcze nic nie znał w swym kraju, Musiał tam jechać przecie dla zwyczaju. Bez doświadczenia, nauki, rozsądku, Utracił honor z połową majątku. Powrócił nazad, jakoż nie bez zysku: Przywiózł gryz w kościach 2, a nędzę na pysku. Wzgardził ojczyzną i z niej się naśmiewa, A w gnieździe własnym z wstydem przemieszkiwa. Tak więc, dobrego plemię patryjoty, Stał się wyrodkiem narodu i cnoty. Fortuna ludzi zwyczajnie odmienia I śmieszne w głowie roi ułożenia; Widzisz, z owego co się stało teraz, Co z nami chodził i przesiadał nieraz, Jak posłużyły dubieńskie kontrakty3: Innymi zaraz począł stąpać takty; Skoro się przeniósł z bruku do karety, Stroi narowne jak rumak korwety 4; Jak się nadyma z swojej karyjolki 5, 2 gryz w kościach — bóle w kościach. 3 dubieńskie kontrakty — doroczne styczniowe zjazdy szlachty w Dubnie, na których załatwiało się sprawy handlowe, odnawiano dzierżawy, sprzedawano majątki, urządzano zabawy. 4 korwety •— podskoki końskie, tu: ukłony, podrygi. 5 kary jolka (kariolka) — lekki powóz na dwóch kołach. 19 — Poezje... 289  Śmiałem się ongi, aż mię wsparły kolki; Głowę na karku, jak orzeł, kieruje, Nikogo nie zna, choć się przypatruje; 0 równych nie dba, a niższych nie widzi, Nie pomnąc na to, że z takich świat szydzi. Chwała bądź Bogu, że mamy niewiele, 1 z nas by może drwili przyjaciele. Któż wie, mospanie, jeśliby pieniądze I w nas też inne nie wznieciły żądze? Może by i my, posiadając zbytki, Pańskiej próżności stawiali przybytki; Może by i my skarby tkali w mury I mniej potrzebne wznosili struktury 6, W których na pozór uboga prostota, A wewnątrz zbytki i rozpusta złota; Może by i my, z kaprysu lub mody, Wspaniałe chcieli wystawiać ogrody, W nich labirynty, świątnice Dyjanny 7, Wyspy cypryjskie, mruczące fontanny. Wszyscyśmy ludzie podlegli odmianie — Może by i my szaleli, mospanie! Bo któż dziś dobrze majątku używa? Jeśli nie szumi, to w karty przegrywa, A chociaż nędzarz od głodu umiera, Któż na te jęki swój worek otwiexa? Lepiej mieć mało, mierność cnoty cechą: Można z pałaców śmiać się i pod strzechą. * 16 	struktury — budowle. 1 	świątnice Dyjann y... — aluzja do modnych ogrodów zakładanych przez przedstawicieli ówczesnej magnaterii. 290  [ MYŚL MOJA DO JW. STANISŁAWA BIELIŃSKIEGO, STAROSTY GAR WOLIŃSKIEGO 1 Piąty już lustr * 2, Bieliński, zacząłem, a przecie Nicem jeszcze dobrego nie zażył na świecie. Liczniejsze miał od moich wielki Cezar lata, Kiedy płakał, że jeszcze nie był panem świata. Mnie pewnie tym podobne nie frasują troski: Nie świata chcę być panem, ale dobrej wioski. Szczęśliwy, komu dziady za sadło i krupy, Skąpo żyjąc, grosz na grosz zbijali do kupy; Woli on, że się tego trzymali rzemiesła, Niż żeby byli wnieśli buławy i krzesła 3: On może za pieniądze być honorów syty, A nikt nie da szeląga na dawne zaszczyty. Co zaś mnie, gdyby teraz, pókim jeszcze młody, Liczne się po rodzicach dostały dochody, Kontent z dobrego mienia, z sprawiedliwych względów, Nigdy bym się do żadnych nie kwapił urzędów. Piękna jest rzecz marszałek, gdy laskę podniesie I głosem ministrowskim woła: „Uciszcie się!", Ale dotkliwe serce na tę myśl truchleje, Że czasem mimo woli krew niewinną leje. Toż przyjemno, kiedy kto do kanclerstwa dożył, Sprawiedliwy Zamoyski pieczęć jednak złożył.4 MYŚL MOJA x Adresatem listu jest Stanisłw Bieliński (zm. 1812), starosta garwolińskł, szair.be! ■ n Stanisława Augusta, bratanek Franciszka, marszałka wielkiego koronnego. t lustr (od łac. lustrum) — okres pięcioletni. W starożytnym Rzymie od końca III w. p.n.e. do 74 r.n.e co pięć lat ustępujący cenzorowie dokonywali obrzędu oczyszczenia. Wszyscy obywatele zbierali się na Polu Marsowym, gdzie składano ofiary ze zwierząt, a cenzor modlił się o pomyślność całego narodu, i krzesła — to znaczy: krzesła senatorskie. 4 	Zamojski pieczęć jednak złożył — aluzja do Andrzeja Zamoyskiego, kanclerza wielkiego koronnego, który w 1767 r. protestując przeciw porwaniu senatorów przez N.W. Repnina złożył urząd kanclerza. 291  Miło jest w domu swoim mieć zaszczyt buławy, Lecz czyż można w pokoju wielkiej nabyć sławy? Pomyślno, kiedy skarbem kto bogatym władnie, Lecz imię nieskażone utrzymać nie snadnie. Wielkim by to zaiste było mi honorem Być albo urzędnikiem, albo senatorem; Ale do krzesła jeszcze młoda ma osoba, Próżniactwo zaś urzędów mi się nie podoba, Gdy ich po większej części obowiązek wszelki Częstować z nabożeństwem dziadów w Czwartek Wielki. Przykładny to uczynek, lecz ten trochę stracił, Kto tę drogę do nieba bogato opłacił. Mnie zacne wychowanie i względna natura Kazały naśladować ściśle Epikura 5: Sądzić wszystkich równymi, dawać wiary mało Temu, co kiedyś będzie i co się już stało; Dostatków i rozkoszy używać dość skromnie; -Nie dbać, że chciwy dziedzic nic nie weźmie po mnie; Utrzymać jednostajnie tę spokojność duszy, Choć mnie starość siwymi włosami przyprószy; Pogardzać, że mnie jady swymi potwarz chłosta; Iść przed się, gdzie mnie tylko wiedzie droga prosta, A kiedy, dopełniając przyrodzone prawa, Krew już w żyłach wolnieje i życie ustawa, Nie dbając, jaki wyrok może przypaść z góry, Oddać ciało nikczemne na łono natury, Jak gdybym z mej kochanki zezwoleniem wspólnym Po spełnionej rozkoszy snem zasypiał wolnym. Tak nauczał Epikur będąc jeszcze młody, Mając wszystkie potrzebne do życia wygody; Cięższa jest w niedostatku tych reguł praktyka 5 	Epikur — filozof grecki (341—271 p.n.e.), twórca systemu filozoficznego zwanego epikureizmem. Epikur usiłował dać odpowiedź na pytanie, jak żyć szczęśliwie. Szczęście pojmował jako przyjemność płynącą z rozwagi i naturalnej radości życia. 292  I łatwiej naśladować owego cynika d, Który w beczce zamknięty pędząc nudne lata Dziwem i obrzydzeniem stał się razem świata. Mędrców takich gromady na każdej ulicy Więcej niżeli kędy w tej mamy stolicy. Mnie gdyby ten, co może zmienić ludzkie stany, Mógł policzyć przypadkiem jakim między pany, Umiałbym z tą odmianą pewnie być szczęśliwy. Najpierwej twe, Paryżu, szedłbym widzieć dziwy I z źródła różnych zabaw czerpając po trosze Wiek bym mój na nauki dzielił i rozkosze, Póki by krew gorąca i potrzebne siły Do takiego sposobu życia wystarczyły, Ale jakbym się tylko zbliżał do starości, Gdzie mniej trzeba uciechy, a więcej wolności, Tam by osiąść najpierwsze było me staranie, Kędy ojczyzna Russa 6 7, Woltera mieszkanie 8. Tam wespół z pracownymi obcując Szwajcary Paliłbym tym dwom mężom niezgasłe ofiary I od brzegów Genewy rzekłbym sobie z cicha: ,,Darmo Polak do dawnej szczęśliwości wzdycha." Ale gdzie mnie uwodzisz, obłędliwa 9 myśli! Próżno sobie mój umysł obraz szczęścia kreśli. Trzeba się zostać w Polszczę w liczbie nieszczęśliwych: Co dzień się lękać zemsty ukrytej złośliwych, Chwalić wartych nagany, przed podłymi klękać, Pod jarzmem najgrubszego uprzedzenia stękać, 6 	cynik — mowa o Diogenesie z Synopy (413—323 p.n.e.) przedstawicielu szkoły cyników, który wyciągnął praktyczne wnioski z nauki o wyrzeczeniu się dóbr materialnych. Według tradycji mieszkał w beczce ograniczając do minimum potrzeby. "Kędy ojczyzna Russa — Jan Jakub Rousseau, ur. w 1712 r. w Genewie, przebywał tam do 1728 r. W Szwajcarii mieszkał przez pewien czas także po 1762 r., kiedy musiał szukać schronienia w obawie przed represjami, jakie mu groziły z powodu potępienia jego dzieł. 8 Woltera mieszkanie — Volteire (1694—1778) w latach 1755—1758 mieszkał w Szwajcarii, a następnie do początku 1778 r. w Ferney na granicy francusko-szwajcarskiej. 9 obłędliwa — błędna. 293  Widzieć co dzień nieuków mędrcami nazwanych I o cnocie bzdurzących za cnotliwych mianych. Bitnych Sarmatów z wszech miar nieszczęśliwe plemię, Niepewni posiadacze zostawionej ziemie. Nie sądźcie, że jesteście bliscy oświecenia: Ledwie się z barbarzyństwa dobywacie cienia. Jeszcze wam dotąd prawdy nikt nie śmie objawić, Życzę z serca, żeby to lepszy los mógł sprawić. PORTRETY PIĘCIU ELŻBIET BEZSTRONNYM PĘDZLEM MALOWANE I W DZIEŃ ICH IMIENIN OFIAROWANE OD PRZYJAZNEGO OSOBOM ICH SŁUGI J.O.B.K.K.H.W.K.1 Przy wielkich oświadczeniach nie służy nikomu; Grzeczna, ale skierkliwie skąpa w swoim domu, Nic miłości, mało zna przyjaźni jej dusza; Nikt prócz braci zimnego serca jej nie wzrusza. Lubo pozoru nie ma * 1 2 * * * *, ma umysł bigotki; Nie mów? źle o ludziach, lubi jednak plotki. X.C.G.Z.P.8 Przyjemności w dowcipie swoim ma tak wiele, Ile wdzięków w powabnym i kształtnym jej ciele, Ma dziwactwa niemało, a czasem jest płocha; Bez przyczyn nienawidzi i bez przyczyn kocha. PORTRETY PIĘCIU ELŻBIET... 1 J.O.B.K.K.H.W.K. — Jaśnie Oświecona Branicka, Kasztelanowa Krakowska, Hetmanowa Wielka Koronna (Elżbieta z Poniatowskich, wdowa po hetmanie wielkim koronnym, Janie Klemensie Branickim). 2 Lubo pozoru nie ma — chociaż na to nie wygląda; pozór — tu w znaczeniu: wygląd. 8 X.C.G.Z.P. — Księżna Czartoryska, Generałowa Ziem Podolskich (Elżbieta . Izabela z Flemmingów, żtna Adama Kazimierza Czartoryskiego, generała ziem podolskich). 294 Dzieciom wielką, mężowi miłość chowa.mierną: Umie być Penelopą 4 razem i niewierną. X.L.M.W.K.5 Z grzeczności Czartoryską znać i z jej wejrzenia. Ma jednak wykwintnego nadto przymilenia, Mówią, że miłosierna, radem wierzyć temu: Wyświadczyła niemało Domowi Nowemu.6 Przy znacznych jej przymiotach ta słabość nie wini: Owszem, w oczach młodzieży szacowniejszą czyni. P.P.W.X.L.7 Przyjemna, grzeczna, dobra, dowcipna i żywa — Któż się w tym Pisarzowej postrzec nie spodziewa! Dałbym życie, aby twój mąż, bakałarz srogi, Mógł na swym łbie uczonym ciężkie dźwigać rogi. W swojej byś go na koniec stawała kolei, Lecz cnota twa nikomu nie czyni nadziei. X.S.W.M.8 Związkiem ścisłym spojone chodzą na wyścigi: Rozkosz dla ciała twego, dla duszy — intrygi. Rządzić czasem i sobą umiesz po staremu, 4 Penelopą (mit. grec.) — żona Odyseusza, uosobienie wierności małżeńskiej. 5 X.L.M.W.K. — Księżna Lubomirska, Marszałkowa Wielka Koronna (Elżbieta z Czartoryskich, żona Stanisława Lubomirskiego, marszałka wielkiego koronnego, siostra Adama Kazimierza Czartoryskiego). • Wyświadczyła niemało Domowi Nowemu — Je demande pardon pour le platitude (przyp, aut.). (Proszę wybaczyć mi mój płaski dowcip). Nowy Dom — po francusku maison neuve. Aluzja do Józefa Maisonneuve, oficera francuskiego, nauczyciela inżynierii wojskowej w Korpusie Kadetów. Maisonneuve uchodził za przyjaciela księżnej marszałkowej. ^ P.P.W.X.L. — Potocka, Pisarzowa Wielkiego Księstwa Litewskiego (Elżbieta z Lubomirskich, żona Ignacego Potockiego, pisarza litewskiego, działacza Komisji Edukacji Narodowej). 8 X.S.W.M. — Księżna Sapieżyna, Wojewodzina Mścisławska (Elżbieta z Branickich, siostra Franciszka Ksawerego Branickiego, przyjaciółka króla, matka Kazimierza Nestora Sapiehy, generała artylerii litewskiej). 295  Bo jedno nie przeszkadza bynajmniej drugiemu, Być drugie, tak jak pierwsze, wiodło się skutecznie, Polską całą mogłabyś rozrządzać bezpiecznie. OSTATNI WTOREK 1 Żebym miał być łańcuchem do ściany przykuty, Urwałbym się i jechał dzisiaj na reduty. Nie taniec mię tam zwabia; miłość nieszczęśliwa Pewnie mię swą srogością na nie nie przyzywa. Jedźmy jednak! Stój ze mną, przyjacielu miły, Tobie się me najskrytsze myśli wyjawiły; Ty wiesz, jak o kim sądzę; ty mnie, ja znam ciebie: Chwalę, kto wart pochwały, ale nie pochlebię. Siądźmy tu, przypatrzmy się tym cudownym wzorom, Ich tańcom, ich chodzeniom, ich dzikim ubiorom, A z tych rozmaitości biorąc pochop śmiechu, Ucieszmy się prawdziwie godzinkę bez grzechu. Otóż Turczyn... strój ci to i postęp*  2 Turczyna, Sułtana wspaniałego nawet wzrok i mina; Dobre to wszystko na dzień, ale w ciemnej nocy Nikt nic niewart w seraju bez tureckiej mocy. Huzar 3 za nim, człek miły z figury i z duszy, Serca go otaczają, gdziekolwiek się ruszy; W łatwym umyśle jego jam też kiedyś gościł, Ale mi ten ponury gilbas 4 pozazdrościł: Zwierz cichy, który to ma za zasługę całą, Że nic nie znając gada i głupio, i mało. Co za ścisk, co za twarze! a każdy w tym tłumie Na siebie oczy wszystkich obracać rozumie. OSTATNI WTOREK lOstatni wtorek — aluzja do zabaw ł redut (bali msskowych), urządzanych w ostatni wto ek karnawału. 2 postąp — tu: chód krok. 3 H u z a r — książę Adam Czartoryski, generał ziem podolskich. 4 g i 1 b a s — wyrażeni? rubaszne: dryblas. 296 A, jak się masz, kochanku, i tyś tu jest z nami, Muskany kawalerze z słabymi piersiami? Jak cię ten tłok tak wielki dzisiaj nie zagniecie? Idź prędzej prawić jakiej płaszczyzny kobiecie! ...Ustąpmy się! niech mają miejsce te*  *dwie panie 5. Teraz ledwie szanowny wzrok kto rzuci na nie; Ach! jakże się to z wiekiem czasy odmieniły: Przed dziesięcią latami wyście rej wodziły! ...Obróć koło nas kroki swe, Hiszpanko 6 żywa! W tobie i dowcip bystry, i grzeczność prawdziwa. Zrzuć maskę! nadto miła pod nią twarz się kryje: Rozum z sercem (co rzadko) przed nią czołem bije. ...Hałas jakiś... zapewne wąsal pełen wina Kłótnię o pierwszą parę lub o pannę wszczyna... Bynajmniej... Nowe maski wchodzą tak wesoło. Oj! żebyśmy się mogli jak dostać w te koło! Co za tłok! przejść nie można, pcham się sobą całym: Jakie to jest nieszczęście być ślepym i małym! Ach! przecie... Dzięki tobie, mospanie wysoki, Żeś mię raczył przed siebie puścić na dwa kroki. Będę wielbił twą względną grzeczność, bo inaczej Nie widziałbym tych masek i byłbym w rozpaczy. ...Któż poprzedza? Księżniczka 7... dziękujmy naturze, Że nam tę doskonałość dała w miniaturze. Jak się w tak małym ciele tyle wdzięków mieści? Będzie to swego czasu mały dziw niewieści, A wstępując w matczyne ślady, słane różą, Tak podchlebne zawiązki czego nie wywróżą! 5 	te dwie panie — mowa o Teresie z Ossolińskich Potockiej, żonie krajczego koronnego Józefa Potockiego, i Jadwidze ze Strutyńskich Ciechanowieckiej, starościnie opeskiej, 2 v. hrabinie M inuzzi. * Hiszpanka — księżna Izabela Czartoryska lub Elżbieta Potocka. 7Księżniczka — księżniczka Teresa Czartoryska, córka księcia Adama. 297  Sześć par widzą, a wszystkie i hoże, i ładne; Suknie ich są gustowne, strojne i paradne. Tę słodkość ujmująca, cudna świeżość lica, Tą zaś dowcip przeniikły i piękność zachwyca; Tę jeszcze wiek dziecinny milszą oku czyni; Na końcu matka — wdzięków i gustu mistrzyni.8 ...Już po wszystkim... Idźmy stąd, bo znowu na nowe Tany się zaczynają, widzę, narodowe, A mnie to nic nie bawi, że kto z tego tłoku Pójdzie za łby o taniec lub weźmie po boku. Teraz się przecie między szczęśliwszymi liczę, Gdy twoje, Amazonko 9, oglądam oblicze. Twe oczy są twym lukiem, strzałmi — twe wejrzenia, I sposobu przed nimi nie masz ucieczenia, A jeśli się kto śmielszy na cię porwać waży, Czujna zazdrość przy twoich wdziękach jest na straży. Idź sobie, a daremnie myśli mych nie drażnij; Za cząsteczkę nadziei — trzy części bojaźni! Już jej nie masz i świece po lichtarzach gasną; Muzykanci nad graniem ledwie co nie zasną. Jedźmy stąd!... Sny łaskawe, bądźcie na pomocy I, czegom w dzień nie zyskał, nagródźcie mi w nocy! JĘDRZEJOWI ZAMOYSKIEMU NIEGDY KANCLERZOWI KORONNEMU, W DZIEŃ IMIENIN JEGO Komu naród układu praw swoich powierza, Kto szacunek publiczny zasługą wymierza, 8 matka — wdzięków i gustu mistrzyni — księżna Sapieżyna, kancierzyna litewska, z córkami. 9 Amazonka — Aleksandra Issaurót, żona lekarza francuskiego, wyszła po raz drugi za mąż za generała Józefa Zajączka. JĘDRZEJOWI ZAMOYSKIEMU... Andrzej Zamoyski (171G—1732), kanclerz wielki koronny w latach 17C4—1767, podczas sejmu konwokacyjnego 1764 r. przedstawił program 298  r Kto umie złożyć urząd tak jak go sprawować, Temu może Węgierski imienin winszować. , Nie żądam, bym był więcej niż jesteś szczęśliwym: Pierwsze szczęście — umieć być zdatnym i cnotliwym; Ni ci nader długiego życzyć będę wieku, Nieraz swą sławę przeżyć zdarzało się człeku. - Jeśli prawda, że jest Ktoś, co rządzi Niebiosy, Powinien przecie umieć szanować twe losy. Czegóż by była nasza łatwowierność warta, Gdyby skutkiem nadzieja nie została wsparta! Ktokolwiek światem włada — Bóg czy Przyrodzenie — Jedno tylko mam do nich dla ciebie życzenie: Gdy szczęścia nasze od twych nowych praw zawisły: By cnotę wlać raczyli w Polaków umysły. Nie jestem z tych, co przyszłość malują szczęśliwą; Przeszłe dzieje boleścią rażą mię dość żywą: Częstom widział na sejmach zgromadzone stany, Interesem z słabością miotane w przemiany. Darujcie mi, kochane Sarmaty, raz jeszcze, Że niedobrze po waszych sercach sobie wieszczę. Znasz to już doskonale, nieszczęsny narodzie, Żeś się nadto w nagannej zakochał swobodzie, Chce król twojej poprawy, chcą ludzie poczciwi, Ale się temu pycha z chciwością przeciwi: Ten, co bezkarnie człeka wypędzi, zabije, Rad jest gardzić prawami, pod którymi żyje! Lecz może głos cnotliwy przeważy u ludu, Może się Polska teraz doczekała cudu, reformy Rzeczypospolitej. W roku 1767 protestował przeciwko porwaniu senatorów przez ambasadora Repnina i złożył urząd kanclerza. Z polecenia sejmu 1776 r. opracował Zbiór praw sadowych, który jednakże sejm w 1780 r. odrzucił jako zbyt radykalny. Był członkiem Komisji Edukacji Narodowej. 2P9  Że rozeznane prawa przez ciebie pisane I przyjęte zostaną, i będą słuchane? Zagrodź drogę pieniactwu, tej stugłowej hydrze: Niechaj mi mej własności ofltąd nikt nie wydrze I niech się nikt z tym więcej w sądzie nie odzywa: „Ta sprawa jest nieprawna, chociaż sprawiedliwa." Zakwitną twe ustawy; ja żyjąc pod nimi, Będę cię wielbił wszędy ustami moimi I potomkom pomiędzy największymi dziwy Skazywał cię: „Oto jest Polak sprawiedliwy!” Teraz, kiedy mię wszystko od wierszów odwodzi, Możnego mi występku tykać się nie godzi, A w pospolitych ludzi niezliczonym tłumie Nikogo chwalić szczery język mój nie umie. To sobie za największą poczytuję sławę, Kiedy mi przyznać raczą umysły łaskawe, Że gdy gniew nieprzyjaciół jad swój na mnie sączył, Pochwałąm Zamoyskiego pisać wiersze skończył.  JAN ANCUTA (druga poł. XVIII w.) Poeta. W 1788—1790 był sekretarzem sejmowym z prowincji litewskiej, a w 1789 sekretarzem Komisji Skarbowej Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1794 zgłosił akces do insurekcji kościuszkowskiej. SPACER NOCNY PO WARSZAWIE1 Noc cicha, piękny księżyc roztacza promienie; Choć późno, lecz czas ciepły i ślicznie na dworze. Wyjdźmy trochę, mospanie Józefie, w te cienie: Wszak najmilej jest przejść się w tej rozkosznej porze. Ten głuchy szmer, który się po mieście rozlega, Te światła kolorowe, co się w oknach świecą, Ten wietrzyk, co swobodnie po ulicach biega, Te cienie migające rozkosz oku niecą. Pójdziem w prawą ulicę, może co ujrzemy: Patrz! wszak to Wojewodzie w wielkim kapeluszu SPACER NOCNY PO WARSZAWIE l Wiersz ten przypisywano Franciszkowi Zabłockiemu [Pisma F. Zabłockiego, Poznań 1903), Tomaszowi Węgierskiemu (Poezja polskiego Oświecenia, opr. J. Kott, Warszawa 1954). W antologii Cztery wieki poezji o Warszawie (Wybrał oraz wstępem i przypisami opatrzył Juliusz W, Gomulicki, Warszawa 1970) występuje on pod nazwiskiem Jana Ancuty. 301  Incognito 2 gdzieś dybie, wnet coś obaczemy. Oto wszedł do szynkowni, tej, co przy Ratuszu. Co za szkoda chłopczyny! I piękny, i grzeczny; I rodzice mu dali dobre wychowanie. Cóż po tym, gdy wlazł w związek młodzi niestatecznej, Przejął ich miny, dzikie reguły i zdanie. Owóż i za nim drugi mistrz wszelkiej rozpusty! Jest to ów, jak ich zowią, honnefhomme 3 dziś modny; W nocy podły, w dzień dumny, chociaż worek pusty, Mina zawsze fertyczna, brzuch po trzy dni głodny. Chód dziwaczny, strój śmieszny, halsztuk brodę kryje, Frak w zadzie, pręcik w ręku, a w ostrogach nogi, Chociaż nigdy na koniu nie jeździł jak żyje, Kapelusz duży, by deszcz nie lał na ostrogi. Z panów żaden go nie zna, przecież tonem dumnym O nikim, jak o samych tylko panach gada; Honor zaś temu czyni, gdy gdzie krokiem szumnym, Nie proszony na obiad, w sam czas stołu wpada! Brutalstwo ma za modę, grzeczność za prostotę. Skacze, śpiewa, trzpiota się, bredzi, gada wiele, Starożytnym nazywa fanatyzmem cnotę, Często, niby niechcący, zaśwista w kościele. Patrzaj teraz, co jedzie za lalka 4 w karecie: Z lorynetką pieszczoną główkę swą wysadził. Znam go: to drugi rodzaj jest na wielkim świecie Pustaków, co pan Piron 5 w modę ich wprowadził. 2 incognito — łj. bez ujawnienia swego imienia i nazwiska, nie dając się poznać. 2 h o n n e t' h o m m e (franc. honneie homme) — człowiek uczciwy. Tu określenie użyte ironicznie. 4 1 a 1 e k — tu w znaczeniu: wymuskany elegant. 5 P i r o n — Aleksy Piron (1689—1773), poeta francuski, autor satyr, piosenek i wierszy swawolnych. 302  Ten pachnący puziaczek fl, nastrzępiony cały, Dukata gdzieś dostawszy, jeździł z wizytami, Tydzień zaś w domu siedział, biedny, wygłodniały, Dziś, fiakrem ozdobiony, widział się z paniami. Pełen modnych grymasów, sam siebie rozpieścił, Delikatnym układem stąpa, mówi, siedzi; Rozumie, że się w wszystkich serduszkach umieścił. Sam sobie w posiedzeniu śmieje się i bredzi. Umie słów modnych kilka, pięć wierszów z Woltera, Zna, jak zganić polones, kornet lub fryzurę, Róż, pomady i puder przedziwnie wybiera, Ma w głowie najmodniejszych deseniów strukturę. A to kto do karety siada z tego domu? Cześnikowa z Starostą kędyś wyjeżdżają; Mówiono mi, że... ale co do tego komu? Że ścisłą przyjaźń z sobą mimo męża mają. Nie lubię parafianów tych naszych gadania; Co niech ujrzą samotną kilkakroć gdzie parę, Jużci u nich niemylny znak to jest kochania. Mąż ma swój rozum, kiedy żonie daje wiarę. Spójrz pod ten dom! Czy widzisz? Kanonik czy l’abbe 7 Gorliwie coś wbrew 8 jakiejś grzesznicy wymiata; Ale ta, mając serce czy twarde, czy słabe, Poty się nie nawróci, aż nie da dukata. Wszak i ten, co się dziś trząsł na koźle dzień cały, Powożąc godzinami i Żydy, i mnichy, Wiedzie małpę spod muru kontent i niedbały, Ma rozkosz i szczęśliwy, choć pędzi wiek lichy. (puziaczek — pieszczotliwe określenie tego samego typu, co np. „serce”, „rybka", „kochanie”i tu: laluś. 1 V ab b e — ksiądz. 8 	w b r e w — wprost. 303  Podejdźmy pod ten pałac, gdzie tłum karet stoi, Co za śliczna muzyka, co za ognie żywe! Jakże piękny lamp orszak wzniosłą bramę stroi! Tu pan musi prowadzić życie dość szczęśliwe. Idźmy dalej Dlaboga! co za widok smutny! Pod murem bez ratunku ubogi umiera. Ach! jak tu przełożonych niedozór okrutny: Dlatego że nic nie miał, nie mógł mieć felczera! Wraz piszę memoryjał, niosę policyi; Jeśli można próżniaków karmić przez podatki Albo spasać brukowym 9 sługi Komisyji, Za cóż biednych łazarzów wystawiać na jatki? Idźmy! oprócz jałmużny nic nie pomożemy, Doktór zaś z miłosierdzia żaden nie pobieży, Ot, gdzie się okna świecą, z wolna podejdziemy, Może jaki przypadek ujrzemy też świeży? Wiesz, co to ten huk znaczy, co tu za asamble 10  *? Mnich dziś pewnym kobietom daje kolacyją. Walny doktor, jubilat, trzęsie złotko w damble11, Ten to sam, co niedawno wrzeszczał nam misyją. Oto straż gdzieś schwytała złodzieja i wiedzie: Za bagatel12 nieborak będzie obwieszony. A tego znasz, co oto w tej karecie jedzie? Jeszcze go nie wieszają, choć skradł milijony! Patrz w okno, co się bieli za stworzenie śliczne! Prawdziwą piękność można rozeznać i w nocy; Widzisz te spod spuszczonych włosów piersi mliczne? I te wdzięczne kolory bez cudzej pomocy? 9 spssać brukowym — brukowe: specjalny podatek pobierany od mieszkańców Warszawy na brukowanie ulic. 10 asamble — zob. s. 100, przyp. 4. u w damble (franc. d’emblśe) — od razu. 12 bagatel — drobiazg. 904 I te oczki niewinne, i twarzyczka ładna, I te usta pieszczone, i ta śliczna ręka, I to żywe ruszenie, i talijka składna! Pójdźmy stąd, bo me serce kochania się lęka! Wracajmy się do domu, bo długo bawiemy; Jutro znowu, gdy będzie pogoda, wyjdziemy. 20 Poezje... FRANCISZEK KSAWERY DMOCHOWSKI (1762—1808) Poeta, publicysta, krytyk literacki, tłumacz, wydawca. Uczył w kolegiach pijarskich. Bliski współpracownik Kołłątaja i działacz Kuźnicy, po r. 1791 osobisty sekretarz Kołłątaja. Za rządów Targowicy emigrował do Saksonii, gdzie współdziałał w przygotowaniach do powstania. W czasie powstania współpracował z redakcjami „Gazety Wolnej Warszawskiej”, „Gazety Rządowej”, „Dziennikiem Powstania Narodu". Po upadku powstania przebywał za granicą, a w 1799 r. powrócił do Warszawy. Był jednym z założycieli Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W 1788 r. wydał Sztuką rymotwórczą. Przełożył Iliadę Homera. Tłumaczył poza tym Wergiliusza, Horacego, Younga, Miltona. SZTUKA RYMOTWÓRCZĄ PIESN PIERWSZA (Fragment) Co istotną jest cechą dobrego poety, Jakim mu trzeba torem bieżyć do swej mety, Czego szukać, a czego chronić się należy — To ja zamyślam śpiewać dla światła młodzieży. Guście * 1, sędzio dzieł ludzkich, darze niebios drogi, SZTUKA RYMOTWORCZA. PIEŚŃ PIERWSZA l g u s t — smak, jedna z naczelnych kategorii w estetyce XVUI w.  Bez którego w ozdoby sam dowcip ubogi! Ty kieruj piórem moim, ty bądź mi chętliwym 2, Żebym wdzięk z sztuką słodkim połączył ogniwem. A wy, zacne dowcipy 3, któreście szczęśliwie Z chwałą swą pracowały na nauki niwie, Których naród w chwalebne wieńce uczcił skronie, Jeźli za wami krokiem zbyt odważnym gonię I waszymi kwiatami dzieło moje zdobię — Przyjmijcie to wyznanie za hołd winny sobie. Próżno ten rymotwórca na parnaskie góry Chce się lekkomyślnymi śmiało puścić pióry, Któremu Niebo darów potrzebnych nie dało Ani się mu łaskawą twarzą nie rozśmiało. Kto ma dowcip ścieśniony i genijusz suchy, Tego Pegaz poziomy 4, temu Febus głuchy. Więc ty, co niebeśpiecznym ogniem zapalony W śliskie się rymotwórców zapuszczasz przegony 5, Nie chciej próżno nad wierszów składaniem pracować I nie sądź, że masz dowcip, gdy masz chęć rymować. Lecz by zrwcdne pocbopy 6 cię nie omyliły, Mierz się długo z twą głową i próbuj twej siły. Płodna zawsze natura w wyborne dowcipy, Różne między nie dzieli dary Aganipy 7. Ten słodkim rymem ognie miłosne opiewa. Ten ostrym epigramem wskroś serca przeszywa, Ów śmiałym piórem głosi bohatyrskie dzieje, Ów wdzięcznym tonem nuci lasy, łąki, knieje, Ów piękne przypowieści i bajeczki prawi, Ów trwoży lud na sceńie, ów wesoło bawi. Ale częstokroć dowcip, co sobie pochlebia, Nie znając swej wartości, zamiaru uchybia; 2 bądź mi chętliwym — sprzyjaj mi. Szacne dowcipy — dowcip — tu w znaczeniu’ zdolność, pomysłowość. t Pegaz poziomy — niski, nie unoszący się w górę. (zob. s. 108, przyp. 12). Febus — zob. s. 122, przyp. 1. 8 przegony — wyścigi. Bzwodne pochopy — tu: złudne nadzieje. 7 Agsnipe — grecka nimfa źródła, które według podania dawało natchnienie poetyckie. Była córką bożka rzecznego Permesosa. 307  Porwie sią na rzecz wielką rymy zbyt śmiałemi, A co miał górno latać, czołga się po ziemi. Jaką rzecz przedsiębierzesz, trefną czy wysoką,8 Zawsze na rymowanie chciej baczne dać oko, By naturalne było, bez żadnej przysady 9. Gdzie rym dużo kosztuje, nie będzie bez wady. Komu trudno przychodzi w rym związać dwa słowa, Tego — jeżli ma dowcip — wolna wzywa mowa;10 11
Wiersz go nie chce, bo musu żadnego nie lubi. Lecz i ten niech się z próżnej łatwości nie chlubi, Który jakobądźkolwiek rad końca dosięga, A zawsze kontent z siebie, gdy dwa słowa sprzęga. Płaskość wielką jest wadą rymów pospolitych; Jak myśli, tak też trzeba i słów rozmaitych. W czym całą trudność częste ułatwi pisanie, Byłeś tylko w początkach uwagę miał na nie. Rym największa dzisiejszych wierszów jest ozdoba. Nie wiem, czy się wiersz komu bez rymów podoba; Pełen satyrycznego Opaliński11 ducha Choć rozum kontentuje, nie głaszcze nam ucha, Że wierszem bezrymowym swe myśli wykłada. Dźwięk miarowy dwóch rymów słodko w uszy wpada. A zatem na ich piękność uważaj najściślej; Lecz nie myśl kręć do rymu, ale rym do myśli. Rzecz zawsze jest najpierwsza, na niej cała sztuka. A kto rzeczy pilnuje, ten rymów nie szuka. Wielu idąc za zwodnym blaskiem farb pozornych, Nie tak z myśli prawdziwych, jak raczej wytwornych, Szukają swej zalety lub szumnymi słowy Chcą zastąpić ubóstwo skąpej w myśli głowy. Pozorne to są skarby. Miej zawsze na pieczy, Byś dał równy blask z myśli, jak z słów twojej rzeczy. Insi mają za hańbę tak myślić jak drudzy I nie chcąc być rozumu, są przymusu słudzy. 8 trefna czy wysoka — żartobliwa czy wzniosła, poważna. 9przysada — nadmiar ornamentyki, sztuczność. 10 wolna wzywa mowa — proza. 11 K r z y sztof Opaliński — (1600—1655) — wojewoda poznański, autor satyr pisanych białym wierszem. 308 Zatem trzymać się trzeba zdrowego rozsądku, By wątek był postawy wart, postawa wątku, Wiele jest dróg do błędu, lecz jedna prowadzi Do prawdziwych piękności. Tą rozum iść radzi. Natura jest jedynym ozdób wizerunkiem, Byłeś je brał rozumnie, nie ślepym trafunkiem. W niej się zielenią lasy, w niej się łąki śmieją, Grzmią pioruny, wrą morza, dmą wiatry, dżdże leją; Pasą się kotne trzody, młode kózki skaczą; Zamki zwalone, w gruzach wielkości swej płaczą. Wichry walą odwieczne dęby wraz z mdłym chrostem; Co wspaniale wprzód stało, to leży pomostem, Ryczy w odległych puszczach głodem zdjęte zwierzę, Rybak chytre zastawia w jeziorach więcierze. Tysiąc złotych gwiazd zdobi niebieskie sklepienie, W cichej nocy okropne panuje milczenie. Wtem jutrzenka uprzedza bystrolotne gońce I prowadzi za sobą dawcę światła — słońce. Ptaki, które siedziały cicho pod noc ciemną, Żądany dzień witają, pieśń nucąc przyjemną. Idą w pole rolnicy, ciągną w jarzmu woły; Ci orzą, tamci zwożą snopy do stodoły. Wszystko może w naturze do robót twych służyć, Byłeś tylko miał dowcip i umiał jej użyć. PIEŚŃ TRZECIA (Fragment) U nas przez długie lata był teatr ubogi. Miejsce jego trzymały szkolne dyjalogi, Gdzie w niezgrabnym układzie, dla prostej zabawy, Kiedy pozasiadała liczna szlachta ławy, Żaki różne czyniły widowiska z siebie, Udawały, co w piekle, co dzieje się w niebie.*  1 SZTUKA RYMOTWÓRCZA. PIESfJ TRZECIA lUdawały, co w piekle, co dzieje się w niebie — aluzja do misteriów i dialogów szkolnych, opartych na motywach ze Starego i Nowego Testamentu. 309 I na krajów, i wieków zważaj obyczaje — Różny to czucia różny rząd i wiek nadaje. Zatem trzeba brać ludzi w przyzwoitym względzie. teraźniejszej mody i Figlacki, kawaler z księżyca oraz o Glupskim z: Urażający się niesłusznie o przymówki. I sól attycka — subtelny a jednocześnie ostry dowcip. łNestor, Uliss, Agamemnon, Ajaks, Parys, Hektor — bohaterowie Iliady Homera. SEneasz — bohater Eneidy Wergiliusza. 311  Cała się rzecz kończyła na wrzaskach i śmiechach. Potem Bachus, w rzęsistych spełniany kielichach, Weselej jeszcze gości niż aktor zabawił; Jeźli diabeł przestraszył, Bach dobrą myśl sprawił. Widzieliśmy niedawno tych widoków szczątki I tych, gdzie śmieszne grano role w Wielkie Piątki: Annasza, Kaifasza, Heroda, Piłata, Chcąc uczcić obchód śmierci Zbawiciela świata. Dawniej był Kochanowski napisał Odprawą Posłów greckich, ale ta niewielką ma sławę; Same w niej są rozmowy, nie masz zawikłania Niechaj cnotliwy Kato pedantem9 nie będzie Ni mówca-konsul czczemu rówien gadaczowi. Niech Rzymianin po rzymsku, Grek po grecku mówi, ^Niechaj król po królewsku wynurza swe myśli. Tak doskonały pędzel charaktery kreśli, Nie miesza z sobą stanów, nie łączy narodów. Inną spiekłym od słońca, inną wpośrzód lodów Zmarzłym mieszkańcom, inną jęczącym pod młotem Samowładztwa, a inną cieszącym się złotym Darem wolności duszę dało przyrodzenie. Chcesz-li nową osobę pokazać na scenie — Niech będzie z sobą zgodna, niechaj jednakowa Od początku do końca charakter zachowa. Niechęć zmieni się w miłość, lecz nie bez przyczyny; Dzielnej wielce do tego potrzeba sprężyny. Czyż może złość ku temu twarde chować serce, Który dobrocią same oblewa mordercę? W tym razie czarna dusza, w swej zemście zaciekła, Nie ludzkiego jest tworu, lecz wyziewem piekła. Człowiek dobry z natury, cnota go pociąga; W rodzie ludzkim takiego nie masz dziwoląga, Co by — choć na natury głos zatyka uszy — Żadnej czucia iskierki ku niej nie miał w duszy. Każda namiętność swego używa języka. Szczęśliwy, co sprężyny serc ludzkich przenika I w robotach swych bierze farby od natury! On wyda żal — pochyły, a smutek — ponury; Straszną rozpacz — w postaci odmaluje śniadej, Boleść — z głową zwieszoną, nędzę — w twarzy bladej, Gniew — w słowach popędliwy, zemstę — z groźnym czołem, Śmiech — w słodkich ustach, radość — w ruszeniu wesołem. Tak namiętność, wydana podług przyrodzenia, Wszystkich duchy ożywia mocą swego tchnienia: Śmieją się i wzdychają, i płaczą, i jęczą. A jak słońce odwrotną maluje się tęczą 9Kato pedante m... — aluzja do sztuki francuskiego dramaturga P.J. Crćbillono Katylina, w której między innymi występuje Kato jako pedant, a mówca-konsul to Cycero, przedstawiony tu jako nudny gaduła. 312  I wszystkie w niej wyraża skarby swej istoty, Tak pisarz doskonały, co przedziwnej cnoty Pióro wziął od Muz darem, czym się sam zagrzewa, Czym tchnie — czucia swe w serce słuchacza przelewa. Lecz jeżeli nie umie wydać w swej postaci Natury — całą korzyść pracy swojej traci. Podobnaż, by Hekuba, widząc w prochu Troję, W nadętych wyrażała słowach nędzę swoję? Czyliż takim się tonem natura tłumaczy? Inny u niej głos szczęścia, a inny rozpaczy. Zapłacz wprzód, a zapłaczę i ja nad twą biedą, Lecz wiem, że słowa z serca nadęte nie idą. Próżno je puszczasz w uszy, nikogo nie złudzą; Zamiast uczucia żalu, do śmiechu pobudzą. Jakaż prawdziwa chwała dobrego poety? Nie chciejmy szukać w samych poklaskach zalety. Jeźli zmieszasz umysły, nabawisz je trwogi, Jeźłi drżą, jakby wisiał nad nimi cios srogi, Jeźli ich nędza ludzka tak jak własna gnębi, A po długim milczeniu westchną z serca głębi I to jakąś im folgę na duszy sprawuje — Wygrałeś! Tobie wieniec Talija 10  11 gotuje, Tobie dar najpiękniejszy dało przyrodzenie. Błądzi ten, który mniema, że traicznej scenie Wielkich imion potrzeba i te tylko role Mogą na nas wycisnąć łzy, gdzie wchodzą króle. Czyż tylko berła same, czyż same wielkości Dla sw^oich nieszczęść godne serc naszych litości, A ludzie pospolici są w tym upodleni? Nie krzywdźmy przyrodzenia, przesądem zaćmieni. Ich ci to są największe nieszczęścia na świecie, Ich ci to bezprzestannie okrutny los gniecie. Wydaj11 dobrze ich nędzę! Za tak piękną pracę, Cny pisarzu, tysiącem łez ci się wypłacę! 10 Talija (Talia) — jedna z muz, Muza komedii, tu: opiekunka ca sztuki dramatycznej. 11 wydaj — przedstaw. ,  FRANCISZEK KARPIŃSKI (1741—1825) Poeta, pamiętnikaiz, dramatopisarz, tłumacz, publicysta, moralista. Wychowanek jezuitów. Ok. 1762 r. ukończył studia teologiczne w akademii lwowskiej. Lata następne spędzał bądź na dworach magnackich (pełnił obowiązki bibliotekarza w Pałacu Błękitnym Czartoryskich), bądź na wsi. W 1793 r. osiadł na królewskiej dzierżawie w Kraśniku koło Puszczy Białowieskiej. Do najważniejszych dzieł należą: Zabawki wierszem i prozą; utwory dramatyczne: Czynsz, komedia prozą w 3 aktach; Judyta, królowa polska (Bolesław III), tragedia; (pamiętnik osobisty Historia mego wieku i ludzi, z którymi żyłem (tzw. Pamiętniki)-, przekład Psałterza Dawida i Ogrodów, dydaktyczno-opisowego poematu poety francuskiego J. Delille'a. DO JUSTYNY TĘSKNOŚC NA WIOSNĘ Już tyle razy słońce wracało I blaskiem swoim dzień szczyci1; A memu światłu cóż to się stało, Że mi dotychczas nie świeci? Już się i zboże do góry wzbiło, I ledwie nie kłos chce wydać; DO JUSTYNY... 1 szczycić — ozdabiać. 314  w Całe się pole zazieleniło; Mojej pszenicy nie widać! Już słowik w sadzie zaczął swe pieśni, Gaj mu się. cały odzywa. Kłócą powietrze ptaszkowie leśni; A mój mi ptaszek nie śpiewa! Już tyle kwiatów ziemia wydala Po onegdajszej powodzi; W różne się barwy łąka przybrała; A mój mi kwiatek nie schodzi! O wiosno! Pókiż będę cię prosił, Gospodarz zewsząd stroskany? Jużem dość ziemię łzami urosił: Wróć mi urodzaj kochany! LAURA I FILON Laura Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły, I coś tam klaszcze za borem. Pewnie mnie czeka mój Filon miły Pod umówionym jaworem. Nie będę sobie warkocz trefiła 1, Tylko włos zwiążę splątany; Bobym się bardziej jeszcze spóźniła, A mój tam tęskni kochany. Wezmę z koszykiem maliny moje I tę pleciankę różowę; Maliny będziem jedli oboje, Wieniec mu włożę na głowę. LAURA I FILON 1 t r e f i ć — splatać. 315  Prowadź mię teraz, miłości śmiała! Gdybyś mi skrzydła przypięła! Żebym najprędzej bór przeleciała, Potem Filona ścisnęła! Oto już jawor... Nie masz miłego! Widzę, że jestem zdradzona! On z przywiązania żartuje mego, Kocham zmiennika Filona. Pewnie on teraz koło bogini Swej. czarnobrewki Dorydy, Rozrywkę sobie okrutną czyni, Kosztem mej hańby i, biedy. Pewnie jej mówi: że obłądzoma 2 Wpieram się w drzewa i bory, I zamiast jego białego łona, t Ściskam nieczułe jawory. Filonie! wtenczas, kiedym nie znała Jeszcze mdłości szalonej, Pierwszy raz-em ją w twoich zdybała Oczach i w mowie pieszczonej. Jakże mię mocno ubezpieczała, Że z tobą będę szczęśliwą! A z tym się chytrze ukryć umiała, Że bywa czasem fałszywą. Słabą niewinność łatwo uwiodą! Teraz, wracając do domu, Nauczać będę moją przygodą, Żeby nie -wierzyć nikomu. Ale któż zgadnie, przypadek jaki Dotąd zatrzymał Filona? Sobłądzona — obłąkana. 316 Może on dla mrae zawsze jednaki, Może ja próżno strwożona? Lepiej mu na tym naszym jaworze Koszyk i wieniec zawieszę, Jutro paść będzie trzodę przy borze: Znajdzie!... Jakże go pocieszę! Och, niie! on zdrajca, on u Dorydy, On może teraz bez miary Na sprośne z nią się wydał niewstydy... A ja mu daję ofiary... Widziałam wczoraj, jak na nię mrugał, Potem coś cicho mówili; Pewnie to dla niej kij ten wystrugał, Co mu się wszyscy dziwili. Jakże by moję hańbę pomnożył, Gdyby od Laury uwity Wieniec na głowę Dorydy włożył, Jako łup na mnie zdobyty! Wianku różany! gdym cię splatała, Krwią-m cię rąk moich skropiła: Bom twe najmocniej węzły spajała, I z robotą-m się kwapiła. Teraz bądź świadkiem mojej rozpaczy I razem naucz Filona, Jako w kochaniu nic nie wybaczy Prawdziwa miłość wzgardzona. Tłukę o drzewo koszyk mój miły, Rwę wieniec, którym splatała; Te z nich kawałki będą świadczyły, Żem z nim na wieki zerwała... Kiedy w Chróścinie Fil on schroniony Wybiegł do Laury spłakanej,  Już był o drzewo koszyk stłuczony, Wieniec różowy stargany. F i 1 o n O, popędliwa!... Or ja niebaczny!... Lauro!... poczekaj... dwa słowa!... Może występek mój nie tak znaczny, Może zbyt kara surowa. Jam tu przed dobrą stanął godziną, Długo na ciebie klaskałem, Gdyś nadchodziła, między Chróściną Naumyślnie się schowałem, Chcąc tajemnice twoje -wybadać, Co o mnie będziesz mówiła? A stąd szczęśliwość moję układać; Ale czekałem zbyt siła 3. Pierwsze twe skargi o Dorys były. Sądź o mnie, Lauro, inaczej: Kogoż by wdzięki tamtej wabiły, Kto cię raz tylko obaczy? Prawda, że czasem z nią się bawiło, Mając znajomość od długa, Ale kochania nigdy nie było: Nie już ten kocha, co mruga. Oto masz ten kij; po nim znamiona Niebieskie 4, gładko rzezane, W górze zobaczysz nasze imiona, Obłędnym 5 węzłem związane. ł s 11 a — długo. 4znamiona niebieskie — gwizdy. 5 oblądny — splątany. 318 Cóżem zawinił, byś mię gubiła Przez twój postępek tak srogi? Czyliż dlatego, żeś ty zbłądziła, Ma ginąć Filon ubogi? Jeśli się za co twych gniewów boję, To mię ta rozpacz strapiła: Drogom kupował ciekawość moję; Łzamiś ją swymi płaciła. Ale w tym wszystkim złość nic nie miała: Wszystko z powodu dobrego, Ja wiem, dlaczegoś tyle płakała, Ty wiesz, mój podstęp dlaczego. Laura Dajmy już pokój troskom i zrzędzie 6, Ja cię niewinnym znajduję; Teraz mój Filon droższy mi będzie, Bo mię już więcej kosztuje. Filon Teraz mi Laura za wszystko stanie, Wszystkim pasterkom przodkuje; I do gniewu ją wzrusza kochanie, / I dla miłości daruje. Laura Jedna się Dorys wyłączyć miała, Jej pierwsze miejsce naznaczę. Na to wspomnienie drżę zawsze cała, Cóż, kiedy cię z nią obaczę! 9 zrzęda — tu: narzekanie. 319  F i 1 o n Dla twego, Lauro, przypodobania, Przyrzekam ci to na głowę: Chronić się będę z nią widywania, W żadną nie wnidę rozmowę. Laura Czymże nagrodzę za te ofiary? Nie mam — prócz serca wiernego; Jedne ci zawsze przynoszę dary, Przyjmij je, jak co nowego. F i 1 o n Któż by dla ciebie nie zerwał węzły Przyjaźni, co mię nęciły? W twej pięknej twarzy wszystkie u więzły Nadzieje moje i siły. Laura Ja mam mieć z płaczu po twarzy smugi, Ale jak mi się nadarzy Spleść i ułożyć warkocz mój długi, Mówią, że mi to do twarzy. F i 1 o n Gdyby mi Akast 7 dawał swe brogi 8 Ze złotem swojej Izmeny, Rzekłbym: Akaście! tyś jest ubogi, Bo moja Laura bez ceny. Laura Ani ja pragnę szczęścia wielkiego, Które (choćbym też i miała) 7 Akast (mit. grec.) — Akastos, syn króla Peliasa, uczestnik wyprawy po złote runo. 8 b r o g i — tu: złote góry. 320 Za jeden uśmiech Filona mego Zaraz bym z chęcią mieniała. F i 1 o n O światło moje wpośród tej nocy! Zagrodo mego spokoja! Ty jeszcze nie wiesz o twojej mocy, A ja czuję jąl... o moja! Laura Połóż twą rękę, gdzie mi pierś spada, Czy słyszysz to serca bicie? Za uderzeniem każdym ci gada, Ze cię tak kocha, jak życie. F i 1 o n Daj mi ust... z których i niepokoje, I razem słodycz wypływa. Tą drogąpoślę zapały moje, Aż gdzie twa dusza przebywa. Laura Czy w każdym roku taka z kochania, Jak w osiemnastym mozoła 9? Jeśli w tym nie masz pofolgowania, Jak człek miłości wydoła? F i 1 o n Sciśnij twojego, Lauro, Filona, Ja cię przycisnę wzajemnie, Serca, zbliżone łonem do łona, Rozmawiać będą tajemnie. •• mozoła — utrapienie. 21 — Poezja... 321  Laura Ty mię daleko ściskasz goręcej, A jam cię tylko dotknęła; Nie przeto, Filon, kochasz mnie więcej: Miłość mi siły odjęła. Filon Lauro! coś dotąd dla mnie świadczyła, Jeszcze dowodzi to mało, Że mię tak kochasz, jakeś mówiła: Jeszcze mi prosić zostało. Laura Tegom się miała z ciebie spodziewać? Jakże to skargą niezbożna! Nie proś, nie każ mi, ty mię chcesz gniewać! Kochać cię więcej nie można. Filon Kiedyż mię za to nie będziesz winić? I kiedy będziesz wiedziała, Co do dzisiejszej łaski przyczynić; Że taka miłość niecała? Laura Filonie! widzisz wschodzące zorze? Już to drugi raz kur pieje, Trochę przydługo bawię na dworze... Jak matka wstała!... truchleję. Filon Żal mi cię puścić, nie śmiem cię trzymać, Kiedyż przyśpieszy czas drogi, Gdy z moją Laurą i słodko drzymać, I bawić będę bez trwogi? 322 Laura Miesiącu! Już ja idę do domu! Jeśliby kiedy z Dorydą Filon tak trawił noc po kryjomu, Nie świeć, niech na nich dżdże idą! PIEŚŃ DZIADA SOKALSKIEGO W KORDONIE CESARSKIM * 1 Śladem bieda przyszła, śladem! Za zbytkami, za nieładem! Długo nad granicą stała, Wolności się dotknąć bała. Wolności się dotknąć bała, Bo ją dawno szanowała. Wolności, niebieskie dziecko, Ułowiono cię zdradziecko. W klatkę cię mocno zamknięto, Bujnych skrzydełek przycięto. Przedtem u jednego stołu Król z poddanym jadł pospołu, Jak ojciec dzieci przyjmował, Jak swych przyjaciół częstował. PIEŚŃ DZIADA SOKALSKIEGO... l O powstaniu tej pieśni Karpiński pisze w swych Pamiętnikach: „Czuciem przejęty tego okropnego losu krajowego, wtenczas to napisałem pieśń pod tytułem: Dziada Sokolskiego, zaczynającą się: »Sladem bieda przyszła, śladem!*, którą to pieśń w samej rzeczy dziadowi sokalskiemu chodząęemu z lirą, przy której śpiewywał, na jedną nutę z jego żałosnych pieśni skomponowaną do śpiewania oddałem, za co on, biedny, potem od Niemców ucierpiał." 323  Dziś mu u stołu klękają, Kości z ipsiętami zbierają. Głowę, kiedyś w kraju drogą, Służka pański trąca nogą!... . Pochlebcy go otaczają, Palcem biednego stykają 2, Ot, mówią, kość połizuje, Dawnej wolności żałuje. DUMA LUKIERDY, CZYLI LUIDGARDY i Powiejcie, wiatry, od wschodu! Z wami do mojego rodu Poślę skargę, obciążoną Miłością moją skrzywdzioaią. 2 styka ją — wytykają. DUMA LUKIERDY... 1 Wypis z Kroniki... Bielskiego o Przemysławie I Luidgardzie: „Piszą o tym królu iż to była pomsta Boża nad nim o nielitościwy uczynek, który uczynił nad pierwszą żoną swoją Lukierdą, którą potajemnie pannom " jej udusić kazał, nie mając do niej przyczyny żadnej, jedno tę, że niepłodną była, jakoby to na woli jej było, a nie w rękach boskich. Acz choć też miał drugą żonę Ryssę, królewnę szwedzką, tedy z nią tylko jednę dzieweczkę miał, która w ośmiu leciech po nim została, a tę pojął Wacław "**, jako o tym będzie niżej. Pisze Długosz, iż jeszcze pieśń staroświecką zastał, którą złożono o tej Lukierdzie a o Przemysławie I śpiewano ją w Wielkiej-Polsce, w której po prosiła żona jego, aby ją był w jednej koszulce do domu odesłał, a okrucieństwa tego nad nią nie czynił. Była to Lukierdą z książąt syrbskich ’”** z Sasi albo Kaszubka.” (przyp. aut.). król — Przemysław II (1257 — 1296) książę wielkopolski, od 1295 król polski. panny — służące. dzieweczka — Ryksa Elżbieta, późniejsza żona Wacława II. Wacław — Wacław II (1271 — 1305), od 1278 król czeski i od 1300 król polski. Lukierdą z książąt syrbskich — Syrbią nazywał się dawno kraj między Odrą i Elbą położony, względem Polski na zachód leżący (przyp. aut.); mowa o kraju położonym między Odrą a Łabą, którego ludność nazywano Serbołużyczanami. 324 Smutna matka w dłoń uderzy, Nieszczęściu zaraz uwierzy, Przyśle* mi braty obrońcę I łuków syrbskich tysiące. Powiejcie, wiatry, od wschodu! Z wami do mojego rodu Poślę skargę, obciążoną Miłością moją skrzywdzoną. Ale stójcie, Syrby mężne! Hamujcie razy potężne, Choć mię Przemysław chce zgubić, Ja go jeszcze wolę lubić. Ja się tylko żalę na to, Że moje upływa lato, Że mię mej młodości zbawił2; On by się może poprawił. Powiejcie, wiatry, od wschodu! Z wami do mojego rodu Poślę skargę, obciążoną Miłością moją skrzywdzoną. Szczęśliwsza wiejska dziewico! Której miłość tajemnicą, Nie zna jeszcze serca pana: I ty, co kochasz, kochana! Ja, króla mężnego żona, Kochając go, pogardzona. Gdy mię dojmie rozpacz sroga, Bluźniąc klnę siebie i Boga. Powiejcie wiatry, od wschodu Z wami do mojego rodu Poślę skargę, obciążoną Miłością moją skrzywdzoną. Czego błyszczysz, złoto marne? Wszystko w oczach moich czarne: * z b a w 1 ć — pozbawić. 325  Ten lud przede mną schylony, I te Przemysława trony. Obejrzyj się, mężu twardy! Jeden uśmiech, a mniej wzgardy Wróci szczęściu postać własną, Da wszystkiemu barwę jasną. Powiejcie, wiatry, od wschodu! Z wami do mojego rodu Poślę skargę, obciążoną Miłością moją skrzywdzoną. Ale on nieubłagany! Pójdę do matki kochanej, Pójdę choć w jednej koszuli: Ona mię w smutku utuli. Przechodząc lasów tajniki, Może litościwszy dziki Zwierz mi życia nie uszkodzi, Na które srogi mąż godzi. Powiejcie, wiatry, od wschodu! Z wami do mojego rodu Poślę skargę, obciążoną Miłością moją skrzywdzoną. Gdzież mię ślepa miłość niesie? Ona mię zbłąka po lesie, Fałszywe ścieżki poradzi I tu mię nazad sprowadzi; Żebym zgon mój nieszczęśliwy Widziała, jak popędliwy Uderzy hartowną strzałą W serce, które go kochało. Powiejcie, wiatry, od wschodu! Z wami do mojego rodu Poślę skargę, obciążoną Miłością moją skrzywdzoną.  MAZUREK Dobranoc, Jacenta, I wam, usta czyste, I słodkie oczęta, I piersi parzyste! Ja nie spać statecznie Całą noc gotowym, Bo któż śpi bezpiecznie Przy skarbie takowym? Wzięłaś mi sen cały Oczu twych czarami, Nie będę, zuchwały, Żartował z oczami. Pójdęż ja do fary, Jak się na dzień zbierze, Na te twoje czary Zakupię pacierze, Kupięż ja i świecę Za Złotowiec1 cały, Bym nie miał tęsknice 2 Po Jacentej białej. Przynajmniej uproszę, Jeśli jest zuchwała, By, co ja ponoszę, Toż samo cierpiała. MAZUREK lzłotowiec — złoty pieniądz. 8 tęsknica — tęsknota. 327  POWRÓT Z WARSZAWY NA WIEŚ * Otóż mój dom ubogi! też lepione ściany, Też okna różnoszybne, piec nie polewany I niska strzecha moja!... Wszystko tak jak było, Tylko się ku starości więcej pochyliło! Szczęśliwy, kto na małym udziale przebywa, Spokojny siadł przy stole wiejskiego warzywa, Z swej obory ma mięso, z ogrodu jarzynę, Z domu napój i wierną przy boku drużynę. Obym ja był tak dawniej myślił, oszukany! I w ukrytym gdzie kącie żył raczej nieznany: Gdyby o mnie w powiecie nawet nie wspomniano, I tylko mię sąsiadem dobrym nazywano! Bym się żywił z krwawego rąk moich wyrobku, Żył na świecie bez wieści, umarł bez nagrobku! Com zyskał, że rzuciwszy ubogie zagrody, Chciałem nieopatrzony płynąć przeciw wody? I widząc na me oczy, jak drudzy tonęli, Jam sobie myślił: „Oni płynąć nie umieli.” Com zyskał, na wysokie pańskie pnąc się progi, Gdzie po śliskich ich stopniach obrażając nogi, Nic się z moim lepszego nie zrobiło stanem, Prócz marnego wspomnienia, że gadałem z panem. Kiedy mię ojciec stary żegnał przy swym zgonie, „Idź, mówił, synu, na świat, w jakiej będziesz stronie, POWRÓT Z WARSZAWY... 1 Na temat powstania wiersza Karpiński piszą w Pamiętnikach: „Wyjechałem na koniec z Warszawy po trzyletnim bawieniu do Galicji, straciwszy czas u księcia i moich cokolwiek pieniędzy z domu wziętych, a przybywszy do domu mego w Dobrowodach, przywitał mnie tam mój sąsiad dawny, Piasecki, i widząc uiszczone wszystko (jak mi przepowiadał) w bawieniu moim między panami, żałował wraz ze mną czasu i pieniędzy straconych, bo u Czartoryskiego przez pół roku bawiąc nie tylko nic nie zebrałem, ale nawet swoich blisko 80 dukatów straciłem na porządniejsze na wielkim świecie utrzymywanie się. Czwartego dnia po moim powrocie i siostra moja, wdowa Zańkowska, z kilkorgiem dzieci swoich do mnie przyjechała. Rozrzewnienie, które czułem witając się z tą poczciwą kobietą, jej stan ubogi, zawiedzione nadzieje moje w kwapienie się do Warszawy, były okazją wieiszów, które napisałem pod tytułem Powrót z Warszawy na wieś, a te na niemiecki język przetłumaczone i wydrukowane widziałem wkrótce we Lwowie”. 328  Pamiętaj, że na Prawdzie nikt nigdy nie traci: Zostawiam cię ubogim, Prawda cię zbogaci." Słuchałem cię, ojcze mój, goszcząc między pany: Takem pisał lub mówił, jak był przekonany. Nie brałem sobie za cel ludzkie głosić winy, A jeślim kogo chwalił, nigdy bez przyczyny. Cóżem zyskał, pochlebstwem nie służąc nikomu? Otom wrócił uboższym, niż wyjechał z domu. Nie przeto, święta Cnoto, porzucić cię trzeba, Że wieku dzisiejszego nic nie dajesz Chleba: Choćby mi jeszcze wolniej miało szczęście pociec, Bo i z Prawdą pięknie jest, i tak kazał ociec. Trzeba wyznać, jak było, że mi coś dawano, Ale wszystkie godziny życia kupić chciano, Żebym, wieczny niewolnik, nosił jarzmo czyje, Żył cały komuś, a sam zapomniał, że żyję: A wreszcie mi nadzieją szafowano szczodrze, Nikomum źle nie zrobił ani mnie nikt dobrze. Nadziejo! czyż ja ciebie w złotej chciał mieć szacie, Żeby oczy pospólstwo obracało na cię? Żebym słynął majątkiem? drugimi pomiatał? Nie o tom ja pod drzwiami Fortuny kołatał. Jedna wioska do śmierci, jeden dom wygodny, Gdzie bym jadł nie z wymysłem, ale wstał niegłodny, Gdzie bym się nie usuwał nikomu do zgonu Swym pługiem zoranego pilnował zagonu; Spokojny będąc na tym, co stan mierny niesie, Stałbym sobie na dole, niech kto inszy pnie się. W tym zamiarze praca mię cale życie tłoczy: Nad książkami straciłem i zdrowie, i oczy, Nad książkami, które ja, co gębie odjąłem, Może zbytecznym na mnie nakładem ściągnąłem. Cóż mi książki oddały? Jak niewierna niwa, Go zgubiła nadzieję rolnikowi żniwa. Po wieku mego wiosny niewróconej szkodzie, Nachylony ku zimie, zostałem o głodzie. 329  Za lat Symonidesów albo Kochanowskich Może znalazłbym sobie Zamojskich, Myszkowskich,2 Przy których bym wygodnie wieku mego użył I pismem pożytecznym narodowi służył. Dziś, zabierz mi kto księgi, ten sprzęt nieszczęśliwy, Do których mię przywiązał nałóg uporczywy, I co mi będzie lepiej w ubóstwie usłużne, Zamieniaj na motyki i żelaza płużne 3. Porzucę nad pismami myśli kłopotliwe, A serce niech mi tylko zostanie dotkliwe, Żebym się mógł nad losem biedniejszych litować I przy pracy miał sposób bliźniego ratować. Maryjo4! Siostro moja! jakżeś się kwapiła!... Prawieś wraz z mym powrotem i ty tu przybyła! Czego, stojąc w tym kącie z twarzą wyniszczoną, Otoczona dziatkami, nieszczęśliwa żono, Poglądasz mi na ręce, rychło jakim datkiem Wesprę cię już goniącą majątku ostatkiem. Nędza was, jak popadła, tak statecznie gniecie! I tyś także, jak widzę, prawdą szła na świecie. Opłakana rodzino! Wymyślicie ślepi: „On był między panami i nam będzie lepiej." Byłem i byłbym pewnie panom na coś zdatny; To wiem, a tego nie wiem, za com niepopłatny. Stało się! Nie mam swojej, kopmy cudzą grzędę, Podeprzeć tę lepiankę, jeszcze w niej przebędę! PRZYPOMNIENIE DAWNEJ MIŁOŚCI Potok płynie doliną, Nad potokiem jawory, Tam ja z tobą, Justyno, Słodkie pędził wieczory. 2 M o ż e znalazłbym sobie Zamojskich, Myszkowskich — mowa o słynnych mecenasach sztuki opiekujących się w XVI w. pisarzami, m.in. Szymonowicem i Kochanowskim. 9 żelaza płużne — pługi. 4 Mary ja — siostra poety, Maria Zańkowska, 330 Noc się krótka zdawała, Żegnamy się z świtaniem, Miłość sen nam zabrała, Miłość żyje niespamiem. Nikt nie widział, nie szydził, Niebo świadek jedyny! Jam się nieba nie wstydził, Miłość była bez winy. Raz się chmura zebrała, Piorun skruszył dębinę; Tyś mię drżąca ściskała Mówiąc: „Sama nie zginę.” Oto przy tym strumieniu, Oto przy tej jabłoni, Wieleż razy w pragnieniu Wodę piłem z jej dłoni? Dziś, kiedy nas w swym gniewie Los rozdzielił opaczny, Znaki nasze po drzewie Popsuł pasterz niebaczny. I ślady się zmazały! Las zarasta krzewiną! Potok, drzewa zostały; Ciebie nie masz, Justyno! Istnieje jeszcze inna redakcja wiersza ogłoszona w „Dzienniku Warszawskim” 1827, t. 7, s. 76—77, przez K. W. Wójcickiego. Jest ona bogatsza o dwie strofy, trzecią i piątą, których nie ma we wcześniejszych wydaniach poezji Karpińskiego. Tekst ten ukazał się potem w Pismach Literackich K. M. Górskiego, Warszawa 1913, s. 333 i przedrukowywany był w wyborach wierszy poety. Tekst utworu w wersji K. W. Wójcickiego brzmi w sposób następujący: 331  Potok płynie doliną, Nad potokiem jawory. Tam ja z tobą, Justyno, Słodkie pędził wieczory. Noc się krótka zdawała, Żegnamy się z świtaniem; Miłość sen nam zabrała: Miłość żyje niespaniem. Gdy świat zorza pobieli, Każdy jawor znaczony, Gdzieśmy z sobą siedzieli, Karbowany imiony. Nikt nie widział, nie szydził, Niebo świadek jedyny! Jam się nieba nie wstydził, Miłość była bez winy. Oczy w oczy patrzyły, Ręka rękę ściskała, Usta nam się złączyły, Dusza z duszą gadała. Raz się chmura zebrała, Piorun skruszył dębinę: Tyś mię drżąca ściskała, Mówiąc: „Sama nie zginę." Oto przy tym strumieniu, Oto przy tej jabłoni, Wieleż razy w pragnieniu Wodę piłem z jej dłoni? Dziś, kiedy nas w swym gniewie Los rozdzielił opaczny, Znaki nasze po drzewie Popsuł pasterz niebaczny.  I ślady się zmazały! Las zarasta krzewiną! Potok, drzewa zostały: Ciebie nie masz, Justyno! PRZECIWKO FANATYZMOWI Krzyż w jednej ręce, żelazo ma w drugiej, Zasłonił oczy, pozatykał uszy! Tak świat obiega, jak jest w sobie długi, Wszystkiego dotknie i z gruntu .poruszy. Gdzie tylko przeszedł, krwią ludzką spluskany, Dojdziesz go czarnym zostawionym śladem. Lubi kaleki, śmierć, nędzę i rany, Pije łzy cudze, tuczy się swym jadem. Gdy złych od dobrych świat obaczy przedział, Temu sędziemu co natenczas rzeczem? KtÓTy swym uczniom wyraźnie powiedział: „Ja was na ziemię nie posyłam z mieczem." Czy Molochowe * 1 wskrzeszamy obrządki, Gdzie krwią człowieka błagany bóg srogi? Czy Buzyrysa 2 milsze nam pamiątki, Który zabijał przychodnia w swe progi? Oto syn, tłumiąc przyrodzone prawo, Z -własnego ojca uczynił ofiarę: Ten padł, ów nad nim trzymając broń krwawą, Wraz woła ranny z raniącym: „za wiarę”. PRZECIWKO FANATYZMOWI 1 Moloch — b&siwo czczone przez różne plemiona semickie; składano mu ofiary z dzieci. ZBuzyrys — mitologiczny król Egiptu, syn Posejdona. Składał krwawe ofiary na ołtarzu Zeusa i w tym celu kazał zabijać każdego cudzoziemca, który przybył do jego kraju. 333  Wiaro! ty czysta przysłana na ziemię; Ale cię człowiek zabobonem szpeci; Ty chcesz, by ludzkie kochało się plemię, Jako jednego ojca jedne dzieci. Bóg od nas wszystkich wyciąga swej chwały; Pod jednym żyje naród ludzki Panem; Afryckich pustyń tułacz ogorzały Z Laponem albo Chińczyk z Luzytanem3. Za cóż dla wiary miecz kto w ręku nosi? Pokrzywdzą niebo i prawa natury? Kiedy.ktoś ręce równo ze mną wznosi, Nie potępiać go, on je wzniósł do góry. Czyż to nie lepiej Rzym rozumiał stary? Aby zamieszkom powszechnym zaradził, Szczęśliwe skutki ze złej robiąc wiary, Bogi narodów w stolicę wprowadził. Gdy różne bóstwa ręce sobie dały, Serapis 4 został Jowiszowym bratem, Eufrat się z Tybrem w jedno łoże zlały, Rządził Rzymianin uciszonym światem. Jeśli niebacziność 5 była dotąd głucha, Idź, ktoś wykroczył przykładami temi: Człowiek szczególnie niech zwierzchności słucha, A zwierzchność Boga, który ojcem ziemi. Nie mamy prawa z bronią w ręku pytać I o rzecz świętą pastwić się nad bratem; Ty, co te wiersze będziesz kiedyś czytać, Wspomnij, że chciałeś być sędzią i katem. < Luzytania — mieszkaniec Luzytanii (dawna nazwa Portugalii). 4 Serapis — starożytny bóg świata zmarłych w Egipcie, Babilonii i innych krajach Bliskiego Wschodu. Sniebaczność — tu: lekkomyślność. 334  Q 2 Jam ci z rąk wyrwał oręż zgotowany I ślepy zapęd z wolna ułagodził, Żeś się nareszcie, już sam przekonany, Z rozumem, z sercem i z wiarą pogodził. Ojczyzno moja; nikt nie widział ciebie, . Abyś się kiedy zmazała tą plamą! Gdy przyjdzie pora, ratuj się w potrzebie, A niebo mocne nie da się i samo. PIEŚŃ MAZURSKA Dla hożej swojej żony * 1 Maciek wypędzony 2. Porzucił dom, stodoły, Uciekł prawie goły. Widziałem mało potym. Jagnę w czepcu złotym. Przy karczmie na uciesze 3 Podkówkami krzesze. Przewodzi muzykami, Sypie złotówkami. Ręce jej pobielały, Oczy poczerniały. Wszyscy ją szanowali, Bo się pana bali. PIEŚŃ MAZURSKA 1 a... żony — z powodu... żony. aciek wypędzony — przez pana, któremu spodobała się jego żona. 9 Sna uciesze — na zabawie. 335  Nie dbają, choć to Pleban Broni do mężatki. Oj, będąż w piekle goreć Po same łopatki! PIEŚŃ PORANNA Kiedy ranne wstają zorze, Tobie ziemia, Tobie morze, Tobie śpiewa żywioł wszelki, Bądź pochwalon, Boże wielki! A człowiek, który bez miary, Obsypany Twymi dary, Coś go stworzył i ocalił, A czemuż by Cię nie chwalił? Ledwie oczy przetrzeć zdołam, Wnet do mego Pana wołam, Do mego Boga na niebie, I szukam Go koło siebie. Wielu snem śmierci upadli, Co się wczora spać pokładli; My się jeszcze obudzili, Byśmy Cię, Boże, chwalili. PIEŚŃ WIECZORNA Wszystkie nasze dzienne sprawy Przyjm litośnie, Boże prawy! A gdy będziem zasypiali, Niech Cię nawet sen nasz chwali. Twoje oczy obrócone Dzień i noc patrzą w tę stronę,  •• ZABAWKI WIERSZEM i PROZĄ. X O 2MC XX. . w WARSZAWIE I79°Nikladem i Drukiem Michała Grólla , Kfi{g(uza Nadwornego J. K. Mci, • i Franciszek Karpiński, Zabawki wierszem i prozą. Tom Karta tytułowa  PIESN PORANNA Nota; Bedf Cif mM m mćy Panu, Jj^iedy ranne wftaią nrsa Tubie ziemia, Tobie morsa. Tobie śpiewa żywioł wfzelki, B%di poekwaioa Boże wielki! A calowi*! który baz miary Okapany twemi dary. Ci» go ftworżył i ocalił, Amumtk by cię nie ckwaltf? Franciszek Karpiński, Pieśni nabożne, 1792. Strona pierwsza.  Gdzie niedołężność człowieka Twojego ratunku czeka! Odwracaj nocne przygody, Od wszelakiej broń nas szkody, Miej nas wiecznie w Twojej pieczy, Stróżu i Sędzio człowieczy! PIEŚŃ O NARODZENIU PAŃSKIM Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony; Ogień krzepnie, blask ciemnieje, Ma granice Nieskończony. Wzgardzony — okryty chwałą, Śmiertelny — Król nad wiekami!... A Słowo Ciałem się stało I mieszkało między nami. Cóż, Niebo, masz nad ziemiany? Bóg porzucił szczęście twoje, Wszedł między lud ukochany, Dzieląc z nim trudy i znoje. Niemało cierpiał, niemało. Żeśmy byli winni sami. A Słowo Ciałem się stało I mieszkało między nami. W nędznej szopie urodzony, Żłób mu za kolebkę dano! Cóż jest, czym był otoczony? Bydło, pasterze i siano. Ubodzy! was to spotkało Witać Go przed bogaczami! A Słowo Ciałem się stało I mieszkało między nami.  Potem i króle widziani, Cisną się między prostotą, Niosąc dary Painu w dani: Mirrę, kadzidło i złoto. Bóstwo to razem zmieszało Z wieśniaczymi ofiarami!... A Słowo Ciałem się stało, I mieszkało między nami. Podnieś rękę, Boże Dziecię, Błogosław ojczyznę miłą, W dobrych radach, w dobrym bycie Wspieraj jej siłę swą siłą, Dom nasz i majętność całą, I Twoje wioski z miastami. A Słowo Ciałem się stało I mieszkało między nami. ŻALE SARMATY NAD GROBEM ZYGMUNTA AUGUSTA OSTATNIEGO POLSKIEGO KRÓLA Z DOMU JAGIEŁŁÓW Ty śpisz, Zygmuncie! a twoi sąsiedzi Do twego domu goście przyjechali!...*  1 Ty śpisz! a czeladź 2 przyjęciem się biedzi Tych, co cię czcili, co ci hołdowali!... Gorzkie wspomnienie, gdy szczęście przeminie, Czemuż i pamięć o nich nie zaginie?... Nie zostawiłeś syna na stolicy Przez jakieś na nas Boga rozgniewanie, Którego by wnuk dziś po swej granicy Rozrzucał postrach i uszanowanie!... ŻALE SARMATY... l Do twego domu goście przyjechali — mowa o zaborach, sczeladź — tu: naród polski. 338 Pa tobie poszła na handel korona,a Tron poniżony i rada stępiona!*  4 Ojczyzno moja, na końcuś upadła! Zamożna kiedyś i w sławę, i w siłę!... Ta, co od morza aż do morza władła, Kawałka ziemi nie ma na mogiłę!... Jakże ten wielki trup do żalu wzrusza! W tym ciele była milionów dusza! Patrzcie! matczyne jakieś leży dziecię!... W wyniosłych piersiach głęboka mu rana, Którą szlachetne wychodziło życie!... On nie uciekał, bo z przodu zadana! Jeszcze znać w twarzy, jak jest zemsty chciwy! Zdaje się gniewać, za co nieszczęśliwy? A tam — poczciwość, kościół, wstyd zgwałcony; Pożarem całe spłonęły osady!... W dom gorejący właściciel wrzucony, Pierwej mu wszystkie zrabowawszy składy. Wszędzie zajadłość ogniem, śmiercią ciska, Gdzie pojźrzysz — rozpacz, trupy, zgorzeliska!... Po tych rozbojach, jedni zniechęceni Pod nieznajome rozbiegli się nieba,5 Drudzy, ostatnią nędzą przyciśnieni, W swych kiedyś domach dzisiaj żebrzą chleba! Insi rozdani na Moskwę i Niemce, Na roli ojców płaczą cudzoziemce. Wy, co domowe opłakawszy klęski, Poszliście naród ratować niewdzięczny! * Po tobie poszła na handel korona — aluzja do wolnej elekcji. 4 T r o n poniżony i rada stępiona — aluzja do ograniczonej działalności sejmów zrywanych przez posłów. 5 Pod nieznajome rozbiegli się nieba — aluzja do Legionów Dąbrowskiego. 339  Ogon podsunie i spuści oczy. Z tym wszystkim jeszcze Lis nie zaginął: Gdy sobie cicho w studzi an ej powodzi Umiliwszy się brodzi, Brodaty Kozieł trafem się nawinął. Spojrzy do studni: tam Lisa zobaczy: „Jak się masz, mój kumie", spyta, Ten go miluchnie przywita: A pośrzód samej rozpaczy W tym się do niego odezwie fortelu2: „O gdybyś wiedział, mój przyjacielu, Co jest za słodycz tej wody! Przewyższa lipcowe miody. Już to ja od godziny, jak piję, tak piję, A przecię się jej odpić nie mogę. Życzę ci, swoję posiągnij tu nogę 3. Jeszcze tak nigdy nie piłem, jak żyję: I ty się też ze mną napij." Usłucha Kozieł i rychło się skwapi, Chcąc zakosztować słodkiego napoju: A nie zważając, że nurt głęboki, Niebaczne na dół posunie kroki. A tu mój Lisek, co żywo, ze zdroju Wskoczy na Kozła rogi, Stamtąd na krawędź, i dalej w nogi. To tylko rzekłszy: „Siedź tu, Koźle głupi, Aż kto ciebie, jak ty mnie, wykupi." GÓRA W POŁOGU Wieku płodnego w cuda i dziwy, Mówią, że Babia tak się wzdęła Góra, Iż wszelki na świecie duch żywy I cała nawet zlękła się natura. Strasznego nazbyt coś miała porodzić, f o r t el — podstęp, sposób. posiągnij tu nogę — tu: postaw tu nogę.  Gdy już poczęła pora nadchodzić, Ogromnym stękiem swe wzniecała bole. Wstrzęsły się lasy i pobliskie role; Uwięzły w swych brzegach rzeki. Wszystkie pagórki, wszystkie okolice Zważają na tak dziwną tajemnicę; Nie było jeszcze tego nigdy przed wieki. Wszyscy i ze wsi, i z miasta, Tak mężczyzna, jak niewiasta, Zbiegli się na ten widók, i z daleka, Co z niej wyniknie, każdy patrząc czeka; Rzecz bowiem nowa i cud, daj go Bogu, Góra w połogu! Wszyscy w zdumieniu mówią: obaczemyż, Cóż to tak ogromne brzemię Wyda za cudo na ziemię! Aż tu w tym drobna wypadnie mysz. Przypowieść owa często prawdziwa Daje się poznać z tej Góry, Że z wielkiej zazwyczaj chmury Mały deszcz bywa. DO LUTNI Lutni ma złota, co miłym gwarem Do mdłego 1 zaciekarz ucha, Ty zmysły poisz słodkim nektarem, Jedyna trosków potucha * 1 2. Pierzcha frasunek i mól 3 tajemny, Gdy się odezwie jęk twój przyjemny. Twym to ujęty wdzięcznym urokiem,4 W pochopne las idzie plęsy, DO LUTNI 1 mdły — słaby, wątły. 2 potucha — nadzieja, pociecha. 8 m ó 1 — tu: zgryzota, strapienie. t Twym to ujęty wdzięcznym urokiem... — nawiązanie do mitu o Orfeuszu (śpiew jego miał czarodziejską moc, poruszał drzewa i skały, 343'  Ogniem i łzami na przemian smutnie Żywot się dla mnie ocali. Miłość, jak widzę, lat mi nie utnie; Inszy los chyba je zwali. TRYUMF MIŁOŚCI W miłosnym ogniu świat cały topnieje, Co go wzniecają żądze i nadzieje; Mdłe serca — miętkość, a zmysły potruła Przyjemność czuła. Nie masz ryfejskich *, jako widzę, głazów, By nie topniały od ognistych razów; Wszystko się pali, rozrzewnia i mdleje, Wszystko miękczeje. Wszędzie Kupidyn chorągiew podnosi, Skuteczne wszędy swe zwycięstwa głosi, A za nim w pętach panny i młodzieńce Idą jak jeńce. Pięknyć to tryumf, gdzie same uciechy, Żarty, słodycze, rozrywki, uśmiechy, Wdzięki rozkoszne, powaby, wzdychania Bożek zagania! Prym jego matka od tej rzeczy bierze; Oddają wszyscy swój pokłon Wenerze. Charyty 2 z kwiecia i z mirtu gałązek Podają związek. Idą szeregiem więźnie powiązani, Coraz pafijskiej 3 czołem bijąc pani; * 8TRYUMF MIŁOŚCI iryfejskie głazy — może Rypejskle Góry położone u źródeł Dunaju, utożsamiane także z Alpami i Pirenejami. 2Charyty — boginie wdzięku. 8 pafijskie j... pani — tj. Wenerze. Nazwa od miasta Pafos na Cyprze, gdzie mieściła się świątynia Wenus. 346 A gdzie ta zwróci, w zatlonym pożarze Dążą po parze. v % Kazuś Helence swe serce otwiera, Frydryś w oczętach Elizy umiera, A młody Stasiek swoje dary niesie Młodszej Teresie. Wiktor Kostuni składa swe ofiary, Do pięknej Zosi wdzięczy się Hilary, Adaś przy Ewce, a zaś przy Marcisi Kajetan wisi. Marynię słodką Joachimek chwali, Przy swej Antolce Tadulek się pali, Celestyn przez twe, Agatka, powaby Staje się słaby. Szymka na łonie Weronisia pieści, Japka w swym sercu Julusia umieści, Michaś u Rózi, Antek czegoś prosi U swej Małgosi. Wojtek się do swej Kunusi uśmiecha, A miły Wawrek do Olesi wzdycha, Salusia tchliwe z Dominisiem chwile Przepędza mile. Przy swej Anetce Józef się rozpływa, Basia nad czułym Felisiem omdlewa, Ignal przy Tosi, a Franek przy Kasi Płomienie gasi. Winszuję ja wam tak lubej słodycze, Rozkoszne serca, dusze miłośnicze! Kto nie zna wdzięcznej na świecie miłości, Niech wam zazdrości. 347 349  POTUCHA Po smutku radość oo radnśri crnntoV. Cóż go tak długo tam zatrzymało? Drogać mu nie jest daleka. Serce on moje zna jeszcze mało, Które na niego tak czeka. Przez ten ma gaik jechać mój miły; Kiedyż twarz jego zaświeci? Ptaki się stamtąd nagle ruszyły: Zapewne on to już leci. I sroczka z płotu skrzeczy na niego: Cóż to? nie widać go jeszcze. Filomie! na blask wźroku twojego W ręce z radości zakleszczę. Otóż i widać — gość luby jedzie, Sercu mojemu życzliwy! Miłość w te strony wźrok jego wiedzie, A pod nim igra koń siwy. Siędę w krosienkach na moment miły, Abym tę radość ukryła; By nie zrozumiał Filon przybyły, Że ja tu po nim tęskniła. DO WĄSÓW Ozdobo twarzy, Wąsy pokrętne! Powstaje na was ród zniewieściały: Dworują sobie dziewczęta wstrętne. Od dawnej Polek dalekie chwały. Gdy pałasz cudze mierzył granice, A wźrok marsowy sercami władał; Ujmując w ten czas oczy kobice, Bożek miłości na wąsach siadał. Gdy szli na popis rycerze nasi, A męstwem tchnęła twarz okazała,  Maryna, patrząc, szepnęła Basi: „Za ten wąs czarny życie bym dała!" Gdy nasz Czarnecki słynął żelazem, I dla Ojczyzny krew swą poświęcał, Wszystkie go Polki wielbiły razem, A on tymczasem wąsa pokręcał. Jana Trzeciego gdy Wiedeń sławił, Głos był powszechny między Niemkami: „Oto Król Polski, co nas wybawił, Jakże mu pięknie z tymi wąsami!" Smutne w narodzie dzisiaj odmiany. Rycerską twarzą Nice 1 się brzydzi; A dla niej Dorant, wódkami 2 zlany, I z wąsa razem, i z męstwa szydzi. Kogo wstyd matki, ojców i braci, Niech się z swojego kraju natrząsa: Ja zaś z ojczystej chlubny postaci, Żem jeszcze Polak, pokręcę wąsa. MATKA OBYWATELKA Śpij, moje złoto! śpiewała Kołysząc matka swe dzicię: Spij, moja nadziejo cała, Moje ty życie! Usnęło. — Słabe niebożę Dosyć się, dosyć spłakało: Po płaczu lepiej też może Będzie mi spało. * iDO WĄSÓW lNice, Dorant — konwencjonalne imiona z sielanek, i wódki — tu: wody pachnące. 351  Dziecię! o, wieleż to biedy Matczyna znieść musi głowa, Nim się pociecha jej kiedy Z ciebie wychowa! Wieleż ja z czasem odbiorę Miłej mi za to wdzięczności, Gdy z ciebie uznam podporę Mojej starości: Gdy więc i sercem, i głową Nie dasz przodkować nikomu, Przydając coraz cześć nową Dla twego domu; Gdy się kraj cały zdumiewać Nad każdym twej cnoty czynem, A sława będzie mi śpiewać, Żeś moim synem! Któż wie, co jeszcze być może? Ach! sztylet serce przenika... Poczwara jakaś, o Boże! Staje mi dzika. Może to nikczemnik jaki, Go ma swe imię znieważyć Lub na postępek wszelaki Niecnoty zażyć? Wstydu om mego przyczyna A może i śmierci jeszcze, Gdy ujrzę niewdzięcznym syna, Którego pieszczę? Ojczyzny zdrajca i zbrodzien, Może krew braci rozleje?... Ach! serca mego niegodzien! Cała truchleję!  0 ■6k re&y dom ubogi f teł lepione icieoy, Tc£ okna riinofzybe, piec nie pdlewany, 1 ni fiu ftrzecha ft-.nii* wfzylłko tak i>k było, ! TyV”o f:ę ku ftaroici więcey nachyliło. Szc£eaiiw> ; kso na małym udziale przebyw* Spnboyny gad) przy Role wieyfk: -go wsrf ywa, Z fwey oboiy ma ii ięfo, z ogrodów jarzynę, W domu napóy, i wierną przy boku Juftynęl Obym ja był rak dawntey myślał ofzukapy I t w ukrytym gdzie kącie raczey był nieznany, Cdzicby o mrie w Powiecie nawet nie wfpo. mnitno, \ X tylko mmc f.,i..dtia dobrym nazywano. 1 8y'»; W liłkommen ir-eśn !Sn«?*irbf« H‘**ł , tbt f Mechn-n I i*v*rn«f*\Vł >r, Jhr kUinen donkrfeft Ferilet, ».u att r minetmi 'Ofćn, Du meine riedtige Srwtłi IA ł;*er »Hc# wie v< mw.Ms. Find’ ich dOvh «P.« f-> oi-rter, nor roebr (wi« ieh irłl.it •.••łłreet Giukli.h ift df, r. .f ..w von der Wełt urn! v n iv. n Cictninmel, Zuhig zum iłnd.i.'' *n Mahl fwh fetzt. ron eigi .-u Gew*;l’f-n \>on eigener H d i f i i Fłeifch, fein Koki euo ci; rsrm fi .»r»n, Uo .l Bier im Hbufe gcbunt; uml die* mit fciner Jn tunel Oblti* Kb tłneh R«r (i> geihcht* o bltte ich »rm«r Bet'*’? er |n emciti vc*bt,tgen*ii Wmb.l wo, unbekann# ro’ i< gefeflen! Sq daft Iivn t.a L r.' e frg-r, a ocli meiftcta K-brn.n ni.l t nnmte! P«o tti,hlłii» N’v >irn llein nut Ufcaont und run h« geacUm, Vob Franciszek Karpiński, Powrót z Warszawy na wieś (tekst w języku polskim i niemieckim). Strony druga i trzecia.  POEZYE FRANCISZKA DYONIZEGO TOM IE D Y C Y A ZUPEŁNA. w WARSZAWIE 1787. *r Drukarni upriywileiowaney Michała Grólla, Kfięgem Nid w ornego J. K. Mci Franciszek Dionizy Kniaźnin, Poezje. Tom I, 1787. Karta tytułowa  Taż by nadgroda i ta mi Pociecha z ciebie być miała?... Rzekła; i oczy swe łzami Gorzko zalała. DWIE LIPY Oto dwie lipy zielone Ze dwóch się brzegów witają: Jedna ku drugiej skłonione, Gałężmi siebie tykają. Do czegóż rozdział im sprawił Okrutny odmęt tej rzeki? Skłonność im tylko zostawił, Lecz się nie złączą na wieki. Tak mówił Koryl zbłąkany, 0 wiernej myśląc Izmenie; 1 z najskrytszej w sercu rany Głębokie wydał westchnienie! BABIA GÓRA Do Pawia Czenpińskiego * 1, gdy objeżdżał góiy krakowskie Trwoga warszawskie gubi dziewczęta, Ta pierś wzdychaniem obrywa, Płacz tej nabrzmiałe skrawił oczęta, Ta na twą pamięć omdliwa. Ta już umarła!... Nie tak się bały, Gdyś w obce kraje wędrował: BABIA GÓRA... l Paweł Czenpiński (1755—1793) wybitny lekarz i przyrodnik, w 1782 r. z polecenia Komisji Edukacji Narodowej odbył podróż naukową w Karpaty w celu zebrania okazów dla gabinetu historii naturalnej w Akademii Krakowskiej. 23 — Poezje... 353  Choć innym niosłeś krok twój niestały, Serceś im przecię zachował. Lecz teraz grożą krępackie kmochy 2, Niechże cię niebo uchowa! Ach! na cóż tobie, zuchwalcze płochy, Podróż do tego Krakowa? Kędyż tam jesteś? Na Babiej Górze. Słońce zza chmury zapada, Krwawią się nieba na nocną burzę, Wicher się z Tatrów zakrada. Ale ty, widzę, drwisz z naszej wiary I gardzisz radą przyjaźni: Nie wierząc w diabły, upiory, czary, Śmiejesz się z ojców bojaźni. Dokąd lat młodych niesiesz powaby? Nazbyt swej ufasz nauce. Jeszcze ty nie znasz, co to te baby: Uległ niejeden ich sztuce. Już dziesięć wieków, jak Polska stoi; Wiedmy 3 dotychczas tam były. Szczęśliwy, kto się bał ich i boi: Śmiałego zawsze zgubiły. Niejeden pielgrzym czynił przysięgę, Jako ich straszne wyroki. Widziano z ludzi, przez ich potęgę, Żmije, ropuchy i sroki. Lub jeśli który młodzik się ważył Krok tam posunąć zuchwały, ! krępackie kmochy — Krępak: nazwa Karpat) kmocha — kurna. 8 w i e d m y — wiedźmy. 354 Przymus go dzikiej pastwie 4 obnażył, A one kwiat krwi wyssały. Przebóg! co słyszę? Powietrze świszczy. Wzjeżone włosy powstają... Wrzawa straszydeł huczy i piszczy: Miotły, latarnie spadają. Ucichło... ale nad ów zgiełk srogi • Sroższe to jeszcze milczenie. Księżyc zza dębów, pełnfąc swe rogi, Blade przeciera promienie. Nie tak kropidła pocisk mistyczny Złe duchy w ciele zatrudzi, Ani tak szarpnie drut elektryczny Za jednym tknięciem sto ludzi: Jak one razem, ujrzawszy ciebie, Mocą ciśnione nieznaną, Sądziły swoję przepaść w Erebie 5: Ze tam, skąd wyszły, zostaną. Aż siadłszy jedna z nich na łopacie: „O głupie siostry! zawoła, Szpiega wy swoich tu ofiar macie: Zrywa znajome nam zioła. Twardowski jeno mógł one zrywać Przeszłymi dawno czasami: Wolnoć mu było tu niegdyś bywać, Ale on sprawę miał z nami. Ano jak w nasze wszedł tajemnice Ten obcy śmiałek i młody? Doznasz, co możem czarno-księżnice, Doznasz twej na złe urody." 4 p a s t w a — tu: pastwiąca się zgraja. 5 E r e b — wyraz z mitologii: bierze się za otchłań, czyli piekło (przyp. aut.). 355  Rzekła i zgrzytnie. Tu zapał dziki Sprośne im twarze rozżega, Chwytają smolnie 6f widła, motyki; I już, już lecą na szpiega. Strach owej wyspy pTzede mną staje, Gdzie był Ulisses 7 zawinął. Kwiczeć musiały tam ludzi zgraje; Roztropny przecię nie zginął. Straszy mię bardziej Chirona postać: Czary zapewne 8 to były: Że człeku przyszło pół-bykiem zostać, Tessalskie zioła sprawiły. Umknij się żywo czarnej godzinie. Truchleją twe przyjaciółki! Nie tak Centaury, ni Cyrcy świnie, Jako im straszne wilkołki 9. Wracając nam się tu do stolicy10  *, W nadgrodę mojej pamięci, Urwij po drodze garść czemierzycy11: Bo mi się we łbie coś kręci. DWIE GAŁĄZKI Gałązki — jedna z jesionu, A druga z pięknego klonu — 8 	s m o 1 n i a — smolna głownia. 7 U 1 i s s e s — Cyrce towarzyszów Ulissesa w wieprze przemieniła. Homer w Odyssei (przyp. aut.). 8 Czary zapewne — Chiron, sławny lekarz, był jeden z liczby Centaurów. Przebywał najwięcej w Tessalii, prowincji greckiej, w zioła skuteczne, a zatem (jak mniemano) i w czary obfitującej (przyp. aut.). 9 w i 1 k o ł e k (wilkołak) — wedle wierzeń ludowych człowiek wskutek czarów zamieniony w wilka, a nie pozbawiony pewnych cech natury ludzkiej i ludzkiej świadomości. 10 d o stolicy — do Warszawy, skąd pisałem (przyp. aut.), llczemierzyca — roślina górska do dziś używana w lecznictwie, uważana ongiś przez lud za lekarstwo na zaburzenia psychiczne. 356 Rzucone jakąś przygodą, Płynęły wodą. Dalekie od swej rodziny, Przez obce błądząc krainy, W silniejszym coraz wód zbiegu Chybiały brzegu. Na próżno stan ich sierocy W złej toni szukał pomocy: Z twardych skał a głuchej kniei Nie masz nadziei! Z posłusznym one milczeniem Szły za mruczącym strumieniem: Pędził je coraz wart chyży Dalej a niżej. Przemijały się czas długi, Nie wiedząc jedna o drugiej, Aż jakoś zbliżył nurt wąski Obie Gałązki. Szczęśliwy, komu dozwoli Bóg towarzysza w złej doli! Płynących obok Gałązek Ujął mię związek. Alić coś wodę zamąci. Jedna z nich drugą potrąci: Poszły od siebie zwrócone W przeciwną stronę. Żal mię ogarnął niemały, Gdy się z osobna puszczały Na powódź rzeki szeroką I toń głęboką. Z smutkiem zdały się obracać I niby z gniewem odwracać:  To bliżej siebie, to dalej Szły podług fali. Wtem Zefir, sprawca pogody, Jął głaskać błękitne wody I tchem łagodnym ku sobie Nakłaniać obie. Gdy na to tkliwie patrzyłem: „Złączcie się z sobą, mówiłem, Póki dma * 1 wieje życzliwa I was przyzywa!" Aż tu kamień wśrzód powodzi Spółce Gałązek przeszkodzi: Znów je od siebie z daleka Uniesie rzeka. Na koniec jedna przy lasku, Druga zostanie na piasku: Ta uschła, a tamtą marnie Splątały tamie 2. O MIŁOŚCI Czas wszystko goi na koniec. Widziałem, jako ten goniec, Lub raczej olbrzym skrzydlaty, Siwymi pomarszczon laty, Folgował w późnej litości Biednemu chłopcu Miłości.. Widziałem łaskę okrutną . I w oczach moich zbyt smutną: Gdy cofnął dziecię uparte, A skrzydła mu rozpostarte, DWIE GAŁĄZKI. l d m a — powiew, podmuch. * Urnie — ciernie, krzewy kolczaste. 358 Które zaledwo już dźwigał, Ostrym żelazem ustrzygał. Łzy z uśmiechem pomieszane Sprawiły chłopcu odmianę. Widziałem na twarzy jego Podobnie coś tak słodkiego, Jak gdy się nędza uśmichnie Albo po burzy ucichnie. O ELIZIE Eliza wczoraj ostro spojrzała: Możem dał powód urazy. Cisnęła wiankiem rączka jej biała, Przygryzła wargę pięć razy. Nie można było gniewu odwrócić I błagać srogiej nie śmiałem. Poszedłem smutny z sobą się kłócić I noc tę całą nie spałem. Dziś lubym sama witając głosem, Oczy wróciła mi swoje! Cieszy mię słodkim nadzieja losem. Ale się jutra znów boję. PUCHAR [Anafcreontyłc] O sztuki pięknej dłoto, Srebrny masz puchar oto! PUCHAR Wacław Borowy przypomniał, że „temat tego anakreontyku był nieraz rozwijany przez późniejszych poetów, między innymi przez Lenartowicza (Złoty kubek) i Marię Pawlikowską (Lenartowicz)". 359  Wyryj mi na nim, proszą, Chwile wesołej wiosny, Wyryj płód jej radosny, Róże, uczty, rozkosze: By z niego w usta moje Słodzęj ciekły napoje! Nie rysuj nic smutnego Ze znamion mi tajemnych, Owych obrządów ciemnych. Wyraź raczej młodego Bacha,1 sprawce radości! Przyłącz matką miłości W godowniczym urządzie! Usadź jej poczet słodki: Wdzięki, żądze, chychotki! Pod cieniem niech to będzie, Tłocząc winne jagódki. Dodać i chłopców trzeba: Chyba, że wolisz Feba 1 2. NA ŚMIERĆ J[ANA] DEKIERTA, PREZYD. WARSZAWY1 Po swoim ojcu, po swym przyjacielu Dobrego ludu szlochają gromady. Wiele łez płynie, gdzie porzucił wielu Mąż pełen ducha, mąż rady. Cnotliwy Janie! z płaczącymi szczyrze I moja tkiwość łzy tobie wylała: Muza to czuje i brząknąć na lirze Twojej pamięci kazała. 1 Bach — Bachus. 2 F e b — zob. s. 122, przyp. 1. NA ŚMIERĆ JIANA] DEKIERTA... lJan Dekiert (Dekert) — prezydent magistratu Stare] Warszawy, przewodził walce o prawa dla mieszczan, zwłaszcza w okresie Sejmu Czteroletniego. Zmarł 4 października 1790 r. 360 Poszedł zajaśnieć, gdzie zawsze dzień świeci, I co nas czeka, z Tego twarzy dociec, Co patrzy z niebios na swe równo dzieci, Sam wszystkich i pan, i ociec. Powagi światła i roztropnej cnoty Zostawił przykład naczelnikom ludzi: Jak skromnym ruchem kierować obroty, Gdzie czucia ślepe żal budzi. Cóż innym ptakom po gruzach ogromu, Gdzie tylko sępy pasą się ich zgrają? Ochocza praca i pokój w tym domu, Gdzie matkę wszyscy kochają. Moc tego ciała jakże się poruszy, Którego w więzach i ręce, i nogi, A władza zmysłów nie daje czuć duszy, Że szuka przyczyn ból srogi? Przebóg! co widzę? płaskie morza cisze W harde ku niebom wspięły się bałwany; Zatrzęsły ziemią i w zuchwałej pysze Wierzch rozsadzają wolkany. Rządzie! pamiętaj, że jak nasze lata, Tak obyczaje, tak mienią się wieki; Że tego twoja nie obejdzie strata, Kto nie zna twojej opieki.  JÓZEF SZYMANOWSKI (1748—1801) Tłumacz, poeta, krytyk literacki, prawnik. Po ukończeniu Collegium Nobilium w Warszawie przebywał na dworze Czartoryskich. Był uczestnikiem obiadów czwartkowych u króla Stanisława Augusta. Posłował na sejm 1778 r. W latach 1781—1784 był członkiem Komisji Skarbowej i Emfizeutycznej (dotyczącej dzierżawy) Koronnej. W czasie insurekcji kościuszkowskiej był sędzią Sądu Kryminalnego Księstwa Mazowieckiego i kierownikiem Wydziału Sprawiedliwości. Przełożył wierszem Świątynię Wenery w Knidos Montesąuieu, (1778), Zadyga Voltaire'a (1773). Poza tym ogłosił Listy o. guście, czyli smaku (1779) oraz wiersze publikowane w ,.Zabawach Przyjemnych i Pożytecznych". JUŻ NIE USŁYSZYSZ MEGO WESTCHNIENIA... Już nie usłyszysz mego westchnienia, Choć ciągłym czuciem w sercu zostanie, Wszystko się w tobie dla mnie odmienia. Za cóż nie takie moje kochanie? Już ani czułe ręki ściśnięcie, Ani wzajemne oczu spotkanie Nie wprawia ciebie w słodkie zajęcie. Za cóż nie taikim moje kochanie? 362 Kiedy odchodzisz, jam tylko tkliwa, I dla mnie samej przykre rozstanie, Ciebie zabawka inna porywa. Za cóż nie takim moje kochanie? Nudne dla ciebie moje zapały, Chciałbyś obrony w mojej odmianie, Przykroć, żeś tylko sam jest niestały. Za cóż nie takim moje kochanie? Już nie usłyszysz mego westchnienia, Niechaj z mym szczęściem życie ustanie, W ten czas cię późne strapią wspomnienia: Dla mnież to było takie kochanie? CO TEŻ TA MIŁOŚĆ WYRABIA ZE MNĄ... Co też ta miłość wyrabia ze mną! Wszak ledwie krótka chwila uleci, Coraz to inne uczucie wznieci, To jest okrutną, to znów przyjemną. To obok lubej nadziei stanie, I takim wdziękiem Zosię przymili, Ze zda się bliskim przyjście tej chwili, W której szczęśliwym będzie kochanie. Skoro uczuję stąd rozrzewnienie, Aż do nadziei miłość daleka, Aż się zachmurza Zosi powieka; Jużci zniknęło szczęścia błyśnienie. Przykraż to przecie taka odmiana, Kiedy, w przeciwnej z sobą kolei, Bojaźń odbiera miejsce nadziei I zamiast szczęścia troska doznana. 363  Ale daleko żal mnie unosi: Wszak troski przykre słodko nagrodzi, Wszak i z miłością wnet mnie pogodzi Ta myśl, że wszystko czuję dla Zosi.  \ TEOFILA GLIŃSKA (ok. 1762/63—1799) Poetka. W 1790 r. poślubiła Alojzego Bukatego, starostę milianickiego. W „Magazynie Warszawskim" w r. 1785 ogłosiła Szczoise i Hymn Pentanów o śmierci. SZCZORSE Cóż w Szczcrsach*? Wszystko, co ślicznie bawi, Zachwyca, uczy, porywa; Raz myśl spokojnej ciszy zostawi, Potem ją dzieli, rozrywa. Nim się do gmachów wspaniałych zbliży, Nim ich wierzchołek zabłyśnie, Tysiąc widoków spotka wzrok chyży, Ten go zatrzyma, ów spryśnie. Już się zabłąkał po tej równinie * 1 2 Co jej spojrzeniem nie zmierzy. Tu mu się cudny gaik nawinie, Że przez się takim, nie wierzy. SZCZORSE 1 Szczorse — majątek Joachima Chreptowicza. W dobrach swoich Chreptowicz przeprowadził szereg Teform gospodarczych, zniósł poddaństwo i pańszczyznę; zgromadził poza tym bibliotekę i uczynił ze Szczors ośrodek życia literackiego regionu. 2 Już się zabłąkał po tej równinie — obszerne łąki, kanałami osuszone, które po środku zdaje się uwieńczać i do chłodu spracowanych zapraszać gaik olszowy, dziwnie regularny (przyp. aut.). 265  A gdy niepewność zdania wstrzymywa, Rzuca już obiekt kochany I już uwagę do siebie wzywa Mechanizm w skutku poznany.3 Tego powierzchność ciekawość nieci, Lecz gdy się do wnętrza wchodzi, Sama widoczność rozum oświeci, Że praca z nadgiodą chodzi. Słodko jest widzieć dowcip użyty Na korzyść ludzkiej potrzebie, A ten w swym czuciu ma zysk sowity, Kto umie żyć nie dla siebie. Ale cóż dalej? Ogród prześliczny, W nim się z naturą kunszt łączy, Tu płynny kryształ zajął brzeg śliczny, Tam drzewkom swą świeżość sączy. Postać wesoła jego okrywa, Połyska w ruchu nieznacznym, Rzut cząstek słońca w nim się odzywa I sam zdaje się nań bacznym. Tu znowu wabi wybór kolorów, Barwiący pieszczone kwiaty, Które /przez oddech słodkich waporów 4 Zdają się bronić swej straty. Przy nich by można dłużej zabawić, Uważać różność własności, Lecz bez wspomnienia trudno zostawić Te ścieżki wśród zieloności.5 8Mechanizm w skutku poznany — młyn holenderski z osobliwszymi wygodami (przyp. aut.). 4 słodkie wapory — tu: wyziewy, zapachy. 5 Te ścieżki wśród zieloności — labirynt cienisty (przyp. aut.). 366 W nim człek w sam upał dobrze schroniony Chodzi spokojnie, choć błądzi, Kontent, że w tchnieniu niezaprzeczony Powietrza panem się sądzi. Ale gdy ćhłodki opuścić zechce, Nie umie, gdzie był, powrócić. Już się próżnością więcej nie łechce, Już zlękły chce się zasmucić. Tylko tej chęci skutek nieznany, Gdzie sama radość oddycha, Gdzie pan, w łagodność czystą przybrany, Nie cierpi, co pierwszą spycha.6 Prędko więc został wyprowadzony, Prędko zapomniał swej trwogi, A coraz chciwym okiem rządzony, Ma widok nad inne drogi. Ja go nie minę, powiem, co myślę. Występkiem sądząc milczenie, Gdyż to, co letkim tuszem określę, Warto mieć cale wielbienie. Oto te mnóstwo domków wygodnych,7 Których ciąg mile wzrok trudzi, Jest zamieszkane przez niegdyś głodnych, A teraz szczęśliwych ludzi! Zda mi się słyszeć czułe ich pienia, Którymi Słońce witają: ,,Ty co dzień wschodzisz, lecz już cierpienia Raz zaszłe nie powracają! 6 Gdzie pan, w łagodność czystą przybrany, nie cierpi, co pierwszą spycha — tzn. pan nie dopuszcza do tego, by ktokolwiek się frasował, smucił. 7 Oto te mnóstwo domków wygodnych — wieś zamieszkana przez czynszowników od pańszczyzny uwolnionych (przyp. aut.): 367  Już choć nas kiedy ogień twój pali, Łatwiejsze znajdziem schronienie, Bo się na nędzę nikt z nas nie żali I już w wolności ma cienie. Rękę, co zniosła jarzmo niewoli, Na ciebie patrząc wielbiemy, Ty skrzepłe ziółka rzeźwisz po woli, My przez nią swobodniej tchniemy!" Do tych słów łączą szluby 8 gorliwe I jednogłośnie wołają: „Niechaj dni pana będą szczęśliwie, Niechaj goryczy nie znają." Po tej zaś pieśni ojcowie, matki Wrażają dzieciom z małości, Komu są winni swoje dostatki, Kto ich powrócił Ludzkości. Podźwignąć z własnej sfery strąconych Jest oddać hołd przyrodzeniu. Dobyć umysły z mgłów zamąconych Jest to pomóc przeznaczeniu. Więc jak własnością Duszy cnotliwej Jest nie dać człeka rozpaczy, Tak wyrwać mnóstwo z nędzy zbyt tkliwej Coś niebieskiego już znaczy.9 10 * *Jednak wam jeszcze, Szczorse kochane, Braknie zaszczytu jednego, Oto, abyście były widziane Okiem Tytusa Polskiego.16 8 	szlub (ślnb) — przyrzeczenie. 8 Coś niebieskiego Już znaczy — coś, co zasługuje na niebo, na szczególne uznanie. 10 Okiem Tytusa Polskiego — wiersze te są napisane niedługo przed bytnością Najjaśniejszego Pana w Szczorsach (przyp. aut.) Stanisław August bawił w Szczorsach w drodze na sejm w Grodnie 22—23 września 1781 r. 368 Wtedy się cała złoży zupełność, Gdy ten Monarcha, co słodko rządzi, Co już zasłużył na nieśmiertelność, Że nimi słuszność włada, osądzi. \  IGNACY JAXA BYKOWSKI (1750 — po 1817) Poeta, powieściopisarz, dramatopisarz, tłumacz, pamiętnikarz. Brał udział w konfederacji barskiej. Służył potem w wojsku rosyjskim uczestnicząc w wojnie tureckiej. Ok. r. 	1775 zwolnił się z wojska. Przyjaźnił się z Kniaźninem, utrzymywał kontakty z Karpińskim. Pisał tragedie, powieści, wiersze. Tłumaczył z francuskiego, rosyjskiego. DO TADEUSZA MOSTOWSKIEGO 1 Kiedy rozważam całe moje życie, Widzę, że z nurtem wody Upłynął wiek mój młody, A dni mych było niebaczne użycie. Dowścip 2 młodziuchny ledwo co rozkwitał, Wnet stała chęć podniecać, Ażeby go oświecać, Nie znająfc] celu, wszystkiegom się chwytał. Nad swą istnością dumałem zdziwiony, Żem mógł głęboko myślić... Wyrażać, mówić, kreślić, Czułem stąd radość, żem był utworzony. DO TADEUSZA MOSTOWSKIEGO 1 Wiersz autobiograficzny, jak dowodzi Tadeusz Mikulski: „wpisany do pamiętnika w r. 1806, powstał znacznie wcześniej i pojawiał się parokrotnie w druku". 2 D o w ś c i p - dowcip, tu: pomysłowość, bystrość umysłu. 370 Wtem dał się słyszeć głos nauczyciela. Wskazując on pozory, Struł uciech prawych wzory. Odtąd z jestestwa nie czuję wesela. Rodzice groźną lub niedbałą władzą Przytępiają w człowieku Bystrość młodego wieku, Rzadko im ważność trudów uczuć dadzą. Aż wnet tysiączne rozrywki i gusta Serce gwałtownie wzburzą, Myśl w rozkoszach zanurzą, Tu się dopiero otwiera rozpusta. Wszytko mu sprzyja i przymnaża chluby, Porwany między fałe, Nie chce się dźwignąć wcale, Lęka się burzy, ale nie swej zguby. Z zdarzonej pory korzystać nie umie. Myśl się ustawmie chwieje, Podchlebują 3 nadzieje I że u mety już stanął, rozumie. Na tym jedynie wszytkim dni me trawił, Czym bym się dziś ucieszył... I żebym tam pospieszył, Gdzie [wiem], z słodyczą iż się będę bawił; Kochałem tkliwie i byłem kochany, Strój miałem według mody Dla kształtniejszej urody, I ty, mój rywal, mógł być pokonany. Tysięczne razem przed się brałem prace, A, zuchwały i hardy, Spodchlebywać — pochlebiać. 371  Za nic miałem azardy 4, Tusząc, zwycięstwem że trudy opłacę. Czasem słonecznych chroniąc się promieni, Padłszy w cieniu pod drzewem, Gdy wiatr chłodził powiewem, Myślałem, że się los mój już nie zmieni. I teraz, wpadłszy czasem w zachwycenie, Zda się, że owe chwile Idą wstecz do mnie mile I że w nich moje nasycam pragnienie. Ni tych urojeń ma dusza pozbędzie, Jakby znów wiosna miła Dni mych znów się WTÓciła. I chciałbym zawsze zostawać w tym błędzie. W ocknieniu amant takie czuje dziwy, Że mu przerwało wcześnie Szczęście, które miał we śnie, Znowu chce usnąć, aby był szczęśliwy! Ilekroć wiodła do uciech ochota, Mniemałem, że nie błądzę, Gdy me nasycam żądze, Chociaż wewnętrznie trapiła zgryzota. Aż czas mój umysł odmienił nieznacznie, Postradawszy obiekta Porzuciłem projekta I już nie myślę, jak przedtem, opacznie. Pod mglistą chmurą, w młodości mej kwiecie, Podchlebnie rozumiałem, Że wszytko mym udziałem Ma być, com widział pięknego na świecie. rd (hazard) — tu: niebezpieczeństwo, ryzyko.  Aż kiedym zerwał dziś zasłoną grubą I te ćmą stałe oko, Gdy przenika głąboko,5 Widzą aż nadto myśl próżną z mą zgubą. Łańcuch natury chciałem ujrzeć nieraz, Aż gdy moja myśl żywa Dostrzegła te ogniwa, Żem to otrzymał, żałują już teraz. Gdyż stąd poznałem stan bidny człowieka, Że całe życie błądzi, I częściej mylnie sądzi, A krok za szczęściem posuwa z daleka. Przyrzekłem, że czas nierychło ucieka! Wnet stanąłem u mety, Com tak pragnął, niestety, Straszny, ach, straszny moment, co mnie czeka. Uciech zdradliwych dość i innych było, Co uniósł w swoim biegu Czas do wieczności brzegu, Rozważać przeszłość jednak zawsze miło. Mniemałem, żem jest aż nadto szczęśliwy! Gdym nocy i poranki Trawił u mej kochanki, Jej powab rzadki wielbił umysł tkliwy. Byłem u siebie mocno przekonany, Żem się ja tylko liczył, Com tą piękność dziedziczył, I żem wzajemnie od niej ukochany. Wszytkie ochoczo pełniłem rozkazy, A jak jedyne Bóstwo, 5151 tę ćmę stałe oko, gdy przeni k/i głęboko — t.zn. stałe (stateczne) oko przenika (rozpatruje) głęboko.  Czciłem w niej wdzięków mnóstwo, Przyjemne nawet były jej urazy. Myślałem rychło, że u mety stanę, A po tej przykrej dobie Będę szczęśliwym sobie, Kiedy w nadgrodę jej serce dostanę. Ale zwierciadło prawdy błąd mój wyda, W nim widzę z zawstydzeniem, Iż chytrym omamieniem W ogrodzie swoim trzyma mnie Armida 6. Tu się dopiero mój umysł oświeci, A w serca mego czczości Ujrzę sidła miłości, Do których wielu obłąkanych leci. Tak to swe miłość ubarwia nadzieje! Wskazując obiekt z dala, Do rozkoszy zapala, Która użyciem częstym gdy słabieje,7 Wtenczas oziębła wierność już jej strzeże; Tej wolą swą poddawszy, Wolności postradawszy, Na miłosne się udadzą kradzieże. Z początku było to zabawką grzeczną, Ale po krótkiej chwili W zwyczaj ją zamienili, A na ostatek w potrzebę konieczną. To, com określał dotąd, wszytko za nic! O, srogie przeznaczenie! • Armida — jedna z bohaterek Jerozolimy wyzwolonej Tassa. Jej imię bywa używane jako symbol postaci kobiecej fascynującej wdziękiem i urodą. 7 	K t ó r a użyciem częstym gdy słabieje — omnls appetitua placet, esperienlia dlsplicel (przyp. aut.). 374 Żal czuję na wspomnienie Złości, które mię trapiły bez granic. Wszytkichem ludzi miał za mych współbraci, Żyjąc z nimi bez zwady, Nie lękałem się zdrady, Myśląc, że każdy przyjaźnią odpłaci. Serce i dom mój był dla nich otwarty, Z pomocąm się k nim spieszył, Abym w smutku pocieszył, W potrzebie każdy był ode mnie wsparty. Ale mniemania mnie moje zawiodły! Postrzegłem (co za dziwy!), Że się zwał sprawiedliwy Ten, co mię odarł i co z gruntu podły. Z żalem patrzyłem, jak prześladowano Wszędy słuszność niewinną, A zaś potwarz złoczynną Z poklaskiem podłym za cnotę uznano. Nadstawiam ucha i podstąpię dalej, Ale chytrość haniebną Zwą dobrocią potrzebną, Obrzydłe kłamstwo wszyscy uwielbiali. Każda społeczność w^podchlebców obfita, Zacnością u nich pycha, Z zawiści każdy wzdycha, A pod obłudą pobożność ukryta. Zdrajca nikczemny, z nim łakomieć drugi, Pełni obydwa zbrodni, Zepchnąwszy tych, co godni, Sami usiedli na miejscu zasługi. Widziałem człeka w ostatniej rozpaczy, Ćo go przyjaciel zdradził  I w więzieniu osadził, A jego dobro swym piątnem oznaczy. Możniejszy każdy tyranem okrutnym, Szuka pory wydarcia, Niewinność nie ma wsparcia, Słabszy jest zawsze jego łupem smutnym. Ludzie śmiertelni! zaliż więc potrzeba, Zaprzestawszy was kochać, Wzdychać, jęczeć i szlochać, A na mój utwór słać skargi do Nieba! Lecz gdy przypomnę sobie Tadeusza, Spokojność wnet powraca, Smutek się we mnie skraca I nie tak srogą boleść czuje dusza. Przy nim gdy jestem, wcale 8 zapominam, Iż tamci są zdradliwi, Przewrotni, podli, mściwi, Ni na podejścia skargi próżne wszczynam. Gdy się podłością natury w nich brzydzę, Że zgryzoty nie czuli, Gdy zdradę na mnie knuli, To w nim natomiast jej szlachetność widzę. Bez niego w ostęp ciemny bym uciekał, A postrzegłszy z daleka, Chroniłbym się człowieka, Tam na czcze imię cnoty bym narzekał. Chytrości nieraz stawszy się ofiarą, Tknięty koniecznym musem, Powtarzałbym z Brutusem: „Cnoto, nie jesteś, tylko płonną marą!".9 * •8 	wcale — tu: całkowicie. • Cnoto, nie jeste ś... — p.n.e.). okrzyk Brutusa po klęsce pod Filippi (42 r.  JAN PAWEŁ WORONICZ (1757—1829) Poeta, kaznodzieja, mówca. Uczył w szkołach jezuickich w Ostrogu. W 1770 roku wstąpił do zakonu jezuitów. W 1783—1784 studiował teologię w Warszawie, w 1784 r. otrzymał probostwo w Liwie na Podlasiu. W okresie Sejmu Czteroletniego przebywał przeważnie w Warszawie. W czasie powstania kościuszkowskiego był komisarzem Komisji Porządkowej Księstwa Mazowieckiego. Wkrótce po rozbiorach został kanonikiem warszawskim i włocławskim. Z okresu Polski niepodległej pochodzi szereg różnego rodzaju wierszy Woronicza, które ukazywały się w postaci druków ulotnych, a które później zamieszczone zostały w wydaniach zbiorowych. WIERSZ NA POKOJE NOWE W ZAMKU KRÓLEWSKIM OBRAZAMI SŁAWNIEJSZYCH CZYNÓW POLSKICH, PORTRETAMI I BIUSTAMI ZNAKOMITSZYCH POLAKÓW OZDOBIONE Antiąuam exquirite mairem. Yirg.*  1 (Fragment) Jużeśmy, wielki królu! oczu dość napaśli, Przypatrując się naszym Panom uwiecznionym, WIERSZ NA POKOJE NOWE W ZAMKU... Temat wiersza odnosi się do urządzenia jednej z najwspanialszych sal Zamku Waiszawskiego, Sali Rycerskiej, która była gotowa w 1786 roku. 1 Antiąuam exquirite ma trem — starej szukajcie macierzy (Wergiliusz, Eneida, pieśń III, w. 96. Przekład T. Karylowskiego). 377  Którzy, gdy śmiertelności wiewem z świata zgaśli, Zaległszy wieczne łoża snem nieprzebudzonym, Znowu ich twoja czułość, przemysł i szczodrota Wskrzesiła z niepomnego smętnej Kloty 2 łona, A co krwią kupowali i ceną żywota, To im wraca rozkazem twoim śmierć zwalczona W ożyłych twarzach ducha, sławę, męstwo, czyny, Zagrabiwszy dla siebie na łup trochę gliny. Co dzień się im wpatrujem, czy to ci ojcowie, Od którycheśmy imię, wzrost i spadki wzięli? Oni się nam dziwują, czy to ci wnukowie, Co stopniami wydrzejąc 3, tak mocno zdrobnieli? Póki się rdzy nie boją marmury szmelcowne, Ani móla kłów śniadych z miedzi kute blachy, Póki tędy przechodzim w twe progi szanowne, Poty na nas ich twarze będą miotać strachy, Byśmy się wżdy na tobie lepiej żywi znali, Gdy zmarli tyle z twojej dobroci zyskali. Lecz widzę, swędzi ciebie serce dobroczynne, Gdy mu co dzień nie ulżysz dziełem ciebie godnym; Tak właśnie łechcą macierz piersi mlekiem płynne, Póki dziatkom nektaru nie ucedzi głodnym. Nie dość ci było naród z letargu ocucić, Wrócić ruch skrzepłym tworom, światło nocy mglistej, Dziczą porosłe skiby w kraj żyzny przewrócić, Wywieść zgoła świat nowy z otchłani wieczystej; Nie dość to wszystko było? przemyśliwasz co dzień, By Polski nie poznawał rodak i przychodzień! Cóż to za nowy widok w zamku twoim błysnął? Wszyscy oczu, języka, ruchu odbieżeli, Sam dzień na blask mnogiego złota zgasł i przysnął, Rzeźby, kunszta, marmury wzrok i głos zajęli — Sam tu za mną krok uczyń, Lachu zadumiały! A w niemych twarzach królów wyczytawszy wiele, * 82 K 1 o to — zob. s'. 156, przyp. 2. 8 wydrzejąc — wydrzeć, w znaczeniu: dziczeć. 378  Obacz jeszcze, tak klękał onym świat struchlały, Gdy się z głową kleiły członki w jednym ciele; Jeślić w domu kronika nudzi wieloraka, Czytaj ten pokój godny króla i Polaka. O ty! z dziewięciu bogiń, Klio 4, druga w rzędzie, Dziejomownych widziadeł płaszczem obleczona, Której darem świat siwy młodym zawsze będzie, I ty z nią, Mnemozyny córo 5, spokrewniona, Co w różne barwy mieniąc twój rąbek przejrzysty, Martwy płód czynisz żywym, ruchawym i mownym: Wiońcie na mą cytarę, którą los sierdzisty Pogrzebłszy w smętnym mroku posiał mchem frasownym! Wiońcie duchem niebieskim, bym to wskazał wiernie, Co tu piórem i pędzlem kreślicie misternie. Pierwszy wzrok na Cię zwracam, Wielki Kazimierzu! Co przy tronie Likurgi 6 sadząc i Solony 7 8, Dowiodłeś, że nie w samym hełmie i pancerzu, Lecz równie i w pokoju Lach twój niezwalczony! Już oto stęka ziemia pod groźnymi roty, Gdy hurmem do Wiślicy praw twych słuchać lecą;8 Gradyw 9 im z oczu pryska, śmiercią zieją groty, Same kurze zwycięskie i laury strach miecą; Już głuche surmą Marsa uszy nadstawiają, A w pochwy krwią kurzące ordynki chowają. Ucichło — trzykroć trzasły Janusa zawory 10 — Prawa ojcom, ziemianom, kmiotkom przeczytano — 4 K i i o — muza historii. (Mnemozyny córo — tu: muza poezji, Euterpe; Mnemozyne — matka muz. t Likurg — półlegendarny król Sparty uważany za pierwszego jej prawodawcą. 7 S o 1 o n — prawodawca ateński. 8 Gdy hurmem do Wiślicy praw twych słuchać lecą — mowa o tzw. statucie wiślickim Kazimierza Wielkiego, który obejmował zbiór praw państwowych regulujących najróżniejsze dziedziny życia. Statut wiślicki odegrał dużą rolą w umacnianiu formującej sią w Polsce monarchii stanowej; chronił chłopów przed nadmiernym wyzyskiem feudałów. 9 Gr a d y w zob. s. 90, przyp. 5. 10 trzasły Janusa zawory — tzn. nastąpił pokój; Janus, mitologiczny bóg drzwi i bram domów, bóg miasta i państwa. 379 %  Łotrowni11 i przemocy miecz pogroził skory — Obcym przystęp, gościnność i wspólnictwo dano — Na to słodko-powiewnym skrzydłem pokój musnął, Rozśmiały się obłoki, ziemia odetchnęła, Mars na stosach orężów wsparty na pół usnął — Ruchawość na bezczynne ramiona wionęła — Trzykroć głową skłoniła Ceres 11 12 kłosoroda, Trzykroć zęby zgrzytnęła zawiść i niezgoda. Już po sejmie 13 — rzuć okiem, świat się nowy rodzi! Gdzie się dzidy jeżyły, a śmierć żęła ludzi, Tam się niwy kiściami bodą, a sierp godzi — Kołat14 rosnących zamków i wież niebian budzi — Sapią, dyszą, snują się rzemieślników roje — Rękodziałe warsztaty warczą, wiercą, tłuką — Kmiotki zyskiem stokrotnym ocierają znoje — Każdy ziewa przemysłem, pracą lub nauką — Bagna, góry, szpichlerze, lasy Wisłą płyną 15, Kraj bogacą i sławą jego w Indach słyną 16. Oto jest regestr tego, co w tej księdze stoi, Którą tu, Suchy wilku17, niesiesz za twym panem; Do niej się odwołuje, ani drabów boi Ten chłopek, co przed królem swym bije kolanem: Ledwie wszedł, a król chłopków18 myśl zgadł — i wam zleca Skory skutek tej prośby, poradni panowie! Wam się dziw po łysinach i czułość roznieca, Chłopek na tę łaskawość łzami jęka w mowie, Wieśniaczki z nim podzięką niewinności zieją, Draby wsparte na dzidach na ich blask słupieją. 11 łotrownia — łotrostwo. 12 Ceres (Cerera) — rzymska bogini urodzaju. 13 Już po sejmie — tzn. po zjeździe wiślickim. li k o la t — odgłos kołatania, stuk towarzyszący budowom. 15 lasy Wisłą płyną — statki (zbudowane z drzewa) pływają po Wiśle albo: rozwija się handel drzewem drogą rzeczną. 15 w Indach słyną — tzn. za morzami. li Suchy wilk — Janusz Suchywilk (1310 — 1382), kanclerz krakowski i arcybiskup gnieźnieński, zaufany doradca Kazimierza Wielkiego. 18 	król chłopków — tzn. Kazimierz Wielki, 380  Bóg ci piać, kmiotków królu, a stąd Wielkim zwany! Odtąd Polska przed wójty obcymi nie świeci: Oby tylko wiek złoty spadłszy na gliniany, Nie nakuł później z twoich praw pajęczych sieci, Gdzie mdły komar uwięznie, szerszeń pryśnie srogi, A cudza krzywda w kącie tak jak moja szlocha! Jakoż bądź, ty masz zawsze miejsce między Bogi, Których czci za oświatę ród ludzki i kocha. Przyjdzie czas, gdy z twych gruzów Polskę wzbudzi nową Drugi Alcyd19, bój wiodąc z Hydrą siedmiogłową 20. Ale nie dość ogłosić, jak się doma rządzić: Ci wymrą, co z wiślickiej rady powracają, Nuż nie będzie przeczytać komu? można zbłądzić: Mały dowód, że ludzie o tym tak gadają: . Dotąd słyszym, że orle gniazda Gnieznem Lecha, Dogryzają Popiela myszy, Krakus smoka, Wanda w Wiśle zapały czułe gasi Czecha, Na tron Leszka prowadzi droga gwoździooka, Jak gwarzyli miodowi wtedy piśmiennicy, Gdy huczny sejm na Piasta składali w Kruświcy. PIEŚNI WIEJSKIE DLA... KSIĘDZA GASPRA CIECISZOWSKIEGO, BISKUPA KOADIUTORA KIJOWSKIEGO... ODWIEDZAJĄCEGO OSIECK I TAMTEJSZY PARAFIALNY POŚWIĘCAJĄCEGO KOŚCIÓŁ. DNIA 19 MAJA ROKU 1782 PIEŚŃ VI Już też wchodzimy i w dom gospodarza: Żeś mu jest gościem miłym, pożądanym, Stokroć to sercem i usty powtarza. Pozwól spoczynku stopom zmordowanym, 19 	A 1 c y d — przydomek Heraklesa. 20 	Hydra siedmiogłowa — Hydra Lernejska, potwór o dziewięciu głowach, zabity przez Heraklesa. 381  Usiadłszy trochę pod wolnym przedmuchem Wiej tu, Zefirku L lekkich skrzydeł ruchem. Widziałeś tedy, Panie, nasze kątki Miło nam nimi przed tobą się chwalić: Gdyby te pierwsze pracy naszej prątki Bóg błogosławiąc chciał się nam użalić, Trawiłby z nami spokojniejsze noce Ten, co narodu biedą się kłopoce. Po burzy, którą długim lat ogniwem Błąd ojców splatał, niesfor 2 synów zbliżył, Wionął nam przecie wiatr milszym powiewem. Obyś już, Panie, chłosty twej ubliżył, A dał naprawić to, co jest zepsute, Przyjmując przodków i naszą pokutę. Miłoć to wprawdzie brać po ojcach pługi, Obszerne łany i rozległe wioski: Lecz, o jak gorzko ich opłacać długi! Cóż po tym, że nam chatki naszej wioski Z krwawym nabytkiem dziadów zostawili, Kiedy to wszystko nieładem zmącili. Drzymali na swe pasmem ciągłe szkody, Zdradną letargu ciszą zamroceni; Na pastwę dumy pękały dochody, Które kmiotkowie wieźli uciśnieni: Dziczała rola, wzgardzono rzemiosła, Themis 3 gdzieś w obce strony miecz poniosła. Poszła w paradę zbrojną twierdz obrona, Błąd, duma, przemoc wszędzie rej wodziły; Najwyższej głowie związano ramiona, Aż też nie stało ni wątku, ni siły. Tego też wrogi zazdrośne czekały, By nas w swą matnią w zamęcie nagnały. Oby ten upad zdołał nas ocucić! My to, przysłowiu, mędrszymi po szkodzie, Czas już zwodnicze szkiełka z oczu zrzucić; PIEŚNI WIEJSKIE (VI) 1 z e f i r — patrz *. 93. przyp. 1. 2 niesfor — patrz s. 157, przyp. 3. (Themis (mit. grec. Temida) — bogini sprawiedliwości. 382  Nie łaj czasowi, o biedny narodzie! Też przedtem gwiazdy tym krajom świeciły, Z ludźmi lepszymi lepsze czasy były. Darmo pokątnie kraczesz na sternika: Popraw twą nawą, a dobrze popłynie; Dziękuj mu jeszcze, że tu burza dzika Jej nie pogrzebią w niewrotnej ruinie. Lecz to twój zwyczaj zawsze Panów winić, A w martwych zwłokach wielkimi ich czynić. I ów, co tysiąc zamków ci zmurował,4 Coć praw nauczył i swej roli znania; I ten, co kogoś... za Dźwiną wojował,5 Przecież nie uszli twojego gderania. Takiś im przypiął ciernik w ich koronie, Chociaż obydwóch płakałeś po zgonie. Lecz ciętą dumą, Panie, pono smucę. Nie frasuj się, nie!... już to złe minęło! Ja to z radości, że go nie masz, nucę; Lepszych nam wieków światełko błysnęło, W lepszym widziałeś wioski nasze stanie. Już też wieczerzą dają na stół, Panie. PIESN XI Już dzień zabłysnął, jutrzenka różana, Światłowrotnego córa Tytana,1 Nowe potwory lica swego blaskiem Do przeciwnogów 2 wygnała z trzaskiem. Wszystko się śmieje, raduje, weseli, Z chłodno-wilgotnej wstając kąpieli, A krasnym zdobiąc promyczkiem swe czoło, Przybyły dzionek wita wesoło. * 5141 ów, co tysiąc zamków ci zmurował — Kazimierz Wielki. 51 ten, co kogo ś... za Dźwiną wojował — Stefan Batory. PIEŚNI WIEJSKIE PCI) lSwiatłowrotnego córa Tytana (mit. grec.) — Eos, Jutrzenka, była córką jednego z Tytanów, Hyperiona. iprzeciwnogi — antypody. 383  Ptaszęta głodne, co świta czekały, Za swoim żerem już poleciały; I nasze kury spod strzechowej grzędy W toż się dla pastwy rozbiegły wszędy. I bydło, widzę, przypędzono z rosy, Co je swawolni strzegli młokosy; Krowy i owce podoiwszy swoje, Wracają z obór skrzętne dziewoje. Czas to wstać będzie, kiedy ludzie wstali: Ten, któregośmy wczoraj witali, Może już także ze snu się obudził, Chociaż się dosyć chodząc natrudził. Wziąwszy bandurę 3 pójdę go nawiedzieć I mu dzień dobry wiejski powiedzieć, Aby on wiedział, jak go miłujemy, Czy gdy spać idziem, czy gdy wstajemy. d u r a — trzystrunowy instrument muzyczny, rodzaj lutni.  |4 ŁiiTiif rrzoda^to WiŁnich, to (if dlj ru^wwił^ {rzez których pańilwa i narody Iirzo! umilimy: dobroć tobie zn3o* Zacnego fana. OBA XT. Do irpoir. C3zt>oao twarzy, Węfy pokrętae! Po» lisie aa was ród zniciwśoafy: Dworuij fobie dziewczęta nftrętce, Od dawaey Polek dalekie chwaty. t Gdy paltu cudze mierzy} grudce, i A wirek roarfowy ftrcamł władał; Uyrauięc rr ten czas oczy fcobice, Botek mitc&i aa wftach Kadet. Gdy fili aa popis rycerze nafi, A męflweiu tchnęła twarz okazałaś {Maryna, patrzęc, fiepoęłi Bafi: „Za ten węi czarny iycicbym dałet X i« o * Di««a, tS Gdy naft. Czarnecki ielazem, I dla Oyayzny krew fwę poświęcał} W&yfllue go Polki wielbiły razem, A ott tym aafem węla pokręca!, Ja** trzeciego gdy Wiedeń flawil, Głos był powłietfeay miedzy Niemkami: „ Oto Król Poliki, co nas wybawił, „ jakie mu pięknie z tętni t»|ińmi! Smutne w narodzie dzifiay odmiany. Rycerłkj iuioą Nieć (ię brzydzi} A dla uicy Dorant, wódkami zlany, i z *ff« razem i z męftwa &ydzi. Kogo wftyd matki, ojców i braci, Nie~h % z fwoicgo kraiu samęft : Ja za* z oyczyftey chlubny poftaci, Im iefceze l*obk, pokręcę wffii. *ss*3&a* L 3 Oda Franciszek Dionizy Kniażnin, Oda XV. Do wąsów, Poezje. Tom. I. Strony 84 i 85.  2^4 Zabaw? Non Jontus & Jan Jus, n^ti ttris acer~ vtt i (> auri JE groto domino ded<t.vir c<>rpnrc febr es, / dlcat poffejfor oportet, Si comportMtis rebus bent c fi gitar uti, Ilorut. Epift. L. i. ep, WIERSZ ZLOZONY cl > I :> c o LXXIIf. Coz to fły fzy? co 7rm fty me uśpione budzi ? Czy rzecz fama, c,*v płonna mnie nadzieia lutłzi ? Czyliz w czafie urifkow okropnym, v kiedy Polfki naród po\*izechne ogarnęły biedy, Gdy obfzerne w nim zewf/ąd targaią granice: Boftwoiakieś łafluwenań obraca lice? Nie Felicjan Wykowski, Cóż słyszę? Co zmysły me uśpione budzi... „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne", 1774. Tom 10, część II. Strona 224.  FRANCISZEK ZABŁOCKI (1752—1821) Komediopisarz, poeta, publicysta, tłumacz. Związany z warszawskim środowiskiem literackim eks-jezuitów. Współpracował z „Zabawami Przyjemnymi i Pożytecznymi” w 1. 1774—1777, pracował w kancelarii Komisji Edukacji Narodowej, był członkiem Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych. Współpracował z teatrem. W czasie Sejmu Czteroletniego był czołowym poetą stronnictwa patriotycznego. Brał udział w powstaniu kościuszkowskim, pełnił przez pewien czas obowiązki sekretarza Wydziału Informacji Rady Najwyższej Narodowej. DUMA UBOGIEGO LITERATA Gdy czytam płód swej pracy, com nią, wieszcz ubogi, Drzymał w kącie nieznanym i ziemskie czcił bogi, Upatrując jakiegoś zysku promyk lichy; I płacz mnie rzewny bierze, i niewczesne śmichy. Bo jakąż, nieraz myślę, mam korzyść z tej sztuki, Którą gardzą surowi mędrce i nieuki? A gdy czasem przez litość swe dadzą przyznanie, Ich chwałę mam za obiad, afront za śniadanie. O! srogie bajecznego Parnasu dziewczyska!1 Bodajbym nigdy w wasze nie zajrzał siedliska! Siedliska, gdzie nic nie ma, prócz ostu i trawy, Na upleć 2 uczonego wieńca próżnej sławy. DUMA UBOGIEGO LITERATA 1 bajecznego Parnasu dziewczyska — muzy. * u p 1 e ć — uplecer.ie. 25 — Poezje... 385  Szczęśliwszy stokroć nad nas rzecznik wyszczekany, Co broniąc jednej strony, obelżywe piany Na przeciwną wyślinia; bo za swoje jady Troistym zamkiem ciężkie waruje pokłady. Szczęśliwszy wiercipięta, dworaczek obrotny, Choć kostera, choć pijak, choć urwis istotny; Bo za jego wykręty, obłudę, matactwa, Świat kadukiem liczne mu szle coraz bogactwa. Szczęśliwszy arytmetyk! Za sztuczne rachunki Pakuje ważne złoto w łokciowe ładunki: A choć pisze i skrobie, zetrze i przygładzi, Przecież pana okradnie, a sobie zgromadzi. Nie ma z tego nic u nas: złoto lub w Olkuszy, Lub jaki zdobi bałwan podłomyślnej duszy. Przecież, Mido bogaty 3! spod rysiej opuchy 4 Wszyscy widzą nikczemnych osłów długie słuchy. Pod kim smukły arabczyk, dla bodźca ostrogi Zwinąwszy się, obali kilku w rynsztok z drogi. Pode mną, hola, ludzie! ledwie pstrosz włogawy 5 6
Z Nowego Świata zajdzie do starej Warszawy. Lecz co ja, lichy pismak? był o ć wieszczów wiele, Co sobie wywróżyli dudka na kościele; A że innych nie wspomnę, pierwszy przed innemi, Stań mi tu, sławny Tassie fl, włoskiej skrzypku ziemi 1 Na cóż mu się przydało, iże świat uczony Na jego przeniósł 7 lutnią Homerowe strony? Lub że ktoś 8 w starganego nędzą życia zgonie Chciał laurem w Kapitolu siwe wieńczyć skronie? Na co mu się przydało, że zimne popioły 3 	M ido bogaty — Młdas (mit. grec.), król Frygów. Dionizos obdarzył go mocą zamieniania wszystkiego w złoto. Kiedy podczas zawodów muzycznych między Apollinem i Marsjaszem (Panem) Midas przyznał zwycięstwo Marsjaszowi, Apollo ukarał go oślimi uszami. i spod rysiej opuchy — spod rysich wyłogów, spod rysiego futra. 8 	pstrosz włogawy — koń pstrokaty, chromający. 6 T a s s o — Torąuato Tasso, z zacnej bardzo familii włoskiej pochodzący, napisał sławne poema: Jeruzalem uwolniona, od dzieciństwa aż do śmierci był od fortuny prześladowany (przyp. aut.). 7Na jego przeniósł — nad jego przeniósł. 8 Lub że kto ś... — Klemens VII chciał go laurem w Kapitolium wieńczyć, ale Tasso w wilią tego obchodu umarł (przyp. aut.). 386  2 drogich rznięte porfirów dźwigają mauzoły9? Kiedy, będąc za życia w ciężkiej poniewierce, Rozum nędzą hartował, a zgryzotą serce? Niemiły taki frymark10! Lepszy kawał chleba, Póki mam czerstwe zęby i grosza, co trzeba. Lepiej być o baranie albo lisim grzbiecie, Niż po śmierci gronostaj tylko na portrecie. Otóż masz, Apollinie! Patrz! pod twymi znaki W jak odartym świecńemy mundurze, chudaki! A gdy się drzem za laurem, dobrze, jeśli który Brudnej na łeb szlafmycy zarwie lub misiury. Weź zatem swoję lutnią, weź strony i smyki! Nie chcę odtąd ni pochwał, ani znać krytyki, Jeśli tylko ten krytyk, co w inszych rozumie To nazywa być błędem, czego sam nie umie. JOANNES SARCASMUS i Arma virumque cano... Nascitur ridiculus mus.2 Biorę przedsię rządowe napisać systema, Czy lepiej, kiedy jest król, czy kiedy go nie ma. Lecz, nim to ustanowię, rozstrząsnę najpierwej, Czy lepiej w panowaniach mieć, czy nie mieć przerwy. A że już pracowało wielu w tym przede mną, Nie wstydźmy się nauką oświecić wzajemną. Siądźmy, wszystko czytajmy! Dzieło Seweryna 8 Imauzot (mauzoleum) — grobowiec, sarkofag. 10 frymark — wymiana, handel. JOANNES SARCASMUS lJoannes Sarcasmus — Jan Szyderca. S Ar ma v irumque cano... — opiewam broń i męża; początek inwokacji Eneidy Wergiliusza. Nascitur ridiculus mus (powinno być: Nascetur ridiculus mus) — rodzi się śmieszna mysz — słowa Horacego z jego listu Do PIzonów (Sztuka poetycka): Parturiunt montes nascetur ridiculus mus — góry zlegną w połogu, urodzi się śmieszna mysz (przekład T. Sinki), powiedzenie o poecie, który wiele zapowiada, mało dotrzymuje. S Dzieło Seweryna — mowa o głośnej broszurze politycznej hetmana polnego Seweryna Rzewuskiego O sukcesji tronu w Polszczę rzecz krótka. 387  „Uderzony o łóżko" — dość się źle zaczyna. Człek, choć hetman, kiedy śpi albo jest w chorobie, Czy może dobrze myśleć, nieprzytomny sobie? Wszak zgadłem, zagorzały ten entuzjasta Chce widzieć wsie w perzynach, w rozwalinach miasta. „Wtenczas szlachcic swe więzy poczuje dopiero. Gdy go chłop przed sąd pozwie." A cóż to za Nero? Mój Boże! jak się łacno człek ku złemu skłania! Ojciec jego pobożne pisywał kazania,4 Radził miłość bliźniego, dobry chrześcijanin, A syn nie chce go czytać, okrutnik, poganin! — A toż pismo? — Następstwo królów radzi Morski5 Bardzo pięknie i mocno, rzecz dobra, styl dworski. Choć pospolicie garncarz nie lubi garncarza, Chwalę pismo i radbym uściskać pisarza. — A toż kto? — Referendarz litewski, ksiądz Iiugo. — Jestem referendarskiej uprzejmości sługą! Pewna jego z urzędu idąca opieka, Będzie radzić nam chłopa kochać jak człowieka Lub z niepotrzebnym jakim wypadnie wilkierzem 6, O czym bym chciał pomówić wprzód z wielkim kanclerzem7. Wreszcie nie wadzi czytać. Dalibógci, a to Co do serca Sokrates, co do myśli Plato! Lecz czy to wszystko prawda? Bo dziś jest w zwyczaju Często pisać marzenia, mości Kołłątaju! Trudno nie mówić prawdy, nie chybiasz na jota, W całym piśmie tchnie rozum, miłość, ludzkość, cnota, Krytyka, wzięte z dziejów krajowych dowody, Korzyść ciągłych panowań, bezkrólewiów szkody. Wytknąłeś możnych względem uboższych prawidło, 4 Ojciec jego pobożne pisywał kazania — Wacław Rzewuski tłumaczył m.in. psalmy pokutne. 5 Tadeusz Morski (1752? — 1825) — publicysta, poeta, tłumacz, autor Uwag nad pismem Seweryna Rzewuskiego, hetmana polnego k[oionnego\, „O sukcesji tronu w Polszczę”, Warszawa 1790. 6 w i 1 k i e r z — ustawa regulująca stosunki wewnętrzne w miastach lub wsiach lokowanych na prawie niemieckim. 7 wielki kanclerz — mowa o Andrzeju Zamoyskim, twórcy Zbioru praw sądowych. 388  Siebie cenić nad ludzi, drobiazg mniej jak bydło; Wybierać, strącać królów, łowić królewszczyzny S * * 8. O, wy, stróże wolności! o, ojce ojczyzny! Miałeś słuszność, hetmanie! Ona cię przywiodła, Jak wielbić bezkrólewia, fortun waszych żrzodła. Gdyby nie bezkrólewia, te dla was jarmarki, Na których za tron starostw robicie frymarki, Jeszcze byś i ty, co się dziś nazywasz panem, Musiał dobrze zapocić nad dziadowskim łamem. Jeszcze byś umiał cenić zaszczyt chleba drogi, Na Chlebie to tak wierzgasz, chleb to ci dał rogi. — A to kto? — Wojciech Turski9. — Cóż na pisma czele? — O tym, o tym i o tym. — Nie żartem coś wiele? — „Bałwanie! ty, którego ten chce, ten się boi, Ten ucieka, ten goni, ten klęczy, ten stoi, Temu się często z tobą zmiele, temu skrupi." W imię Ojca i Syna... ten człek, widzę, głupi. „Czemu straszny ekonom? Temu bez pochyby, Że ma w swoim władaniu nahaj, gąsior, dyby." W imię Ojca i Syna i świętego Ducha! Niechże go kto rozumie i czyta, i słucha. „Przypatrzmy się wszech rzeczy ogólnej naturze, W niej wszystkie muszą dobry mieć swój zamiar burze. Zbierze się czarny obłok, trzęsą gniewne nieba, Zachodzi brudną sadzą twarz płowego Feba 10. Tłuką grady plon roli, las przed wichrem pada, Mór liczne gubi trzody, idą wniwecz stada. Wtem słońce spojrzy na świat, wylata Fawoni, Kwili słowik żal dawny, skowroneczek dzwoni, Biega z czułym pasterzem pasterka po łączce, Tak właśnie bezkrólewie!" — Wartogłów w gorączce! — „Niech z córką bogatego ubogi się żeni, A tak się niebezpieczny ród panów wypleni". — S 	królewszczyzny — dobra królewskie oddawane w dzierżawę lub w zastaw, bądź przekazywane możnowładcom jako darowizny. 9 Wojciech Turski (1756—1824) — publicysta, tłumacz, poeta, autor Myśli o królach, o sukcesji, o przeszłym i przyszłym rządzie. Warszawa 1790, przeciwnik monarchii i despotyzmu. 10 F e b — zob. s. 122, przyp. 1. — Fawoni — wiatr zachodni. 389  Pozwalam. — „Mamy ołów, wystrzelajmy królów, I tyranów, i panów, a zróbmy konsulów." — Tak właśnie i ja myślę, toż i moje czucie; Witajże, polski Gonto 11! witaj, rzymski Brucie11  12! Tyś u mnie pierwszy konsul, a ja starym wzorem Będę niósł przed waszmością pęk soszek z toporem 13. Daj mi rękę, konsulu, czyńmy krok do sławy! — Gdzież mnie wiedziesz? — Gdzie trzeba! do domu poprawy. Tam za to, żeś zły i że w gębie nie masz smaku, Dadzą ci pięćset rózeg, dobranych bez braku. A że i głupstwo ze złą połączyłeś wolą, Osadzą cię za kratą i głowę ogolą. DONIESIENIE * Jestem teraz w robocie pisania żywotów Wszystkich naszych łajdaków, szelmów i huncfotów, Jeśli mi w chęci mojej Bóg pobłogosławi, To dzieło, spodziewam się, ciekawych zabawi. Przezacna powszechności! życz mi w tym wytrwania, Do czego miłość mojej ojczyzny mnie skłania, Ja zaś wtenczas skuteczną pochlubię się pracą, Gdy się z wstydu choć jeden obwiesi ladaco. DO POWSZECHNOŚCI * Przezacna powszechności! nie sądź mię Zoilem 1, Wiem, że paszkwil nie zdobi uczciwego pióra; 11 polski Gonta — Iwan Gonta, starszy setnik kozaków nadwornych Salezego Potockiego w Kumaniu, jeden z przywódców powstania antyszlacheckiego na Ukrainie w 1768 r. 12 B r u t — mowa o Brutusie (85—42 p.n.e.) jednym z zabójców Cezara. 13 pęk soszek z toporem — soszka, w znaczeniu rózga, rózgi z toporem — znak władzy konsula rzymskiego, noszony przed nim przez liktorów. Aluzja do pomysłów Turskiego, który proponował wprowadzenie w Polsce władzy konsulów. DO POWSZECHNOŚCI Autorstwo wierszy oznaczonych gwiazdką jest sporne. 1 	Z o i 1 — zob. s. 197, przyp. 4. 390 Ale kiedy ich całe życie jest paszkwilem, Na które się prawdziwie otrząsa natura, Kiedy widocznie idą na ojczyzny zgubę, Ostrzegać, choć paszkwilem, mam sobie za chlubę. DO FIAKRÓW * „Jedź, synu, gdzie pobożne wiodą cię pochopy, Świećcie na jego żagle, z Poluksem Kastorze 1!" — Słowa do Telemaka 2 czułej Penelopy, Gdy ojca szukać jechał za dalekie morze. „Niebezpieczna jest twoja, Jazonie 3, wyprawa, Barany w złotych runach srogie i zdradzieckie. Kolchos zbyt oddalone, lecz, Jazonie, sława!" Tym grzały Argonautów pierś matrony greckie. „Jedź, synu, nieszczęśliwym pociągniony losem, Jedna miłość ojczyzny twoja jest nadzieja. Chwalebną życia wzgardą panuj nad Minosem, Giń albo zwycięż potwór!" Słowa są Egeja 4. „Tein potwór, pół srogiego człowieka, pół wołu, Niedoli hańbą Aten! Już rok mija trzeci, Jak mu dumny Kreteńcz^k do srogiego stołu Krew pić, ciała pożerać daje naszych dzieci." „Idź, mała od okrutnej książeczko Tauryki, Niech się Rzym dowie, co są oszczepy, co dzidy, Na jaki ja to patrzę lud zdradziecki, dziki; DO FIAKRÓW lz Poluksem Kastorze (mit. grec.) — Kasior i Polluks — herosi greccy, dwaj bracia bliźniacy, brali udział między innymi w wyprawie Argonautów. Zeus zgodził się, aby po śmierci kolejno jeden dzień żyli, a jeden spędzali na niebie jako gwiazdy w konstelacji Bliźniąt. Gwiazdy te były szczególnie czczone przez żeglarzy. 2 T e 1 e m a k (mit. grec. Telemach) — syn Odyseusza i Penelopy, bohater Odysei, wyjechał na poszukiwanie ojca. 3 Jazon (mit. grec.) — wyruszył na czele herosów na okręcie Argo do Kolchidy po złote runo. 4Egeusz (mit. grec.) — jeden z pierwszych królów ateńskich; wyprawił syna swego, Tezeusza, na Kretę, aby zabił potwora Minotaura, któremu Ateńczycy mieli obowiązek składania corocznie siedem dziewcząt i siedmiu chłopców na ofiarę. 391  Alić August przeczyta!" Tak nucił Owidy 5. Ekwipaże, remizy, fiakry, bryczki, wozy,6 Wy jedni warci mego zaufania gońce, Składy gorliwych moich pism, wiersza i prozy; Panuj nad wami, ciemna nocy! gaśnij, słońce! Śnie, któryś sto ócz zamknął strzegącemu Io 7, Na miłość cię ojczyzny wzywam, nie Junony, Niech się wszystkich stangretów oczy tobą kiiją. Bym, gdy pisma rozrzucam, nie był postrzeżony. Jedźcie, fiakry, szczęśliwie! Jeślić mamy tropy, Że niegdyś cnoty człeka uczyły zwierzęta, Fiakry! wy nasze Fędry, Pilpaje, Ezopy! 8 Uczcie zdrajców ojczyzny, co jest miłość święta! OPISANIE GENIUSZA SATYRY AUTOROWI PASZKWILÓW Pisz albo cię ubiję! — Przebóg! co? — Pochwały. — Czyje? — Wielkich Polaków. — Gdzież oni? — Zuchwały! A sejm? — Z czegóż go chwalić? — Iz osób, i z celu. — Czyż wielkich ma oznaczać to samo, co wielu? Czyliż cel idealny spodzianych korzyści Wart pochwał, kiedy ja wiem, że się nie uiści? Potem jużem sejm darmo chwalił. — To odwołaj! — Żal mi w nim kilkudziesiąt słusznych ludzi. — To łaj! — Alboż to moje pióro ma być posłów szalą? Znając się oni lepiej, gdy nawzajem chwalą. — Jedno z dwojga: gań czy chwal albo we łbie kula! — 5 Tak nucił Owidy — aluzja do wygnania poety rzymskiego Owidiusza, który zesłany został przez cesarza Augusta do Tomi nad Morzem Czarnym. T a u r y k a (Tauryda) — dawna nazwa Krymu. 6 ekwipaże, remizy, fiakr y... — aluzja do sposobu kolportażu broszur politycznych i pism ulotnych, które poeci stronnictwa patriotycznego rozpowszechniali przy pomocy różnego rodzaju pojazdów. 7 I o (mit. grec.) — kapłanka Hery (Junony) ukochana Zeusa, Hera z zazdrości zamieniła ją w jałówkę i kazała strzec jej stuokiemu Argusowi, który podstępnie został uśpiony przez Hermesa opowiadaniem bajek lub gTą na flecie. 8Fedry, Pilpaje, Ezopy — b/.jkopisarze starożytni. F e d r u s (I w. n.e.) — bajkopisarz rzymski; Ezop — rzekomo współczesny Solona (VI w. p.n.e.) bajkopisarz grecki; Pilpaj — legendarny bajkopisarz indyjski. 392  A to napaść litewska! Otóż ganią kióla. — Za cóż? — Za co? Zbyt dobry! wie, kto nam kość rzuca, Ma laskę, ma Potockich, czem go nie ukróca? — Przymawiasz Branickiemu? — I owszem, królowi. Za co tak delikatny? czem prawdy nie powi? Ja, gdybym był nim, rzekłbym: Zgromadzony sejmie! Poty z nas dumny Moskal swych kajdan nie zdejmie, Póki będziem mieć skrytych zdrajców wpośrzód siebie. — Mości panie Branicki! mowa ta do ciebie; Nie chciałbyś też za króla i narodu łaski, Gdyś ich zdrajcą, przynajmniej pięknej nie brać maski? — Ani ja, ani naród, krwie twej nie jest chciwy; Jeśli możesz, popraw się tylko, bądź poczciwy. — Jeślić ten świętokradzki Kuźma 1, ten szkarada, Na głos twój broń rzuciwszy u nóg twych się składa, Za cóż by i w tym łotrze, w tym narodoburcy, Nie miało serce mięknąć na głos swego twórcy? — Tu już król; gańże drugich! — Nie podchlebiam sobie, Żebym wielu potrafił ganić w tym sposobie. — Marszałkowie? — Co rzekł król, wszak każdy pamięta, Że cnota w Małachowskim, w Sapieże * 1 2 talenta; A że słowa królewskie są przecież człowiecze, Ja w pierwszym wielbię cnotę, w tym talentom przeczę, Chyba się złość i podstęp talentem zwać mogą; W tym równego Sapieże nie widzę nikogo. — Cóż posłowie? — Z owoców drzewa poznajemy. W trzech częściach nie znam sejmu. Jak go znać, gdy niemy? Czwarta, co bardzo mało, dzieli się na części, Jedni dobrzy do rady, inni i do pięści; Wżdy i pięści nieczynne i w przewłokach rada, OPISANIE GENIUSZA SATYRY... 1 K u ż m a — uczestnik zamachu na króla w listopadzie 1771 r. Ułaskawiony przez króla emigrował z Polski i przebywał we Włoszech pod przybranym nazwiskiem Kosińskiego. 2 Kazimierz Nestor Sapieha (1750—1798) — generał artylerii li•wskiej, drugi obok Stanisława Małachowskiego marszałek Sejmu Czteroletniego. Utalentowany mówca. Należał do złotej młodzieży, a jako syn siostry Ksawerego Branickiego skłaniał się w czasie sejmu początkowo ku stronnictwu zachowawczemu. 393  Suchodolski 3 część zaplwa, a część ich przegada. — Jakież sprawy sejmowe? — W sto tysięcy wojska Obcą przemoc nad nami obala moc swojska; I to chwalę. Odarci z majątków biskupi; Ja to ganię, lecz większa liczba, chwalą głupi! — Cóż Poniński4? — Poniński? Tu sęk odpowiedzi, Czy go ganić, że uciekł, czy chwalić, że siedzi. Lecz, poniechawszy przyczyn, a patrząc na skutki, Chwalę go; przezeń wielki nasz hetman 5 malutki. I choćbym mógł przyganić, chwalić przecież wolę, Bo ten, co mu dół kopał, sam łotr, siedzi w dole. — Ponieważ trafiasz w prawdę, wieszże, ktom jest? Dusza... Cóż to? nie znasz satyry twego genijusza? Daję ci moje pióro; tym końcem tak pisze, Jak niegdyś Persyusze 6, jak Juwenalisze 7 I jak wasz Naruszewicz; tym tak, jak Horacy, Jak Krasicki, niemocno dość dla was, Polacy! Wasi zbrodnie8 twardszego są nad rzymskie grzbietu, Nie czują kłucia pióra, gdy nie ma sztyletu. Przed wszystkim zalecam ci: trzymaj się Boala °! On, kiedy gromi zbrodnie, imion nie ocala; Inaczej nic nie zdołasz. Satyra nie taka, Zamiast poprawić, jeszcze zabawi łajdaka. A tu idzie o kraj twój, biedny oczywiście! Będzie mu lepiej, tylko mocno, śmiało piszcie! — W tym z oczu utraciłem marę genijusza, Patrzę! jużci mi hetman zabrał pół arkusza. SWojciech Suchodolski — poseł chełmski, przedstawiciel obozu konserwatywnego i opozycyjnego na Sejmie Czteroletnim, znany mówca sejmowy. 4 Adam Poniński (1732—1798) — marszałek sejmu 1773—75, na którym przeprowadzono zatwierdzenie pierwszego rozbioru. Przywłaszczył sobie znaczne sumy z funduszu pojezuickiego przeznaczonego dla Komisji Edukacji Narodowej, za co sąd sejmowy 1789 skazał go na utratę urzędu i banicję. 5 hetman — aluzja do hetmana wielkiego koronnego, Franciszka Ksawerego Branickiego, przywódcy opozycji przeciw królowi. • Persyusz — Aulus Persius Flaccus (34—62), satyryk rzymski. Uuwenalisz — Decimus Iunius Iuvenalis (ok. 60 — po 127), satyryk rzymski. 8Wasi zbrodnie — wasi zbrodniarze. 9 B o a 1 — Mikołaj Boileau-Despreauk (1636—1711); poeta francuski, autor Satyr, poematu Sztuka poetycka. 394 DO JEZIERSKIEGO KASZTELANA1, ODGRAŻAJĄCEGO PALEM NA RĘKĘ PISZĄCEGO PASZKWILE * Ręko moja! nim będziesz przybitą do pala' Za śmiałość opisania złej bandy Foksala * 1 2; Nim będziesz, drobna ręko, łbów wielkich wspólnicą, W bliskim bardzo sąsiedztwie pała z szubienicą, Nim będziesz mijających ustraszać przechodni, Domysłem uczestnictwa wielkiej jakiejś zbrodni, Domysłem, stąd pozornym, że gdzie hetman 3 wisi, Gdzie Jezierski, gdzie wszyscy zdradą z nim pobliżsi, Tam też i ręka inna nie może być jaka, Tylko takiego, jak ci, hultaja, łajdaka. Ręko moja! stępione pióro twoje zatnij, A błazna Jezierskiego dokończ rys ostatni. Błażnie! czy to nie w wolnym kraju żyjem, błaźnie, Żeby ci prawdy mówić nie można wyraźnie? I jak śmiesz, błaźnie, palem ręce straszyć czyje, Gdy już naród na twoją wyrok pisze szyję? Błaźnie! to ty żyć możesz pod plamą nieczystą, Dla wszystkich ludzi oszust, sobie egoistą, Żyć możesz, łotrze, w zacnym radnych siedszy rzędzie, Służyć zdrajcom ojczyzny za zdrady narzędzie? Błaźnie! to tobie wolno w śmierci niemal progu. Któregoś nigdy nie znał, bluźnić Stwórcy Bogu? I mówić, jak już nieraz słyszeli zgorszeni, Że nie ma Boga, kto go w swej nie ma kieszeni? Błaźnie! to tobie wolno ze sprawcami zdrady Rok przeszło bezskutecznie przepędzać obrady, I raz tu, drugi raz tam, w czasu poniewierce DO JEZIERSKIEGO KASZTELANA... 1 Jacek Jezierski (1722—1805) — działacz gospodarczy i polityczny, publicysta. Kasztelan łukowski od r. 1775. Poseł na sejmy 1764—1792. Przeciwnik radykalnych reform mieszczańskich. Zainteresowany rozwojem gospodarki kapitalistycznej zakładał manufaktury i prowadził poszukiwania geologiczne. Dorobił się ogromnego majątku z przemysłu, handlu ziemią i lichwy. t binda Foksala — Foksal, ogród w Warszawie, potem ulica, miejsce spotkań i zebrań stronnictwa opozycyjnego hetmańskiego. 3 	hetman — Franciszek Ksawery Branicki. 395  JULIAN URSYN NIEMCEWICZ (1758—1841) Poeta, dramatopisarz, powieściopisarz, historyk, pamiętnikarz, publicysta, tłumacz. Od 1770 kształcił się w Szkole Rycerskiej w Warszawie. Był adiutantem Adama Kazimierza Czartoryskiego. Podróżował po Europie. W 1788 został posłem na Sejm Czteroletni. Uczestniczył w naradach poprzedzających uchwalenie Konstytucji 3 Maja 1791. Brał udział w pracach Komisji Edukacji Narodowej i Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych. Uczestniczył w powstaniu kościuszkowskim jako sekretarz i adiutant Kościuszki. W bitwie pod Maciejowicami został ranny i wzięty do niewoli. Do ważniejszych utworów napisanych przed upadkiem • Rzeczypospolitej należą: utwory dramatyczne — Władysław pod Warną, Powrót posła, Kazimierz Wielki; Bajki (polityczne z okresu Sejmu Czteroletniego); wiersze polityczne. SOWA, ZIĘBA I KROGULEC Bajka tłumaczona z perskiego1 W zielonym, miłym gaiku Przy jasno-chłodnym strumyku, SOWA, ZIĘBA I KROGULEC 1 Bajka powstała najpewniej w listopadzie 1738 r., w związku z deklaracją pruską rezygnującą w praktyce z gwarancji nad Polską (por. J. Dihm, Niemcewicz jako polityk i publicysta w czasie Sejmu Czteroletniego, Kraków 1928 1 J.U. Niemcewcz, Powrót posła oraz wybór bajek politycznych. Oprać. Z. Skwarczyński, Wrocław 1970, s. 99). Bajka tłumaczona z perskiego — mistyfikacja często stosowana w XVIII wieku. 398 Na wierzchu dawnego dęba, Gdzie woda i żer gotowy, Żyła nieszczęsna Zięba Pod srogą przemocą Sowy: Ale jakie biedne życie! Jęczała nieboga skrycie Nad rodu całego losem, Sowa coraz nowym ciosem Szkody jej srogie zadawa, Bez względu na ptaszę prawa Gwałty wszędzie rozpościera, Wszystko psuje i zabiera! Nieraz znienacka przyleci I zrzuciwszy Zięby dzieci, W jej gniazdo — Pani nadęta — Wkłada swre własne Sowięta. W tak przykrym stanie Płacz i narzekanie Zostały biednej ptaszynie. Alić na bliskiej jedlinie Siedział Krogulec mocny, lecz wspaniały, I widząc ród ptasząt mały, Pod strasznym gwałtem ugięty, Szlachetną litością zdjęty,2 W urzędzie Pełnomocnika Wysłał do Zięby Słowika Z szczerym nad nią użaleniem I z przyjaźni oświadczeniem. Pełniąc swoje obowiązki, . Siadł Poseł na brzegu gałązki, Gdzie było Zięby mieszkanie, I tam przez słodkie śpiewanie Jej się niedoli lituje, Pomoc pewną obiecuje Naprzeciw gwałtom Tyrana. Na głos ten Zięba stroskana Z radością nadstawia ucha f Szlachetną litością zdjęty — aluzja do przyjaznego zwrotu w polityce pruskiej. 399  I już podchlebna otucha W smutnym sercu radość nieci, Już jej maleńkie dzieci Na głos tak wdzięczny, tak miły Z gniazda główki wystawiły. Zazdrosna Sowa, że posłaniec nowy Taką odmianę sprawił swymi słowy, Zaczęła także z swej strony Wrzeszczyć przykrymi tony, Lecz próżno: każdy zrozumie, Bo Sowa śpiewać nie umie. Wtem już śmielsza Zięba mała Więcej Słowika słuchała. Gniewem okrutnym przejęta, Gdy się Sąsiadka zawzięta Rzuca, nadyma i gniewa, Że skuteczniej Słowik śpiewa, Zięba tak do niej mówiła: ,,Moja ty Pani miła! 3 Kto się nade mną lituje, Kto mię wspierać obiecuje, Kto przyjemniej do mnie gada, Tegom wdzięczniej słuchać rada. Ty się dziwić nie przestajesz? Ty, co mnie szarpiesz lub łajesz!" GMACH PODUPADŁY1 Powieść wyjęta z manuskryptów pizeduniowych Nieraz ten, co bajki plecie, Trefunkiem i prawdę powie. ! Moja ty Pani miła! — aluzja do przygotowywanego przymierza polsko-pruskiego w 1790 r. GMACH PODUPADŁY 1 Bajka odtwarza sytucję z 1789 r. kiedy to na sejmie ścierały się różne projekty, oddalające istotną i trwałą reformę (por. Z. Skwarczyński, op. cit., s. 102). 400 DO EXULANTÓW POLSKICH...