wżynać się

Słowo poświadczone w fotocytacie:
(...) Otrzepał siwe od kurzu ubranie, dźwignął plecak ruszając w kierunku wzgórz widocznych na horyzoncie całkiem nieźle z jego miejsca, tak, całkiem nieźle, choć kiedy, idąc, przypatrywał im się nieco dłużej, od razu przypłaszczały się, rozpływały w jasnej, drgającej mgiełce, czymś w rodzaju gorącego oparu, który bił zapewne z ziemi, gdyż wiatru nie było wcale i nie mógł niesionymi tumanami zacierać ich konturów, a niżej, gdzie w słonecznej poświacie staczał się ku rzece burymi smugami las, zagarniając po drodze rozfalowane nad jarami słupy powietrza, czerniało stare pokurzysko osady młynarskiej, jeszcze zaś niżej rzeka wżynała się głęboko w parów, którym przejść można by obok Krzyżtopola nie zauważywszy go wcale, mimo że wieże świątyń, kominów paru fabryczek, mleczarni i garbarni sięgały, jak pamiętał, dość wysoko, i wszystko to osnute było pajęczyną jakiegoś dotykalnego, jak gdyby uchwytnego wzrokiem powietrza, które, na pozór przezroczyste, wydawało się przesycone białawym dymem; w ogóle zastanawiał się, czy też czasem nie śni, tak mu ten cały znajomy krajobraz zacierał się przed oczyma (no, nie zawsze, bo gdy przenosił wzrok z miejsca na miejsce, widział z osobna każdy punkt w przestrzeni wyraźnie, kiedy natomiast patrzył dłużej nieruchomo, krajobraz ów zacierał się prędko, zaciągając białawym dymem, a raczej czymś w rodzaju dymu, gdyż dymem nie było to na pewno), więc może śnił albo był chory, dzień cały nie jadł nic i nie zmrużył oczu przez dwie doby, być może również zaczął go już trapić niepokój i zrodziła się niepewność, najprawdopodobniej...

Dodatkowe informacje

Diachroniczna częstość użycia słowa (wystąpień na milion wyrazów):
Lokalizacja ekscerptu na stronie:
Adres bibliograficzny:
Odojewski, Włodzimierz 1962. Zmierzch świata, Warszawa : Czytelnik
Etykiety gramatyczne poświadczenia:
czasownikliczba pojedynczaforma zwrotna

Zastrzeżenia

W naszych materiałach trafiają się błędy, są nieuniknione w tak wielkim zbiorze danych. Procentowo nie jest ich jednak więcej niż w klasycznym 11-tomowym Słowniku języka polskiego pod red. Witolda Doroszewskiego. Ciągle je wyszukujemy i nanosimy natychmiast poprawki, co w epoce przedelektronicznej było zupełnie niemożliwe.